Lucy Maud Montgomery - Ania z Szumiących Topoli

06.04.2015

 Lucy Maud Montgomery, Ania z Szumiących Topoli [Anne of Windy Poplars], tłum. Agnieszka Kuc, Wydawnictwo Literackie, 354 strony.
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza, tom 4.

Im dłużej przebywam w towarzystwie Ani, tym bardziej podziwiam jej umiejętność dzielenia się radością nie tylko z ludźmi, którymi się otacza, ale i ze mną jako czytelnikiem. Swoją pogodą ducha, optymizmem i przeświadczeniem o drzemiącym w innych dobru, burzy mury ludzkich uprzedzeń, niechęci i smutku, a robi to w tak uroczy sposób, że chciałoby się spotykać tylko takie osoby na swojej drodze. Spotkanie z panną Shirley dzięki książkom Lucy Maud Montgomery, pozwala mi oderwać się od codzienności, a choćby za oknami (i w duszy) szalała burza i ulewny deszcz, to w momencie zatopienia się w lekturze otaczam się tak pozytywną energią, że korzystam z tego możliwie jak najczęściej.

Kolejny etap życiowej wędrówki Ani będzie związany z Summerside – miasteczkiem, w którym obejmuje posadę dyrektorki szkoły. Będzie to naprawdę duże wyzwanie i to nie tylko dlatego, że taka funkcja wiąże się z dużą odpowiedzialnością, ale przede wszystkim ze względu na nieprzychylne nastawienie rodziny (właściwie bardziej klanu) Pringle’ów. Zbyt delikatnie powiedzieć, że rudowłosa nauczycielka nie zyskała ich sympatii – problem sięga dużo głębiej, a jego rozwiązanie będzie wydawało się niemożliwe. Ania zmierzy się ze złośliwością i dotkliwym uprzykrzaniem życia i nie jest pewne czy wystarczy jej samozaparcia i pozytywnego nastawienia, by z tym wszystkim walczyć.

Jeżeli jest przestrzeń, która może przynajmniej w małej części konkurować z Zielonym Wzgórzem to zdecydowanie są to Szumiące Topole. Wprawdzie dla mnie to nowe miejsce, w którym zamieszkała Ania nie ma aż takiego uroku, ale dla niej stanie się niemal drugim domem. Zamieszka u dwóch ciotek – Katarzyny i Loli, a chociaż to one wydają się mieć decydujący głos, to tak naprawdę prym wiedzie tu Rebeca Dew, której rola zdecydowanie nie ogranicza się jedynie do gotowania i sprzątania. To kobieta w średnim wieku i mocno zasadnicza - trochę przypominająca Marylę, ale częściej pozwalająca sobie na okazywanie emocji. Nietrudno mieszkanki tego domostwa polubić, ale co chyba ważniejsze, nie można się też w ich towarzystwie nudzić.

Jak zwykle na drodze Ani stanie mnóstwo nowych osób, a każda z nich  to postać mocno wyrazista i stanowiąca w pewnym sensie wyzwanie dla panny Shirley. Jen Pringle – jedna z jej uczennic - nie raz i nie dwa da się jej we znaki; Katarzyna Brooke z wiecznie niezadowoloną miną nie będzie stanowiła dobrego materiału na koleżankę z pracy;  Pani Gibson swoim zrzędzeniem mogłaby świętego wyprowadzić z równowagi, a przecież nawet cierpliwość Ani ma swoje granice; mała Elżbieta pojawi się niczym promyk dziecięcej nieokiełznanej wyobraźni, chociaż jej opiekunki postarają się stłumić w niej każdy cień radości. Interesujących mieszkańców w Summerside na pewno nie zabraknie.

U Lucy Maud Montgomery właściwie w  prawie każdym kryje się (czasem bardzo głęboko) dobro, a pewna rudowłosa bohaterka potrafi je dostrzegać jak nikt inny.  Ta jej umiejętność zjednywania sobie ludzi i sprawianie, że to przed nią otwierają swoje serca jest zadziwiająca. Czasami potrzeba rozwiązywanie czyichś problemów oraz bycia lubianą i akceptowaną wplącze ją w kłopoty, ale Ania nie byłaby sobą, gdyby nie starała się ze wszystkich sił.

Gdyby spotkania z książkami kanadyjskiej pisarki nie sprawiały mi tyle przyjemności, to pewnie nieco bardziej krytycznie patrzyłabym na niektóre ich elementy. Autorka ma na przykład tendencję do stosowania przeskoków w akcji i nagle okazuje się, że jeden z wakacyjnych pobytów na Zielonym Wzgórzu w ogóle jest pominięty, a odstępy między innymi wydarzeniami momentami są zbyt duże. Czasami odnosi się wrażenie, że przesuwamy się od jednego epizodu do drugiego, chociaż są punkty i bohaterowie, którzy spajają całość. Jak zwykle brakowało mi Gilberta, którego udział w czwartym tomie serii ograniczony został w sposób bardzo drastyczny. Ania pisze do niego listy i mamy świadomość, że tych dwoje łączy uczucie i plany wspólnej przyszłości, ale ciągle mam wrażenie, że chociaż jest osobą w jej życiu bardzo ważną, to tak naprawdę ciągle wiemy o nim mniej, niż o niektórych, teoretycznie nie tak kluczowych, bohaterach. Zauważam te niedostatki, ale nietrudno mi je wybaczyć, gdy zdaje sobie sprawę jak kojąco działa na mnie lektura tej serii. Za każdym razem daje się oczarować Ani, a jej śmiech utrwalony na kartach kolejnych powieści słyszę niemal tak wyraźnie, że mam ochotę śmiać się razem z nią.

  
  Garść cytatów:

Nigdy nie jest się zbyt starym, by marzyć. A marzenia też się nie starzeją”. (s. 121)

Nie da się żyć, zdmuchując tylko puch z dmuchawców i wzdychając do księżyca (…)”. (s. 133)

Ale, mój drogi, blask księżyca, którym nie można cieszy się we dwoje… niewiele jest wart”. (s. 294)
Ania z Zielonego Wzgórza
Ania z Zielonego Wzgórza | Ania z Avonlea | Ania na uniwersytecie | Ania z Szumiących Topoli | Wymarzony dom Ani | Ania ze Złotego Brzegu | Dolina Tęczy | Rilla ze Złotego Brzegu | Opowieści z Avonlea | Pożegnanie z Avonlea | Ania z Wyspy Księcia Edwarda

Zobacz również

30 komentarze

  1. A jutro w kioskach kolejna część kolekcji :) Będą rano pędzić, by kupić książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja jutro mam zamiar zawitać w kiosku :)

      Usuń
    2. Widzisz, a ja sklerotyczka zapomniałam :P Ale jutro kupię! :)

      Usuń
  2. Przeczytałam wszystkie części przygód Ani i jej dzieci, do tego "Emilkę ze Srebrnego Nowiu", prócz pierwszej :) To było najdziwniejsze co mogłam zrobić :) Może dlatego że do "Ani z Zielonego Wzgórza" byłam zmuszona, a do reszty nie. Raczej mile wspominam spotkania z Autorką. Nie dostrzegałam wtedy wad przez Ciebie wymienionych.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moich planach są wszystkie książki autorki, a gdybyś zastanawiała się nad lekturą jeszcze jakiegoś tytułu to "Błękitny zamek" jest bardzo przyjemną historią :)

      Usuń
  3. Jak bardzo uwielbiam cykl o Ani, tak Szumiące Topole były dla mnie najnudniejsze, najsłabsze i przeczytałam je tylko raz, podczas gdy do innych tomów wracałam po dwa-trzy razy.

    A co do powyższego komentarza, to tak, Błękitny zamek jest świetny. I Jana ze Wzgórza Latarni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, mi aż tak nudne się nie wydawały, ale ciekawe jak spojrzę na nie po przeczytaniu całego cyklu :)

      Usuń
  4. Ostatnią przygodę skończyłam na części poprzedniej (kolekcjonuję tę przepiękne książki)!
    Na pewno wszystko nadrobię w wakacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolekcja rzeczywiście prezentuje się świetnie :)

      Usuń
  5. Kocham Anię, na pewno już to wspominałam. Nie wiem, co ten rudzielec w sobie ma, że nawet, jeśli mnie coś w niej denerwuje, to i tak jestem w stanie machnąć na to ręką. Dawno nie wracałam do tej serii, więc chyba najwyższa pora to zrobić. :) (Najpierw jednak muszę dokończyć Harrego ^^).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieodparty urok ta nasza Ani ma :) A Harry'ego czytaj czytaj, ja pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę :)

      Usuń
  6. Nigdy nie lubilam Ani z zielonego wzgorza. Prawdopodobnie dlatego ze okropnie mni sie dluzyzla, a musialam czytac syzbciutko bo lektura. Nienawidze tego. Czytam bo chce, a nie ze musze. I od tej pory jestem totalnie na nie. Ale teraz cos mnie naszla ochote by sprobowac ponownie. Po przeczytaniu recenzji wydaje mi sie ze moze w koncu moj foch minie i siegne po ksiazke :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie na siłę nigdy nie jest przyjemne :) Może w innych okolicznościach Ania bardziej przypadłaby Ci do gustu :)

      Usuń
  7. Nie rozumiem, dlaczego poprzestałam na pierwszej części przygód Ani, koniecznie muszę zapoznać się z jej dalszymi losami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cały cykl o Ani to moje dzieciństwo, co roku czytałam całą serię. Teraz niestety nie mam na to czasu (tyle książek nieprzeczytanych), ale chętnie bym wróciła do Avonlea.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze kiedyś się skusisz na powrót :) Ale rozumiem, że te nieprzeczytane tytuły baardzo kuszą :)

      Usuń
  9. Wolę "Anię na uniwersytecie"... ale i ta część była dobra. Tylko - jak piszesz - za mało Gilberta;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jest go ciągle za mało, ale w tej części to już totalnie :)

      Usuń
  10. Jak dla mnie nie ma różnicy, która to część. Jestem po uszy zakochany w serii i każda książka jest dla mnie wyjątkowa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak totalnie to tylko w Harrym Potterze jestem zakochana, jeżeli mowa o seriach książek :) A Anię bardzo lubię :)

      Usuń
  11. Lubię Anię, ale z tym tomem akurat miałam problem, żeby go dokończyć bo jakoś mnie nudził :) Niemniej muszę za niedługo wrócić do całej serii :)

    Zapraszam serdecznie do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Anię! Chyba będę musiała niedługo wrócić do serii od początku...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ani nie lubię, nigdy do mnie nie przemawiała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, nie u każdego Ania wzbudza sympatię :)

      Usuń
  14. W sumie potrafi być irytująca i taka... naiwna. Ale to takie urokliwe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że nie jest idealna :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy