Dan Brown - Inferno

02.02.2014

Dan Brown, Inferno, tłum. Robert J. Szmidt, Sonia Draga, 2013, 592 strony.

Podobno  Dan Brown zrobił się schematyczny. Podobno Robert Langdon zbyt łatwo rozwiązuje niektóre zagadki. Podobno. Oczywiście każdy patrzy inaczej na daną książkę i nie dziwi mnie fakt, że ktoś może akurat w ten sposób postrzegać powieści Browna, ba! mogą mu się one nawet w ogóle nie podobać. Sama jednak należę do osób, które zwyczajnie lubią sposób, w jaki autor opowiada swoje historie (nawet jeśli pewne elementy nie pojawiają się po raz pierwszy), a niemal każdy tytuł to dla mnie okazja do niezwykłej podróży w meandry kultury i sztuki kolejnych miast  i krajów, które na warsztat bierze Brown. To także przede wszystkim świetna rozrywka, której towarzyszy pełne akcji rozwiązywanie przemyślanie skonstruowanej tajemnicy – raz w towarzystwie Roberta Langdona, innym razem innych postaci. Pewne jest jedno – po lekturze poprzednich książek autora nie mogłam przejść obojętnie obok najnowszej  z nich – „Inferno”.

Tytuł to bezpośrednie nawiązanie do chyba najbardziej znanego dzieła Dante Alighieriego „Boska komedia”, a właściwie do jego pierwszej części czyli „Piekła” (z włoskiego „Inferno”).  To wokół niego toczy się cała akcja i to ono spaja kolejne wydarzenia, których jesteśmy świadkami. Z jednej strony jest impulsem do opracowania szaleńczego planu przez pewnego zielonookiego miliardera, z drugiej jest jedynym sposobem na rozwiązanie tej zawiłej zagadki, która niejednokrotnie będzie wymagała zejścia do ostatnich kręgów piekieł. A któż inny lepiej sobie poradzi z niejednoznacznością dzieła włoskiego pisarza i wskazówkami prowadzącymi do celu, jak nie znany już z innych powieści Browna Robert Langdon. Ten inteligentny i poważany profesor Harvardu, który na szeroko pojętej sztuce, kulturze i przede wszystkim ikonografii zna się jak nikt inny, po raz kolejny stanie przez zadaniem od którego zależeć będą losy wielu ludzkich istnień.


Można by stwierdzić, że Robert Langdon ma albo skłonności do zostawania wybawicielem świata albo ogromnego pecha, który sprawia, że zostaje wplątany w wydarzenia, których sieć zaciska się tak bardzo, że nijak nie można się z niej wyplątać. Tym razem budzi się w szpitalu nie mając zupełnie pojęcia jak się tam znalazł, a jakby tego było mało, okazuje się, że zamiast w Stanach, z których posiada ostatnie wspomnienie, przebywa właśnie we włoskiej Florencji. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy ktoś chce go zabić i Robert zmuszony jest uciekać w towarzystwie dopiero co poznanej lekarki – Sienny Brooks. Jedynym znakiem ostatnich dni, które pojawiają się w jego głowie są dziwne, makabryczne wizje oraz ukryty  w jego marynarce niewielki pojemnik, którego oznakowanie wskazuje na niebezpieczną chemiczną substancję. Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim Światowa Organizacja Zdrowia, problem przeludnienia oraz organizacja nazywana Konsorcjum, której dewizą jest dotrzymywanie umów swoich klientów bez zagłębiania się w ich motywy? Na samym początku czytelnik może czuć się zagubiony, podobnie jak cierpiący na amnezję Langdon – z czasem jednak, jak zawsze u Browna, kolejne elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce.

Inferno” to z pewnością powieść, w której odnaleźć można wiele z typowej prozy Browna i nie chodzi tu jedynie o postać Roberta Langdona (który zresztą nie jest bohaterem każdej jego książki). Nie znając autora tej pozycji, w trakcie lektury łatwo byłoby się zorientować spod czyjej ręki wyszła ta historia. Dla mnie jednak, nie jest to w żaden sposób element, który mógłby stanowić na niekorzyść tej pozycji – właśnie takie pióro Browna już dosyć dawno poznałam i ogromnie polubiłam, a ponowne z nim spotkanie ani przez chwilę nie oznaczało nudy i przesadnej przewidywalności. Autor potrafi zaskakiwać i nawet jeżeli uda nam się wcześniej dopasować jeden czy dwa puzzle, które składają się na cały obraz, to znajdzie się też taki, którego w danym miejscu zupełnie się nie spodziewaliśmy. Akcja cały czas toczy się w zawrotnym tempie, a Florencja nie będzie jedynym miastem, które odwiedzimy. W tym wszystkim znajdzie się też miejsce na przyjrzenie się nie tylko „Piekłu” Dantego, ale także niezwykłym dziełom malarskim i architektonicznym. A Brown piszę o nich w sposób ogromnie sugestywny, jakby tworząc dane fragmenty właśnie miał przed oczami „Mapę piekieł” Botticellego czy stał na przykład przed Pałacem Vecchio. Podejrzewam zresztą, że tak mogło być w rzeczywistości – tym bardziej, że autor znany jest z gruntownego przygotowania do pisania swoich książek i kulturalnych podróży, które w niemal każdą z nich wplata. A dla czytelnika jest to doskonała okazja do poszerzenia horyzontów i poznawania miejsc czy artystów, którym być może wcześniej nie miał okazji się przyjrzeć.



Wydaje mi się, że z Brownem jest podobnie jak z wieloma innymi pisarzami – albo się ich lubi albo wręcz przeciwnie. Zresztą nawet sympatia do danego autora nie powinna sprawiać, że zupełnie bezkrytycznie patrzymy na jego dzieła –  sama również dostrzegam w książkach Browna elementy, które nie do końca mnie przekonują, a niektóre z jego powieści podobają mi się mniej niż inne. Koniec końców „Inferno” zaliczam jednak zdecydowanie do tych tytułów, które bez wątpienia mogłabym wpisać na listę takich, które czytałam z dużym zainteresowaniem i ciekawością.  To pozycja trzymająca w napięciu, pełna ciekawych odniesień do kultury w wielu różnych jej przejawach oraz dostarczająca mnóstwo rozrywki. I nawet gdyby uznać ją za typową powieść Browna, to mi takie twierdzenie zupełnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – chętnie poczekam na więcej.


  Garść cytatów:

Decyzje podjęte w przeszłości kształtują naszą teraźniejszość”. (s. 32)

To jak machanie packą na muchy w kierunku nadlatującej asteroidy. Bomba zegarowa przestała już tykać. Ona właśnie wybucha”. (s. 138)

Gdy głód zagląda w oczy, ludzie stają się zwierzętami”. (s. 454)

Zobacz również

17 komentarze

  1. fajna recenzja, tę książkę będę czytać

    OdpowiedzUsuń
  2. Może mężowi na walentynki sprawię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubi tego autora lub po prostu takie klimaty to zdecydowanie warto! :)

      Usuń
  3. Tematycznie nie do końca mnie przekonuje,ale może kiedyś dam jej szanse.

    OdpowiedzUsuń
  4. Schematyczność niekaoniecznie uważam za wadę. Myślę że można by to również nazwać stylem pisarza - pewne aspekty będą podobne do tego, co wcześniej napisał bo ... tak po prostu pisze, w tym dobrze się czuje. Eksperymenty z zupełnie odmiennymi konwencjami niekoniecznie dobrze się sprawdzają. Póki co czytałam 2 książki pisarza, miło je wspominam i nie wykluczam, że sięgnę również po Inferno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, tam gdzie ktoś dostrzega schematyczność, ktoś inny dostrzega pewien wypracowany styl pisania - jak by tego jednak nie nazwać, mi zupełnie nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie - takiego Browna lubię :)

      Usuń
  5. ja się przejadłam Brownem. Podobał mi się Kod..., ale potem jego książki były aż za bardzo podobne do siebie...ta z tego co czytałam ma inne motywy, ale brakuje jej czego...co recenzja to trochę inna pozycja;) ale pewnie przeczytam, bo mam na półce po prostu z czystej ciekawości;) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również spotkałam się z różnymi recenzjami i przypomniały mi one, że to, co mi się podoba, niekoniecznie musi zyskiwać uznanie kogoś innego ;)

      Usuń
  6. Nie czytałam Browna, bardzo mnie kusisz!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam wszystkie książki Browna. Mnie się podoba i uwielbiam postać Roberta Langdona, który od ekranizacji kojarzy mi się z Tomem Hanksem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja samego Toma Hanksa bardzo lubię więc fakt, że to on wcielił się w postać Langdona niezmiernie mnie cieszy :)

      Usuń
  8. Ja niestety nie czytałam "Kodu Leonarda da Vinci" i bardzo pragnęłabym to nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym jednak zacząć swoją historię z tym autorem od Aniołów i demonów bądź Kodu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zainteresowała mnie inspiracja Browna ,,Boską komedią'', za którą przepadam. Już dawno nie sięgałam po książki tego pisarza, czas to nadrobić:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka, którą non stop spotykam na wystawie w Empiku :)
    Opasłe tomisko - w sam raz dla mnie! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój tata lubi Browna, więc pewnie kiedyś książka trafi pod mój dach, ale raczej specjalnie dla tata, a nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy