Romy Hausmann – Ukochane dziecko

26.04.2022



Romy Hausmann, Ukochane dziecko [Liebes Kind], tłum. Agata Teperek, W.A.B., 2022, 380 stron.

Kiedy przy czytaniu książki od pierwszych stron towarzyszy mi dreszcz niepokoju i podszyta strachem niepewność wobec tego, co będzie dalej, to wiem, że to może być jedna z tych powieści, które lubię najbardziej – niejednoznaczna, wciągająca od początku do końca i zaskakująca. Cóż, od razu zdradzę wam, że to całkiem trafny opis dla „Ukochanego dziecka” Romy Hausmann.

Lena ma wypadek i trafia do szpitala. Towarzyszy jej córka Hannah, która wie, że nikt nie powinien dowiedzieć się gdzie mieszkają - nie mogą znaleźć ich leśnego szałasu z oknami zasłoniętymi płytami izolacyjnymi. Ale kołowrotek już zaczął się kręcić i szybko okazuje się, że to miejsce było świadkiem niejednego koszmaru. Do szpitala przyjadą też rodzice Leny Beck z nadzieją, że właśnie odnalazła się ich zaginiona kilkanaście lat wcześniej córka. Problem w tym, że nic nie okaże się takie, jakie początkowo się wydawało.



Coś jest w twierdzeniu, które towarzyszy tej powieści, że „ten thriller zaczyna się tam, gdzie inne się kończą”. Z jednej strony czytelnik zostaje wrzucony w wir wydarzeń w momencie, kiedy kilka tajemnic powinno się właśnie wyjaśnić, a z drugiej szybko okazuje się, że tak łatwo nie będzie i tam, gdzie jeden element zostaje odsłonięty, pojawia się kilka kolejnych do odkrycia. Szybko wciągnęłam się w akcję i ani przez chwilę nie czułam się znudzona. Tym bardziej, że „Ukochane dziecko” to historia z gatunku tych, gdzie nikomu nie można ufać i niczego nie można być pewnym. Podejrzewałam wszystkich, układałam różne scenariusze wydarzeń i jeden z nich jakoś najmocniej siedział mi w głowie, ale Romy Hausmann i tak przygotowała coś, czego się nie spodziewałam. Kiedy myślę o tym dłużej, to nie jest to może zakończenie z serii tych, których nie sposób przewidzieć, ale przyznaję, że ja na takie akurat nie wpadłam.

Ta podskórna niepewność, którą wywołuje i fabuła, i bohaterowie skojarzyła mi się z takimi powieściami jak „Schronisko” Sama Lloyda czy „Zła krew” Zoje Stage. Romy Hausmann umiejętnie podsyca napięcie i nie pozwala na swobodny oddech, bo ma się wrażenie, że trzeba być nieustannie czujnym i przygotowanym na wszystko. Ciągle miałam wrażenie, że tuż za rogiem, na kolejnej stronie czai się niebezpieczeństwo i szaleństwo, więc nie powinnam opuszczać gardy. Doceniam to tym bardziej, że nie tylko początek był tak niejednoznaczny i wciągający (a w niektórych książkach do tego się to sprowadza), ale do samego końca czułam się totalnie zaangażowana i w głowie miałam sporo znaków zapytania.



Dobrze jest sięgać po pewniaki ulubionych autorów, ale równie dobrze dać się zaskoczyć komuś, z kim literacko spotyka się pierwszy raz i wobec kogo nie miało się konkretnych oczekiwań poza nadziejami na dobrą lekturę. Romy Hausmann stworzyła opowieść, która drażniła mi nerwy, ale w pozytywny dla thrillerów psychologicznych sposób i sprawiła, że szybko przestałam ufać zarówno bohaterom, jak i własnym osądom. W „Ukochanym dziecku” niczego nie należy brać za pewnik, bo w trakcie lektury otwiera się wiele furtek i kierunków, którymi ta historia może podążyć. Takie powieści lubię najbardziej i już się nie mogę doczekać kolejnych pełnych napięcia historii stworzonych przez niemiecką pisarkę.


  Garść cytatów:

Smutek nie jest przyjemnym uczuciem. Wyobrażam je sobie jako małe zwierzątko z masą ostrych ząbków; każdy z nas nosi takie w sobie. Zwierzątko przez większość czasu śpi, ale niekiedy budzi się głodne. Naprawdę da się poczuć, jak zaczyna wgryzać się nam w serce”. (s. 27)

~~*~~
Za książkę dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Zobacz również

6 komentarze

  1. Z niecierpliwością czekam na swój egzemplarz tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam przeczucie, że może Ci się spodobać, Agnieszko :)

      Usuń
  2. Uwielbiam tak umiejętnie podsycane napięcie. Jestem bardzo na tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiednia porcja napięcia to podstawa dobrego thrillera :))

      Usuń
  3. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Zachęciłaś mnie na tyle, że już dodałam ją na listę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo! :) I mam nadzieje, że się nie zawiedziesz. Wiem, że zakończenie nie wszystkim czytelnikom się podobało - ciekawe, w której grupie będziesz :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy