Harlan Coben – Już mnie nie oszukasz


Harlan Coben, Już mnie nie oszukasz [Fool me once], tłum. Robert Walić, Albatros, 2017, 416 stron.

Harlan Coben jak zwykle zapewnił mi kilka godzin wciągającej rozrywki. Było morderstwo, było napięcie i było zaskakujące zakończenie. Jeden z tych elementów leciutko mnie gryzł po zakończonej lekturze i ciągle się nad nim zastanawiam, ale nie zmienia to faktu, że autorowi „Już mnie nie oszukasz” z pewnością należy się uznanie za stworzenie kolejnej świetnej powieści.

Maya właśnie pochowała męża. Joe zginął od trzech strzałów w trakcie napadu rabunkowego, który wymknął się oprawcom spod kontroli. Kobieta była z nim wtedy w parku, ale nie zdołała go uratować – gdy zaczęła uciekać i wołać o pomoc trzecia kula dosięgła jego głowy. Kilka miesięcy wcześniej ktoś zabił jej siostrę i wydaje się jakby śmierć podążała za nią krok w krok. Mogłaby uciec w pracę, ale służba w wojsku, która więcej mówiła o niej niż cokolwiek innego, zakończyła się wraz z ujawnieniem nagrania z jednej z jej misji. W pionie trzyma ją odpowiedzialność za dwuletnią córeczkę i wrażenie, że właśnie teraz musi być silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Tym bardziej, że jakiś czas po pogrzebie na nagraniu z kamery umieszczonej w domu widzi swojego zmarłego męża…

Czytaj dalej

Elizabeth Adler – Sekret willi Romantica


Elizabeth Adler,  Sekret willi Romantica [Charmers], tłum. Adrian Tomczyk, Wydawnictwo Filia, 2017, 383 strony.

Wiedziałam, że „Sekret willi Romantica” nie będzie raczej książką, która zmienia spojrzenie na świat, wstrząsa do głębi i zaskakuje fabułą. Nie miałam wobec niej wygórowanych oczekiwań – chciałam zwyczajnie odprężyć się przy miłej i niewymagającej lekturze. Nie sięgam po takie tytuły zbyt często, ale czasami przyjemnie jest poddać się może trochę przewidywalnej, ale ujmującej historii. Problem w tym, że Elizabeth Adler napisała powieść, która ma tyle niedostatków, że radości z czytania miałam przy niej naprawdę niewiele.

Mirabella odziedziczyła willę Romantica po swojej ciotce Jolly, która zakończyła życie nagle – z nożem w plecach. Spadkobierczyni wyrusza w podróż, by zamieszkać w swoim nowym domu i poznać tajemnice, które ten niewątpliwie skrywa. Lata temu mieszkała tu Jerusha – kobieta, dla której willa została zbudowana. Czy rzeczywiście była morderczynią? Pytań o bliższą i dalszą przeszłość będzie sporo, a główna bohaterka będzie się musiała też mierzyć z teraźniejszością, w której ktoś ewidentnie czyha na jej życie. Nie będzie jednak sama, bo w pociągu poznaje Verity (dziewczyna uciekła właśnie od męża oszusta) i trochę z litości zaprasza ją do swojej posiadłości.

Czytaj dalej

Lily Brooks-Dalton – Dzień dobry, północy


Lily Brooks-Dalton – Dzień dobry, północy [Good Morning, midnight], tłum. Magdalena Słysz, Czarna Owca, 2017, 272 strony.

„Dzień dobry, północy” nie zabolała mnie tak, jak myślałam, że to zrobi. Spodziewałam się tego po książce, w której tak wiele jest samotności, analizowania przeszłości i przyglądania się nie tylko gwiazdom, ale i swojemu życiu. Nie ścisnęła mi serca na tyle mocno, żebym mogła się nią całkowicie zachwycić, ale może po prostu inne rzeczy ściskają mi je bardziej. Nie oznacza to jednak, że powieść stworzona przez Lily Brooks-Dalton nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia – jestem bowiem pewna, że zapamiętam ją na dłużej.

Czytaj dalej

Jane Harper – Susza


Jane Harper, Susza [The Dry], tłum. Magdalena Nowak, Czarna Owca, 2017, 376 stron.

Kiedy sięgałam po debiutancką książkę Jane Harper, nie miałam jakichś szczególnych przeczuć. Wystarczyło jednak kilkadziesiąt stron lektury i mój apetyt na naprawdę ciekawą historię zaczął rosnąć. Małe miasteczko, w którym wszyscy się znają, ale wcale nie oznacza to, że darzą się bezwarunkową sympatią, intrygujący klimat powieści - upał i trwająca drugi rok susza dająca się wszystkim we znaki oraz morderstwo, które wstrząsnęło niewielką społecznością australijskiej Kiewarry. Luke zabił najpierw swoją żonę, a później kilkuletniego syna. Następnie odjechał kilka kilometrów od swojej farmy i użył strzelby po raz trzeci – kierując jej lufę w swoją głowę.  

Czytaj dalej

Dominika van Eijkelenborg – Kiedy będziemy deszczem


Dominika van Eijkelenborg, Kiedy będziemy deszczem, Wydawnictwo Kobiece, 2017, 431 stron.

„Kiedy będziemy deszczem” to książka, której daleko jest do trzymającego w napięciu thrillera i zdecydowanie uważam, że przedstawianie jej w ten sposób działa jedynie na niekorzyść i jest przyczyną rozczarowań. Wiem, że sama czułabym ogromny niedosyt, gdybym czekała na dreszcz niepokoju pożądany przy tego typu pozycjach i nie dziwię się, że tak nastawionym czytelnikom ta historia może nie przypaść do gustu. Tym bardziej cieszę się, że przed lekturą miałam okazję zapoznać się z kilkoma opiniami, dzięki którym zdałam sobie sprawę czego mogę się spodziewać. Historii stworzonej przez Dominikę van Eijkelenborg bliżej do powieści psychologicznej, w której początkowe wydarzenia wcale nie są preludium do skupienia się na poszukiwaniu sprawcy, lecz pretekstem, by lepiej poznać emocje targające główną bohaterką.

Inga znika. Holenderskie miasteczko, w którym mieszka razem z mężem i dwójką dzieci, to stosunkowo niewielka przestrzeń, a jednak kobieta i jej pies rozpłynęli się w powietrzu. Policja szybko dociera do korespondencji mailowej, z której wynika, że nie była zadowolona ze swojego życia i miała romans. Czy rzeczywiście mogła uciec z kochankiem? Mężowi trudno jest w to uwierzyć, ale przecież w ostatnim czasie tak naprawdę jej nie zauważał, wpatrzony nieustannie w ekran laptopa i telefonu.

Czytaj dalej

Mark Twain – Przygody Tomka Sawyera


Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera [The Adventures of Tom Sawyer], tłum. Marceli Tarnowski, Bellona, 2014, 284 strony.

Wygląda na to, że ciągnie mnie ostatnio do książek, w których dominuje dziecięca perspektywa. Niedawno patrzyłam na świat oczami kilkuletniego Andersa z powieści Sigurda Hoela „Droga na kraniec świata”, a tym razem miałam okazję sprawdzić, jakie przygody przeżywał Tomek Sawyer w historii stworzonej przez Marka Twaina.

Bardzo się starałam sobie przypomnieć, ale przez dłuższy czas naprawdę nie miałam pewności, czy czytałam wcześniej „Przygody Tomka Sawyera”. To dziwne, bo znałam tego bohatera, a gdy o nim myślałam przed niedawną lekturą, to od razu miałam w głowie scenę z malowaniem płotu. Problem w tym, że nie wiedziałam czy ten obraz nie utrwalił mi się ze względu na teatralną sztukę, którą kiedyś w dziecięcych latach widziałam, a która zapadła mi w pamięć również dlatego, że była – z tego co kojarzę - moim pierwszym zetknięciem z teatrem. Sprawdziłam jeszcze jeden trop – czytałam jakieś dwa lata temu inną książkę autora – „Pamiętnik Adama i Ewy” i okazało się, że w swoich wrażeniach z lektury wspominam o tym, że „Przygody Tomka Sawyera” znam. Sprawa się wyjaśniła, ale wygląda na to, że to był dobry pomysł, by sobie ten tytuł przypomnieć.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Zabójstwo Rogera Ackroyda


Agatha Christie, Zabójstwo Rogera Ackroyda [The Murder of Roger Ackroyd], tłum. Jan Zakrzewski, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 270 stron.

Kiedy w zbiorze powiązanych ze sobą opowiadań „Dwanaście spraw Herkulesa” jeden z moich ulubionych książkowych detektywów Herkules Poirot wspominał, że zamierza zrezygnować z badania zbrodni i zabrać się za uprawę dyni – nie wierzyłam i nawet trochę się z tego pomysłu śmiałam. A jednak stało się! Wąsaty Belg pojawił się w King’s Abbot i nie chwaląc się za bardzo sąsiadom kim naprawdę jest i czym się zajmował, zajął się swoim ogródkiem. Sprawa do rozwiązania znalazła go jednak sama i myślę, że wcale nie było mu z tego powodu specjalnie przykro. Przecież nawet najbardziej okazała dynia nie może się równać z zagadkowym morderstwem.

Czytaj dalej

Randall Munroe – Tłumacz rzeczy. Złożone sprawy w prostych słowach


Randall Munroe – Tłumacz rzeczy. Złożone sprawy w prostych słowach [Thing explainer: complicated stuff in simple words], tłum. Jeremi K. Ochab, Czarna Owca, 2016, 61 stron.

Tak naprawdę ten tekst miał być zupełnie inny. Chciałam napisać go używając tylko i wyłącznie słów z listy tysiąca (czyli dziesięciu setek) najpopularniejszych, które zawarte zostały w książce „Tłumacz rzeczy”. Podobne zadanie postawił przed sobą Randall Munroe i po moich kilku średnio udanych próbach wiem, że to naprawdę spore wyzwanie. A przecież autor objaśnia rzeczy, które aż się proszą o użycie specjalistycznych określeń, a ja chciałam tylko opisać swoje wrażenia po lekturze. Stanęło więc na tym, że początkowy pomysł zarzuciłam, ale z jeszcze większym uznaniem popatrzyłam na pracę, jaką włożył w swoją publikację amerykański twórca.

Czytaj dalej

Sigurd Hoel – Droga na kraniec świata


Sigurd Hoel, Droga na kraniec świata [Veien til verdens ende], tłum. Beata Hłasko, Wydawnictwo Poznańskie, 1976, 275 stron.

Wprawdzie nie wiedziałam czego się spodziewać po książce norweskiego pisarza Sigurda Hoela „Droga na kraniec świata”, ale tytuł w połączeniu ze statkiem na okładce sprawił, że od razu pomyślałam o podróżach i powieści marynistycznej. Szybko okazało się, że moje przypuszczenia są bardzo dalekie od prawdy, bo chociaż pojawi się na chwilę jakaś łódka (a ta okładkowa to znak rozpoznawczy Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich, o czym przekonałam się później), to tak naprawdę przez cały czas – przynajmniej w sensie geograficznym – zostaniemy na tej samej, stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Podróż jednak będzie, ale taka, którą ma okazję doświadczyć każdy z nas – dorastanie.

Niewielki dworek, który bardziej przypomina wiejską posiadłość, jest całym światem dla małego Andersa. Cóż, gdy ma się mniej niż pięć lat, wtedy kraniec świata wydaje się być tuż za drogą, gdzie wzrok już nie bardzo sięga, ale gdzie dociera dziecięca wyobraźnia. W gruncie rzeczy jednak liczy się tak naprawdę tylko to, co tu i teraz – przecież w domu i dookoła niego jest tyle rzeczy do odkrycia. Czasami ekscytujących, innym razem trochę strasznych, bo kto by się nie bał różnych dziwnych cieni, gdyby był jeszcze bardzo małym chłopcem. Wprawdzie dorośli mówią Andersowi, że kiedyś będzie taki duży jak oni, ale on tak nie do końca w to wierzy. Dopiero z czasem zrozumie, że czas to takie dziwne zjawisko i patrzy się na niego zupełnie inaczej, kiedy zaczyna się dorastać.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy