Fiona Sussman - Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy

08.03.2018


Fiona Sussman, Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy [The Last Time We Spoke], tłum. Anna Sauvignon, Wydawnictwo Kobiece, 2018, 372 strony.

Pierwsze kilkadziesiąt stron „Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy” prowadzi do silnego zderzenia stosunkowo poukładanej codzienności ze zbrodnią, która zmienia wszystko. Jeszcze chwilę temu Carla martwiła się słowami swojego syna Jacka, który po przyjeździe oznajmił, że nie widzi dla siebie przyszłości na rodzinnej farmie, a kilka godzin później to wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jack został zamordowany. Kevin – jej mąż - tak brutalnie potraktowany, że nigdy już nie będzie taki, jak wcześniej. Carla została pobita i zgwałcona. Dwóch młodych chłopaków zmieniło jej życie w koszmar. Czy będzie potrafiła wybaczyć oprawcom? Z jednym z nich – Benem Toroą – będzie jeszcze miała do czynienia.

Duża dawka emocji na sam początek i bardzo obrazowe pokazanie napaści sprawiło, że wracałam myślami do książki wtedy, gdy musiałam odłożyć ją na kilkanaście godzin. Towarzyszyło mi takie przyjemne dla czytelnika uczucie, że chcę koniecznie wiedzieć, co będzie z bohaterami dalej i jak potoczy się ich historia. Problem w tym, że z czasem to zaintrygowanie osłabło, a chociaż powieść rozwijała się dosyć ciekawie, to kilka elementów sprawiło, że już nie czułam więcej tego początkowego poruszenia. Z pewnością wpływ na to miały przeskoki w czasie – jesteśmy przy głównej bohaterce (lub przy Benie), trochę rzeczy  się dzieje i następnie przenosimy się o kilka dni/miesięcy/lat do przodu. Z jednej strony taki zabieg pewnie miał uwydatnić zmiany, jakie zaszły w bohaterach w ciągu tego czasu, ale mi przeszkodził w pełnym zaangażowaniu się w ich losy.

Chociaż książka otrzymała The Ngaio Marsh Award za najlepszą powieść kryminalną w Nowej Zelandii, to dla mnie zdecydowanie jest to bardziej powieść obyczajowa, w której zbrodnia jest jedynie punktem wyjścia – kluczowym dla reszty wydarzeń, ale głównie w kontekście tego, jak psychicznie zmieniła Carlę i co oznaczała dla Bena. Warto wiedzieć to wcześniej, bo nastawieni na śledztwo i rozwiązywanie zagadki kryminalnej mogą się rozczarować.

Fiona Sussman postawiła sobie niełatwe zadanie, bo podjęła się próby pokazania rozpaczy osoby, która straciła niemal wszystko oraz przybliżenia postaci jednego z oprawców. W tym drugim przypadku łatwiej jej było postawić na Bena – chłopaka, który nie wydaje się do końca przesiąknięty złem, jego sytuacja rodzinna nie była łatwa, a towarzystwo, w które wpadł można zdecydowanie uznać za nieciekawe. Nie ma to być usprawiedliwieniem dla jego czynów, ale dało jej furtkę do tego, by czytelnik nie skreślił go tak zupełnie. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale nie wiem czy działania Carli w stosunku do niego tak do końca mnie przekonują. Do pewnego momentu być może tak, ale ostatecznie chyba trudno było mi w pełni uwierzyć w to, jak na przestrzeni powieści bohaterowie się zmieniają.

Ciekawym motywem, ale moim zdaniem nie do końca wykorzystanym, były nawiązania do historii i kultury Maorysów. Chwilami już wczuwałam się w klimat, już miałam potrzebę dowiedzenia się więcej, ale Fiona Sussman pozwoliła mi tylko dotknąć tego tematu, a nie złapać się go na dłużej.

Przyznaję, że jestem trochę niezdecydowana jeżeli chodzi o ocenę książki „Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy”. Porusza ona ciekawy temat, autorka potrafi (bo pokazała to na początku) dosyć mocno wstrząsnąć czytelnikiem i w gruncie rzeczy nie żałuję, że po powieść sięgnęłam. Kilka elementów, w tym kreacja bohaterów, w którą nie do końca uwierzyłam,  przeskoki czasowe i brak większych emocji w dalszej części lektury sprawiły jednak, że daleko mi do zachwytu. To nie jest historia, która będzie mi długo siedziała w głowie. Za jakiś czas pewnie niewiele jej zostanie w moich myślach.


 Garść cytatów:

Czuła się jak zawieszony w pustce astronauta, który nie wie, jak wrócić na statek, ani nawet czy tego chce”. (s. 127)

Taka właśnie jest natura śmierci – koniec, a zarazem początek”. (s. 172)

Każdy jest inny, a jednak wszystkich łączy jedna wspólna cecha – potrzeba miłości i przynależności”. (s. 363)

~~*~~
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Zobacz również

18 komentarze

  1. Mimo minusów tej książki, o których piszesz Kasiu, myślę, że dam tej książce szansę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, może Ciebie przekona bardziej - trzymam kciuki :)

      Usuń
  2. Szkoda, że kreacja bohaterów jest taka sobie. Sama nie wiem, jakoś nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam Wiolu, tym bardziej, że Twoja lista tytułów jest na pewno bardzo długa :)

      Usuń
  3. Na mnie ta książka wywarła ogromne wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo to oznacza, że chociaż na mnie takiego wrażenia nie zrobiła, to jednak potrafi mocniej podziałać na innego czytelnika :)

      Usuń
  4. Mnie ta powieść kompletnie zawiodła. Nie dość, że wcale nie była kryminałem, to nie wywarła na mnie żadnych emocji, a dla mnie to dyskwalifikuje książkę. Tak jak jeszcze początkowe sceny ruszyły mnie, tak później nudziłam się podczas lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, czyli początek też wypadł w Twoim odczuciu lepiej niż reszta :) Szkoda, że czujesz się kompletnie zawiedziona!

      Usuń
  5. hmmm a więc trzeba spróbować samemu...i samemu sprawdzić cz książka się spodoba lub nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najlepsze wyjście, o ile oczywiście powieść Cię ciekawi :)

      Usuń
  6. Nie przepadam za przeskokami w czasie, bo niewielu pisarzy potrafi kreować bohaterów tak, by pomimo zmiany sytuacji wciąż byli dla czytelników ciekawi. Mam trochę wrażenie, że książka nie do końca wykorzystała potencjał. Brutalna napaść i zbrodnia na początku, skupienie zarówno na ofiarach, jak i jednym ze sprawcy mogło dać podstawy naprawdę porywającej i emocjonującej historii. Przemyślę sprawę, ale na razie nie czuję potrzeby sięgania po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafnie to podsumowałaś - książka miała potencjał, ale moim zdaniem nie został wykorzystany. Szkoda, bo pomysł ciekawy i początek naprawdę mocny.

      Usuń
  7. Tematyka ciekawa i w sumie chciałabym przeczytać i przekonać się, jak ja bym tę książkę odebrała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymam kciuki żeby zrobiła na Tobie wrażenie :)

      Usuń
  9. Jak zwykle z zainteresowaniem przeczytałem Twoją recenzję, ale skoro raczej nie polecasz, to nie będę zapisywał sobie tej książki na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać, nie jest na tyle dobra ;)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy