Przemysław Piotrowski - Fetysz

15.02.2026



Przemysław Piotrowski, Fetysz
, Czarna Owca, 2025, 352  strony.
Igor Brudny, tom 8.

Wahałam się przed sięgnięciem po kolejny tom serii z Igorem Brudnym, bo siódmy („Anubis”) mnie ewidentnie zmęczył i rozczarował. Czułam, że potrzebuję przerwy i ani myślałam o czytaniu „Fetyszu” od razu po jego premierze. Minęło jednak trochę czasu, emocje nieco opadły i uznałam, że mimo wszystko sprawdzę, czy tym razem wątek obyczajowy nie będzie mnie tak mocno irytował, a kryminalny zaskoczy.

Igor Brudny nie jest w dobrej formie, czyli w sumie nic nowego, ale faktem jest, że aktualnie życie sypie mu się zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Samotnicza codzienność, ewentualnie w towarzystwie butelki, bójka na mieście z czterema nieciekawymi facetami (wprawdzie w czyjejś obronie, ale jednak), dowiadywanie się o szczegółach ważnego śledztwa po czasie. Zdecydowanie komisarz nie jest w swoim najlepszym momencie, ale dostaje szansę, by - przynajmniej w przypadku pracy - odbić się od dna. Czy uda mu się odkryć, kto stoi za brutalnym morderstwem kobiety, której odcięta głowa została przypadkiem znaleziona w lesie?

Dystans w relacji Igor - Julka zdecydowanie okazał się dla tego teamu i tomu korzystny. Wreszcie można było złapać oddech od tych absurdów, które zadziały się poprzednio i poczuć lepiej intrygujący klimat, który towarzyszył tej serii wcześniej (np. w powieściach „Piętno”, „Zaraza” czy „Smolarz”). Może nie w takim samym stopniu, ale jednak. Główny bohater myśli oczywiście o tym, na jakie nieciekawe tory wskoczyło jego życie i trudno mu się dziwić, ale ta część zdaje się rzeczywiście w jego kontekście pójściem w kierunku tego Brudnego, który bardziej skupia się na śledztwie i idzie jak taran, byle tylko złapać sprawcę. Cieszył mnie też wyraźny powrót akcji do Zielonej Góry, bo to dla mnie zawsze dodatkowy smaczek czytać o miejscach, które dobrze znam.




Kryminalna zagadka i postać mordercy mogą stanowić atut książki „Fetysz” i podejrzewam, że część czytelników będzie zaskoczona rozwojem fabuły. Jest dosyć brutalnie i niepokojąco, a akcja toczy się na tyle szybko, że nie czuje się tu żadnych dłużyzn. W moim przypadku problemem był jednak fakt, że rozwiązania domyśliłam się już w okolicach setnej strony. Po drodze czułam zaciekawienie, bo jednak pewności co do własnych podejrzeń nie miałam, ale ostatecznie nic mnie w tym kontekście nie zaskoczyło. Finał był efektowny, ale trochę miałam wrażenie, że to już w tej serii było - zmieniło się tylko nieco miejsce i konfiguracja postaci, ale część elementów była podobna.

Wygląda na to, że może niepotrzebnie aż tak się przed czytaniem wzbraniałam, bo nawet jeśli mam do ósmego tomu kilka zastrzeżeń, to i tak niewątpliwie było to bardziej udane spotkanie z Przemysławem Piotrowskim niż „Anubis”. Czy sięgnę po kolejny tom? Teraz jest na to na pewno większa szansa, bo mimo wszystko to była niezła rozrywka. I niezmiennie podziwiam klimatyczne okładki autorstwa Piotra Cieślińskiego (Dark Crayon), więc jestem ciekawa kolejnej.

                        

Zobacz również

4 komentarze

  1. Sporo już jest tych tomów. Bardzo podobają mi się ich tytuły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jedno słowo, ale rzeczywiście robi wrażenie w większości tomów.

      Usuń
  2. Zawsze to fajny bonus, jak akcja dzieje się w miejscach, które się zna. Szkoda tylko, że tak szybko przejrzałaś intrygę, ale przynajmniej czytało się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, to była dosyć dobra lektura, a akcja umiejscowiona w Zielonej Górze zawsze stanowi miły dodatek :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy