Przemysław Piotrowski – Zaraza

12.12.2021

 Przemysław Piotrowski, Zaraza, Czarna Owca, 2021, 432 strony.
Igor Brudny, tom 4.

Polubiłam serię o Igorze Brudnym i poprzednie trzy części („Piętno”, „Sfora”, „Cherub”) naprawdę dobrze wspominam. Jednocześnie przyznaję, że nie mam z głównym bohaterem tak silnej relacji, żebym z niedającą się okiełznać niecierpliwością czekała na kolejne spotkanie. „Zaraza” trafiła do mnie w okolicach premiery, ale nie zabrałam się za nią od razu. Odczekała spokojnie swoje i to nawet bez rzucanych jej tęsknych spojrzeń. Może nabrała mocy, kto wie?

Powiedzieć, że Igor Brudny dochodzi do siebie po tym, jak niemal zginął, to zdecydowanie za mało. Tak naprawdę walczy właściwie o każdy krok, o samodzielność i o poczucie, że te wszystkie starania mają sens. Mimo gorszych momentów, zmagań z własną psychiką i ciałem, nadal ma w sobie siłę, by w obliczu trudnego wyzwania dać z siebie wszystko. Tymczasem Zielona Góra i jej okolice znów spływają krwią, chociaż nie z ciała znalezionej ofiary, bo ta była jej pozbawiona. Julia Zawadzka będzie musiała mierzyć się ze śledztwem, w którym nic nie będzie oczywiste poza tym, że gdzieś, w kimś zło pokazało swoje kolejne oblicze.

Kryminalna zagadka intrygowała mnie od początku, bo chociaż było w niej kilka elementów, które trochę za szybko wskoczyły na swoje miejsce, to całość zdawała się przez dłuższy czas mocno pogmatwana i nieoczywista. Niby można dostrzec różne powiązania, ale nic tak naprawdę nie jest jednoznaczne, a wizyty w szpitalu psychiatrycznym jeszcze dodają tej sprawie niepokojącego klimatu. Autor na tyle ciekawie prowadził fabułę i podsuwał kolejne wskazówki (lub zmyłki!), że miałam to przyjemne uczucie tworzenia sobie w głowie różnych (nie)możliwych scenariuszy wydarzeń. Jak zwykle podejrzewałam każdego i sprawcę ostatecznie wytypowałam właściwie, ale zajęło mi to trochę czasu i nie mogę napisać, że byłam tego rozwiązania na sto procent pewna. Tu mogło się wydarzyć tak naprawdę wszystko i to pozostawianie sobie wielu możliwości zakończenia historii zdecydowanie u Przemysława Piotrowskiego lubię.



Przyznaję, że odrobinę na przestrzeni mojej znajomości z tą serią doskwiera mi ten mój brak silnego przywiązania bohaterów. Nie wzbudzają we mnie takich naprawdę wielkich emocji, mimo że sami zdecydowanie je odczuwają. Ciekawią mnie ich losy, decyzje i ścieżki, które wybierają, ale bardziej w kontekście toczenia się fabuły niż ich samych. Może dlatego nie przeżywałam jakoś szalenie zakończenia „Cheruba”, a „Zaraza” mogła swoje odczekać na półce. Z czego to wszystko wynika? Nie jestem pewna, bo zarówno Igor Brudny, jak i Julia Zawadzka to postaci dosyć wyraziste. Może po prostu jednak nie na tyle, żeby przebiły się wśród wielu innych, które w tego typu powieściach miałam okazję poznać. 

Podtrzymuję to, co pisałam przy okazji trzeciego tomu – lubię książki Przemysława Piotrowskiego. „Zaraza” okazała się wciągającym kryminałem pobudzającym mnie do szukania różnych rozwiązań i wędrowania w towarzystwie bohaterów po miejscach, które znam czy kojarzę, mieszkając od kilkunastu lat w Zielonej Górze. Wprawdzie autor nie trzyma się tak mocno mapy miasta jak w „Piętnie”, ale i tak kilka jej punktów się tu znalazło. Nie zszokowało mnie zakończenie, bo domyśliłam się go kilka chwil wcześniej niż bohaterowie, ale podobało mi się, że w żadnym momencie nie byłam tak naprawdę pewna czy historia pójdzie tą czy inną ścieżką. Chciałabym czuć silniejszą więź z Igorem Brudnym, bo tego trochę mi jednak brakuje, ale chyba musi mi wystarczyć to, że dobrze się w spotkaniach z nim odnajduję i z przyjemnością (choć nie z niecierpliwością) myślę o kolejnych.


  Garść cytatów:

Niepokój był gorszy, bo sprawiał, że człowiek odczuwał jedynie brak bezpieczeństwa, nieokreślony dyskomfort, przez co nie do końca mógł ufać własnym zmysłom”. (s. 350/351)

~~*~~
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.
Igor Brudny

            


Zobacz również

4 komentarze

  1. Lubię angażujące czytelnika książki, więc to coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa seria z trochę przerażającymi okładkami :) Chciałabym chociaż pierwszą część przeczytać, ale zobaczymy, czy czas mi pozwoli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich autorem jest Dark Crayon, którego projekty bardzo lubię :) Tu też okładki mają znaczenie, poza tym, że tak jak piszesz - nieco przerażają.

      Jeśli zabierzesz się za pierwszy tom, czyli Piętno, to będziesz miała okazję poznać Zieloną Górę, bo tam jest jej najwięcej :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy