Wróble znów fruwają [Stephen King - Mroczna połowa]

Stephen King, Mroczna połowa [The Dark Half], tłum. Paweł Korombel, Prószynski i S-ka, 2005, 503 strony.

Stephen King miał Richarda Bachmana, a Thad Beaumont George’a Starka. Pseudonim literacki stał się dla tego drugiego (a może dla obu, kto wie) sposobem na przełamanie pisarskiej niemocy, furtką do tworzenia tak, jak nigdy wcześniej i odkrywania zupełnie innej, bardziej mrocznej strony swojej osobowości. Książki wydawane pod zmienionym nazwiskiem zapewniły mu finansowy sukces i wielu fanów. Nadszedł jednak moment, gdy Thad postanowił rozstać się ze swoim twórczym alter ego i odkrywając przed światem swoją tajemnicę, symbolicznie dokonał pogrzebania George’a Starka. Problem w tym, że ktoś nie ma zamiaru się z tą śmiercią pogodzić i bardzo wyraźnie daje temu wyraz, dokonując makabrycznych morderstw.

Wiele wskazywało na to, że „Mroczna połowa” dosyć mocno przypominać będzie „Martwą strefę”. W obu przypadkach wszystko zaczęło się tak naprawdę wiele lat wcześniej, chociaż o wydarzeniach z przeszłości główni bohaterowie jakoś zapomnieli i nie wydawały się one aż tak znaczące. Pojawił się jednak przełom, który kazał im spojrzeć na wszystko inaczej, a przede wszystkim uważniej przyjrzeć się samemu sobie. Chociaż „Martwa strefa” bardzo przypadła mi do gustu, to cieszę się, że jednak powieść, o której piszę dziś, nie okazała się jej lustrzanym odbiciem. Podobne zabiegi stosowane przez tego samego autora w różnych książkach – o ile są dobre – zupełnie mi nie przeszkadzają, ale już podążanie utartym szlakiem nie jest tym, co mnie cieszy.

Czytaj dalej

Najważniejsze to znaleźć bogatego męża [Jane Austen - Duma i uprzedzenie]

Jane Austen, Duma i uprzedzenie [Pride and prejudice], tłum. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Świat Książki, 2015, 368 stron.

Gdy Pani Bennet dowiaduje się, że jedną z posiadłości w niedalekim sąsiedztwie ma objąć bogaty kawaler, niemal od razu w głowie tworzy scenariusz ze ślubem w roli głównej. Ma pięć córek, więc z przyjemnością wepchnęłaby chociaż jedną w ramiona i portfel odpowiedniego mężczyzny, a pan Bingley wydaje się idealnym kandydatem. Szybko okazuje się, że jej nadzieje nie są zupełnie płonne i być może będzie miała okazję triumfować i nosić głowę jeszcze wyżej niż ma w zwyczaju. Wszystko to za sprawą wyraźnej atencji, jaka okazywana jest przez mężczyznę wobec Jane. Razem z młodym kawalerem do posiadłości przyjeżdżają jego siostry i przyjaciel – Pan Darcy. Ten ostatni mimo ogromnego majątku nie zyskuje powszechnej sympatii i szybko zraża do siebie mieszkańców, dając się poznać jako niesympatyczny i wywyższający się mężczyzna.

Nie należy spodziewać się po mnie jednoznacznej ceny „Dumy i uprzedzenia”, bo po lekturze czuję się mocno rozdarta i niepewna własnych emocji. Miałam wrażenie, jakby najbardziej znaną powieść Jane Austen czytały siedzące sobie we mnie dwie osoby – najpierw prym wiodła ta, która z pewnym znudzeniem poznawała kolejne losy bohaterów, licząc, że coś się wreszcie wydarzy; później pałeczkę przejęła druga – zatopiona w całej historii, nie mogąca się od niej oderwać i żałująca, że coraz mniej stron do czytania zostało. Oczywiście mogłabym stwierdzić, że po prostu w pewnym momencie książka stała się szalenie ciekawa, czego nic początkowo nie zapowiadało, ale tego napisać nie mogę. Akcja nabrała tempa – to fakt, ale fabularnie „Duma i uprzedzenie” to przewidywalna historia, w której nic mnie tak naprawdę nie zaskoczyło. Dochodzę jednak do wniosku, że jej urok, któremu się w końcu poddałam, tkwi w czymś innym – zderzeniu czytelnika z bohaterami, czasami i obyczajowością, które sportretowane zostały w naprawdę przekonujący sposób.

Pierwsza obawa pojawiła się, gdy wydawało mi, że to Jane Bennet będzie odgrywała główną rolę w powieści. W rzeczywistości miło byłoby spędzać czas z osobą z optymizmem patrzącą na codzienność, w każdym dostrzegającą jedynie dobre cechy (może czasem tylko drażniłaby jej przesadna naiwność) i nieoceniającą innych zbyt pospiesznie, ale w książce dużo lepiej towarzyszy się postaciom, mogącym bardziej zaskoczyć. Elizabeth Bennet sprawdza się w tej roli lepiej, bo ze swoim wybuchowym charakterem wydaje się znaczniej bardziej ciekawa. Twardo stąpa po ziemi i nie boi się wyrażać swojego zdania, a przy tym szczerze oddana jest siostrze i zależy jej, by ta była szczęśliwa.

Bingley nie intryguje jakoś specjalnie i wydawał mi się odrobinę nijaki, ale za to pan Darcy zdecydowanie rekompensuje to z nawiązką. Trudno, szczególnie na początku, go polubić – z dumą mu niespecjalnie do twarzy, szczególnie gdy mówimy o takiej, która nie pozwala zbliżyć się do innych i dać się poznać od lepszej strony. Na szczęście w tej mocno sztywnej postawie z biegiem czasu pojawiają się emocje i pan Darcy wydaje się wówczas zdecydowanie bardziej ludzki. Nie mogę nie wspomnieć o fantastycznej kreacji Pani Bennet – je postać irytowała mnie tak bardzo, że aż łapałam się za głowę jak można zachowywać się tak nieznośnie jak ona. To sztuka tworzyć nie tylko bohaterów, których czytelnik polubi, ale też takich wywołujących inne emocje i przeżycia, na przykład zgrzytanie zębów, za każdym razem, gdy się pojawią.


Mogłoby się wydawać, że to miłość będzie tu odgrywać najważniejszą rolę, ale mam poczucie, że jest ona jedynie pretekstem do pokazania całej złożoności obyczajów przełomu XVIII i XIX wieku. Znalezienie bogatego męża było dla kobiety głównym celem w życiu, a pozycja społeczna decydowała o tym, na jaką przyszłość można liczyć. Z dzisiejszej perspektywy może być trudno stykać się z taką codziennością, bo zaczynamy się zastanawiać czy naprawdę ciągłe bale i próby ustawienia się przez odpowiednie małżeństwo mogły być aż tak kluczowe, że Austen poświęca im tyle miejsca i czy rzeczywiście kobiety bywały często tak płytkie i bezmyślne. Takie panowały wówczas obyczaje i chociaż jak pokazuje angielska pisarka nie wszyscy w równym stopniu stosowali się do sztywnych ram i zasad, to jednak one istniały i o tym warto pamiętać.

Elizabeth i pan Darcy nie są w żaden sposób oderwani od czasów, w których żyją i chwała autorce za to, że nie stworzyła relacji, która nijak ma się do ówczesnej rzeczywistości. Oboje wychowani zostali w taki, a nie inny sposób i miłość nie staje magicznym eliksirem, sprawiającym, że o wszystkim, co im wpajano zapominają. Uczucie pozwala na pewne rzeczy spojrzeć inaczej, przewartościować niektóre opinie i przekonania, ale nie jest remedium na wszystko.

Nie mogę zapomnieć o tym, jak trudno początkowo było mi się w całą historię wczytać (na przykład „Rozważna i romantyczna” autorki szybciej mnie wciągnęła) i wyprzeć myśli, które wówczas kłębiły mi się w głowie, a układające się w pytanie o sens tej historii i pełne niedowierzania, że ta powieść jest przez wielu aż tak podziwiana. Teraz, gdy ostatnia strona za mną, myślę, że nie każdy się odnajdzie w zarysowanych przez Jane Austen realiach i nie będzie to wcale oznaką niezrozumienia klasyki. Różne rzeczy są dla nas ważne w książkach i rozumiem niezbyt pochlebne opinie, którą mogą towarzyszyć lekturze, a które i u mnie pojawiały się przez jej część. Cieszę się jednocześnie, że udało mi się koniec końców w „Dumie i uprzedzeniu” odnaleźć tak wiele i uznać, że czas spędzony na czytaniu zdecydowanie nie był czasem straconym.


 Garść cytatów:

„Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony”. (s. 5)

(…) trudno ciągle śmiać się z ludzi, nie potykając się od czasu do czasu na własnym dowcipie”. (s. 222)

Czytaj dalej

Może się czegoś napijesz? [Agatha Christie - Tajemnicza historia w Styles]

Agatha Christie, Tajemnicza historia w Styles [The Misterious Affair at Styles], tłum. Tadeusz Jan Dehnel, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 208 stron.

Tajemnicza historia w Styles” to kolejna książka Agathy Christie, którą miałam okazję czytać i chyba mogę już napisać, że angielska pisarka od pewnego czasu należy do grona moich ulubionych autorek. Nie każdy tytuł zachwyca mnie równie mocno (mniej trafiają do mnie na przykład zbiory opowiadań), ale i tak czerpię ogromną przyjemność z każdego spotkania -  wysilania szarych komórek, wymyślania jakimi ścieżkami tym razem wędrowały myśli Królowej Kryminałów i prób odkrycia kto jest winny.

Kapitan Hastings po odesłaniu z frontu trafia na swojego dawnego znajomego Johna. Od słowa do słowa pojawia się zaproszenie do posiadłości Cavendishów – Styles Court, gdzie po pewnym czasie, przy rozbitej filiżance, kończy swój żywot pani domu. Okoliczności są na tyle niepokojące, że trudno uwierzyć w naturalną śmierć, a duże pieniądze i niedawny ślub ofiary z o wiele młodszym mężczyzną wydają się być dziwnym zbiegiem okoliczności. Na szczęście Herkules Poirot, który wkracza na scenę zbrodni, ani myśli wierzyć w przypadki.

Czytaj dalej

Michelle Paver - Cienie w mroku

Michelle Paver, Cienie w mroku [Dark Matter] tłum.Arkadiusz Nakoniecznik, W.A.B., 2013, 240 stron.

Łatwo mnie przestraszyć, gdy mowa o filmach (pewnie dlatego raczej nie oglądam horrorów), ale książki działają na mnie pod tym względem zdecydowanie słabiej. Nie spodziewałam się, że w przypadku „Cieni w mroku” będzie inaczej, a chociaż historia stworzona przez Michelle Paver nie spowodowała, że nie mogłam zasnąć w nocy, to napisana została w tak przemyślany sposób, że nie raz i nie dwa czułam dreszcz przebiegający po plecach.

Gdyby Jack Miller mógł inaczej rozpisać scenariusz swojego życia, pewnie teraz byłby szanowanym i pełnym pasji fizykiem, miał wygodne mieszkanie w jednej z lepszych dzielnic Londynu i przyjaciół, na których można liczyć. Zresztą wszystko inne miałoby mniejsze znaczenie, gdyby robił to, co kiedyś było jego marzeniem, zamiast pracować jako urzędnik w fabryce papeterii. Gdyby Jack miał okazję jeszcze raz wybierać między frustrującą pracą, a wyjazdem na badawczą ekspedycję na Arktykę, pewnie bez wahania wybrałby to pierwsze. Gruhuken na Dalekiej Północy miało być okazją do napisania nowego rozdziału życia, a stało pełnym ciemności koszmarem.

List z 1947 roku to wyraźny sygnał, że dziesięć lat wcześniej, w trakcie zaplanowanej na rok wyprawy do najzimniejszych rejonów świata, wydarzyło się coś złego. Gdy za sprawą dziennika Jacka odkrywamy strona po stronie tajemnice Gruhuken, okazuje się, że są rzeczy gorsze niż 4 miesiące nocy polarnej i całkowitej ciemności…

Michelle Paver tak naprawdę nie stworzyła historii, która zachwyca oryginalnością. Miejsce akcji jest wprawdzie nietypowe i jednocześnie fascynujące, ale już sama fabuła pozornie nie jest bardzo odkrywcza. Autorka stosuje pewne znane motywy, dostosowując je do miejsca i dopasowując do własnej wizji, a jednak ani przez chwilę nie miałam poczucia, że cokolwiek jest tu banalne. Paver niezwykle umiejętnie buduje napięcie i nawet mimo że akcja dosyć długo się rozkręca, to kolejne wydarzenia tworzą aurę niepokoju i niedopowiedzeń. Nie do końca bezpośrednie ostrzeżenia kapitana statku, który transportuje członków wyprawy na miejsce, to tylko jeden z sygnałów, że z Gruhuken zdecydowanie coś jest nie tak.

Najbardziej przeraża to, czego nie rozumiemy, nie znamy i nie możemy wygodnie zamknąć w jakieś określone ramy. Autorka pokazuje to bardzo wyraźnie. Pamiętam jak będą dzieckiem zdarzało mi się budzić w nocy i z przerażeniem nasłuchiwać, jak mi się wtedy wydawało, dziwnych odgłosów. Dopóki nie byłam wstanie określić co konkretnie wywołuje hałas, nie mogłam spokojnie zasnąć. Nieznane budzi strach i Michelle Paver zgrabnie to wykorzystała. Nie znajdziecie w tej historii wyskakujących zza każdego rogu potworów, a przez większość czasu będziecie się jedynie domyślać co właściwie przytrafia się Jackowi. Może przez sekundę coś zobaczycie, ale wystarczy mrugnięcie oka, by wszystko wróciło do normy. Na pewno tylko wam się wydawało, że to coś więcej niż cień…

Uczynienie Jacka narratorem za pośrednictwem jego dziennika, pozwala obserwować człowieka, która jest zbyt dumny i ambitny, aby porzucić powierzone mu zadanie, a jednocześnie musi mierzyć się z wieloma demonami – bezsilnością, samotnością i pełną napięcia niepewnością. Autorka bardzo autentycznie przedstawiła emocje głównego bohatera i zmiany, które wraz z rozwojem akcji w nim zachodzą. Na początku ekscytacja  wyprawą, poczucie wolności i docenianie piękna Arktyki, a dopiero z czasem drażniące poczucie niepewności, połączone z próbami racjonalnego wytłumaczenia tego, co się dookoła dzieje.

Cienie w mroku” to pełna mroźnego klimatu powieść, w której bardziej liczy się podskórnie wyczuwane niebezpieczeństwo niż szybkie zarzucenie czytelnika przerażającymi obrazami. I pewnie dlatego tak mi się podobała i tak mocno doceniam zabiegi stosowane przez Michelle Paver. To sztuka nie odkrywając zbyt wiele, wzbudzić w czytelniku niepewność i ciekawość. Jedyne co mi w tej powieści doskwiera to jej długość. Zbyt szybko dotarłam do ostatniej strony i żałuję, że ta historia nie była chociaż trochę bardziej rozbudowana. Nie wiem czy autorka równie dobrze poradziłaby sobie wówczas ze stopniowaniem napięcia, ale to, co pokazała, pozwala wierzyć, że sprostałaby wyzwaniu. Tak czy inaczej, życzę sobie więcej takich książek, tak świetnie sportretowanych bohaterów i takich emocji.

Garść cytatów:

„Tu nie ma ani zmierzchu, ani świtu. Czas stracił znaczenie. Opuściliśmy świat rzeczywisty i wkroczyliśmy do krainy snów”. (s. 22)


„W życiu nie należy się niczego bać, trzeba tylko próbować wszystko zrozumieć”. (s. 112)

Czytaj dalej

Plany czytelnicze 8/2015

Rok zbliża się ku końcowi wielkimi krokami, ale na grudzień zaplanowałam sobie jeszcze kilka książek, które mam zamiar przeczytać ;-)


1. Jane Austen - Duma i uprzedzenie. Przeczytałam jakiś czas temu inną książkę autorki - Rozważna i romantyczna - i liczę, że kolejna wywoła więcej emocji.

2. Stephen King - Mroczna połowa. W planach mam poznanie całego (lub prawie całego) dorobku pisarza, a to jest kolejny krok do realizacji celu.

3. Lucy Maud Montgomery - Ania ze Złotego Brzegu. Czuję, że podobnie jak poprzednie książki z serii, sprawdzi się, gdy będę potrzebowała pełnej ciepła historii.

4. Haruki Murakami - Norwegian Wood. Na blogu pojawiło się już kilka książek autora, ale do tej pory największe wrażenie zrobiła na mnie Kafka nad morzem. Ciekawa jestem czy Norwegian Wood spodoba mi się bardziej.

5. Cathy Glass - Czekając na anioły. Autorkę poznała przy okazji książki Skrzywdzona i nadal pamiętam jak wiele emocji we mnie wywołała. Sięgnięcie po kolejny tytuł było tylko kwestią czasu.

6. Agatha Christie - Tajemnicza historia w Styles. Książki Królowej Kryminałów często się u mnie pojawiają i chyba mogę już napisać, że uwielbiam jej pióro.

7. Michelle Paver - Cienie w mroku. Skusiłam się na ten tytuł po kilku przekonujących recenzjach. Jestem już po lekturze, ale na razie zdradzę tylko, że to naprawdę dobra książka.

Z utęsknieniem czekam na kilka dni urlopu na koniec roku i zamierzam spędzić je bardzo czytelniczo. Przywitać Nowy Rok z książką w ręku - to jest to! ;-)

Czytaliście coś z powyższych tytułów? A może któregoś jesteście szczególnie ciekawi? Koniecznie dajcie znać!



Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy