Amanda Peters - Zbieracze borówek
18.04.2026Miałam przeczucie, że „Zbieracze borówek” to może być książka dla mnie i szybko okazało się, że ta historia rzeczywiście trafia w moje czułe struny, pozwala się zatrzymać w codziennym biegu i zatopić się w innej rzeczywistości. Po raz kolejny też przekonałam się, że chociaż uwielbiam, gdy książki mnie zaskakują, to są takie powieści, od których trudno się oderwać, mimo że większość wątków fabularnych jest od początku oczywista.
Joe przez lata będzie sobie wyrzucał, że to on był ostatnią osobą, która widziała małą Ruthie. Czy mógł zrobić cokolwiek, by jego młodsza siostra nie zniknęła? Sam był przecież dzieckiem, a okolice pola borówek wydawały się bezpieczne. Ten upalny dzień dla całej rodziny pochodzącej z plemienia Mikmaków stanie się punktem zwrotnym. Norma od zawsze czuła, że jej rodzice mają przed nią jakieś tajemnice, ale długo snuła jedynie domysły, z czasem zapominając jak realistyczne były jej sny z czasów dzieciństwa. Los przez dziesiątki lat zmusi są do czekania na odpowiedzi, wcale nie przygotowując jej jednak na prawdę.
Kiedy myślę o „Zbieraczach borówek” Amandy Peters widzę dziecięce buty w szafie z wsadzoną do jednego z nich skarpetkową lalką; widzę też dolara w portfelu, a gdzieś w oddali mgłę wiszącą nad jeziorem i dom z pomalowanymi ścianami; czuję zapach i ciepło ogniska, a innym razem smak pieczonych jabłek z masłem i cynamonem. To jedna z tych książek, gdzie sposób pisania i klimat sprawia, że można się przenieść w określone miejsca i towarzyszyć bohaterom w ich codzienności, mając wrażenie, że to się dzieje tu i teraz. A to jest uczucie, które w literaturze doceniam szczególnie, które sprawia, że nie szukam już wtedy zaskoczeń, nie rozkładam fabuły na czynniki pierwsze, bo oto powieść pozwoliła mi wejść do innego świata i być w nim. Podobne wrażenie pod tym kątem zrobiło na mnie swego czasu „Brzęczenie pszczół” Sofii Segovii.
Nie jest jednak też tak, że to, co dzieje się w życiu Normy i Joego nie jest ciekawe przez to, że raczej wiadomo jak to się wszystko zakończy. Mamy tu codzienność naznaczoną migrenami matki i poczuciem winy dziecka, a później dorosłej kobiety; mamy taką, w której własne wybory i buzujący pod skórą smutek, żal, a także gniew kładą się cieniem na całe życie, a kiedy przychodzi otrzeźwienie jest już za późno na wiele rzeczy. Jest też, zazwyczaj raczej w tle, ale czasem też na pierwszym planie, temat dyskryminacji i uprzedzeń.
Amanda Peters nie traktuje losów swoich bohaterów zero-jedynkowo, nie ocenia, nie feruje wyroków. Pokazuje raczej rzeczywistość, w której przeplatają się dobre chwile z tymi pełnymi bólu i że czasami zbaczamy z dobrych ścieżek, bo ludzie popełniają błędy, a miłość to nie remedium na wszystko i nawet ona musi się zderzać z przeszłymi traumami.
Piękny to debiut, utkany z takiej wrażliwości, jaką uwielbiam w książkach ♥
Garść cytatów:
„Los bywa podstępny. Lubi podrzucać nam wskazówki, by sprawdzić, czy będziemy je umieli ze sobą połączyć i nadać sens rzeczom, które do tej pory wydawały się go pozbawione”. (s. 78/79)
„W naszym domu była obecna miłość, tyle że żadne z nas nie miało pojęcia, co z nią zrobić”. (s. 83)
„Słowa, nawet te niewypowiedziane, mają niekiedy wielką moc”. (s. 101)
„Miejsce, podobnie jak osoba, nabiera nowego charakteru, gdy zamierasz je dogłębnie poznać”. (s. 114)
„Jednak przez całe lata, choćbym nie wiem jak bardzo się starała, nie udało mi się dostać do tej mitycznej przestrzeni, w której żyją historie, czekając na osobę, która je odnajdzie i nada im właściwą formę. Historie, które nosiłam w wyobraźni, ulatywały gdzieś pomiędzy myślą a papierem”. (s. 115)
~~♥~~Poniższy widget pokazuje miejsca, w których możesz kupić powieść „Zbieracze borówek”. Zawiera on linki partnerskie (afiliacyjne) - jeśli zdecydujesz się na zakup mogę otrzymać niewielką prowizję - dla Ciebie cena książki pozostaje bez zmian :)






0 komentarze
Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)