Søren Sveistrup - Zabawa w chowanego



Søren Sveistrup, Zabawa w chowanego [Telle til en, telle til to], tłum. Justyna Haber-Biały, W.A.B., 2025, 576 stron.

Søren Sveistrup wysoko postawił sobie poprzeczkę „Kasztanowym ludzikiem” - swoją debiutancką powieścią. Czytałam ją kilka lat temu, a nadal pamiętam, że to była jedna z tych historii, które od razu wciągają, trzymają w napięciu i które z powodzeniem mogłabym postawić wśród naprawdę solidnie skonstruowanych i wyróżniających się thrillerów. Nie musiałam się więc zastanawiać czy będę chciała przeczytać kolejną książkę autora. Myślałam jedynie o tym, czy będzie tak samo dobra, jak poprzednia.

Czytaj dalej

Ane Riel – Żywica

 

Ane Riel, Żywica [Harpiks], tłum. Joanna Cymbrykiewicz, Zysk i S-ka, 2020, 280 stron.

Uwielbiam to uczucie, kiedy książka, co do której nie miałam konkretnych oczekiwań (poza przeświadczeniem, że może mi się spodobać), od pierwszych stron, ba! od pierwszego zdania*, totalnie mnie wciąga. Zazwyczaj jestem ostrożna w zachwytach, ale trafiając na taką powieść jak „Żywica” trudno jest ukrywać ekscytację. Niepozorna, nietypowa, z niecodziennymi bohaterami i historią, która zdecydowanie potrafi poruszyć, chociaż niekoniecznie w oczywisty sposób. 

Czytaj dalej

Søren Sveistrup - Kasztanowy ludzik


Søren Sveistrup, Kasztanowy ludzik [Kastanjemanden], tłum. Justyna Haber-Biały, W.A.B., 2019, 558 stron.

Morderca, który jest o krok przed wszystkimi, bo w najdrobniejszych szczegółach przygotował swój plan. Zbrodnie, o jakich się nie zapomina – makabryczne, ale jednocześnie nieprzypadkowo zaaranżowane w taki, a nie inny sposób. Wspólny motyw pojawiający się na miejscu i chociaż niepozorny, to z czasem budzący grozę – kasztanowy ludzik. Takie powieści lubię najbardziej, takie mnie wciągają i wywołują dreszcz niepokoju i oczekiwanie na rozwiązanie. Søren Sveistrup debiutuje jako pisarz w świetnym stylu i już zacieram łapki na kolejne jego powieści.

Martwa kobieta z odciętą dłonią i wieloma ranami zostaje znaleziona przy domku zabaw. Makabryczny widok zakłóca jeden element – niewielki kasztanowy ludzik umieszczony blisko zwłok. Atmosfera gęstnieje jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że znajduje się na nim odcisk palca córki minister spraw społecznych. Dziewczynka rok wcześniej zniknęła, a jej porywacz został złapany. Przyznał się do zabójstwa i sprawa została zamknięta, chociaż ciała do tej pory nie znaleziono.

Czytaj dalej

Dorthe Nors – Lusterko, ramię, kierunkowskaz


Dorthe Nors, Lusterko, ramię, kierunkowskaz [Spejl, skulder, blink], tłum. Elżbieta Frątczak-Nawotny, Czarna Owca, 2018, 206 stron.

Intrygują mnie książki, w których za pozornie prostą historią kryje się coś więcej. Jednocześnie staram się tego głębszego przekazu nie doszukiwać na siłę, wychodząc z założenia, że jeśli coś ma wzbudzić we mnie refleksje, to nie powinny być one wymuszone. Dorthe Nors stworzyła powieść, w której tak naprawdę nie dzieje się wiele, ale w tym poznawaniu bohaterki w codziennych sytuacjach można dostrzec portret kobiety szukającej swojego miejsca na świecie. Całość mnie jakoś specjalnie nie poruszyła i raczej do tego tytułu nie wrócę, ale jednocześnie doceniam historie, gdzie trzeba czytać między wierszami, a tu niewątpliwie miałam z takim zabiegiem do czynienia.

Czytaj dalej

Meik Wiking – Lykke. Po prostu szczęście

Meik Wiking, Lykke. Po prostu szczęście [The Little Book Of Lykke], tłum. Elżbieta Frątczak-Nowotny, Czarna Owca, 2017, 288 stron.

Dokładnie rok temu pisałam o książce „Hygge. Klucz do szczęścia” Meika Wikinga – siedziałam na tej samej kanapie, na której siedzę teraz, stukałam w tę samą klawiaturę (literki się nieco powycierały od tego czasu) i tylko kawę piłam w innym kubku. Zmieniło się jednak dużo więcej, ale nie upatruję w tym jakiegokolwiek wpływu książki dyrektora Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze. Mimo to, ze względu na tematykę, którą się on zajmuje i fakt, że minęło takie okrągłe 365 dni od naszego ostatniego spotkania, mimowolnie zaczęłam rozmyślać o swojej codzienności.

Czytaj dalej

Thomas Rydahl – Eremita

Thomas Rydahl, Eremita [Eremitten], tłum. Elżebieta Frątczak-Nowotny, Czarna Owca, 2017, 520 stron.

„Eremita” to powieść, która sprawdzi się jeżeli macie dosyć typowych bohaterów, którzy angażują się w rozwikłanie jakiejś kryminalnej zagadki i są pod wieloma względami całkiem zwyczajni, nawet jeśli gdzieś tam w tle pojawiają się problemy osobiste czy tajemnice z przeszłości. Erhard wymyka się schematom, niejednokrotnie zaskakuje swoim zachowaniem i prawdę mówiąc – szczególnie na początku – mocno niepokoi.

Czytaj dalej

Meik Wiking - Hygge. Klucz do szczęścia


Meik Wiking, Hygge. Klucz do szczęścia [The Little Book of Hygge], tłum. Elżbieta Frątczak-Nowotny, Czarna Owca, 2016, 288 stron.

Kilka razy zastanawiałam się jak zacząć, próbując ująć w słowa to, że hygge jest mi bardzo bliskie, a jednocześnie czuję, że nieporównywalnie częściej niż kiedyś jestem od niego daleko. Łapię chwile – popołudniowa kawa, weekendowy koktajl i garść pistacji, ciepły koc, patrzenie na książki (czytanie też, a jakże!) i szalenie przyjemna myśl, że jeszcze tyle historii na mnie czeka. Znajduję w tych momentach takie małe ogniki, które ogrzewają od środka. Tylko gardy nie opuszczam już od dłuższego czasu w obawie przed ciosem i może dlatego bycie hygge jeszcze niezupełnie mi wychodzi. Miło było jednak odkryć jak wielkie znaczenie ma ono dla Duńczyków i że w gruncie rzeczy wcale nie jest zarezerwowane tylko dla nich. Komfortowo, bezpiecznie i po prostu szczęśliwie można czuć się przecież niezależnie od tego, czy należymy do najszczęśliwszego narodu na świecie.

Czytaj dalej

Kuferek wspomnień: Hans Christian Andersen - Baśnie

Jakiś czas temu miałam okazję  wrócić do jednej  z baśni mojego dzieciństwa autorstwa Hansa Christiana Andersena - "Królowa Śniegu". Odkryłam ją wówczas na nowo, a ilustracje do wydania po które wtedy sięgnęłam autorstwa Vladyslava Yerko totalnie mnie zachwyciły. To był też moment, w którym zaczęłam zastanawiać się jak odebrałabym po tylu latach pozostałe baśnie duńskiego pisarza. Dzisiaj z Kuferka Wspomnień wyciągam więc historie, które towarzyszyły mi w dzieciństwie, próbując sprawdzić ile z nich jeszcze pamiętam i czy dzisiaj zachwycają mnie równie mocno jak kiedyś.

Hans Christian Andersen, Baśnie, tłum. Rafał Dawidowicz, Michał Bujor, Wydawnictwo Klasyka "K", 2000, 214 stron. 

To wydanie baśni dostałam mając 10 lat, a chociaż niektóre andersenowskie opowieści znałam już wcześniej, to tak naprawdę moje wspomnienia związane na przykład z „Calineczką” czy „Brzydkim Kaczątkiem” łączą się najmocniej z chwilami, gdy czytałam je w tej dokładnie odsłonie. Ołowiany żołnierzyk zawsze był dla mnie tym, którego spotkałam na okładce, a i wygląd wielu pozostałych baśniowych postaci utrwalił się w mojej głowie tak, jak to na ilustracjach przedstawiły Ela i Iza Wysockie (wyjątek stanowią jedynie „Nowe szaty cesarza” – w tym przypadku mocniej na moją wyobraźnie podziałała baśń oglądana niezliczoną ilość razy na video). Ilustracje te mają w sobie niezaprzeczalny urok, chociaż wiem też, że nawet dzisiaj nie potrafię patrzeć na nie inaczej, niż jak na baśniowe obrazy z mojego dzieciństwa, a jako takie będą mi się podobały już pewnie zawsze.


Zaserwowałam sobie powrót do dwudziestu (tyle bowiem zawiera to wydanie) baśni Hansa Christiana Andersena i od razu muszę napisać, że chociaż kiedyś czytałam je wielokrotnie, to tytuły niektórych z nich (np. „Pewna wiadomość”, „Srebrny szyling”, „Ropucha” czy „Bzowa babuleńka”) mówiły mi niewiele. Dopiero w miarę czytania, wszystko w zawodnej niestety pamięci wskakiwało na swoje miejsce i pojawiała się myśl w stylu: „Ach tak, to przecież ta historia”.

Odkryłam, że chociaż w trakcie czytania nie towarzyszyły mi może równie wielkie emocje jak dawniej, to powrót do baśni Hansa Christiana Andersena, szczególnie w dobrze znanym wydaniu, był podróżą mocno sentymentalną i zdecydowanie wartościową. Niektóre rzeczy się nie zmieniły – kiedyś szczególną sympatią darzyłam „Calineczkę” i „Brzydkie kaczątko” i nadal do mnie przemawiają, a z drugiej strony nigdy specjalnie nie przepadałam za „Księżniczką na ziarnku grochu” i po latach ta opowieść ciągle nie robi na mnie wrażenia.


Bardziej doceniłam za to na przykład „Dzikie łabędzie” – historie o siostrzanej miłości, dobru oraz poświęceniu i z tego zbioru jest dla mnie dziś jedną z piękniejszych baśni. Większa uwagę zwróciłam też na przykład na wykorzystywanie przez autora personifikacji (w przypadku choinki, szylinga czy lampy ulicznej), która daje możliwość ukazania nauki płynącej z opowiadanych historii w ciekawej formie. Moje uwadze nie umknęło również kilka mniej pozytywnych elementów, jak chociażby literówki czy fakt, że czasami fragmenty tekstu znajdowały się na tle utrudniającym czytanie, ale to raczej kwestie techniczne, na których skupiać się tym razem nie zamierzam.

Z pewnością mając piętnaście lat więcej, niż w chwili, w której „Baśnie” otrzymałam, patrzę na nie nieco inaczej, ale ciągle są to dla mnie historie pouczające i takie, których lektura ciągle sprawia mi przyjemność. Mogłam się znowu poczuć trochę jak ta sama mała dziewczynka, oczyma wyobraźni widząc Andersena nie tylko jako twórcę mądrych opowieści, ale także kreatora dziecięcych marzeń i snów. 


Inne książki Hansa Christiana Andersena na K-czyta



Czytaj dalej

Hans Christian Andersen – Królowa Śniegu

Hans Christian Andersen, Królowa Śniegu [Snedronningen], tłum. Franciszek Mirandola, M, 2012, 33 strony.

Skłamałabym, gdybym napisała, że „Królowa Śniegu” to ukochana baśń mojego dzieciństwa. Wprawdzie historie tworzone przez H.CH. Andersena towarzyszyły mi gdy byłam mała, ale znacznie bardziej lubiłam opowieść o „Calineczce” czy „Nowych szatach króla”. Lodowa królowa, tak zimna, choć niewątpliwie piękna, jakoś nie przemawiała do mojego dziecięcego serca. Gdy jednak dotarło do mnie wydanie tej baśni w tak intrygującej odsłonie, miałam okazję odkryć ją na nowo.

Pozornie to tylko lustro, a w rzeczywistości - szatański wynalazek. Wszystko, co piękne pokazywało się w nim jako dalekie od ideału, a to, co i tak było już szkaradne jeszcze wzmacniało swoją brzydotę. Rozbite na wiele kawałków czasem trafiało w ludzkie serca, czyniąc je cynicznymi i zgorzkniałymi lub w ludzkie oko, sprawiając, że świat wydawał się miejscem okropnym i pozbawionym szczęścia. Zresztą takie diabelskie odłamki i obecnie wiele by tłumaczyły. Ale wracając na karty andersenowskiej baśni – ten smutny los zagnieżdżenia się lustrzanych okruchów spotkał małego Kaya. Jego przyjaciółka Gerda nie potrafiła zrozumieć co takiego stało się z chłopcem, z którym dzieliła tyle dużych i małych radości. Dom przy domu, dach przy dachu. Gdy Kay nagle znika, dziewczynka rusza na jego poszukiwania, a przygody , które ją czekają często zamiast przybliżać ją do celu, sprawią, że ani na krok się do niego nie zbliży.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy