Sarah Moss - Nocne czuwanie

11.03.2024



Sarah Moss, Nocne czuwanie [Night Waking], tłum. Paulina Surniak, Czwarta Strona, 2017, 486 stron.

Miałam gdzieś z tyłu głowy, że "Nocne czuwanie" to może być historia, która mnie poruszy. Takie przynajmniej zagnieździło się we mnie przeczucie, gdy kiedyś natknęłam się na nią w kilku miejscach. Znacie to? Czytacie gdzieś o jakiejś książce i w środku pojawia się taki impuls, który mówi wam, że koniecznie musicie zapisać ten tytuł, że to wszystko brzmi jak coś dla was. I czasami rzeczywiście okazuje się później, że poznana opowieść cudownie z wami rezonuje, wpisuje się w wasze doświadczenia lub po prostu trafia wam do serca. Bywa też jednak tak, że taka książka nie porusza was tak mocno, jak się tego spodziewaliście, chociaż czujecie, że kogoś innego może nie raz i nie dwa poważnie szarpnąć od środka. Cóż, ten drugi przypadek dobrze opisuje moje spotkanie z "Nocnym czuwaniem".

Być może Anna naprawdę myślała, że po przeprowadzce na szkocką wyspę będzie miała warunki, by skupić się na pisaniu swojej książki. Być może liczyła na to, że Giles nie będzie zostawiał jej z dziećmi na całe dnie, za pewnik biorąc, że ona się wszystkim zajmie. Być może on powinien widzieć więcej niż maskonury, których zmniejszającą się populację liczy, a może to ona przestała już próbować wymagać od niego większego wsparcia. Teraz Anna czuje tylko, że wszystko wymyka jej się z rąk, że nie wie już czego ma się złapać, aby nie upaść. Łapie się więc w pewnym sensie tajemniczej historii sprzed lat, którą przywołują znalezione w ogrodzie kości małego dziecka.

Gdzieś podskórnie spodziewałam się chyba powieści, która będzie przypominała na przykład te pisane przez Kate Morton - wciągająca tajemnica z przeszłości przeplata się z trudami teraźniejszości. I pozornie na "Nocne czuwanie" można by było tak spojrzeć, ale w rzeczywistości Sarah Moss stworzyła opowieść znacznie mniej porywającą, w której wprawdzie odkrywamy wydarzenia z XIX wieku, ale dzieje się to bardzo powoli i nie wzbudziło we mnie większych emocji. Na początku byłam jeszcze ciekawa jak to się rozwinie, ale później zrozumiałam, że ten wątek ma raczej poboczne znaczenie.



Tutaj bowiem na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie zmagania głównej bohaterki z macierzyństwem i nie bez powodu piszę "zmagania", bo ma się wrażenie, że Anna każdego dnia walczy o wiele rzeczy. O to, by zadbać o dwóch synów najlepiej jak potrafi, a jednocześnie znaleźć czas na pracę lub po prostu chwilę oddechu; o to, by zachować przytomność po wielogodzinnym nocnym czuwaniu; o to, by znaleźć cierpliwość w chwilach, gdy wszystko w jej wnętrzu krzyczy, że ma już dość; o poczucie, że nie jest najgorszą matką na świecie, szczególnie w momentach, kiedy przyznaje sama przed sobą, że nie lubi być matką. Szalenie dużo jest tu zmęczenia, frustracji i bycia na skraju wytrzymania.

I zdecydowanie uważam za ciekawe, że autorka w taki, a nie inny sposób to pokazuje, bo mam przeczucie, że w niektórych sytuacjach i emocjach siebie odnajdzie wiele kobiet. A przynajmniej tak się domyślam, bo nie ukrywam, że temat macierzyństwa nie jest mi bliski. I zastanawiam się czy właśnie dlatego nie przyszło mi łatwo, by się w tę powieść naprawdę mocno zaangażować, mimo że to właśnie ten wątek jeszcze mnie wyrywał z marazmu. Chyba wiec raczej sednem problemu był fakt, że cała reszta historii, w tym sposób jej poprowadzenia, zwyczajnie mnie nie porwały.

Dostrzegam w "Nocnym czuwaniu" siłę wynikającą ze zderzenia wyobrażeń o byciu rodzicem z rzeczywistością i ukazania jej w bardzo niepolukrowany, czasami wręcz budzący sprzeciw, sposób. Czy jednak prawdziwy? Tego ocenić nie potrafię, ale to był element, który potrafił mną na moment wstrząsnąć, wyzwolić różne emocje. Pewnie nie tak silne, jakie mógłby wzbudzić w kimś, kto ma podobne doświadczenia co bohaterka, ale jednak. Jednocześnie całość sprawiła, że miałam trochę wrażenie przedzierania się przez kolejne rozdziały, przy co jakiś czas rozbudzanej nadziei, że teraz już rzeczywiście poczuję się w kolejnych wydarzeniach naprawdę zaczytana. I były takie momenty, były chwile, kiedy przez kilkadziesiąt kolejnych stron byłam przy bohaterach i obserwowałam ich z zaintrygowaniem. A później znowu balonik pękał i przychodziło znużenie tą powieścią. Dostrzegam jej wartość, ale nie mogę napisać, żeby trafiła mi do serca w jakiś szczególny sposób. Tym razem więc przeczucie, że to coś dla mnie, trochę mnie zawiodło.


 Garść cytatów:

"Jeśli chodzi o dzieci , miłość nie wystarczy. Co za pech". (s. 170)

Zobacz również

10 komentarze

  1. Szkoda, że czujesz się zawiedziona lekturą. Ja raczej po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba spodziewałam się czegoś nieco innego, więc zachwytu nie było :) Ale mimo to nadal uważam, że to wartościowa lektura

      Usuń
  2. Szkoda, że jednak nie pojawiły się większe emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję :) Ale trudno jest zawsze trafiać idealnie, chociaż oczywiście tak by było najprzyjemniej

      Usuń
  3. A ja czuję się zachęcona do sięgnięcia po tę powieść, temat macierzyństwa mnie ciekawi, rozumiem znużone matki, interesuje mnie też bohaterka, która chce napisać książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam przeczucie, że mogłaby Cię zaciekawić, bo wiem, że lubisz bohaterki, których wewnętrzne przeżycia zajmują w książce dużo miejsca :)

      Usuń
  4. Po przeczytaniu recenzji mam mieszane uczucia, chyba jednak sobie odpuszczę :)
    https://apetycznie-klasycznie.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej się nie skuszę. Ten temat już mnie tak nie pochłania. Wystarczą mi artykuły, eseje, słowem krótkie formy. Ale cieszy mnie, że jakieś dawne tabu jest przełamywane i mówi się o tym ,że macierzyństwo to nie tylko radość.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy