Cathy Glass - Czekając na anioły

04.01.2016

Cathy Glass, Czekając na anioły [The night the angels came], tłum, Violetta Karkucińska, Hachette, 2012, 352 strony.

Pierwsza książka Cathy Glass, którą czytałam kilka miesięcy temu – "Skrzywdzona" – wywołała we mnie wiele emocji. W przypadku „Czekając na anioły” było pod tym względem podobnie, chociaż uczucia, które mi towarzyszyły, różniły się pod wieloma względami. Zupełnie inny obszar problemów, poruszany w tych, niestety opartych na faktach, historiach sprawił, że drugie spotkanie mniej mnie może zszokowało, ale równie wiele wywołało smutku i poczucia niesprawiedliwości, że są dzieci, przed którymi los stawia tak ciężkie wyzwania.

Cathy Glass jako wieloletnia opiekunka zastępcza, mierzyła się z różnymi sytuacjami i zajmowała wieloma dziećmi – w większości zaniedbywanymi przez rodziców i niejednokrotnie z wstrząsającym bagażem traumatycznych doświadczeń. Ośmioletni Michael jest kochany przez swojego ojca i mógłby być bardzo szczęśliwym chłopcem. Niestety, śmiertelna choroba Patricka wymusza na mężczyźnie zadbanie o przyszłość swojego dziecka, gdy jego niedługo zabraknie. W tym celu postanawia znaleźć dla Michaela kogoś, kto zajmie się nim po jego śmierci. Zanim, jak wierzy chłopiec, anioły przyjdą zabrać jego tatę, Cathy pozna ich oboje na tyle dobrze, że trudno będzie się pogodzić z faktem, że rak płuc Patricka nie ma zamiaru odpuścić.


Zawsze trudno mi pisać o takich książkach, bo zdaje sobie sprawę, że to zawarta w nich prawdziwa historia ma największe znaczenie. Bardzo emocjonalny wydźwięk (czemu zresztą trudno się dziwić) „Czekając na anioły” nie uwolnił mnie jednak od pewnych spostrzeżeń związanych z tym, w jaki sposób Cathy Glass opisuje kolejne wydarzenia. Szczególnie, że mam możliwość porównania go z wcześniej czytaną książką autorki. Tym razem brakowało mi początkowo pewnej płynności, ale ten stan rzeczy na szczęście nie trwał długo. Żałuję jednak natomiast, że były momenty, w których chwiała się równowaga między opisywaniem przebiegu kolejnych dni (trochę niczym sprawozdanie), a własnymi refleksjami nad konkretnymi wydarzeniami. Myślę, że gdyby tych drugich było więcej, książka dużo by na tym zyskała. Nie oznacza to, że „Czekając na anioły” jest jedynie suchym opisem faktów, bo byłoby to stwierdzenie bardzo dalekie od prawdy, ale ma poczucie, że tym razem autorka w pewnym sensie ograniczyła czytelnikowi dostęp do swoich przemyśleń i refleksji.

Abstrahując na moment od sposobu opowiadania, który tym razem odrobinę mnie rozczarował, muszę zaznaczyć, że nie raz i nie dwa czułam ścisk w gardle i pełna emocji poznawałam coraz lepiej Michaela i Patricka. Ośmioletni chłopiec ma w sobie tyle siły, że niejeden dorosły mógłby się od niego uczyć. Oczywiście ciągle jest tylko dzieckiem i trudno nie czuć, jak bardzo wizja utraty ukochanego taty go przeraża, ale rzeczywistość niejako wymusiła na nim szybsze dorastanie. Z jednej strony mamy więc dziecko zastanawiające się czy ma prawo się cieszyć i bawić, gdy wie, że jego rodzic jest chory, a z drugiej ośmiolatka, czującego odpowiedzialność, by tacie niczego w walce z chorobą nie zabrakło.

Trudno nie czuć podziwu również dla Patricka – pogodzonego z tym, czego zmienić nie może i starającego się jak najlepiej wykorzystać czas, jaki mu został. To praktyczne podejście do różnych spraw, szczególnie takich, które będą miały znaczenie po jego śmierci zdumiewa, bo próżno szukać w mężczyźnie słabości (poza fizycznymi ograniczeniami związanymi z chorobą) i złorzeczenia na los czy Boga. Patrick jest tak daleki od skupienia na sobie, że tym trudniej jest, gdy uświadamiamy sobie, że niedługo odejdzie.

Wiele emocji ta książka we mnie wywołała i z pewnością na długo pozostaną mi wzruszające obrazy, które z sobą przyniosła. Czekając na anioły” to bowiem przejmująca historia, w której śmierć wisi nad każdą stroną, a jednocześnie która niezwykle wyraźnie pokazuje życie pełne miłości, troski o drugiego człowieka i dobra.

Garść cytatów:

Okrutną ironią losu wydawał się fakt, że w momencie, kiedy natura właśnie budziła się do życia, czyjeś istnienie powoli gasło”. (s. 11)

Gwiazdy to dziury w niebie, przez które świeci na nas miłość tych, co już odeszli”. (s. 243)

Zobacz również

20 komentarze

  1. Glass porusza porażające tematy. Chyba nie czuję się w tym momencie na siłach na jej twórczość. Ale mam w domu jej jedną książkę i dam jej kiedyś szansę. Czytałam jakąś jej publikację kiedyś w oryginale. To było druzgocące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie na jakiś czas zrobię sobie przerwę jeżeli chodzi o jej książki, ale na półce mam jeszcze "Czy mnie pokochasz", więc po ten tytuł sięgnę na pewno. Nie da się ukryć, że właściwie nie sposób pozostać obojętnym, stykając się z historiami, które Cathy Glass opisuje.

      Usuń
  2. Uwielbiam twórczość Cathy Glass - "Czekając na anioły" to kolejna dobra powieść w jej dorobku. Autorka nieustannie wzrusza, przedstawiając historie swoich podopiecznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wzruszeń zdecydowanie nie brakuje...

      Usuń
  3. Miałam już styczność z Cathy Glass w książce Okaleczona. Póki co to jedyna książka tej autorki jaką przeczytałam, ale z pewnością nie ostatnia. Na pewno, prędzej, czy później zabiorę się i za "Czekając na anioły", zwłaszcza że ta historia najbardziej mnie intryguje.
    http://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w takim razie nadzieję, że "Czekając na anioły" spełni Twoje oczekiwania.

      Usuń
  4. Widać po Twojej recenzji, iż książka wywarła na Tobie ogromne wrażenie. Muszę zatem koniecznie ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście dużo emocji we mnie wywołała, niezależnie od tego, że forma opisu wydarzeń tym razem odrobinę mnie rozczarowała.

      Mam nadzieję cyrysiu, że będziesz usatysfakcjonowana lekturą.

      Usuń
  5. Mimo pewnych zgrzytów stylistycznych, o których wspominasz, myślę, że to bardzo emocjonalna książka. Jeszcze nie czytałam niczego Cathy Glass, a tu lista autorów, których chcę poznać tylko się zwiększa... Najpierw zachęciłaś mnie do Zafóna, teraz do Glass. Jak jeszcze uda Ci się mnie przekonać do Kinga, to już będzie prawdziwy sukces. :-) A tak na serio - uwielbiam Twoje recenzje. Zawsze z przyjemnością je czytam. :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocji zdecydowanie nie brakuje, a dodatkowo to prawdziwa historia, więc chociaż te zgrzyty występowały, to przymknęłam na nie trochę oko.

      Co do Kinga to na pewno będę próbowała, chociaż wiem, że nie każdemu jego książki przypadają do gustu :) I dziękuję za miłe słowa! :))

      Usuń
  6. Każda książka tej autorki wywołuje we mnie wiele emocji. Tej akurat nie czytałam jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam emocjonujące książki, dlatego ten tytuł koniecznie muszę sobie zapisać. Jednak póki co mam niestety zbyt wiele czytelniczych zaległości i ta książka będzie musiała trochę poczekać na swoją kolej ;D
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to rozumiem ;) U mnie kolejce książek do przeczytania końca nie widać :)

      Usuń
  8. Bardzo lubię książki, które wywołują takie emocje!

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację, książki oparte na prawdziwym historiach potrafią dogłębnie poruszyć, emocje po przeczytaniu takiej lektury często długo towarzyszą. Dziękuję za tak dobrą rekomendację powieści, z chęcią po nią sięgnę, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie da się schować za fikcją, niestety.

      Usuń
  10. Kolejna książka którą muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie znam tej pani al;e po tej recenzji az mam ochote po nia siegnac - dobra robota! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam takie życiowe książki, opisujące prawdziwe historie i losy ludzi. Nie mogę pojąć jak to możliwe, że nie przeczytałam jeszcze żadnej lektury tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety nie miałam jeszcze styczności z tą autorką.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy