Jungeun Yun – Pralnia Serc Marigold



Jungeun Yun, Pralnia Serc Marigold [메리골드 마음 세탁소, Merigoldeu maeum setakso], tłum. Dominika Chybowska-Jang, Mova, 2024, 272 strony.

Przyznaję się od razu, że „Pralnia Serc Marigold” przyciągnęła mnie do siebie uroczym tytułem i jeszcze bardziej uroczą okładką. Nie mam totalnie nic na swoje usprawiedliwienie :) Nie miałam wobec niej wielkich oczekiwań, może poza takim, że w środku znajdę przyjemną historię, która zajmie mi kilka godzin. Znalazłam zdecydowanie więcej, bo nie tylko odniosłam wrażenie jakby ta opowieść ogrzewała mi serce, ale też miałam poczucie takiego zrozumienia i nadawania na tych samych falach, co Jungeun Yun.

Czytaj dalej

Nobuo Suzuki - Wabi sabi w życiu codziennym



Nobuo Suzuki, Wabi sabi w życiu codziennym [WABI SABI for Everyday Life], tłum. Katarzyna Kozioł-Galvis, Czarna Owca, 2024, 160 stron.

Różnie można podróżować przez życie, różnie można patrzeć na codzienność i świat, więc lubię od czasu do czasu sięgać po książki, które to pokazują. Nie traktuję ich jednak jak poradników, które mają mi wskazać cudowne sposoby na bycie szczęśliwą, ale raczej jako okazję do sprawdzenia czyjegoś punktu widzenia i tego, co w danej filozofii ciekawego odnajdę. Zamiast sztywnych reguł, szukam w takich publikacjach emocji, osobistych doświadczeń i tego wszystkiego co sprawia, że mam się ochotę zatrzymać i zastanowić nad różnymi sprawami. Miałam przeczucie, że „Wabi sabi w życiu codziennym” będzie właśnie taką książką, że poruszy wiele strun w moim sercu,  ale okazało się, że tym razem trochę się myliłam.

Czytaj dalej

Stephen King – Im mroczniej, tym lepiej



Stephen King, Im mroczniej, tym lepiej [You Like it Darker], tłum. Janusz Ochab, Albatros, 2024, 624 strony.

Gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze kilkanaście minut temu, czy czytałam jakieś opowiadania Stephena Kinga, to odpowiedziałabym, że tak - zdecydowanie tak. Nie wiem skąd wzięło mi się w głowie takie przekonanie, ale naprawdę myślałam, że poznałam już amerykańskiego pisarza w tej krót(szej)kiej formie. Kiedy jednak spróbowałam sobie przypomnieć konkretnie, jakie właściwie historie kojarzę, to okazało się, że ewidentnie coś mi się wydawało, bo za mną są tylko jego powieści. Może ta pomyłka wynikła z faktu, że na regale mam kilka zbiorów opowiadań, a może mogłabym podciągnąć na przykład „Rok wilkołaka” pod książkę, która ze względu na swoją długość wpisuję się w tę formę? Nie ma jednak tego złego, bo teraz mogę z pełnym przekonaniem uznać, że „Im mroczniej, tym lepiej”, jako pierwsze spotkanie ze zbiorem opowiadań Stephena Kinga, było bardzo udane.

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie czerwca



Ostatnio doszłam do wniosku, że czerwiec często jest dla mnie miesiącem zmian i ważnych wydarzeń. Kilka lat temu w czerwcu przeprowadziłam się do swojego mieszkania, w którym wreszcie mogłam stworzyć wymarzoną biblioteczkę, rok temu w czerwcu wzięłam ślub z osobą, która jest mi najbliższa na świecie, a teraz zaczęłam nową pracę.

Czytaj dalej

Daphne du Maurier - Niespokojny duch



Daphne du Maurier, Niespokojny duch [The Loving Spirit], tłum. Jacek Żuławnik, Albatros, 2024, 446 stron

Nie będę ukrywała, że jakoś trudno jest mi pisać o powieści „Niespokojny duch”, bo moje wrażenia po lekturze są dosyć niejednoznaczne. Czuję się trochę tak, jakby w mojej głowie różne emocje i spostrzeżenia nieustannie bawiły się w przeciąganie liny, nie pozwalając pozostać po konkretnej stronie. Raz mam w sobie naprawdę wiele uznania dla Daphne du Maurier i stworzonej przez nią rodzinnej sagi, w której bohaterowie mierzą się z przeciwnościami losu i szukają swojego miejsca na Ziemi (albo raczej na morzu),  a już po chwili przypominam sobie jak długo czytałam tę książkę i że były chwile, gdy czułam się nią nieco znużona. Wtedy zaś zdaję sobie sprawę, że głowę miałam ostatnio zajętą innymi sprawami i być może z tego wynikał mój brak skupienia na lekturze. Ale przecież gdyby ta historia była od początku do końca niesamowicie porywająca, to nie byłabym wstanie jej odłożyć, prawda? Sami widzicie – raz w jedną, raz w drugą stronę – totalny kołowrotek w głowie.

Czytaj dalej

Letnie plany czytelnicze

Nie wiem kiedy to się stało, zupełnie nie wiem! W jednym momencie nie mogłam się zdecydować co mam czytać i krążyłam przed regałem, próbując coś wybrać, a w następnej zmaterializował mi się w dłoniach spory stosik książek, które czekają na uwagę ♥ To się zdarzyło tak nagle, tak niespodziewanie!



Czytaj dalej

Małgorzata Oliwia Sobczak – Kolory zła. Żółć



Małgorzata Oliwia Sobczak, Kolory zła. Żółć
, W.A.B., 2024, 432 strony.
Kolory zła, tom 4.

Przyznaję, że trochę o prokuratorze Leopoldzie Bilskim zapomniałam i kiedy na horyzoncie pojawił się nagle czwarty tom serii z nim w roli głównej tj. „Kolory zła. Żółć” poczułam, jakby od ostatniego spotkania („Kolory zła. Biel”) minęło bardzo dużo czasu. Nie byłam pewna jak się odnajdę w tej nieco przykurzonej relacji z powieściami Małgorzaty Oliwii Sobczak i pewnie dlatego czułam w sobie lekki dystans, gdy sięgałam po książkę. Okazało się, że niepotrzebnie się obawiałam, bo autorka zdecydowanie mnie nie zawiodła i stworzyła intrygujący kryminał, w którym szybko się zaczytałam.

Czytaj dalej

Merryn Allingham – Morderstwo o poranku



Merryn Allingham, Morderstwo o poranku
[Murder at Primrose Cottage], tłum Ewa Ratajczyk, MANDO, 2024, 336 stron. 
Flora Steele, tom 3.

Przy pierwszych dwóch tomach serii stworzonej przez Merryn Allingham („Morderstwo w księgarni”, „Morderstwo w zimowy dzień”) wspominałam jak bardzo polubiłam się z główną bohaterką i że jest coś takiego w tych lekkich kryminałach, co sprawia, że sięgam po nie z nieskrywaną przyjemnością. I to pomimo tego, że zagadki udaje mi się rozwiązać trochę za wcześnie. Ta pewność, że dobrze się będę bawiła przy książkach autorki jest na tyle duża, że gdy tylko otworzyłam wiadomość z informacją o premierze trzeciego tomu, jak na zawołanie szeroko się uśmiechnęłam. Tak! Jestem gotowa na nową przygodę – pomyślałam.

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie maja



Maj to była sinusoida wielu wrażeń, których chyba jeszcze nie potrafię zamknąć słowach. Ważne jednak, że przy końcu miesiąca poczułam wreszcie, że zmierzam w dobrym kierunku. Nadal się boję, ale działam i mam nadzieję, że druga połowa roku - po przyzwyczajeniu się do zmian - okaże się dla mnie nieco spokojniejsza. 

Czytaj dalej

C.J. Tudor – Debit



C.J. Tudor, Debit [The Drift], tłum. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, 2024, 408 stron.

C.J. Tudor już od jakiegoś czasu jest dla mnie gwarancją dobrej, angażującej lektury i zawsze uśmiecham się na widok jej nowej książki. Nie tak dawno miałam okazję poznać ją w nieco innej odsłonie, bo sięgnęłam po zbiór opowiadań („Spojrzenie w mrok”) i przekonałam się, że w krótszej formie też świetnie sobie radzi. Dziś dla odmiany na tapet biorę nową powieść autorki, czyli „Debit”, w której możemy mieć wrażenie, że zostajemy wrzuceni w trzy zupełnie różne historie. Jeśli się jednak dobrze zastanowić, to są pewne znaki, że ta na początku ledwie wyczuwalna sieć powiązań z czasem się zacieśni, aż dojdzie do momentu, gdy stanie się wprost dusząca.

Czytaj dalej

Liz Nugent – Dziwna Sally Diamond



Liz Nugent, Dziwna Sally Diamond
[Strange Sally Diamond], tłum. Kaja Gucio, Znak, 2024, 384 strony.

Chyba czas już sobie powiedzieć, że kiedy czytam w opiniach o jakiejś książce, że jest dziwna i pokręcona, to nie trzeba mnie długo namawiać, żebym po nią sięgnęła. Często okazuje się bowiem, że w takich nietypowych i trudnych do rozgryzienia powieściach (na myśl od razu przychodzą mi te trzy: Catriona Ward – Ostatni dom na zapomnianej ulicy, Sam Lloyd – Schronisko, Ane Riel - Żywica) świetnie się odnajduję. I właśnie o „Dziwnej Sally Diamond” Liz Nugent słyszałam, że to historia z mocno nieszablonową główną bohaterką i fabułą, która wymyka się schematom. Nie mogłam więc przejść obok niej obojętnie, prawda?

Czytaj dalej

Harlan Coben – Jeden fałszywy ruch



Harlan Coben, Jeden fałszywy ruch
[One False Move], tłum. Andrzej Grabowski, Albatros, 2018, 400 stron.

Już kilka razy na przestrzeni ostatnich miesięcy miałam zamiar sięgnąć po kolejny tom serii o Myronie Bolitarze, ale tylko wyciągałam go z podręcznego koszyka książek do przeczytania, trzymałam przez chwilę w rękach i odkładałam na miejsce. Mam wrażenie, że ostatnie – niestety mniej udane - spotkanie z bohaterami („Błękitna krew”) jakoś ostudziło mój zapał i trochę się obawiałam rozczarowania. Przyszedł jednak moment, gdy poczułam, że nadszedł czas na przełamanie tego impasu, otworzyłam „Jeden fałszywy ruch” i wreszcie zatopiłam się w powieści Harlana Cobena.

Czytaj dalej

Nicole Deese – Iluzja



Nicole Deese, Iluzja [All That Really Matters], tłum. Katarzyna Wolska, Dreams, 2022, 520 stron.

„Iluzja” trafiła na mój regał trochę przypadkiem i właściwie nie miałam jej w najbliższych planach. A jednak w momencie, w którym dłuższą chwilę szukałam czegoś odpowiedniego do czytania, krążąc przy biblioteczce i spoglądając na kolejne tytuły, to właśnie ona wpadła mi w ręce. Pomyślałam, że może to właśnie będzie taka lekka, rozluźniająca historia, w której uda mi się szybko zaczytać. I rzeczywiście powieść Nicole Deese całkiem dobrze się w tej roli sprawdziła.

Czytaj dalej

Moa Herngren – Rozwód



Moa Herngren, Rozwód [Skilsmässan], tłum. Wojciech Łygaś, Albatros, 2024, 416 stron.
Sceny z życia rodzinnego

Myślałam, że po jakimś czasie od lektury „Rozwodu” słowa lepiej ułożą mi się w głowie i będę mogła bardzo konkretnie i precyzyjnie napisać wam o tym, dlaczego ta powieść tak bardzo mi się podobała. Czas minął, a ja mimo to dłuższą chwilę siedziałam przed pustym dokumentem i migającym wymownie kursorem. Wiem jednak, że czasami tak właśnie bywa, gdy jakaś historia mocno do mnie trafia, pozostawiając po sobie ślad, którym później jakoś trudno się podzielić. Spróbuję, ale gdyby to nie wybrzmiało wystarczająco mocno, to musicie wiedzieć od razu jedno: warto przeczytać. Moa Herngren napisała powieść, która pokazuje, że czasami możemy patrzeć na to samo, możemy żyć tym samym, a jednak odczuwać coś zupełnie inaczej. 

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie kwietnia

Kwiecień to miesiąc, w którym wreszcie - po trudnej i mozolnej wewnętrznej walce - musiałam sobie powiedzieć, że czasami trzeba odpuścić, że są rzeczy ważne i ważniejsze. To lekcja, która trwa, bo zmienić utarte przez lata schematy nie jest łatwo. 



Na szczęście akurat książki są tym, co niezmiennie sprawia mi radość i do czego wracam, nawet wtedy, gdy jest ciężko. W kwietniu udało mi się poznać 4 historie, o których chciałam Wam dziś przypomnieć.

Czytaj dalej

Lucy Maud Montgomery – Emilka szuka swojej gwiazdy



Lucy Maud Montgomery, Emilka szuka swojej gwiazdy

[Emily Climbs], tłum. Ewa Horodyska, Wydawnictwo Literackie, 2015, 360 stron.

Poznałam Emilkę kilka miesięcy temu, spędzając z nią zaledwie kilka dni. Niby niewiele na nawiązanie nici porozumienia, ale czasami sympatia rodzi się niemal od razu, szczególnie, gdy mowa o takiej rezolutnej i pełnej energii literackiej postaci. Później miałam kontakt z wieloma innymi książkowymi bohaterami, którzy też potrafili znaleźć sobie miejsce w moim serduchu, ale po jakimś czasie zapragnęłam wrócić do Emilki i sprawdzić, co u niej słychać. I tak właśnie sięgnęłam po kolejny tom serii, czyli „Emilka szuka swojej gwiazdy”.

Czytaj dalej

Przemysław Piotrowski – Smolarz



Przemysław Piotrowski, Smolarz, Czarna Owca, 2024, 422 strony.
Igor Brudny, tom 6.

Igor Brudny wziął sobie chyba do serca popularny tekst o ucieczce w Bieszczady, bo rzeczywiście rzucił wszystko i wyjechał do małej drewnianej chaty w środku lasu. Po ostatnich wydarzeniach („Bagno”) czuł, że potrzebuje czasu, przestrzeni i ograniczonego kontaktu z ludźmi. W okolicy częściej spotykał zwierzęta, a jedyny sąsiad, mający kawałek dalej swój barak smolarz zajmujący się wypałem drewna, nie był z tych, którzy chcieliby zacieśniać więzi. Nic jednak nie trwa wiecznie i ten względny spokój bieszczadzkiej natury zaburzyło brutalne morderstwo dwóch turystek. I może Brudny, niebędący przecież na służbie, by się w całą sprawę nie angażował, gdyby nie fakt, że dziewczyny były u niego w chacie przed zniknięciem, a działania miejscowej policji pozostawiały wiele do życzenia.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Tragedia w trzech aktach



Agatha Christie, Tragedia w trzech aktach [Three Act Tragedy], tłum. Anna Mencwel, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 234 strony.

Uwielbiam to, jak świetnie bawię się przy książkach Agathy Christie i z jaką przyjemnością sięgam po kolejne tytuły. Nie wiem tylko czy was nimi w tym roku nie zanudzę, ale ufam, że dzielnie to moje pisanie o nich zniesiecie, a kto wie – może nawet zachęcę was do spotkania z Królową Kryminału? „Tragedię w trzech aktach”, o której dziś chciałam co nieco napisać, na pewno mogę polecić jako historię, gdzie pojawia się naprawdę dużo możliwych rozwiązań zagadki, więc w trakcie czytania zdecydowanie jest się nad czym głowić. A to coś, co szczególnie lubię.

Czytaj dalej

Dennis Lehane – Brudny szmal



Dennis Lehane, Brudny szmal [The Drop], tłum. Maciejka Mazan, Prószyński i S-ka, 2014, 196 stron.

Zapomniałam już jak bardzo lubię książki Dennisa Lehane’a, ale właściwie trudno się dziwić skoro od naszego ostatniego spotkania minęło ponad pięć lat, a od lektury ulubionych powieści („Rzeka tajemnic”, „Miasto niepokoju”, „Wyspa skazańców”, „Gdzie jesteś, Amando?”) jeszcze więcej. Wystarczyła jednak chwila z „Brudnym szmalem”, kilkanaście stron zaledwie, żebym poczuła taką cudownie znajomą radość czytania.

Czytaj dalej

Gareth Rubin – Dom Klepsydry



Gareth Rubin, Dom Klepsydry [The Turnglass], tłum. Robert Waliś, Albatros, 2024, 234/214 stron.

Pierwszy raz miałam do czynienia z powieścią tetbeszką, czyli taką, która zawiera w sobie dwie historie - jedna obrócona do góry nogami w stosunku do drugiej.  Nie zliczę ile razy zastanawiałam się czy „Dom Klepsydry” zacząć od niebieskiej czy od czerwonej okładki, czy przenieść się najpierw do Anglii z lat 80. XIX wieku, czy może jednak do Stanów Zjednoczonych z lat 30. XX wieku. I nawet teraz, gdy jestem już po lekturze, nie powiem wam która opcja jest lepsza, bo wybierając jedną z nich zastanawiałam się później jakby to było zacząć odwrotnie. A może najlepiej czytać rozdział z jednej i rozdział z drugiej strony? Pojęcia nie mam, ale fakty są takie, że w moim przypadku przygodę zaczęłam od strony czerwonej.

Czytaj dalej

Daphne du Maurier – Generał i panna


Daphne du Maurier, Generał i panna [The King's General], tłum. Anna Bańkowska, Albatros, 2024, 446 stron.

Już od jakiegoś czasu jestem pewna, że chciałabym przeczytać wszystkie książki  Daphne du Maurier, bo dotychczasowe spotkania z jej prozą („Moja kuzynka Rachela”, „Rebeka”, „Oberża na pustkowiu”, „Kozioł ofiarny”, „Ptaki i inne opowiadania”) uznaję za więcej niż udane. Podoba mi się klimat, jaki potrafi kreować ta angielska pisarka i to uczucie zaangażowania w historię, jakie zazwyczaj czuję. Piszę zazwyczaj, bo z „Generałem i panną” było trochę inaczej – to szalenie barwna powieść i z łatwością potrafiłam sobie wyobrazić, że jestem dokładnie tam, gdzie są bohaterowie, ale nie przywiązałam się do ich losów na tyle mocno, żebym z wypiekami na twarzy przewracała kolejne strony.

Czytaj dalej

Valérie Perrin - Zapomniane niedziele



Valérie Perrin, Zapomniane niedziele [Les oubliés du dimanche], tłum. Joanna Prądzyńska, Albatros, 2024, 382 strony.

Dobrze pamiętam swoje poprzednie spotkania z Valérie Perrin („Życie Violette”, „Cudowne lata”) i to uczucie, że jej wrażliwość jest mi bliska, a emocje, które z taką delikatnością odmalowuje w swoich powieściach zdecydowanie do mnie przemawiają. Mimo to i za pierwszym, i za drugim razem czegoś trudno uchwytnego brakowało mi do totalnego zachwytu i przekonania, że dałam się całkowicie porwać opowiadanej historii. Teraz jednak nadeszły „Zapomniane niedziele”, w których – nie waham się tego napisać - zakochałam się bez reszty i które czułam całą sobą.

Czytaj dalej

C. J. Tudor - Spojrzenie w mrok



C. J. Tudor, Spojrzenie w mrok [A Silver of Darkness], tłum. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, 2023, 296 stron.

Do tej pory z C. J. Tudor spotkałam się literacko kilka razy przy okazji jej powieści ("Kredziarz", "Zniknięcie Annie Thorne", "Płonące dziewczyny", "Inni ludzie") i niezmiennie miło je wspominam. Mam z autorką taką relację (w rzeczywistości wiem o niej tylko ja :-) ), opierającą się na tym, że ona tworzy historie, które wciągają mnie od pierwszych stron i sprawiają, że czuję taką czystą przyjemność czytania, a ja natomiast dosyć łatwo godzę się z sytuacją, gdy nie wszystkie elementy okazują się poprowadzone tak, jak bym chciała. Zawsze wspominam szczerze o tym, jeśli coś mi nie grało, ale to nie zmienia faktu, że bardzo lubię pióro autorki i sięgam po kolejne tytuły bez wahania. Byłam jednak ciekawa czy i w krótszej formie, jaką są opowiadania, również tak dobrze się odnajdę, bo zawsze drzemie we mnie obawa, że zanim zdążę się w daną opowieść zaangażować, to ona już się skończy.

Czytaj dalej

Sarah Moss - Nocne czuwanie



Sarah Moss, Nocne czuwanie [Night Waking], tłum. Paulina Surniak, Czwarta Strona, 2017, 486 stron.

Miałam gdzieś z tyłu głowy, że "Nocne czuwanie" to może być historia, która mnie poruszy. Takie przynajmniej zagnieździło się we mnie przeczucie, gdy kiedyś natknęłam się na nią w kilku miejscach. Znacie to? Czytacie gdzieś o jakiejś książce i w środku pojawia się taki impuls, który mówi wam, że koniecznie musicie zapisać ten tytuł, że to wszystko brzmi jak coś dla was. I czasami rzeczywiście okazuje się później, że poznana opowieść cudownie z wami rezonuje, wpisuje się w wasze doświadczenia lub po prostu trafia wam do serca. Bywa też jednak tak, że taka książka nie porusza was tak mocno, jak się tego spodziewaliście, chociaż czujecie, że kogoś innego może nie raz i nie dwa poważnie szarpnąć od środka. Cóż, ten drugi przypadek dobrze opisuje moje spotkanie z "Nocnym czuwaniem".

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie lutego

 Nieco spóźnione, ale jest - książkowe podsumowanie lutego. Drugi miesiąc roku zaczął się całkiem dobrze, ale pod koniec myśli zajęły mi inne, trudne dla mnie, tematy i nie potrafiłam wrócić do czytania i blogowania. To jednak opowieść na inny czas, a ja wolę teraz skupić się na tym, co zawsze pozwalało mi złapać oddech i przenieść w zupełnie inną rzeczywistość, czyli na książkach.



Czytaj dalej

Agatha Christie - Śmierć lorda Edgware'a



Agatha Christie, Śmierć lorda Edgware'a [Lord Edgware Dies], tłum. Agnieszka Bihl, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 252 strony.

Kiedy Jane Wilkinson w rozmowie z Herkulesem Poirot z wielkim przekonaniem stwierdza, że musi się pozbyć swojego męża, a ten później zostaje zamordowany, to zdaje się to zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Gwoli ścisłości kobiecie chodziło tak naprawdę o rozwód, do którego detektyw miał przekonać lorda Edgware'a, ale i tak jest wystarczająco dużo innych okoliczności, które na wstępie wskazują na jej winę. Czy jednak rzeczywiście sprawa jest tak oczywista?

Czytaj dalej

R.J. Palacio, Erica S. Perl - Biały ptak



R.J. Palacio, Erica S. Perl, Biały ptak [White Bird. A Wonder Story], tłum. Maria Olejniczak-Skarsgård, Albatros, 2024, 272 strony.

Przekonałam się już przy okazji powieści "Cudowny chłopak" oraz "Pony", że R. J. Palacio potrafi tworzyć historie, które trafiają mi do serca. A jednak pamiętam, że nie zdecydowałam się na lekturę "Białego ptaka", gdy został wydany kilka lat temu w formie graficznej, bo miałam wrażenie, że zbyt wiele kiedyś czytałam literatury wojennej i niezwykle przejmujących obozowych wspomnień, by fikcja literacka związana z tym okresem historii zdołała mnie poruszyć. I nadal z dużą ostrożnością podchodzę do takich książek, ale postanowiłam jednak dać tej opowieści szansę.

Czytaj dalej

Camilla Läckberg - Kukułcze jajo



Camilla Läckberg, Kukułcze jajo [Gökungen], tłum. Inga Sawicka, Czarna Owca, 2023, 544 strony.

Byłam pewna, że będę chciała przeczytać "Kukułcze jajo", czyli jedenasty tom (kiedy to się stało?!) serii o Fjällbace. Zdążyłam się przywiązać do bohaterów i klimatu, który tworzy w swoich powieściach Camilla Läckberg. A jednak cztery lata, które minęły od ostatniego spotkania ("Czarownica") sprawiły, że niewiele szczegółów z niego pamiętałam, mimo że było ono udane (to akurat pamiętam :)). Trochę więc z obawami, czy nie będę czuła się zagubiona, zasiadłam do lektury. I wiecie co? Czytało mi się tę książkę tak dobrze, jakby żadnej przerwy nie było.

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie stycznia

Chciałabym napisać, że w pierwszy miesiąc roku weszłam z przytupem, ale prawdę mówiąc styczeń mnie raczej przygniótł i właściwie cieszę się, że już się skończył :) Zanim jednak przewrócę kartkę w kalendarzu i zaplanuję, co zrobić, żeby luty był lepszy, to podsumuję styczeń czytelniczo.



Czytaj dalej

Hwang Bo-reum - Witajcie w księgarni Hyunam-dong



Hwang Bo-reum, Witajcie w księgarni Hyunam-dong [어서 오세요, 휴남동 서점입니다], tłum. Dominika Chybowska-Jang, Albatros, 2024, 384 strony.

Powieść, której fabuła związana jest z księgarnią i książkami? Zdecydowanie nie trzeba mnie długo namawiać - sięgam w ciemno! Dokładnie tak było z historią stworzoną przez Hwang Bo-reum, do której od razu się uśmiechnęłam, jak tylko ją zobaczyłam w zapowiedziach. Miałam nadzieję, że będzie to taka otulająca i ogrzewająca serce lektura, przy której spędzę kilka miłych godzin. Czy tak było? W pewnej mierze tak, ale nie ukrywam, że nie przekonała mnie w stu procentach.

Czytaj dalej

Bonnie Kistler - Nasz dom płonie


Bonnie Kistler, Nasz dom płonie [House on Fire], Czwarta Strona, 2019, 480 stron.

Kip świętuje dostanie się na wymarzone studia i pełnoletność pukającą do drzwi. Świetna impreza się dla niego jednak kończy, gdy widzi na niej swoją przyrodnią młodszą siostrę. Doskonale wie, że to oznacza wcześniejszy powrót rodziców do domu i solidne kłopoty na horyzoncie. Jeśli jednak się pospieszą, być może uda się wyskok zatuszować. Problem w tym, że po drodze Kip i Chrissy mają wypadek i oboje lądują na komisariacie policji. Chłopak pił alkohol i wsiadł za kółko, więc nie wygląda to dobrze. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak dopiero dzień później, gdy dziewczyna umiera. Jak silne są więzi w tej patchworkowej rodzinie, by trzymała się razem w obliczu tragedii? Co, gdy okaże się, że mąż i żona nagle stają po dwóch stronach barykady?

Czytaj dalej

Stephen King - Miasteczko Salem



Stephen King, Miasteczko Salem [Salem's Lot], tłum. Arkadiusz Nakoniecznik, Prószyński i S-ka, 2012, 528 stron.

Od początku wiadomo, że Salem, a właściwie Jerusalem, w pewnym momencie opustoszało, ale tak naprawdę nikt nie mówi o tym, co tam się w rzeczywistości wydarzyło. Nie oznacza to wcale, że nikt tego nie wie, ale strach potrafi skutecznie zatykać usta. Można sobie na potrzeby tego, czy innego artykułu łatwo wytłumaczyć zniknięcia niektórych mieszkańców, można też - dawniej tam mieszkając - udawać, że nic się nie wydarzyło, ale są osoby, które nie potrafią zapomnieć, które wciąż się boją, a we śnie dopadają ich swoimi mackami przerażające wspomnienia...

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie grudnia

Wiem, że wszędzie hulają już w najlepsze podsumowania roku, ale nie byłabym sobą, gdybym nie podzieliła się z Wami najpierw krótkim podsumowaniem grudnia :) Bez zbędnego przedłużania przypomnę Wam o książkach, które czytałam w poprzednim miesiącu.



Czytaj dalej

Michelle Paver - Przepaść



Michelle Paver, Przepaść [Thin Air], tłum. Maciej Miłkowski, Czwarta Strona, 2018, 272 strony.

Osiem lat temu zanurzyłam się w powieści "Cienie w mroku" Michelle Paver i później nie raz i nie dwa podawałam tę książkę przy różnych okazjach jako przykład mroźnej, niepokojącej i pełnej napięcia historii. Nadal wspominam to wrażenie zbliżającego się niebezpieczeństwa i podskórne ukłucia strachu. Nie ukrywam więc, że liczyłam, iż podobne emocje dostarczy mi "Przepaść" tej autorki, która na swoje pięć minut czekała już wystarczająco długo.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy