Lluís Prats - Hachiko. Pies, który czekał



Lluís Prats, Hachiko. Pies, który czekał [Hachiko. El perro que esperaba], tłum. Agnieszka Pohl, ilustr. Zuzanna Celej, Zaklęty Papier, 2019, 144 strony.

Przywiązanie zwierząt do ludzi zawsze mnie rozczulało i wydawało się momentami aż niewiarygodne. Pamiętam historię, opowiadaną mi przez mamę o kocie mojej babci, który wiedział, o której godzinie ta wraca z pracy i zawsze siadał wtedy na murku przed domem i na nią czekał. Teraz mam okazję obserwować jak mój pies Łatek, którego kilka lat temu przygarnęliśmy z narzeczonym ze schroniska, zbudował z nami więź i jak dużo czułości nam okazuje; jak biegnie do nas, kiedy się czegoś przestraszy lub coś mu dolega; jak bardzo cieszy się, kiedy wracamy do domu, chociaż nie było nas ledwie chwilę. I mimo że musimy mierzyć się z różnymi problemami, które są pozostałością jego dawnego życia, to i tak nie wyobrażam już sobie, że miało by go nie być. A piszę o tym wszystkim dlatego, że historia pewnego psa, o której dziś wam opowiem (lub przypomnę, bo pewnie wielu z was ją zna) to przykład oddania, które ściska ze serce.

Czytaj dalej

Alaitz Leceaga – Córy Ziemi


 Alaitz Leceaga, Córy Ziemi [Las Hijas de la Tierra], tłum. Jerzy Żebrowski, Albatros, 2021, 544 strony.

Klaruje mi się w głowie myśl, że są takie książki, które nie zachwycają od pierwszej do ostatniej strony, a mimo to jest w nich coś, jakiś niezaprzeczalny urok, sprawiający, że nie da się wobec nich pozostać obojętnym. Dokładnie tak mam z „Córami Ziemi” – powieścią, która momentami mnie drażniła, jakbym nie była wstanie uchwycić kierunku tej historii, a jednocześnie była na tyle klimatyczna, że wciąż mam w głowie obrazy, które wywołała.

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón – Miasto z mgły


 Carlos Ruiz Zafón, Miasto z mgły [La Ciudad de Vapor], tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas, Muza, 2021, 224 strony.

Zabrzmi to pewnie banalnie, ale są takie książki, które trafiają prosto do serca, tacy pisarze, którzy potrafią poruszyć słowami najróżniejsze w nim struny i takie chwile, kiedy ma się wrażenie, że dzięki czytaniu można stać się częścią niesamowitej historii i zyskać prawdziwych przyjaciół. Takie emocje towarzyszą mi kiedy myślę o powieściach Carlosa Ruiza Zafóna i nie waham się napisać, że to jeden z moich ukochanych autorów.

Czytaj dalej

Dolores Redondo – Ofiara dla burzy



Dolores Redondo, Ofiara dla burzy [Ofrenda a la tormenta], tłum. Maria Mróz, 2020, Czarna Owca, 544 stron.

Ogromnie polubiłam się z serią Dolina Baztán hiszpańskiej pisarki Dolores Redondo i nawet zastanawiam się czy to nie nudne tak raz po raz chwalić kolejne części. Ale kiedy czytanie jest czystą przyjemnością, a historia wciąga i nie zawodzi, to zwyczajnie nie sposób inaczej. Pierwszy tom („Niewidzialny strażnik”) był bardzo dobry, drugi („Świadectwo kości”) totalnie mnie zachwycił, a trzeci? Trzeci nie zaskoczył mnie tak jak poprzedni, ale był równie klimatyczny i intrygujący.

Czytaj dalej

Dolores Redondo – Świadectwo kości

Dolores Redondo, Świadectwo kości [Legado en los huesos], tłum. Maria Mróz, Czarna Owca, 2020, 576 stron.

Już po pierwszym spotkaniu z Dolores Redondo („Niewidzialny strażnik”) zdawałam sobie sprawę, że hiszpańska pisarka potrafi stworzyć solidną i wciągającą historię, ale chyba nie spodziewałam się, że kolejna część cyklu Dolina Baztán okaże się taką jazdą bez trzymanki. Pieczołowicie skonstruowana, niesamowicie wciągająca, bardzo klimatyczna i zaskakująca. Poprzednio byłam bardzo zadowolona z lektury, chociaż jakieś małe „ale” się pojawiło, a tym razem totalnie się zachwycam i mam zamiar tkwić sobie w tym zachwycie jeszcze długo.

Czytaj dalej

Dolores Redondo – Niewidzialny strażnik

Dolores Redondo, Niewidzialny strażnik [El guardián invisible], tłum. Karolina Krzysztofik, Czarna Owca, 2020, 408 stron.

Paradoksalnie łatwiej jest uwierzyć, że za makabrycznymi zbrodniami nastoletnich dziewczyn stoi mityczny pan lasu – basajaun - niż przyjąć do wiadomości, że w tak okrutny sposób życia pozbawia człowiek. Nie ma mowy o przypadku, gdy zobaczy się, że ciało ofiary potraktowane zostało przez mordercę w ściśle przemyślany sposób. To wiadomość, którą trzeba odpowiednio odczytać, bo inaczej zło znowu upomni się o swoje…

Czytaj dalej

Eva García Sáenz de Urturi – Władcy czasu


Eva García Sáenz de Urturi, Władcy czasu [Los seniores del tiempo], tłum. Katarzyna Okrasko, Muza, 2020, 512 stron.
Trylogia białego miasta, tom 3.

„Władcy czasu” to udane zakończenie Trylogii białego miasta – do ostatniej strony dociera się z poczuciem, że to dobry moment na zamknięcie pewnego etapu dla bohaterów i postawienie ostatniej kropki dla czytelnika. Pierwszy tom „Cisza białego miasta” nieco ostudził mój zapał wobec tej serii, drugi – „Rytuały wody” – zdecydowanie bardziej mi się podobał, a trzeci pokazał mi to, co czułam już wcześniej – że czytam książki hiszpańskiej autorki z zainteresowaniem i doceniam w nich sporo elementów, ale mimo to brakuje mi iskry, która by mnie w nich rozkochała.

Czytaj dalej

Eva García Sáenz de Urturi – Rytuały wody


Eva García Sáenz de Urturi, Rytuały wody [Los ritos del agua], tłum. Katarzyna Okrasko, Muza, 2019
Trylogia Białego Miasta, tom 2.
[PS Jeśli macie w planach pierwszy tom, to w żadnym wypadku nie czytajcie najpierw drugiego, bo zepsujecie sobie lekturę, odkrywając najważniejsze dla fabuły kwestie]

Pamiętam jak duże miałam oczekiwania wobec „Ciszy białego miasta” – pierwszego tomu trylogii hiszpańskiej pisarki - tym bardziej, że początkowo totalnie nie mogłam się od niego oderwać. Ostatecznie nie byłam do końca usatysfakcjonowana, chociaż podobał mi się klimat miasta i kryminalna zagadka, której zakończenie mnie zaskoczyło. W pewnym momencie zabrakło mi jednak napięcia i przekonania wobec działań śledczych. Dlatego postanowiłam, że do drugiej części – „Rytuałów wody” podejdę z większym dystansem i bez tak wysoko ustawionej poprzeczki. I to było dobre rozwiązanie, bo nawet mimo tego, że domyśliłam się kto za tym wszystkim stoi, to całość podobała mi się bardziej niż pierwszy tom.

Mieszkańcy Vitorii zaczynają oddychać spokojniej po przerażeniu, które im towarzyszyło, kiedy w mieście grasował seryjny morderca, ale ślady jego działalności nadal są dosyć żywe. Inspektor Unai Lopez de Ayala po postrzale w głowę cierpi na afazję – nie może mówić. Da się nad tym pracować, ale dopiero nowa sprawa i życiowe zawirowania motywują go do działania. Podkomisarz Alba spodziewa się dziecka, ale są sprawy, które mocno przyćmiewają radość, jaka powinna temu towarzyszyć.

Czytaj dalej

Cristina López Barrio – Mgły Tangeru


Cristina López Barrio, Mgły Tangeru [Niebla en Tanger], tłum. Katarzyna Kozioł-Galvis, Czarna Owca, 2019, 320 stron.

Flora spędziła noc z mężczyzną poznanym w barze. Mieli spotkać się następnego dnia, ale Paul się nie pojawił i właściwie na tym cała historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie pewien wisiorek i pewna powieść. Kiedy Flora sięga po „Mgły Tangeru”, a później rozmawia z hotelowym recepcjonistą, pojawia się w jej głowie myśl, że przespała się z postacią z książki. Absurdalne? Cóż, jej życie stało się tak mało ekscytujące i pozbawione prawdziwej radości, że pomysł wyjazdu do innego kraju, by spotkać się z autorką i odszukać kochanka wydaje się tylko trochę szalony…

Czytaj dalej

Carme Chaparro – Nie jestem potworem


Carme Chaparro, Nie jestem potworem [No soy un monstruo], tłum. Agnieszka  Rurarz, Muza, 2019, 384 strony.
Ana Arén, tom 1.

Czytałam już kilka książek o nagłych zniknięciach dzieci (między innymi „Gdzie jesteś, Amando” Dennisa Lehane’a i „Dziewięć dni” Gilly Macmillan) i każda z nich w nieco inny sposób wgryzała się w temat. Najczęściej główna oś wydarzeń toczyła się wokół prowadzonego śledztwa i próby odkrycia prawdy, ale bardzo różne było zachowanie osób związanych ze sprawą i na inne elementy kładziony był nacisk. Byłam ciekawa jak poradzi sobie z taką tematyką Carme Chaparro i czy w jej historii znajdę coś, co mnie jakoś poruszy.

Wystarczy chwila nieuwagi, moment rozproszenia i mała rączka, którą jeszcze przed chwilą miało się w dłoni, znika i pozostawia ogromną pustkę. Czteroletni Kike rozpływa się w powietrzu w centrum handlowym, a przecież jego mamie tylko chwilkę zajęło odpisanie na wiadomość. Chłopiec znika bez śladu, a śledczy szybko dochodzą do wniosku, że ta sprawa przypomina podobne zdarzenie sprzed dwóch lat. Tamto dziecko – Nicolas – do tej pory się nie odnalazło... Nadinspektor Ana Arén mocno przeżyła brak rozwiązania tamtego zaginięcia i będzie się starała zrobić wszystko, by tym razem odnaleźć jakiś ślad.

Czytaj dalej

Eva García Sáenz de Urturi – Cisza białego miasta


Eva García Sáenz de Urturi, Cisza białego miasta [El silencio de la ciudad blanca], tłum. Joanna Ostrowska, Muza, 2019, 576 stron.
Trylogia Białego Miasta, tom 1.

„Cisza białego miasta” okazała się dla mnie książką bardzo nierówną. Nastawiłam się na powieść, która nie pozwoli mi się od siebie oderwać i przez pewien czas wszystko wskazywało na to, że faktycznie tak będzie. Poczułam się wciągnięta w historię seryjnego mordercy i z niecierpliwością czekałam, jak to wszystko się potoczy. Niestety, kiedy śledztwo powinno się na dobre rozpędzić, ja poczułam, że coraz bardziej ulatuje ze mnie to początkowe napięcie i obserwuje kolejne wydarzenia bez większych emocji.

Czytaj dalej

Rafael Santandreu – Być szczęśliwym na Alasce


Rafael Santandreu, Być szczęśliwym na Alasce. Silny umysł odporny na życiową niepogodę [Ser feliz en Alaska. Mentes fuertes contra viento y marea ], tłum. Joanna Kuhu, Muza, 2018, 320 stron.

Wyobrażam sobie lekturę książki „Być szczęśliwym na Alasce” jako wędrówkę przez kolejne strony i przyglądanie się temu, co autor chciał przekazać. Przed startem w plecaku miałam spakowaną garść pozytywnego nastawienia i byłam otwarta na to, co przyniesie podróż. Czasami szliśmy z Rafaelem obok siebie, a ja z przekonaniem kiwałam głową, słuchając tego, co mówił, ale często też zatrzymywałam się w pewnym punkcie i czułam wewnętrzny opór przed czymś, do czego on był mocno przekonany, a ja nie. Rozmijały się nasze ścieżki i prawdę mówiąc czasami nie miałam ochoty wracać na tą, którą prowadził mnie hiszpański autor.

Czytaj dalej

Mikel Santiago – Ostatnia noc w Tremore Beach


Mikel Santiago, Ostatnia noc w Tremore Beach [La última noche en Tremore Beach], tłum. Maria Mróz, Czarna Owca, 2016, 390 stron.

Wygląda na to, że Mikel Santiago lubi tworzyć bohaterów, którzy zmagają się z niemocą twórczą – w powieści „Zła droga” Bert Amendale nie potrafił skupić się na pisaniu kolejnej powieści, a w „Ostatniej nocy w Tremore Beach” Peter Harper przeżywa kryzys w komponowaniu nowych utworów. W obu przypadkach wcześniejsze sukcesy nie stały się gwarancją pozostania na piedestale. Spadanie z niego okazało się bolesne, a to nie jedyny problem z jakim panowie musieli się mierzyć. Hiszpański autor wrzucił ich bowiem w wir niebezpiecznych wydarzeń i  w pewnym momencie nie wiadomo co jest prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni. I o ile „Zła droga” wywołała u mnie niedosyt, bo miała świetne momenty i jednocześnie niewykorzystane zadatki na genialną powieść, o tyle „Ostatnia noc w Tremore Beach” usatysfakcjonowała mnie bardziej.

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón – Labirynt duchów

Carlos Ruiz Zafón, Labirynt duchów [El Laberinto de los Espíritus], tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas, MUZA, 2017, 896 stron.
Cykl: Cmentarz Zapomnianych Książek, tom 4.

Jeśli były takie krótkie momenty, w których Carlos Ruiz Zafón kradł moje serce nieco mniej w trakcie naszych literackich spotkań, to po „Labiryncie duchów” jestem mu w pełni oddana i po uszy zakochana. Nie są to takie same emocje, jakie towarzyszyły mi przy „Cieniu wiatru”, kiedy po raz pierwszy miałam okazję wejść do Cmentarza Zapomnianych Książek, ale jednocześnie ostatnia część tej serii ma w sobie wszystko, bym myślała o niej jako jednej z tych książek, których się nie zapomina. 

Czytaj dalej

Mikel Santiago – Zła droga


Mikel Santiago,  Zła droga [El mal camino], tłum. Maria Mróz, Czarna Owca, 2017, 440 stron.

Mikel Santiago był mi pisarzem zupełnie nieznanym. Dopiero, gdy „Zła droga” pojawiła się na mojej półce (wybrana ze względu na intrygujący opis) przeczytałam tu i ówdzie nieco więcej o „Ostatniej nocy w Tremore Beach” – jego poprzedniej powieści - i były to opinie zaostrzające czytelniczy apetyt. Pomyślałam wtedy, że być może czeka mnie spotkanie z autorem, którym będę mogła się zachwycić (ostatnio zadziałał tak na mnie na przykład Donato Carrisi, dosyć niespodziewanie wdzierając się do grona moich ulubionych pisarzy) i mimowolnie moje oczekiwania wzrosły.

Chuck twierdzi, że kogoś zabił. Jechał trochę za szybko, w głowie szumiały mu procenty, a na drodze nagle pojawił się mężczyzna. Nie było szans, by uniknąć zderzenia – facet skonał na jego oczach, ale wcześniej – w ostatnich sekundach życia – mówił o jakiejś pustelni. W oczach miał przerażenie, ale czy na pewno widmem czekającej za rogiem śmierci? Bert Amandale słyszy dramatyczne wyznanie swojego przyjaciela, który w odruchu paniki uciekł z miejsca zdarzenia i prawdę mówiąc nie ma pojęcia jak postąpić. Najdziwniejsze jest jednak to, że ciało zniknęło i wydaje się jakby wypadek w ogóle nie miał miejsca…

Czytaj dalej

Juan José Millás - Z cienia


Juan José Millás, Z cienia [Desde la sombra], tłum. Karolina Jaszecka, Czarna Owca, 2017, 206 stron.

„Z cienia” to taka książka, którą nie do końca wiadomo jak ugryźć, jak opisać i ocenić, a przynajmniej ja mam z tym spory problem. Jednocześnie zawsze doceniam takie pozycje, bo wyrywają mnie ze strefy komfortu, w pewien sposób drażnią i nie dają się łatwo zaszufladkować.

Damián po wielu latach stracił pracę i chociaż finansowo jakoś sobie radzi, to niespecjalnie wie co robić ze swoim życiem. Niespodziewanie dokonuje drobnej kradzieży i uciekając przed ochroniarzem chowa się w starej szafie. Ukryty w niej trafia do domu pewnej rodziny i postanawia zostać obserwatorem ich codzienności – pomocny, ale niewidzialny niczym duch.

Czytaj dalej

Cristina Campos – Cytrynowy chleb z ziarnkami maku


Cristina Campos, Cytrynowy chleb z ziarnkami maku [Pan de limón con semillas de amapola], tłum. Simona Popławska, Czarna Owca, 2016, 431 stron.

„Cytrynowy chleb z ziarnkami maku” to powieść obyczajowa, która ma w sobie wszystko to, co lubię w tego typu historiach – motyw przewodni, połączenie teraźniejszości z tajemnicą z przeszłości, ciekawych bohaterów, niecodzienny klimat (Majorka wita!), garść emocji i takie przyjemne ciepło, które czuje się po dotarciu do ostatniej strony, nawet jeżeli nie wszystkie wątki kończą się happy endem. Brakowało mi w ostatnim czasie takiej książki, która nawet jeżeli jest pod wieloma względami przewidywalna, to jednak mocno wciąga i pozwala się całkowicie oderwać od rzeczywistości.

Anna i Marina nie widziały się od lat, chociaż kiedyś ich siostrzana miłość i przywiązanie były szalenie silne. Każda z nich zupełnie inaczej ułożyła sobie życie i z własnym bagażem doświadczeń patrzy na codzienność. Spotkają się  przy okazji sprawy spadku po zupełnie nieznanej kobiecie, która zapisała im piekarnię i swój dom. Trudno będzie okiełznać ciekawość i tak po prostu pozbyć się tego miejsca, bo okaże się, że kryją się w nim smaki ich dzieciństwa w postaci cytrynowego chlebka z makiem. A przecież przepis na niego znała podobno tylko ich ukochana babcia.

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón – Więzień nieba

Carlos Ruiz Zafón, Więzień nieba [El prisonero del cielo], tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas, MUZA, 2012, 411 stron.

Gdy próbuję z pewnym dystansem spojrzeć na „Więźnia nieba” Carlosa Ruiza Zafóna, to pojawia się we mnie myśl, że nie robi on tak dużego wrażenia jak dwa poprzednie tomy serii Cmentarz Zapomnianych Książek -  „Cień wiatru” i „Gra anioła”. Za mało czasu spędzamy spacerując uliczkami magicznej Barcelony i przede wszystkim zbyt szybko powieść dobiega końca, powodując niedosyt. Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości i myślę nawet, że zaczynając swoją przygodę z hiszpańskim autorem od tej książki, mogłabym go aż tak nie docenić. To wszystko jednak nieważne, bo „Więzień nieba” to dla mnie ponowne spotkanie z ukochanymi przyjaciółmi i okazja, by po raz kolejny poczuć, jak dobrze jest być częścią rzeczywistości, która stała mi się tak bliska.

Daniel Sempere, który dorastał na moich oczach w „Cieniu wiatru” jest teraz mężem i wychowuje syna. Nadal jednak razem ze swoim ojcem prowadzi księgarnię, która przez lata wzrosła się barcelońską uliczkę. W ostatnim czasie stopiła się z nią tak bardzo, że klienci przestali ją zauważać, powodując finansowe problemy. Radosną atmosferę oczekiwania mógłby w tym trudnym okresie dostarczyć zbliżający się ślub Fermina - przyjaciela rodziny i pracownika, ale mężczyzna, znany z pozytywnego usposobienia, staje się cieniem samego siebie. Gdy pewnego dnia próg księgarni przekracza tajemniczy starzec i zostawia dla niego wiadomość, pewne jest, że przeszłość w końcu upomniała się o swoje.

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón - Gra anioła

Carlos Ruiz Zafón, Gra anioła [El Juego del Angel], tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas, MUZA, 2013, 605 stron.

Wiedziałam, że trudno będzie kolejny raz o taki sam zachwyt, jaki wzbudził we mnie „Cień wiatru”, dlatego jakoś mimowolnie odwlekałam ponowne sięgnięcie po prozę Carlosa Ruiza Zafóna. Nie był to jednak jedyny powód – zdawałam sobie sprawę, że „Gra anioła” to moje przedostatnie spotkanie z hiszpańskim pisarzem (chociaż oczywiście mocno liczę, że stworzy kolejne książki, które staną się czyimiś – być może moimi - przyjaciółmi) i zwyczajnie próbowałam odsunąć o siebie tę perspektywę. Problem w tym, że nie potrafiłam długo pozbawiać się przyjemności powrotu do Barcelony i odkrywania tajemnic, które tym razem postanowił zaserwować czytelnikowi autor.



David Martin odkrywa Cmentarz Zapomnianych Książek i zgodnie z zasadami tego miejsca wybiera jeden tytuł. Jego historia zaczyna się jednak znacznie wcześniej, gdy pisarskie ambicje prowadzą go pozornie wyżej w redakcyjnej hierarchii, a w istocie wiążą się z nienawistnymi spojrzeniami współpracowników, których traktował prawie jak rodzinę. Jedyną zresztą jaką miał. Mijają lata, a marzenia o wielkim sukcesie przygniotła codzienność, w której zmuszony jest pisać pod pseudonimem, dla wydawców skupionych jedynie na napełnianiu własnych kieszeni. Gdy wydaje się, że David stoi już na krawędzi, z której lada moment spadnie, zjawia się ktoś, zdający się mocno wierzyć w jego talent pisarski. Zleca mu napisanie książki, proponując przy tym nie tylko pieniądze. Takie umowy zawsze mają jednak drugie dno i przyjdzie czas, że trzeba będzie się z tym zmierzyć.

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón - Światła września


Carlos Ruiz Zafón, Światła września [Las luces de septiembre], tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas, MUZA, 2011, 255 stron.

Carlos Ruiz Zafón już od jakiegoś czasu zajmuje w moim czytelniczym sercu miejsce szczególne – potrafi tworzyć w swoich powieściach tak niesamowity klimat, że spotkanie z jego prozą to smakowita uczta, którą zawsze opuszczam z żalem, ale za to pełna nowych wrażeń i niezwykłych obrazów obudzonej wyobraźni. I co zadziwiające, nawet gdy kolejna czytana książka hiszpańskiego pisarza nie okazuje się tak dobra, jak poprzednie, to nadal wywołuje we mnie poczucie, że warto było oderwać się od wszystkiego i zatopić w lekturze. „Światła września” nie zachwyciły mnie jak „Marina” czy „Cień wiatru”, a z Trylogii mgły wydają mi się najmniej porywające, ale to, jak piękne potrafi ujmować wiele rzeczy w słowa Zafón, widać tu wystarczająco dobrze, by w lekturze bez trudu się zatopić.

Normandia i praca u fabrykanta zabawek Lazarusa Janna wydają się być uśmiechem losu dla wdowy Simone i jej dwójki dzieci – Irene i Doriana. Zaczyna się nowy rozdział w ich życiu, tym przyjemniejszy, że mieszkańcy nadmorskiego miasteczka okażą im mnóstwo sympatii. Rezydencja nowego pracodawcy zasłuży na miano fascynującej (najróżniejsze mechanizmy  i  zakamarki robią swoje, chociaż mnie najbardziej urzekła pokaźna biblioteka), ale jest w niej jednocześnie coś niepokojącego i to nie tylko dlatego, że żona gospodarza od wielu lat nie opuszcza swojego pokoju z powodu dziwnej choroby.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy