Lluís Prats - Hachiko. Pies, który czekał

20.01.2023



Lluís Prats, Hachiko. Pies, który czekał [Hachiko. El perro que esperaba], tłum. Agnieszka Pohl, ilustr. Zuzanna Celej, Zaklęty Papier, 2019, 144 strony.

Przywiązanie zwierząt do ludzi zawsze mnie rozczulało i wydawało się momentami aż niewiarygodne. Pamiętam historię, opowiadaną mi przez mamę o kocie mojej babci, który wiedział, o której godzinie ta wraca z pracy i zawsze siadał wtedy na murku przed domem i na nią czekał. Teraz mam okazję obserwować jak mój pies Łatek, którego kilka lat temu przygarnęliśmy z narzeczonym ze schroniska, zbudował z nami więź i jak dużo czułości nam okazuje; jak biegnie do nas, kiedy się czegoś przestraszy lub coś mu dolega; jak bardzo cieszy się, kiedy wracamy do domu, chociaż nie było nas ledwie chwilę. I mimo że musimy mierzyć się z różnymi problemami, które są pozostałością jego dawnego życia, to i tak nie wyobrażam już sobie, że miało by go nie być. A piszę o tym wszystkim dlatego, że historia pewnego psa, o której dziś wam opowiem (lub przypomnę, bo pewnie wielu z was ją zna) to przykład oddania, które ściska ze serce.

Profesor Eisaburo Ueno ma niezwykle spokojne i uporządkowane życie, które w pewnym sensie zaburza (a może przeciwnie – czyni jeszcze lepszym?) pies rasy akita, który pojawia się w jego domu i któremu nadaje imię Hachiko. W krótkim czasie ich wzajemna relacja staje się tak bliska, że tych dwoje spędza ze sobą każdą wolną chwilę. Pies codziennie odprowadza mężczyznę na pociąg, a gdy ten wraca z pracy, już na niego czeka na stacji. Pewnego dnia jednak profesor się nie pojawia…



Jest coś ujmującego w wyobrażeniu sobie tych wszystkich spacerów, które Eisaburo Ueno odbywał ze swoim psem; tego jak tłumaczył mu świat, samemu czerpiąc radość z dostrzegania małych rzeczy; tego że te chwile spędzone razem miały tak dużą wartość i tak wiele zmieniały. Ta przyjaźń i pewność, że ma się obok siebie kogoś bliskiego, na kim można polegać (i działa to w obie strony) jest piękna.

Historia przedstawiona przez Lluísa Pratsa powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń, które rozegrały się w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. I dla mnie to tak naprawdę stanowi największą siłę tej książki. Wydaje mi się bowiem, że gdybym czytała ją tylko jako fikcyjną opowieść, to nie zrobiłaby ona na mnie aż tak dużego wrażenia. Wywołuje  sporo emocji, to na pewno, ale sama w sobie nie rozbiła mi serca na kawałeczki, może je tylko trochę pokiereszowała. Niezbyt obszerna, napisana w bardzo prosty sposób i z ładnymi ilustracjami Zuzanny Celej niewątpliwie ma swój urok, ale to fakt, że Hachiko naprawdę istniał i naprawdę czekał poruszała mnie najbardziej. Tak czy inaczej uważam, że przekucie tej niezwykłej historii w króciutką powieść to świetny pomysł na przypomnienie o psie, który kochał tak bardzo, że nie wyobrażał sobie, by jego pan miał kiedyś nie wrócić.   




  Garść cytatów:

Profesor Eisaburo nigdy, nawet kiedy odbywał praktyki na polach Kioto, niedaleko pałaców cesarskich i musiał radzić sobie z każdym rodzajem zwierzyny, nie spotkał się z takim, które go obserwowało, nie oczekując niczego, ale tym samym wydawało się, że oczekuje wszystkiego”. (s. 23)

Zobacz również

20 komentarze

  1. Co za niesamowita książka ?! Piękna, zachęcająca recenzja ! Ja w ogóle nie powinnam czytać recenzji ani też wchodzić do księgarni, bo wszystkie książki robią na mnie wrażenie i chcę przeczytać wszystkie. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa ♥
      A z tym czytaniem recenzji to doskonale rozumiem - mi także przez to nieustanie rozciąga się lista tytułów do przeczytania :)

      Usuń
  2. Mnie takie historie zawsze bardzo mocno wzruszają. Jej, nie zmoczyła ci się książka pzy robieniu tyh zdjęć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się spod niej odgarnąć śnieg, ale przyznaję, że delikatnie mokre krawędzie były :( Na szczęście nie został ślad :)

      Usuń
  3. Lubię książki które nie tylko się czyta, ale też odbiera sercem więc to coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta rzeczywiście coś takiego w sobie ma :) Szczególnie gdy pomyśli się o tym, że Hachiko istniał naprawdę ♥

      Usuń
  4. To musi być niesamowita książka i chętnie po nią sięgnę. Tym bardziej, że sama kiedyś miałam zwierzaka. Wprawdzie nie psa, ale kota, który był z nami bardzo związany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia rzeczywiście jest niesamowita, książka może nie aż tak totalnie, ale jednak potrafi ścisnąć za serducho :)

      Usuń
    2. W takim razie będę miała tę książkę na uwadze i możliwe, że dam jej szansę jak będę miała ochotę na tego typu historię.

      Usuń
  5. Bardzo chętnie przeczytam. Nie znam historii tego psiaka i jego pana, ale też uważam, że informacja o prawdziwości tej relacji, dodaje wszystkiemu innego smaku. Fikcyjnych historii tego typu o zwierzętach unikam, ale tym razem mam ochotę na lekturę, nawet ze świadomością, że nie musi mnie jakoś bardzo poruszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu mamy fabularyzowaną opowieść, w pewnym sensie na pewno częściowo będącą wizją autora (raczej bowiem nie wiem jak przebiegały rozmowy bohaterów), ale postaci są prawdziwe, więc ciekawie było po lekturze dowiedzieć się o nich więcej. I ta pozycja mnie do tego zdecydowanie zachęciła. I chętnie obejrzałabym też film, który powstał o Hachiko.

      Usuń
  6. Z ogromną ciekawością sięgnę po tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym ją przeczytać. Póki co chwilowo to ja w przeciągu półrocza straciłam psy. Myślę, że przy czytaniu musiałabym mieć paczkę chusteczek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam o tym psie! Przeszedł on do legendy, Japończycy postawili mu nawet pomnik. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytam :) Obserwuję https://millaalook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Historie o psach zawsze wywołują we mnie mnóstwo emocji :D

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy