Agatha Christie – Śmierć w chmurach



Agatha Christie, Śmierć w chmurach [Death in the Clouds], tłum. Jan S. Zaus, Irena Ciechanowska-Sudymont, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2017, 254 strony.

Czasami nadchodzi taki moment, że nie potrafię się zdecydować, na jaką książkę mam ochotę. Biorę do ręki jedną po drugiej, ale żadna jakoś do mnie nie przemawia. Przekonałam się już kilka razy, że wtedy najlepiej sprawdza się u mnie sięgniecie po jedną z moich ulubionych autorek – Agathę Christie. Zatopienie się w klasycznej kryminalnej zagadce jest takim moim comfort read i cieszę się, że mam w zanadrzu jeszcze całkiem sporo nieprzeczytanych tytułów (uff!). Jednym z nich była „Śmierć w chmurach”, która okazała się kolejną świetną łamigłówką z Herkulesem Poirot w roli głównej.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Tragedia w trzech aktach



Agatha Christie, Tragedia w trzech aktach [Three Act Tragedy], tłum. Anna Mencwel, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 234 strony.

Uwielbiam to, jak świetnie bawię się przy książkach Agathy Christie i z jaką przyjemnością sięgam po kolejne tytuły. Nie wiem tylko czy was nimi w tym roku nie zanudzę, ale ufam, że dzielnie to moje pisanie o nich zniesiecie, a kto wie – może nawet zachęcę was do spotkania z Królową Kryminału? „Tragedię w trzech aktach”, o której dziś chciałam co nieco napisać, na pewno mogę polecić jako historię, gdzie pojawia się naprawdę dużo możliwych rozwiązań zagadki, więc w trakcie czytania zdecydowanie jest się nad czym głowić. A to coś, co szczególnie lubię.

Czytaj dalej

Agatha Christie - Śmierć lorda Edgware'a



Agatha Christie, Śmierć lorda Edgware'a [Lord Edgware Dies], tłum. Agnieszka Bihl, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 252 strony.

Kiedy Jane Wilkinson w rozmowie z Herkulesem Poirot z wielkim przekonaniem stwierdza, że musi się pozbyć swojego męża, a ten później zostaje zamordowany, to zdaje się to zbyt wielkim zbiegiem okoliczności. Gwoli ścisłości kobiecie chodziło tak naprawdę o rozwód, do którego detektyw miał przekonać lorda Edgware'a, ale i tak jest wystarczająco dużo innych okoliczności, które na wstępie wskazują na jej winę. Czy jednak rzeczywiście sprawa jest tak oczywista?

Czytaj dalej

Agatha Christie – Samotny dom



Agatha Christie, Samotny dom
[Peril at End House], tłum. Mira Michałowska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, 224 strony.
Herkules Poirot

Pani Christie, Panie Poirot – dobrze, że wróciliście!

Po ostatnim spotkaniu z Królową Kryminału („Wigilia Wszystkich Świętych”) narzekałam, że nie czułam tego niepowtarzalnego klimatu, co zawsze i że zabrakło mi Christie w Christie i Poirot w Poirot. Mogę z ulgą napisać, że w „Samotnym domu” wszystko wróciło na swoje miejsce i znowu poczułam nieskrępowaną radość z lektury i rozwiązywania zawiłej zagadki.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Wigilia Wszystkich Świętych



Agatha Christie, Wigilia Wszystkich Świętych [Hallowe'en Party]. tłum. Krzystof Masłowski, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, 232 strony.

Już jakiś czas temu postanowiłam, że książki Agathy Christie będę starała się poznawać chronologicznie. A jednak „Wigilią Wszystkich Świętych”, którą została wydana w 1969 roku, odeszłam na moment od tego założenia (powinnam być teraz w 1932 roku przy „Samotnym domu”), bo do tej historii ma podobno luźno nawiązywać film „Duchy w Wenecji” w reżyserii Kennetha Branagha, który planuję obejrzeć.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Zagadka Błękitnego Ekspresu

 Agatha Christie, Zagadka Błękitnego Ekspresu [The Mistery of the Blue Train], tłum. Hanna Pasierska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 268 stron.

Aż trudno mi uwierzyć, że minęły prawie cztery lata od mojego ostatniego spotkania z Agathą Christie! Stęskniłam się bardzo za jej piórem i kryminalnymi zagadkami, przy których naprawdę czuję się niczym detektyw amator, mający szansę na rozwiązanie niezwykłej sprawy. „Zagadka Błękitnego Ekspresu” okazała się idealnym wyborem po tak długiej rozłące, bo to właśnie taka historia, jakie u Królowej Kryminału lubię najbardziej.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Wielka Czwórka


Agatha Christie, Wielka Czwórka [The Big Four], tłum. Jolanta Bartosik, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2017, 192 strony.

Herkules Poirot niektóre sprawy potrafi rozwiązywać nawet nie wychodząc z domu – jego małe, szare komórki są tak genialne, że czasami wystarczy zapoznanie się z faktami, by podważyć obraną przez śledczych wersję wydarzeń i zaprezentować własną. Są sprawy, w które angażuje się nieco bardziej – przechadza się po miejscu zbrodni, przesłuchuje związane z wydarzeniem osoby, sprawdza tropy, by na końcu zebrać wszystkich i pokazać jak się sprawy mają. W „Wielkiej Czwórce” Agatha Christie poszła dalej – wplątała wąsatego Belga w spisek na skalę międzynarodową, wrzuciła go w różne miejsca, po drodze stawiając go przed kilkoma zagadkowymi morderstwami i narażając na wiele niebezpieczeństw. Standardowo będzie mu towarzyszył Hastings i oboje będą próbowali powstrzymać Chińczyka, Francuzkę, Amerykanina i Numer Czwarty – szajkę, która chce przejąć władzę nad światem.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Zabójstwo Rogera Ackroyda


Agatha Christie, Zabójstwo Rogera Ackroyda [The Murder of Roger Ackroyd], tłum. Jan Zakrzewski, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 270 stron.

Kiedy w zbiorze powiązanych ze sobą opowiadań „Dwanaście spraw Herkulesa” jeden z moich ulubionych książkowych detektywów Herkules Poirot wspominał, że zamierza zrezygnować z badania zbrodni i zabrać się za uprawę dyni – nie wierzyłam i nawet trochę się z tego pomysłu śmiałam. A jednak stało się! Wąsaty Belg pojawił się w King’s Abbot i nie chwaląc się za bardzo sąsiadom kim naprawdę jest i czym się zajmował, zajął się swoim ogródkiem. Sprawa do rozwiązania znalazła go jednak sama i myślę, że wcale nie było mu z tego powodu specjalnie przykro. Przecież nawet najbardziej okazała dynia nie może się równać z zagadkowym morderstwem.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Morderstwo na polu golfowym


Agatha Christie, Morderstwo na polu golfowym [The Murder on the Links], tłum. Jan S,. Zaus, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, 221 stron.

Herkules Poirot zdecydowanie lubi wyzwania i gdy wśród mało zajmującej poczty znajduje list z prośbą o pomoc ani chwili się nie waha. Już w tym momencie zaczyna małe śledztwo, a będzie to tylko wstęp do zdecydowanie bardziej poważnej sprawy. Po dotarciu do posiadłości okaże się bowiem, że nadawca został zamordowany, a jego żona zakneblowana i związana, by nie mogła wezwać pomocy.

Podejrzewać od samego początku trzeba jak zawsze wszystkich – służbę, domniemaną kochankę ofiary, syna i jego matkę oczywiście też, a także tych, którzy chociażby na moment się w tej sprawie pojawią. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić i zawsze staram się nie przegapić żadnej poszlaki. Nie spieszę się, mimo że zazwyczaj korci mnie, żeby szybko dotrzeć do rozwiązania i dowiedzieć się kto jest winny. Wiem jednak, że to odebrałoby mi sporo przyjemności czytania oraz, jak to mawia wąsaty Belg, wysilania szarych komórek. Kombinuję, przyglądam się reakcjom przesłuchiwanych, wczuwam się w postać detektywa, ale sukcesu zdecydowanie nie mogę być pewna, bo autorka robi wszystko, żeby namieszać mi w głowie. W „Morderstwie na polu golfowym” zdecydowanie się jej to udało.

Czytaj dalej

Agatha Christie - Dopóki starczy światła


Agatha Christie, Dopóki starczy światła [While the Lights Last and Other Stories], tłum. Mira Michałowska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 183 strony.

Miałam już okazję czytać kilka zbiorów opowiadań autorstwa Agathy Christie (między innymi „Dwanaście prac Herkulesa”, "Wczesne sprawy Poirota”, „Morderstwo w zaułku”), ale „Dopóki starczy światła” naprawdę mnie zaskoczył. Nie wynikało to jednak ze świetnie skonstruowanych zagadek (mimo że i takie się pojawiają), ale z tematyki części opowiadań. Nie sądzę, aby ten akurat zbiór można było z czystym sumieniem nazwać stricte kryminalnym, bo w rzeczywistości wśród dziewięciu różnych historii jest kilka takich, które najtrafniej będzie nazwać obyczajowymi (a nawet romantycznymi). Nie znałam Królowej Kryminału od tej strony i przyznaję, że szalenie miło było odkryć kolejny kawałek jej pisarskiej duszy. 

Czytaj dalej

Agatha Christie - Morderstwo w zaułku


Agatha Christie, Morderstwo w zaułku [Murder in the Mews], tłum, Jan. S. Zaus, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 288 stron.

Mam nosa do rozwiązywania kryminalnych zagadek, a fakt, że bardzo zwracam uwagę na niby mało ważne szczegóły (co w codziennym życiu często bardziej przeszkadza niż pomaga) sprawia, że czasami czuję się niczym całkiem zdolny detektyw, odkrywający to, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Nie mogę się jednak absolutnie mierzyć z Herkulesem Poirot, bo trybiki w umyśle tego wąsatego Belga to tak genialna maszyneria, że niezmiennie towarzyszy mi przy spotkaniach z nim podziw. Agatha Christie stworzyła bohatera, z którym nie od razu tak przyjemnie spędzało mi się czas, ale teraz wyczekuję aż zabierzemy się wspólnie za kolejną sprawę. Jednocześnie staram się dawkować te spotkania, by nie przyszło nam się zbyt szybko rozstać.

Do tej pory kilka razy zdarzało mi się przewidzieć kto jest sprawcą, a chyba najlepiej sobie radziłam, gdy miałam do czynienia z opowiadaniami stworzonymi przez Królową Kryminału („Dwanaście prac Herkulesa”, „Wczesne sprawy Poirota”, „Tajemnica gwiazdkowego puddingu”). Po części dlatego (oraz przez to, że trudniej mi się w krótszą historię w pełni zaangażować) jakoś mniej one do mnie trafiały. Kiedy okazało się, że „Morderstwo w zaułku” nie jest powieścią, przyznam, że mój entuzjazm nieco się zmniejszył. Podjęłam jednak wyzwanie i na szczęście zaskoczeń zdecydowanie nie brakowało, a chociaż nie potwierdza to mojego detektywistycznego nosa, to tym razem ani razu nie udało mi się odgadnąć kto jest winny.

Czytaj dalej

Może się czegoś napijesz? [Agatha Christie - Tajemnicza historia w Styles]

Agatha Christie, Tajemnicza historia w Styles [The Misterious Affair at Styles], tłum. Tadeusz Jan Dehnel, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 208 stron.

„Tajemnicza historia w Styles” to kolejna książka Agathy Christie, którą miałam okazję czytać i chyba mogę już napisać, że angielska pisarka od pewnego czasu należy do grona moich ulubionych autorek. Nie każdy tytuł zachwyca mnie równie mocno (mniej trafiają do mnie na przykład zbiory opowiadań), ale i tak czerpię ogromną przyjemność z każdego spotkania -  wysilania szarych komórek, wymyślania jakimi ścieżkami tym razem wędrowały myśli Królowej Kryminałów i prób odkrycia kto jest winny.

Kapitan Hastings po odesłaniu z frontu trafia na swojego dawnego znajomego Johna. Od słowa do słowa pojawia się zaproszenie do posiadłości Cavendishów – Styles Court, gdzie po pewnym czasie, przy rozbitej filiżance, kończy swój żywot pani domu. Okoliczności są na tyle niepokojące, że trudno uwierzyć w naturalną śmierć, a duże pieniądze i niedawny ślub ofiary z o wiele młodszym mężczyzną wydają się być dziwnym zbiegiem okoliczności. Na szczęście Herkules Poirot, który wkracza na scenę zbrodni, ani myśli wierzyć w przypadki.

Czytaj dalej

Wyzwanie rzucone Królowej Kryminałów [Agatha Christie – Tajemnica gwiazdkowego puddingu]

Agatha Christie, Tajemnica gwiazdkowego puddingu, [The Adventure of  the Christmas Pudding], tłum. Krystyna Bockenheim, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 265 stron.

Przez chwilę wydawało mi się, że mogę mocno utrudnić zadanie Królowej Kryminałów, sięgając po tytuł kojarzący się z zimową porą, w czasie letnich upałów. Chciałam sprawdzić czy pisarce uda się na tyle mocno zająć moją uwagę i zbudować odpowiedni klimat powieści, żebym zapomniała, że wokół mnie aura daleka jest od bożonarodzeniowej. Moje niecne zamiary szybko Agatha Christie stłumiła, bo okazało się (a wcześniej jakoś nie zwróciłam na to uwagi), że „Tajemnica gwiazdkowego puddingu” to zbiór opowiadań, z których jedynie tytułowe ma typowo mroźny charakter.

Pięć spraw pojawiających się na kartach książki prowadzi znany mi już całkiem dobrze Herkules Poirot, ale jedna przypadła w udziale Pannie Marple, którą miałam okazję spotkać po raz pierwszy. Od razu rzucił mi się w oczy jej spokój i to jak sprawnie potrafiła dostrzec rozwiązanie zagadki morderstwa, mimo że fakty wydawały wskazywać na zupełnie inny przebieg wypadków. Zbyt krótko miałam jednak okazję przebywać w jej towarzystwie, by poznać ją bliżej, ale już teraz cieszę się, że będę miała ku temu jeszcze niejedną okazję.

Herkules Poirot to natomiast detektyw stosunkowo wybredny – nie podejmuje się rozwiązywania każdej sprawy, na jaką może trafić, lecz wybiera takie, które go w jakiś sposób intrygują. Wystarczy malutki element niepasujący do reszty, by obudzić w wąsatym Belgu analityczny umysł i nastawić jego myśli na dobrze znane tory docierania do prawdy. Nieistotne, że w całym szeregu wydarzeń tylko on dostrzega, że coś tu nie pasuje – gdy Poirot zaczyna działać, można być pewnym, że pewne nie jest już absolutnie nic. Szczególnie tożsamość mordercy i to nawet, gdy wszystkie dowody wskazują na konkretną osobę. Takie zagadki lubię szczególnie, bo trzeba się dopatrywać naprawdę drobnych szczegółów, by odkryć co naprawdę się wydarzyło.

Dzięki opowiadaniom przeniesiemy się na angielską prowincję, by tam spędzić tradycyjne Boże Narodzenie i odkryć tajemnicę nietypowego zastosowania gwiazdkowego puddingu; znajdziemy ciało w hiszpańskiej skrzyni i zaczniemy się zastanawiać czy jest zagadka, której nie da się rozwiązać; krok po kroku poprowadzimy śledztwo w sprawie zabicia mężczyzny ciężkim narzędziem, by przekonać się na ile oczywisty jest sprawca; zastanowimy się nad powtarzalnością ludzkich zachowań i czy przypadkowa śmierć nie kryje w sobie czegoś więcej; z powątpiewam, podobnie jak Poirot, spojrzymy na sen o samobójstwie, który stał się rzeczywistością; przekonamy się ile szaleństwa, a ile zimnej kalkulacji może być w człowieku.

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych zbiorów opowiadań Agathy Christie, które czytałam („Wczesne sprawy Poirota”, „Dwanaście prac Herkulesa”) tak i tym razem były zagadki bardziej i mniej zajmujące. „Zagadka hiszpańskiej skrzyni” wydawała mi się wyjątkowo trudna do rozgryzienia, a znowuż „Popychadło” aż za proste do rozwiązania; „Tajemnica gwiazdkowego puddingu” wywołała we mnie uczucie deja vu i nie zaskoczyła jakoś specjalnie, a „Dwadzieścia cztery kosy” poza docieraniem do prawdy, zmusiły też do refleksji; ”Sen” pokazał, że gdy do akcji wkracza wąsaty Belg nie ma mowy o zbrodni doskonałej, a „Szaleństwo Greenshawa” zapamiętam jako pierwsze zatknięcie z Panną Marple i historię, o kobiecie zamordowanej strzałem z łuku.

O ile niektóre z zagadek odrobinę mnie zawiodły, o tyle Herkules Poirot zdecydowanie tego nie zrobił. Detektyw pokazuje, że fakty są istotne i oczywiście wszystko musi dać się logicznie wytłumaczyć, ale klucz zawsze tkwi w człowieku i motywach, które nim kierują. Cenię jego brak zgody na łatwe wyjaśnienia, jeżeli pojawia się chociażby minimalna wątpliwość co do przebiegu wydarzeń. Detektyw polega na swoim umyśle i bardzo przydatnej zdolności do wyciągania od innych informacji. Zna się na ludziach i to pozwala mu zajrzeć pod zakładane przez nich maski.

Opowiadania w przypadku Agathy Christie robią na mnie jakoś mniejsze wrażenie niż jej powieści, ale i tak z przyjemnością sprawdzam przed jakimi wyzwaniami stawia swoich bohaterów i mnie jako czytelnika. Doceniam sprawne sportretowanie niemal wszystkich pojawiających się postaci (w końcu każdy może być winny!), a chociaż nie zapadają mi w pamięć ich nazwiska, to w momencie poznawania danej historii poszczególne osoby ożywają w mojej wyobraźni. „Tajemnica gwiazdkowego puddingu” zaspokoiła mój głód na spotkanie z Herkulesem Poirotem, podsyciła apetyt na lepsze poznanie Panny Marple i tylko same historie spowodowały pewien niedosyt.

Garść cytatów:

„Słaby człowiek przyparty do muru staje się bardziej niebezpieczny od kogoś silnego”. (s. 158)


--------

Czytaj dalej

Agatha Christie - Śmierć na Nilu

Agatha Christie, Śmierć na Nilu [Death on the Nile], tłum, Natalia Billi, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 336 stron.

Ogromna ilość wątpliwości, bo i poszlak całe mnóstwo, kilkanaście osób w kręgu podejrzanych i ciągle nowe fakty, które złośliwie plątały wszystko to, co zdążyłam już sobie zgrabnie poukładać – o tak, Agatha Christie jak zwykle robiła wszystko, żebym poniosła porażkę jako czytelnik-detektyw. Z lekko tylko triumfującym uśmiechem i mile połechtanym ego (w istocie bowiem wolę być totalnie zaskoczona rozwiązaniem) stwierdzam, że tym razem udało mi się rozgryźć zagadkę przygotowaną przez Królową Kryminałów. Zanim to jednak nastąpiło, miałam tyle frajdy z wczytywania się w kolejne wydarzenia i szukania wskazówek (te najbardziej oczywiste od razu poddając w wątpliwość), że jakoś zniosę brak końcowego szoku. Oczywiście wolałabym, aby „Śmierć na Nilu” okazała się dla mnie zupełnie nieprzewidywalna i pod tym względem nie może się równać na przykład z „I nie było już nikogo”, ale to nadal dobrze skonstruowana i przemyślana historia, którą świetnie się czyta.


Linnet zawsze dostaje to, czego chce – urok osobisty i ogromny majątek potrafią zdziałać cuda, a ona potrafi z nich odpowiednio korzystać. Nie wydaje się przy tym zupełnie zepsuta i gdy dawno niewidziana przyjaciółka zjawia się u niej z prośbą o przyjęcie jej narzeczonego Simona do pracy – Linnet nie zastawia się długo. Problem w tym, że po jakimś czasie odbiera ukochanego Jacqueline i wychodzi za niego za mąż. Młodzi nie będą jednak mieli lekko, bo zdradzona kobieta za punkt honoru weźmie sobie uprzykrzenie im życia, udając się za nimi wszędzie tam, gdzie tylko postanowią się wybrać – wyprzedzając ich nawet o krok. Tym sposobem cała trójka znajdzie się w Egipcie i następnie na rejsie po Nilu. Tak się akurat składa, że swój urlop spędza tam również sławny detektyw Herkules Poirot, który (jak łatwo się można domyślić) będzie miał pełne ręce roboty.



Miałam okazję spotkać się już kilka razy z wąsatym Belgiem i nie zmieniło się nic, jeśli chodzi o to, jak sprawnie prowadzi śledztwo i jak bardzo  pewny jest swoich detektywistycznych umiejętności. Tym razem miałam jednak wrażenie, że poznałam go jeszcze lepiej, a autorka pokazała nieco więcej – chociażby w chwili, gdy zazwyczaj spokojny i wyważony Poirot ekscytował się Egiptem lub gdy kategorycznie odnosił się do postępku Linnet i pełen był empatii dla porzuconej narzeczonej. Agatha Christie w pewnym sensie ociepliła jego wizerunek w moich oczach, nie odbierając mu tego, co podziwiam w nim szczególnie – genialnego umysłu.

W gwarnym, niespokojnym, ale z pewnością intrygującym Egipcie poznałam całą paletę postaci, a większości z nich mogłam towarzyszyć w kluczowym dla całej historii rejsie po Nilu. Przyznam, że początkowo ciężko było mi się połapać kto jest kim i dopiero wraz z rozwojem akcji każdy z bohaterów zyskiwał na wyrazistości, mając w zanadrzu własną historię. Niemal wszyscy oczywiście idealnie nadają się na winnych śmierci, która będzie miała miejsce na statku, ale Herkules Poirot nie da się zwieść pozorom i odkryje prawdę.

„Śmierć na Nilu” pod różnymi względami przypominała mi „Morderstwo w Orient Expressie”, oczywiście nie tylko ze względu na obecność wąsatego detektywa. W obu przypadkach kluczowe wydarzenia odbywają się na ograniczonej przestrzeni – w jednym na statku, w drugim w pociągu. Podobnie przebiega też śledztwo – niezwykle metodycznie i krok po kroku, obfite w przesłuchania i zmyśle wybiegi, mające na celu wyciągnięcie z kolejnych pasażerów jak najwięcej informacji. Sam Herkules Poirot wspomina zresztą w pewnym momencie swoją sprawę rozwiązaną w Orient Expressie i jedyne czego trochę żałuję, to oczywiście fakt, że „Śmierć na Nilu” nie zaskoczyła mnie równie mocno.

Ciekawie jest przyglądać się kurtuazyjnym rozmowom prowadzonym między bohaterami, co zresztą tworzy świetny klimat powieści i pozwala poznać bardzo odmienne podejścia do różnych spraw. Poza stricte kryminalnym wątkiem jest więc też miejsce na te obyczajowe. Miłość, zdrada, pieniądze, pozycja społeczna – tego na pewno nie zabraknie, chociaż oczywiście wszystko rozgrywać się będzie w cieniu zagadkowej zbrodni.

Herkules Poirot nie zadowala się prostymi rozwiązaniami i ja sama zdążyłam się już nauczyć, że to, co zbyt dobrze pasuje jako wyjaśnienie całej zagadki, zwykle jest tylko ślepym zaułkiem. Oczywiście może być i tak, że za mocno zaczynamy kombinować i tracimy z oczu mniej skomplikowane odpowiedzi. Agatha Christie umyślnie tak konstruuje fabułę i podrzuca tropy, żeby dać czytelnikowi do myślenia i niejednokrotnie wzbudzić w nim wątpliwości. To jest to, co szczególnie lubię w tworzonych przez nią kryminałach i co do tej pory jeszcze mi się nie znudziło. „Śmierć na Nilu” nie jest z pewnością historią, którą można rozgryźć bez głębszego namysłu i pewnie dlatego aż tak mi nie doskwiera to, że udało mi się odgadnąć zakończenie. To była świetna możliwość wysilenia szarych komórek i obserwowania Herkulesa Poirot, a to całkiem dobre powody, by po ten tytuł sięgnąć.

Garść cytatów:

„Motywy zbrodni często bywają dość błahe, madame”. (s. 88)


Czytaj dalej

Agatha Christie - Niemy świadek


Autorka: Agatha Christie
Tytuł: Niemy świadek
Tytuł oryginału: Dumb Witness
Tłumaczenie: Beata Hrycak, Anna Rojkowska
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 300

Proza Agathy Christie jest gwarancją świetnej umysłowej rozrywki, której zdecydowanie nie mam zamiaru sobie odmawiać. Co jakiś czas sięgam po kolejną książkę jej autorstwa i chociaż oczywistym jest, że jedne historie porywają mnie bardziej, inne mniej, to jeszcze nie zdarzyło się, żebym czytając któryś z tytułów nie odczuwała zwyczajnej przyjemności ze spotkania z pisarką. Ta lekkość pióra w połączeniu z kryminalnymi intrygami ma w sobie tyle niezaprzeczalnego uroku, że z uśmiechem myślę o kolejnych książkach czekających na mnie w domowej biblioteczce. Mam szczerą nadzieję, że będą równie dobre jak „Niemy świadek” przy którym bawiłam się po prostu wybornie (jakkolwiek niestosownie brzmi to w kontekście zawartych w książce wydarzeń).

Po ostatnio czytanych tytułach, w których miałam do czynienia ze zbiorami różnych spraw Herkulesa Poirota podanych w stosunkowo krótkiej formie („Dwanaście Prac Herkulesa”, „Wczesne sprawy Poirota”) nadszedł czas na powrót do pełnowymiarowej powieści, gdzie na blisko trzystu stronach możemy przyglądać się pracy belgijskiego detektywa nad jedną, kryminalną oczywiście, zagadką. Nie powiem, że mnie to nie cieszy, między innymi dlatego, że mogłam wgryźć się w stworzoną przez Christie historię na trochę dłużej niż w przypadku opowiadań, a poza tym zawsze to więcej czasu na odgadnięcie kto jest mordercą. Z drugiej strony to jednocześnie mnóstwo okazji na wyprowadzenie czytelnika w pole, ale oczywiście do lektury zasiadałam z mocnym postanowieniem, że nie przegapię absolutnie żadnej wskazówki. Przyznam, że teraz, gdy lektura już za mną, trochę śmiać mi się chcę z tego, na co zwracałam uwagę, ale nigdy nie wiadomo gdzie u Agathy Christie kryje się najważniejszy trop! Czujność jest więc jak najbardziej wskazana.

W miasteczku Market Basing nikogo nie zdziwiła śmierć stosunkowo wiekowej już panny Emilii Arundell. Kobieta od kilku lat miała pewne kłopoty zdrowotne i oczywistym wydawało się, że to one były wszystkiemu winne. Znacznie więcej emocji niż odejście z tego świata, budzi ostatnia wola zmarłej, która cały swój (większy niż się spodziewano) majątek przekazała damie do towarzystwa. Jak to w małej społeczności bywa, pojawia się wiele plotek i domysłów, ale najbardziej pokrzywdzeni w tym wszystkim wydają się być członkowie rodziny Emilii, tak niesprawiedliwie (w ich mniemaniu) potraktowani przez kobietę.

O śmierci panny Arundell dowiadujemy się już z pierwszego zdania „Niemego świadka”, ale jej rola w powieści nie ograniczy się do bycia (a może niebycia?) ofiarą. Cofamy się bowiem do wcześniejszych wydarzeń, które pozwolą nam poznać szanowaną w mieście właścicielkę Littlegreen House bliżej, a także przyjrzeć się członkom jej rodziny i służbie. Panna Emilia to kobieta stanowcza i nie dająca się omamić słodkim słówkom. Twardą ręką rozporządza swoim majątkiem, zdając sobie sprawę, że wizyta najbliższych jest powodowana przede wszystkim chęcią przekonania jej do finansowego wsparcia. Ręce, w mniej lub bardziej bezpośredni sposób, wyciąga po pieniądze każdy z gości, ale na nic zdają się starania. W czasie wizyty dochodzi do nieszczęśliwego wypadku – panna Arundell spada ze schodów – nie jest to jednak (jak pewnie mogliście pomyśleć) moment jej śmierci. Kobieta umiera nieco później, w pozornie jasnych okolicznościach, ale gdy sprawie zacznie się przyglądać Herkules Poirot nic nie będzie tak oczywiste, jak początkowo się wydawało.

Agatha Christie stworzyła bohaterów wyrazistych i jednocześnie takich, którym z różnych powodów można z powodzeniem przypisać chęć uśmiercenia panny Arundell. Teresa teoretycznie nie może narzekać na brak pieniędzy, ale wystawne życie kosztuje sporo. Poza tym mężczyzna z którym się zaręczyła zdecydowanie nie jest zamożny, a jego wymarzona lekarska kariera sporo kosztuje. Karol, brat Teresy, to mężczyzna czarujący, ale z rodzaju tych, którzy w istocie dbają jedynie o swój własny interes i nie wahają się przed łamaniem prawa w celu osiągnięcia celu – może więc nie miałby też oporów przed dokonaniem zabójstwa? Bella jest dobrą żoną i matką, ale pozostaje pod pantoflem swojego męża dra Taniosa. Ten wydaje się sympatyczny i ujmujący, ale wszyscy wiemy, że w takich sprawach jak morderstwo bycie uroczym to żadne alibi. Dama do towarzystwa, która zgarnęła cały majątek (doskonały motyw, prawda?) - Minnie Lawson - była oddana swojej chlebodawczyni, ale pewne okoliczności wskazują na to, że ma nie do końca czyste sumienie. Nie można zapominać o służącej i kucharce – podejrzany jest każdy, kto miał choćby cień okazji do pozbycia się pani domu. Przy tym wszystkim nie jest wcale pewne czy zabójstwo w ogóle miało miejsce – w końcu lekarz stwierdził, że w śmierci panny Arundell nie było nic podejrzanego. Cóż, Herkules Poirot jest innego zdania.

Pewnie zastanawiacie gdzie w tym wszystkim miejsce dla niemego świadka, który jak łatwo się domyślić, spoglądając na okładkę, jest psem. Bob, bo tak wabi się terier panny Emilii, będzie się przez całą powieść przewijał wielokrotnie, ale przyznam, że spodziewałam się iż jego rola będzie miała nieco inny charakter. Sugerował to tytuł i pod tym względem spotkało mnie małe rozczarowanie. Tę drobną niedoskonałość jestem jednak w stanie wybaczyć, bo inne elementy zdecydowanie to rekompensują.

Wąsaty Belg jak zawsze metodycznie podszedł do śledztwa, chociaż co ciekawe tym razem był w jego trakcie nie tylko znanym detektywem. Odpowiednie podejście do podejrzanych i kierowanie rozmowy na właściwie tory niemal wystarczą by odkryć prawdę na temat wydarzeń w Littlegreen House. Trzeba będzie do tego dorzucić trochę czasu i genialny umysł Herkulesa Poirota, a otrzymamy mieszankę gwarantującą sukces. Obserwowanie jak wszystko zmierza do końca, to czysta przyjemność, ale i szansa na sprawdzenie się w roli detektywa. W międzyczasie pojawiają się swoiste monologi Belga pozwalające przyjrzeć się jeszcze raz zebranym do tej pory faktom, więc nie ma obawy, że o jakiejś ważnej okoliczności zapomnimy. Christie daje czytelnikowi wiele okazji, by sam wpadł na rozwiązanie, ale jednocześnie nie odmawia sobie podsuwania mu niezliczonej ilości możliwości. W pewnym momencie każdy wydawał mi się winny i każdy z rozważanych przeze mnie scenariuszy był całkowicie logiczny i pasował do całości. Ostatecznie jeden z nich znalazł potwierdzenie w zakończeniu, ale jedynie częściowo, co nie pozwala mi na stwierdzenie, że wszystko przewidziałam. Powiedziałabym raczej, że wybrałam odpowiednie elementy układanki, ale poukładałam je w nieodpowiedni sposób.

„Niemy świadek” teoretycznie nie zaskakuje oryginalnością okoliczności związanych ze śmiercią panny Arundell, a jednak cała ta sprawa jest tak zajmująca, że trudno mi się było od książki oderwać.  Coraz lepiej poznaję też Poirota i coraz bardziej go lubię. Trudno go uznać za najlepszego kompana, o czym przekonać może się wielokrotnie Hastings, gdy chociażby próbuje wyciągnąć z niego jakieś informacje, ale towarzyszenie tej dwójce w czasie śledztwa to doskonała rozrywka i wyzwanie dla szarych komórek. Akcja nie gna tu na łeb, na szyję, a metody wąsatego detektywa nie są może jakoś specjalnie efektowne, ale to zupełnie nie przeszkadza w podziwianiu jak kolejna sprawa zostaje rozwiązania.

To było udane spotkanie, Pani Christie, i może trochę na wyrost, ale tym razem, po niezwykle zaciętym pojedynku, ogłaszam remis.

Garść cytatów:

„Uważam potępianie czegoś, czego się nawet nie zbadało, za przejaw ciasnoty umysłowej.” (s. 28)

„Poirot nie odpowiedział. Od czasu do czasu, kiedy mu tak wygodnie, raptownie traci słuch.” (s. 167)


 --------

Czytaj dalej

Agatha Christie - Wczesne sprawy Poirota

Agatha Christie, Wczesne sprawy Poirota [Poirot's Early Cases], tłum. Anna Rojkowska, Andrzej Milcarz, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 304 strony.

Gdy wydaje Ci się, że nie ma już nadziei na rozwiązanie zagadki i wszystko jest stracone – zgłoś się do detektywa, dla którego rzeczy niemożliwe nie istnieją. Herkules Poirot wszystkie okoliczności wydarzeń i pozostawione poszlaki przepuści przez swój genialny umysł i wyda werdykt, najczęściej zupełnie różny od tego, czego można by oczekiwać.  Gdy inni będą rozemocjonowani działali na różnych frontach śledztwa, on ze spokojem i pewną rezerwą spojrzy na wszystko doświadczonym okiem, przeprowadzi kilka rozmów, wytęży szare komórki i już będzie wiedział.

W czasie ostatniego spotkania z prozą Agathy Christie miałam okazję przyjrzeć się  zmaganiom Poirota w krótkiej formie. W „Dwunastu pracach Herkulesa” pojawił się jednak motyw przewodni, ujęty w tytule, spajający wszystkie historie, natomiast „Wczesne sprawy Poirota” to zbiór właściwie niezwiązanych ze sobą zagadek, z którymi przyszło się mierzyć detektywowi. Ich przekrój będzie stosunkowo szeroki – od tego, w czym można powiedzieć nasz Belg się specjalizuje, czyli (nie)wyjaśnionych morderstw, przez skradzione kosztowności,  aż po poszukiwanie zaginionych osób. Osiemnaście różnych historii, a każda z nich będzie okazją do wytężenia własnych szarych komórek.

Czytaj dalej

Agatha Christie - Dwanaście prac Herkulesa


Autorka: Agatha Christie
Tytuł: Dwanaście prac Herkulesa
Tytuł oryginału: The Labours of Hercules
Tłumaczenie: Grażyna Jesionek
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 319

Wyobrażacie sobie Herkulesa Poirot, który kończy karierę genialnego detektywa i z przyjemnością zaczyna uprawiać dynie? Trudno w to uwierzyć, ale właśnie taki plan pojawia się w głowie jegomościa o charakterystycznych wąsach i nieodłącznych lakierkach. Jak jednak odchodzić to z przytupem, prawda? Tak rodzi się pomysł zmierzenia z postacią starożytnego Herkulesa i dwunastoma pracami, które musiał za karę wykonać. Wprawdzie Poirot po zapoznaniu się z historią herosa nie ma dla niego zbyt wiele sympatii (nie trafia do niego przerost mięśni i kult siły nad rozumem), ale postanawia (po swojemu oczywiście) podejmować się tylko takich spraw, które będą w jakiś sposób odzwierciedleniem zmagań dawnego Herkulesa. Te zresztą dobrze sobie przed lekturą odświeżyć – mogą bowiem stanowić pewną wskazówkę, w jakim kierunku podążać w trakcie rozwiązywania kolejnych zagadek.

Wystarczy odpowiednia analogia i trybiki w głowie detektywa momentalnie zaczną pracować na najwyższych obrotach. Trzeba sobie powiedzieć, że nie trafi on jedynie na zagadki związane z morderstwami – niektóre zadania będą wydawały się znacznie bardziej błahe, ale przez to tym bardziej dla czytelnika ciekawe. Może na chwilę zdarzy się mu zwątpić, że na przykład z historii o zerwanych zaręczynach można wykrzesać coś intrygującego, ale Agatha Christie często trzyma coś w zanadrzu.

Czytaj dalej

Agatha Christie – A.B.C.


Autorka: Agatha Christie
Tytuł: A.B.C.
Tytuł oryginału: The ABC Murders
Tłumaczenie: Tadeusz Jan Dehnel
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 183

Otrzymywanie anonimowych listów zwykle nie kojarzy się z dobrymi wiadomościami, a gdy adresatem takowych jest Herkules Poirot, można być pewnym, że na horyzoncie pojawi się morderstwo. Tym razem sprawca z premedytacją ujawnia datę i miejsce kolejnych zbrodni, a dodatkowo wszystko wskazuje na to, że swoje ofiary dobiera w porządku alfabetycznym. Zaczyna się wyścig z czasem i próby schwytania niebezpiecznego szaleńca. Ten jednak zawsze jest dwa kroki przed policją, a poza rozkładem jazdy zostawianym przy zamordowanych, śladów jest niewiele.

Herkules Poirot razem ze swoim przyjacielem Arturem Hastingsem znajdą się oczywiście w centrum wydarzeń, a jeden z najsławniejszych detektywów nie odpuści, dopóki nie dopasuje wszystkich elementów tej tragicznej w skutkach układanki. Niczym psycholog zacznie tworzyć profil mordercy, pokazując, że nie liczy się jedynie kto, ale również dlaczego. Ta ostatnia informacja może się zresztą okazać kluczem do całej zagadki. Dla inspektora Crome’a prowadzącego sprawę, takie szczegóły jak motyw zabójstwa będą miały znaczenie drugorzędne. I chociaż zderzą się dwa podejścia do prowadzenia śledztwa, to cel będzie wspólny – powstrzymanie tajemniczego A.B.C.

Czytaj dalej

Agatha Christie - Morderstwo w Orient Expressie



Agatha Christie, Morderstwo w Orient Expressie [Murder on the Orient Express], tłum. Marta Kisiel-Małecka, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 264 strony.

Teoretycznie spotkałam się już raz z Agathą Christie, choć o bezpośrednim poznaniu nie do końca może być mowa. Jakiś czas temu czytałam „Pajęczynę”, która pierwotnie była sztuką teatralną stworzoną przez mistrzynię kryminałów, ale prozatorski kształt nadał jej Charles Osborne. Dopiero sięgając po „Morderstwo w Orient Expressie” miałam więc poczucie, że tym razem rzeczywiście zaczynam podróż z autorką, o której tyle słyszałam. I jak przez pierwsze kilkanaście stron nie do końca mogłam się wgryźć w całą powieść, tak wsiadając na kolejnej stacji nie byłam w stanie się już od niej oderwać. Ostatnie kartki natomiast przeczytałam z rozdziawioną buzią, raz po raz kiwając z uznaniem głową. O tak, myślę, że z Panią Christie zdecydowanie się polubimy. 

Detektyw Herkules Poirot miał spędzić w Stambule trochę czasu, ale nie było mu dane rozkoszować się widokiem takich zabytków jak Hagia Sofia. Otrzymał bowiem nagłe wezwanie powrotu do Anglii i w trybie przyspieszonym wsiadł do Orient Expressu, nie podejrzewając, że już tam czeka na niego sprawa do rozwiązania. Pan Ratchett, który w trakcie podróży prosił detektywa o ochronę, w niewyjaśnionych okolicznościach zostaje nocą brutalne zamordowany w swoim przedziale. Dwanaście ciosów nożem wskazuje, że ktoś chciał mieć absolutną pewność pozbycia się mężczyzny. Zabójca nie przewidział jednak, że pociąg utknie w śnieżnych zaspach, które zawężą krąg podejrzanych do osób znajdujących się w jednym wagonie. Poirot rozpoczyna więc śledztwo, w którym zeznania kolejnych pasażerów mają rzucić nieco światła na wydarzenia tragicznej nocy. Jak to jednak bywa w takich sprawach, z każdym kolejnym słowem jasnych punktów będzie coraz mniej, a czytelnik przestanie być pewny czegokolwiek. 

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy