Kuferek wspomnień: Hans Christian Andersen - Baśnie

30.04.2015

Jakiś czas temu miałam okazję  wrócić do jednej  z baśni mojego dzieciństwa autorstwa Hansa Christiana Andersena - "Królowa Śniegu". Odkryłam ją wówczas na nowo, a ilustracje do wydania po które wtedy sięgnęłam autorstwa Vladyslava Yerko totalnie mnie zachwyciły. To był też moment, w którym zaczęłam zastanawiać się jak odebrałabym po tylu latach pozostałe baśnie duńskiego pisarza. Dzisiaj z Kuferka Wspomnień wyciągam więc historie, które towarzyszyły mi w dzieciństwie, próbując sprawdzić ile z nich jeszcze pamiętam i czy dzisiaj zachwycają mnie równie mocno jak kiedyś.

Hans Christian Andersen, Baśnie, tłum. Rafał Dawidowicz, Michał Bujor, Wydawnictwo Klasyka "K", 2000, 214 stron. 

To wydanie baśni dostałam mając 10 lat, a chociaż niektóre andersenowskie opowieści znałam już wcześniej, to tak naprawdę moje wspomnienia związane na przykład z „Calineczką” czy „Brzydkim Kaczątkiem” łączą się najmocniej z chwilami, gdy czytałam je w tej dokładnie odsłonie. Ołowiany żołnierzyk zawsze był dla mnie tym, którego spotkałam na okładce, a i wygląd wielu pozostałych baśniowych postaci utrwalił się w mojej głowie tak, jak to na ilustracjach przedstawiły Ela i Iza Wysockie (wyjątek stanowią jedynie „Nowe szaty cesarza” – w tym przypadku mocniej na moją wyobraźnie podziałała baśń oglądana niezliczoną ilość razy na video). Ilustracje te mają w sobie niezaprzeczalny urok, chociaż wiem też, że nawet dzisiaj nie potrafię patrzeć na nie inaczej, niż jak na baśniowe obrazy z mojego dzieciństwa, a jako takie będą mi się podobały już pewnie zawsze.


Zaserwowałam sobie powrót do dwudziestu (tyle bowiem zawiera to wydanie) baśni Hansa Christiana Andersena i od razu muszę napisać, że chociaż kiedyś czytałam je wielokrotnie, to tytuły niektórych z nich (np. „Pewna wiadomość”, „Srebrny szyling”, „Ropucha” czy „Bzowa babuleńka”) mówiły mi niewiele. Dopiero w miarę czytania, wszystko w zawodnej niestety pamięci wskakiwało na swoje miejsce i pojawiała się myśl w stylu: „Ach tak, to przecież ta historia”.

Odkryłam, że chociaż w trakcie czytania nie towarzyszyły mi może równie wielkie emocje jak dawniej, to powrót do baśni Hansa Christiana Andersena, szczególnie w dobrze znanym wydaniu, był podróżą mocno sentymentalną i zdecydowanie wartościową. Niektóre rzeczy się nie zmieniły – kiedyś szczególną sympatią darzyłam „Calineczkę” i „Brzydkie kaczątko” i nadal do mnie przemawiają, a z drugiej strony nigdy specjalnie nie przepadałam za „Księżniczką na ziarnku grochu” i po latach ta opowieść ciągle nie robi na mnie wrażenia.


Bardziej doceniłam za to na przykład „Dzikie łabędzie” – historie o siostrzanej miłości, dobru oraz poświęceniu i z tego zbioru jest dla mnie dziś jedną z piękniejszych baśni. Większa uwagę zwróciłam też na przykład na wykorzystywanie przez autora personifikacji (w przypadku choinki, szylinga czy lampy ulicznej), która daje możliwość ukazania nauki płynącej z opowiadanych historii w ciekawej formie. Moje uwadze nie umknęło również kilka mniej pozytywnych elementów, jak chociażby literówki czy fakt, że czasami fragmenty tekstu znajdowały się na tle utrudniającym czytanie, ale to raczej kwestie techniczne, na których skupiać się tym razem nie zamierzam.

Z pewnością mając piętnaście lat więcej, niż w chwili, w której „Baśnie” otrzymałam, patrzę na nie nieco inaczej, ale ciągle są to dla mnie historie pouczające i takie, których lektura ciągle sprawia mi przyjemność. Mogłam się znowu poczuć trochę jak ta sama mała dziewczynka, oczyma wyobraźni widząc Andersena nie tylko jako twórcę mądrych opowieści, ale także kreatora dziecięcych marzeń i snów. 

 --------
Wyzwanie: Grunt to okładka

Zobacz również

17 komentarze

  1. Czasy dzieciństwa, zawsze uwielbiałam baśnie Andersena :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam baśnie :D
    Są mi bardzo bliskie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baśniowy świat ma niezaprzeczalny urok :)

      Usuń
  3. Przecudne wydanie! Ja uwielbiam 'Słowika' i zachwycam się wersją czytaną przez Jerzego Stuhra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej wersji czytanej przez Jerzego Stuhr nie słyszałam, ale sama baśń mi się podobała, chociaż może nie należy do tych najulubieńszych :)

      Usuń
  4. Niedawno sama pisałam o tym, że przydałby mi się powrót do Baśni Andersena i oczywiście podtrzymuję swoją opinię. Mam nadzieję, że również będę w stanie cieszyć się tymi historiami jako dorosła osoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam :) Ciekawa jestem czy dziś by zrobiły na Tobie wrażenie :)

      Usuń
  5. Ja mam w domu stare, zużyte już wydanie baśni Andersena. I mam do tego egzemplarza wielki sentyment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwie się - takie wydania to skarb :)

      Usuń
  6. Ile razy moi rodzice musieli mi czytać te same baśnie... Mój egzemplarz jest zaczytany na śmierć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój się jakoś dobrze trzyma, ale takie zaczytane egzemplarze mają niesamowity urok :)

      Usuń
  7. Ah.. powrót do dzieciństwa. Uwielbiałam Królową Sniegu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zupełnie inaczej odebrałam te baśnie obecnie, niż gdy miałam kilka lat :) Chociaż jedno się nie zmieniło - nadal przeraża mnie historia "Dziewczynki z zapałkami"... zawsze bałam się duchów... nawet "pozytywnych" jak babcia tej dziewczynki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duchów to i ja się zawsze bałam, ale w tej historii jakoś mnie dzisiaj bardziej przeraża samotność, jakaś taka świadomość, że zauważono ją dopiero jak już było za późno.

      Usuń
  9. Co za piekne wydanie! Pamięatm jakdostałam od rodziców chyba na Boże Narodzenie właśnie bajki Christiana. Do dziś mam do nich niesamowity sentyment.

    OdpowiedzUsuń
  10. O, to coś dla mnie. Wydanie jest przepiękne...

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy