Max Nightingale - Morderstwo w fabryce snów



Max Nightingale, Morderstwo w fabryce snów [Murder In Tinseltown], tłum. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, 2026, 208 stron.

Często mówię przy czytaniu kryminałów, że bawię się w detektywa, ale do tej pory polegało to raczej na obserwowaniu kolejnych wydarzeń i układaniu sobie w głowie możliwych scenariuszy. Tym razem jednak po raz pierwszy miałam okazję wejść w tę rolę znacznie głębiej i mieć wpływ na to, jak potoczy się historia. Takie atrakcje czekały na mnie w książce „Morderstwo w fabryce snów”.

Czytaj dalej

Emily Henry - Wspaniałe, cudowne życie



Emily Henry, Wspaniałe, cudowne życie [Great Big Beautiful Life], tłum. Anna Tomczyk, Świat Książki, 2026, 496 stron.

Wiecie, jaka myśl krążyła mi po głowie, gdy czytałam „Wspaniałe, cudowne życie”? Że chciałabym mieć obok siebie taką przyjaciółkę jak Alice. Osobę, która myśli o ludziach dobrze, daje im kredyt zaufania, nie ocenia, bo wie, że często za takim czy innym zachowaniem może się kryć walka, o której nikt nie wie. Dziewczynę, która jest pełnym empatii, zrozumienia i pozytywnej energii promykiem słońca. Nie ideałem, nie kimś, kto nie ma problemów i ma wszystko w życiu poukładane, ale od kogo bije taka szczerość, że łatwo by jej było zaufać. Nawet gdy ktoś, jak chociażby ja, raczej nie otwiera się przed innymi. 

Czytaj dalej

Krótkie podsumowanie lipca



Miałam niedawno taką myśl, że w dorosłości lipiec jest trochę jak każdy inny miesiąc. O wakacjach przypominam sobie, gdy w autobusach miejskich jest znacznie mniej osób, a w pracy zaczyna się urlopowy sezon, a nie dlatego, że to taki wyczekany, jak w dzieciństwie, czas :) Też macie podobne odczucia?

W lipcu przeczytałam 4 książki:

Czytaj dalej

Camilla Läckberg - Płaczka



Camilla Läckberg, Płaczka [Gråterskan], tłum. Inga Sawicka, Czarna Owca, 2026, 560 stron.

Saga o Fjällbace to jedna z tych kryminalnych serii po które sięgam bez wahania. Już od kilkunastu lat towarzyszę bohaterom i o dziwo wcale nie czuję się tymi spotkaniami znudzona, a to nie jest wcale tak oczywiste przy -nastu tomach. Pewnie pomaga tu fakt, że autorka ostatnio daje mi trochę zatęsknić za Patrikiem i Ericą, ale jakby nie było to rozgryzanie z nimi kolejnych zagadek i po prostu bycie przez chwilę częścią ich codzienności zawsze sprawia mi przyjemność. Nie inaczej było w przypadku „Płaczki”.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy