Michelle Paver - Cienie w mroku

06.12.2015

Michelle Paver, Cienie w mroku [Dark Matter] tłum.Arkadiusz Nakoniecznik, W.A.B., 2013, 240 stron.

Łatwo mnie przestraszyć, gdy mowa o filmach (pewnie dlatego raczej nie oglądam horrorów), ale książki działają na mnie pod tym względem zdecydowanie słabiej. Nie spodziewałam się, że w przypadku „Cieni w mroku” będzie inaczej, a chociaż historia stworzona przez Michelle Paver nie spowodowała, że nie mogłam zasnąć w nocy, to napisana została w tak przemyślany sposób, że nie raz i nie dwa czułam dreszcz przebiegający po plecach.

Gdyby Jack Miller mógł inaczej rozpisać scenariusz swojego życia, pewnie teraz byłby szanowanym i pełnym pasji fizykiem, miał wygodne mieszkanie w jednej z lepszych dzielnic Londynu i przyjaciół, na których można liczyć. Zresztą wszystko inne miałoby mniejsze znaczenie, gdyby robił to, co kiedyś było jego marzeniem, zamiast pracować jako urzędnik w fabryce papeterii. Gdyby Jack miał okazję jeszcze raz wybierać między frustrującą pracą, a wyjazdem na badawczą ekspedycję na Arktykę, pewnie bez wahania wybrałby to pierwsze. Gruhuken na Dalekiej Północy miało być okazją do napisania nowego rozdziału życia, a stało pełnym ciemności koszmarem.

List z 1947 roku to wyraźny sygnał, że dziesięć lat wcześniej, w trakcie zaplanowanej na rok wyprawy do najzimniejszych rejonów świata, wydarzyło się coś złego. Gdy za sprawą dziennika Jacka odkrywamy strona po stronie tajemnice Gruhuken, okazuje się, że są rzeczy gorsze niż 4 miesiące nocy polarnej i całkowitej ciemności…

Michelle Paver tak naprawdę nie stworzyła historii, która zachwyca oryginalnością. Miejsce akcji jest wprawdzie nietypowe i jednocześnie fascynujące, ale już sama fabuła pozornie nie jest bardzo odkrywcza. Autorka stosuje pewne znane motywy, dostosowując je do miejsca i dopasowując do własnej wizji, a jednak ani przez chwilę nie miałam poczucia, że cokolwiek jest tu banalne. Paver niezwykle umiejętnie buduje napięcie i nawet mimo że akcja dosyć długo się rozkręca, to kolejne wydarzenia tworzą aurę niepokoju i niedopowiedzeń. Nie do końca bezpośrednie ostrzeżenia kapitana statku, który transportuje członków wyprawy na miejsce, to tylko jeden z sygnałów, że z Gruhuken zdecydowanie coś jest nie tak.

Najbardziej przeraża to, czego nie rozumiemy, nie znamy i nie możemy wygodnie zamknąć w jakieś określone ramy. Autorka pokazuje to bardzo wyraźnie. Pamiętam jak będą dzieckiem zdarzało mi się budzić w nocy i z przerażeniem nasłuchiwać, jak mi się wtedy wydawało, dziwnych odgłosów. Dopóki nie byłam wstanie określić co konkretnie wywołuje hałas, nie mogłam spokojnie zasnąć. Nieznane budzi strach i Michelle Paver zgrabnie to wykorzystała. Nie znajdziecie w tej historii wyskakujących zza każdego rogu potworów, a przez większość czasu będziecie się jedynie domyślać co właściwie przytrafia się Jackowi. Może przez sekundę coś zobaczycie, ale wystarczy mrugnięcie oka, by wszystko wróciło do normy. Na pewno tylko wam się wydawało, że to coś więcej niż cień…

Uczynienie Jacka narratorem za pośrednictwem jego dziennika, pozwala obserwować człowieka, która jest zbyt dumny i ambitny, aby porzucić powierzone mu zadanie, a jednocześnie musi mierzyć się z wieloma demonami – bezsilnością, samotnością i pełną napięcia niepewnością. Autorka bardzo autentycznie przedstawiła emocje głównego bohatera i zmiany, które wraz z rozwojem akcji w nim zachodzą. Na początku ekscytacja  wyprawą, poczucie wolności i docenianie piękna Arktyki, a dopiero z czasem drażniące poczucie niepewności, połączone z próbami racjonalnego wytłumaczenia tego, co się dookoła dzieje.

Cienie w mroku” to pełna mroźnego klimatu powieść, w której bardziej liczy się podskórnie wyczuwane niebezpieczeństwo niż szybkie zarzucenie czytelnika przerażającymi obrazami. I pewnie dlatego tak mi się podobała i tak mocno doceniam zabiegi stosowane przez Michelle Paver. To sztuka nie odkrywając zbyt wiele, wzbudzić w czytelniku niepewność i ciekawość. Jedyne co mi w tej powieści doskwiera to jej długość. Zbyt szybko dotarłam do ostatniej strony i żałuję, że ta historia nie była chociaż trochę bardziej rozbudowana. Nie wiem czy autorka równie dobrze poradziłaby sobie wówczas ze stopniowaniem napięcia, ale to, co pokazała, pozwala wierzyć, że sprostałaby wyzwaniu. Tak czy inaczej, życzę sobie więcej takich książek, tak świetnie sportretowanych bohaterów i takich emocji.

Garść cytatów:

„Tu nie ma ani zmierzchu, ani świtu. Czas stracił znaczenie. Opuściliśmy świat rzeczywisty i wkroczyliśmy do krainy snów”. (s. 22)


„W życiu nie należy się niczego bać, trzeba tylko próbować wszystko zrozumieć”. (s. 112)

Zobacz również

15 komentarze

  1. Mnie również ciężko przerazić przy pomocy powieści, filmy już nieco bardziej straszą, ale naprawdę przerażające są horrorowe gry :) Cieszę się, że mimo wszystko ta książka sprostała Twojemu wyzwaniu, bo niedawno dołączyła do mojej biblioteczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne gry to już zupełnie nie dla mnie - grywam tylko w takie, w których nic przerażającego na mnie nie wyskakuje ;)
      Czekam na Twoje wrażenia z "Cieni w mroku", tym bardziej, że częściej masz z taką literaturą do czynienia ;)

      Usuń
  2. Tylko 240 stron? Faktycznie niezbyt obszerna. Chociaż lubię raczej grubsze tomiszcza, jednak tę książce mam już na uwadze od jakiegoś czasu. Zapewne się nie przestraszę, bo zahartowana jestem. Ale jeśli książka ma klimat, to najważniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuję, że stron nie było więcej, oj żałuję ;-) Klimat zdecydowanie ma i to dzięki niemu książkę tak dobrze się czyta.

      Usuń
  3. Muszę powiedzieć, że mnie też kilka razy przeszedł dreszcz podczas lektury ;) Nie była to może najbardziej odkrywcza powieść, ale czytało się ją zaskakująco dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkrywcza rzeczywiście raczej nie, a jednak świetnie napisana i wciągająca ;)

      Usuń
  4. Genialna jest ta powieść. Odosobnienie, zima, mróz i to coś niezidentyfikowanego wprowadzało niepokojący klimat, a do tego przepiękne opisy przyrody - prawdziwy majstersztyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka niepozorna, a jednak tyle w sobie kryje.

      Usuń
  5. Bardzo pozytywnie odebrałaś tą ksiażkę, bede ja miała na uwadze i miała nadzieję, że w choć najmiejszym stopniu spodoba mi sie tak samo jak Tobie.
    Zapraszam:
    kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mogłaby Ci się spodobać ;-)

      Usuń
  6. Fakt, długość jest koszmarną wadą tej książki :D Szkoda, bo bawiłem się przednio (ale miałem ją z biblioteki, więc kasa została w portfelu - wtedy długości książki nie postrzega się jako ogromnej wady). Polecam po czytaniu obejrzeć "The Thing" z 1982 - fajnie się można wkręcić w ten mroźny klimacik, choć film już tak subtelny nie jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mi nie po drodze z takimi filmami, ale może kiedyś się skuszę :) "Cienie w mroku" kupiłam okazyjnie, a w sumie to nawet gdy stron niewiele, a książka okazuje się tak dobra, to mi nie szkoda ubytku w portfelu ;-)

      Usuń
  7. Lubię takie historie. Tym bardziej doceniam ich klimat, że trudniej jest utrzymać napięcie właśnie takie podskórne, niż epatować przerażającymi scenami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michelle Paver zdecydowanie się to udało ;-)

      Usuń
  8. Jak ja uwielbiam taki klimat :D
    Koniecznie muszę kupić tą książkę! :)
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy