Beth O’Leary – W drogę!



 Beth O’Leary, W drogę! [The Road Trip], tłum. Maria Olejniczak-Skarsgård, Albatros, 2021, 416 stron.

Addie i Deb skrupulatnie zaplanowały długą podróż samochodem na ślub przyjaciółki. Wprawdzie w ten plan średnio wpisuje się nieco specyficzny znajomy panny młodej, zabrany raczej z litości, ale przecież wszystko inne jest jak trzeba. Do czasu stłuczki, w wyniku której zyskują dwóch kolejnych pasażerów – byłego chłopaka Addie Dylana i jego wkurzającego przyjaciela Marcusa. To zdecydowanie nie może się skończyć dobrze, tym bardziej, że bagaż, jaki właściwie każdy z bohaterów ze sobą dźwiga, to nie tylko rzeczy, które można gdzieś upchnąć; to wybuchowa mieszanka wspólnych wspomnień, niedopowiedzeń i kotłujących się emocji.

Czytaj dalej

Sebastian Fitzek – Pasjonat oczu



 Sebastian Fitzek, Pasjonat oczu [Der Augenjäger], tłum. Barbara Tarnas, G+J, 2013, 420 stron.

Zapomniałam już jak solidnie Sebastian Fitzek potrafi zakręcić czytelnikiem, dając mu momentami złudne poczucie, że zna kierunek, w jakim stworzona przez niego historia zmierza. A później przychodzi takie zakończenie jak w „Pasjonacie oczu”  i szeroko otwiera się oczy, z niedowierzaniem kręcąc głową, bo przecież tak wiele scenariuszy brało się pod uwagę, a żaden z nich nie obejmował tego, co się wydarzyło.

Czytaj dalej

Joe Hill – Upiory XX wieku



 Joe Hill, Upiory XX wieku [20th Century Ghosts], tłum. Piotr Amsterdamski, Albatros, 2021, 448 stron.

Spodziewałam się, że „Upiory XX wieku” będą zbiorem typowych (co nie oznacza, że złych) opowiadań grozy i chociaż fabuła niektórych z nich częściowo dobrze się w te przewidywania wpisuje, to jednak częściej czułam się zaskoczona czy to tematem, czy kierunkiem w jakim stworzone przez autora historie wędrowały. Więcej jest tu takich mniej i bardziej delikatnych szarpnięć niż solidnego przerażenia, a bywa i tak, że pojawiają się emocje zupełnie w takim zestawieniu niespodziewane.

Czytaj dalej

Jakub Małecki – Święto ognia



 Jakub Małecki, Święto ognia, SQN, 2021, 256 stron.

Nie pierwszy raz mam po literackim spotkaniu z Jakubem Małeckim silne wrażenie kłębiących się myśli – takich, które trudno jest wypunktować czy znaleźć konkretny początek i koniec. Szkoda, że nie da się ich wsadzić do jakiejś skrzyneczki, otworzyć przed wami i powiedzieć: patrzcie, to właśnie czuję! To poruszenie, które mam w sobie po lekturze jego książek, to dla mnie samej najlepszy dowód na to, że jest w nich coś, co taki stan wywołuje. Nawet jeśli nie do końca potrafię to opisać słowami.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy