Cristina Campos – Cytrynowy chleb z ziarnkami maku

29.12.2016


Cristina Campos, Cytrynowy chleb z ziarnkami maku [Pan de limón con semillas de amapola], tłum. Simona Popławska, Czarna Owca, 2016, 431 stron.

„Cytrynowy chleb z ziarnkami maku” to powieść obyczajowa, która ma w sobie wszystko to, co lubię w tego typu historiach – motyw przewodni, połączenie teraźniejszości z tajemnicą z przeszłości, ciekawych bohaterów, niecodzienny klimat (Majorka wita!), garść emocji i takie przyjemne ciepło, które czuje się po dotarciu do ostatniej strony, nawet jeżeli nie wszystkie wątki kończą się happy endem. Brakowało mi w ostatnim czasie takiej książki, która nawet jeżeli jest pod wieloma względami przewidywalna, to jednak mocno wciąga i pozwala się całkowicie oderwać od rzeczywistości.

Anna i Marina nie widziały się od lat, chociaż kiedyś ich siostrzana miłość i przywiązanie były szalenie silne. Każda z nich zupełnie inaczej ułożyła sobie życie i z własnym bagażem doświadczeń patrzy na codzienność. Spotkają się  przy okazji sprawy spadku po zupełnie nieznanej kobiecie, która zapisała im piekarnię i swój dom. Trudno będzie okiełznać ciekawość i tak po prostu pozbyć się tego miejsca, bo okaże się, że kryją się w nim smaki ich dzieciństwa w postaci cytrynowego chlebka z makiem. A przecież przepis na niego znała podobno tylko ich ukochana babcia.

Tak naprawdę tajemnica z przeszłości nie jest trudną do rozszyfrowania zagadką, bo bardzo łatwo domyślić się co stało się lata temu. Jakoś nie odebrało mi to jednak przyjemności obserwowania jak Marina stara się dowiedzieć więcej o Loli – zmarłej właścicielce piekarni. Mieszkańcy nie mają do powiedzenia więcej poza kilkoma ogólnikami, ale z rozrzewnieniem wspominają chleby i inne wypieki, którymi kobieta, razem ze swoją przyjaciółką Cataliną, ich raczyła. Czułam niemal ich zapach i smak, widziałam w wyobraźni jak są przygotowywane i ile serca trzeba włożyć, żeby ciasto było odpowiednio wyrobione i po wyciągnięciu z pieca przywoływało wspomnienia. To jest właśnie ten motyw przewodni, dodatkowo wzbogacony przepisami na początku każdego rozdziału, dzięki któremu cała historia dużo w moich oczach zyskała.

Łatwo było mi polubić Marinę – kobietę przed pięćdziesiątką, która wiele lat spędziła w różnych krajach, będąc członkiem Lekarzy bez Granic. W młodości wysłana przez rodziców do szkoły tysiące kilometrów od domu, ciężko przeżyła rozstanie z Majorką i może dlatego do tej pory nie znalazła tak naprawdę swojego miejsca na ziemi, mimo że u boku ma mężczyznę, z którym mogłaby stworzyć dom. Widziałam jak zmienia ją odziedziczona piekarnia, a może raczej jak budzi w niej to, co w sobie nosiła – potrzebę przynależności, poczucia, że ma gdzie wracać i przede wszystkim miejsca, w którym nie ogląda codziennie cierpienia i nie czuje tyle bezradności.


Z Anną miałam większy problem, bo od lat trwa u boku męża, który nie ma do niej za grosz szacunku. Z jednej strony tak jej po prostu wygodnie – duże pieniądze, znajomości – a z drugiej widać niskie poczucie własnej wartości i wpajaną jej przez matkę konieczność trwania w małżeństwie, nawet jeżeli nie jest ono szczęśliwe. Anna nie potrafiła też dotrzeć do własnej córki, próbując wtłoczyć ją w wyobrażony obrazek, do którego ta zupełnie nie pasowała. Musiałam lepiej poznać straszą z sióstr, żeby poczuć do niej sympatię, ale wcale nie ubolewam z tego powodu, bo dobrze jest, gdy bohaterowie w trakcie powieści się zmieniają i pokazują się czytelnikowi z różnych stron. Za to do Armanda – jej męża – niechęć trwała przez całą historię i nawet myślałam, że jakoś mocniej namąci w całej sprawie spadku – szkoda, że tak się nie stało.

„Cytrynowy chleb z ziarnkami maku” nie jest książką, która rozerwała mi serce na kawałki i wycisnęła z oczu łzy, ale nie brakowało w niej dawki emocji, które mi się udzielały. Cristina Campos potrafiła mnie nawet tak wciągnąć w stworzoną historię, że w pewnym momencie zapomniałam o prologu, który zapowiada co się przydarzy jednej z bohaterek i uwierzyłam, że to wszystko potoczy się inaczej. Gorący klimat Majorki może kusić, ale ja tak naprawdę chciałabym tylko wejść do pewnej piekarni, założyć fartuch, ubrudzić się mąką i z uczuciem wyrobić, a później upiec chleb. Ciekawa jestem jak by smakował.


  Garść cytatów:

Wystarczy mi trochę tego chleba, kawałek cebuli i twoja miłość, aby przeżyć z tobą gdziekolwiek na świecie resztę mojego życia”. (s. 161)

~~*~~
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

Zobacz również

20 komentarze

  1. Mam ją już na półce i w najbliższych planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, będziemy mogły porównać wrażenia :)

      Usuń
  2. Zaciekawiłaś mnie i chociaż nie wiem, czy to aż tak moje klimaty, to chciałabym poznać tę historię. ;) Może w przyszłym roku mi się to uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam :) To mądra i ciepła powieść :)

      Usuń
  3. Brzmi smakowicie :) Też lubię takie powieści. Od czasu do czasu warto urozmaicić sobie lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takich przyjemnych powieści polecam jeszcze na przykład "Irlandzki sweter" Nicole R. Dickson :)

      Usuń
  4. Lubię współczesne historie z wątkami historycznymi. Chętnie przeczytałabym książkę pani Campos, bo z Majorką kojarzą mi się bardzo miłe wakacje i chętnie bym tam wróciła, choćby na łamach powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O typowym wątku historycznym trudno mówić, bo to tajemnica jedynie sprzed kilkudziesięciu lat :) Ciekawa jestem jakbyś odebrała klimat Majorki, skoro miałaś okazję tam być :)

      Usuń
  5. Zazwyczaj nie sięgam po tego typu książki, ale kto wie czy w nowym roku nie zrobię wyjątku. Trochę szkoda, że nie ma w tej historii elementu zaskoczenia, bo myślę, że wówczas chętniej bym po nią sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś zaskoczenie rzeczywiście by nie zaszkodziło :) Mimo to bardzo przyjemnie mi się tę książkę czytało :)

      Usuń
  6. Czasem lubię sięgnąć po obyczajówki, więc nie skreślam tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo przyjemna obyczajówka :)

      Usuń
  7. Bardzo spodobał mi się tytuł tej książki, czuję w nim pewną obietnicę przyjemnego zaczytania, chętnie sprawdzę, czy się nie mylę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takiego zaczytania Ci życzę :)

      Usuń
  8. Lubię powieści, w których dosłownie mogę wyczuć zapachy towarzyszące bohaterom. Tytuł książki też intryguje więc może kiedyś po tę pozycję sięgnę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie świeżutkie wypieki prosto z piekarni trafiają do wyobraźni :-)

      Usuń
  9. Właśnie zabieram się za czytanie tej pysznej książeczki :)
    Póki co odpuszczam czytanie recenzji (zero spoilerów), a jak skończę to wrócę i należycie się wypowiem :)
    Pozdrawiam,
    The Books in the Rye

    OdpowiedzUsuń
  10. Wróciłam! Tym razem to ja zareagowałam odrobinę słabiej na tę książeczkę. Prolog, który zdradza znaczną część zakończenia zaburzył mi harmonię czytania, myślę, że gdyby go nie było, to nie mogłabym się oderwać od Cytrynowego chlebka, po to, żeby poznać zakończenie...
    Poza tym masz rację, przepisy na początku każdego rozdziału, bardzo fajnie dopełniają całą książkę :)
    Na pewno odprężająca, ale nie zaskakująca ani nie porywająca :)
    Pozdrawiam,
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, mi bardzo podobała się cała ta literacka podróż, ale fabularnie zaskoczeń faktycznie wielkich nie było :) Książka porwała mnie i urzekła bardziej, ale zawsze fajnie jest porównać wrażenia :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy