Przemysław Piotrowski, Fetysz, Czarna Owca, 2025, 352 strony.
Igor Brudny, tom 8.
Wahałam się przed sięgnięciem po kolejny tom serii z Igorem Brudnym, bo siódmy („Anubis”) mnie ewidentnie zmęczył i rozczarował. Czułam, że potrzebuję przerwy i ani myślałam o czytaniu „Fetyszu” od razu po jego premierze. Minęło jednak trochę czasu, emocje nieco opadły i uznałam, że mimo wszystko sprawdzę, czy tym razem wątek obyczajowy nie będzie mnie tak mocno irytował, a kryminalny zaskoczy.
Igor Brudny nie jest w dobrej formie, czyli w sumie nic nowego, ale faktem jest, że aktualnie życie sypie mu się zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Samotnicza codzienność, ewentualnie w towarzystwie butelki, bójka na mieście z czterema nieciekawymi facetami (wprawdzie w czyjejś obronie, ale jednak), dowiadywanie się o szczegółach ważnego śledztwa po czasie. Zdecydowanie komisarz nie jest w swoim najlepszym momencie, ale dostaje szansę, by - przynajmniej w przypadku pracy - odbić się od dna. Czy uda mu się odkryć, kto stoi za brutalnym morderstwem kobiety, której odcięta głowa została przypadkiem znaleziona w lesie?
Dystans w relacji Igor - Julka zdecydowanie okazał się dla tego teamu i tomu korzystny. Wreszcie można było złapać oddech od tych absurdów, które zadziały się poprzednio i poczuć lepiej intrygujący klimat, który towarzyszył tej serii wcześniej (np. w powieściach „Piętno”, „Zaraza” czy „Smolarz”). Może nie w takim samym stopniu, ale jednak. Główny bohater myśli oczywiście o tym, na jakie nieciekawe tory wskoczyło jego życie i trudno mu się dziwić, ale ta część zdaje się rzeczywiście w jego kontekście pójściem w kierunku tego Brudnego, który bardziej skupia się na śledztwie i idzie jak taran, byle tylko złapać sprawcę. Cieszył mnie też wyraźny powrót akcji do Zielonej Góry, bo to dla mnie zawsze dodatkowy smaczek czytać o miejscach, które dobrze znam.
Kryminalna zagadka i postać mordercy mogą stanowić atut książki „Fetysz” i podejrzewam, że część czytelników będzie zaskoczona rozwojem fabuły. Jest dosyć brutalnie i niepokojąco, a akcja toczy się na tyle szybko, że nie czuje się tu żadnych dłużyzn. W moim przypadku problemem był jednak fakt, że rozwiązania domyśliłam się już w okolicach setnej strony. Po drodze czułam zaciekawienie, bo jednak pewności co do własnych podejrzeń nie miałam, ale ostatecznie nic mnie w tym kontekście nie zaskoczyło. Finał był efektowny, ale trochę miałam wrażenie, że to już w tej serii było - zmieniło się tylko nieco miejsce i konfiguracja postaci, ale część elementów była podobna.
Wygląda na to, że może niepotrzebnie aż tak się przed czytaniem wzbraniałam, bo nawet jeśli mam do ósmego tomu kilka zastrzeżeń, to i tak niewątpliwie było to bardziej udane spotkanie z Przemysławem Piotrowskim niż „Anubis”. Czy sięgnę po kolejny tom? Teraz jest na to na pewno większa szansa, bo mimo wszystko to była niezła rozrywka. I niezmiennie podziwiam klimatyczne okładki autorstwa Piotra Cieślińskiego (Dark Crayon), więc jestem ciekawa kolejnej.








Sporo już jest tych tomów. Bardzo podobają mi się ich tytuły.
OdpowiedzUsuńNiby jedno słowo, ale rzeczywiście robi wrażenie w większości tomów.
UsuńZawsze to fajny bonus, jak akcja dzieje się w miejscach, które się zna. Szkoda tylko, że tak szybko przejrzałaś intrygę, ale przynajmniej czytało się dobrze.
OdpowiedzUsuńTo prawda, to była dosyć dobra lektura, a akcja umiejscowiona w Zielonej Górze zawsze stanowi miły dodatek :)
Usuń