Małgorzata Musierowicz - Szósta klepka

Małgorzata Musierowcz, Szósta klepka, Nasza Księgarnia, 1977, 193 strony.

Nie tak dawno temu przy „Małomównym i rodzinie” spędziłam kilka miłych chwil, zaśmiewając się z poczynań rezolutnej Rzodkiewki i zatapiając się w pełnym ciepła klimacie książki. Drugie spotkanie z Małgorzatą Musierowicz okazało się jeszcze lepsze, a „Szósta klepka” ujęła mnie humorem, wyrazistymi bohaterami, pokręconymi wydarzeniami, mądrym przesłaniem i przede wszystkim rodzinną atmosferą, w której może pojawiają się kłótnie, ale koniec końców, gdy zajdzie taka potrzeba, wszyscy stają za sobą murem.

Można nieco oględnie stwierdzić, że fabuła powieści skupia się na szesnastoletniej Celestynie (Cesi/Cielęcinie), która mocno krytycznym okiem patrzy na swój wygląd i nie potrafi się odnaleźć w szkolnej rzeczywistości. Nikt na nią nie zwraca uwagi (a przynajmniej tak jej się wydaje), w domu wiele obowiązków spoczywa na jej barkach, a rodzina raz po raz wykręca jakiś numer. Taki opis wydaje się jednak zbyt zwyczajny, by oddać codzienność Żaków, w której dzieje się tyle, że nawet na chwilę nie ma szans na nudę.

Kilkuletni Bobcio rozpala ognisko w nocy na balkonie i zadaje niezliczoną ilość pytań; tato ekscytuje się odkryciami z dziedziny fizyki i opowiada o kwarkach czy innych kwantach; mama ze swoją artystyczną duszą rzeźbi jakieś dzieło; dziadek zaczytuje się w książce na kolejną literę, a Julia maślanymi oczami spogląda na swojego chłopaka i ani myśli o stosie naczyń w zlewie, które od wczoraj na nią czekają.  W tym ogólnym rozgardiaszu Cesia przegląda się w lustrze i wydaje się sobie tak zwyczajna, że aż bezbarwna. W szkole z powodu swojej nieśmiałości się nie wychyla, ale za to w domu niejednokrotnie tylko ona panuje nad sytuacją i potrafi zażegnać czający się za rogiem kryzys.

Główna bohaterka mimo mało oryginalnych dylematów wieku nastoletniego, nie wydawała mi się wcale typowa. Charakterna – taka zdecydowanie jest Cesia, a swoim uporem, ambicją i trzeźwym podejściem do wielu sytuacji zyskała moją sympatię. Z całą rodziną Żaków zresztą jakoś tak mimowolnie się zżyłam i z przyjemnością doprawioną nie raz i nie dwa rozbawieniem (a nawet głośnym śmiechem) spędziłam z nią trochę czasu. Małgorzata Musierowicz nie pokazuje ideałów – wręcz przeciwnie – każdy ma swoje za uszami i dzięki temu mamy okazję obserwować obrażone spojrzenia, zgryźliwe uwagi i pełne pasji kłótnie. Niezależnie od wszystkiego, czuje się też miłość, którą się obdarzają oraz widzi się otwartość na innych i pewnie dlatego tak łatwo przebywa się w takim towarzystwie.

Szósta klepka” zdecydowanie przypadła mi do gustu i już się cieszę, że przede mną jeszcze tyle tomów Jeżycjady, bo liczę na to, że dostarczą mi porządną dawkę humoru i (nie)zwyczajnej codzienności pełnej ciekawych wydarzeń i nietuzinkowych bohaterów.

Garść cytatów:

Z drobin powstaje całość, siły się sumują, jedno ziarnko prochu nic nie znaczy, wiele ziarnek prochu to materiał wybuchowy”. (s. 104)


Jeżycjada

Małomówny i rodzina | Szósta klepka | Kłamczucha | Kwiat kalafiora | Ida sierpniowa | Opium w rosole | Brulion Bebe B. | Noelka | Pulpecja | Dziecko piątku | Nutria i Nerwus | Córka Robrojka | Imieniny | Tygrys i Róża | Kalamburka | Język Trolli | Żaba | Czarna polewka | Sprężyna | McDusia | Wnuczka do orzechów

--------

Czytaj dalej

Małgorzata Musierowicz - Małomówny i rodzina

Małgorzata Musierowicz, Małomówny i rodzina, Kantor Wydawniczy SAWW, 1991, 188 stron.

Moja znajomość z książkami Małgorzaty Musierowicz miała raczej epizodyczny charakter – pamiętam, że kilkanaście lat temu coś jej autorstwa czytałam, ale dziś, chociaż bardzo się staram, nie mam pewności jaki był to tytuł (a może tytuły?) i poza ogólnym wrażeniem przyjemnie spędzonego czasu, z lektury zostało niewiele. Pomyślałam, że to dobry moment na powrót i poznawanie się od nowa. Na celownik wzięłam serię, która z Małgorzatą Musierowicz kojarzy mi się od razu i pewnie nie zdziwi Was, że o Jeżycjadzie tu mowa.

Małomówny i rodzina” w istocie początkowo do cyklu nie należał, ale dziś jest do niego zaliczany, więc to po ten tytuł sięgnęłam w pierwszej kolejności. Teoretycznie jest to też debiut autorki, ale w praktyce ja czytałam wydanie poprawione, w którym Małgorzata Musierowicz sama stwierdza, że po latach, mając taką możliwość, chciała dokonać poprawek, a w rezultacie książkę napisała na nowo. Tak czy inaczej swoją przygodę zaczęłam i już teraz cieszę się na kolejne spotkania z piórem polskiej autorki.

Rodzina Ptaszkowskich przeprowadza się do Śmietankowa, gdzie Maria, od kilku lat wdowa, ma podjąć pracę bibliotekarki. Trójka jej dzieci - nastoletni chłopcy Munio i Tunio oraz sześcioletnia Monika alias Rzodkiewka szybko odnajdą się w nowym otoczeniu, ale czeka ich znacznie większe wyzwanie niż pomoc w malowaniu ścian. Z ich nowym domem związana jest bowiem tajemnicza historia skarbu, który miał znaleźć poprzedni właściciel. Okazuje się, że są ludzie nadal zainteresowani jego zdobyciem i zrobią wszystko, by osiągnąć swój cel.

Fabuła w „Małomównym i rodzinie” nie jest specjalnie odkrywcza i większych zaskoczeń w trakcie czytania nie ma, ale są takie książki, gdzie nie przeszkadza mi to jakoś szczególnie. Czasami bardziej liczy się spędzanie czasu w towarzystwie nietuzinkowych bohaterów, humor i przyjemny klimat powieści, a te elementy zdecydowanie u Małgorzaty Musierowicz się znalazły. Było też kilka zgrzytów, ale z rodzaju tych, na które pewnie nie zwróciłabym specjalnej uwagi kilkanaście lat temu (czy dzieci rzeczywiście w taki, a nie inny sposób mówią, czyli kwestia naturalności niektórych dialogów albo czy to możliwe, żeby kurczak miał aż tyle cierpliwości), a dziś nie odebrały mi przyjemności czytania, więc przymknę na nie trochę oko (jak widać tylko jedno, bo jednak o nich wspominam).

Postaci w całej historii przewija się sporo, ale na pierwszy plan wysuwają się te dziecięce, mocno zajmując uwagę i wywołując niejednokrotnie salwy śmiechu. Z trójki rodzeństwa najmniej wyrazisty wydawał mi się Tunio, ale to też dlatego, że obok brata cytującego Mickiewicza i Szekspira oraz młodszej siostry biegającej z kurczakiem nazwanym Franio (vel Małomówny) trudno się wyróżnić. Rzodkiewka to dziewczynka, której poczynania z powodzeniem poprawiają humor – rezolutna, ciągle głodna (kulinarne porównania to jej specjalność) i szalenie uparta. Polubiłam ją od razu i wciąż uśmiecham się na myśl o niej.

Jest w „Małomównym i rodzinie” taki klimat, który pozwala oderwać się od tego, co dzieje się dookoła i spędzić przyjemnie trochę czasu, a to przypomina mi uczucia, które towarzyszą mi w czasie czytania książek Lucy Maud Montgomery. Nie zawsze jest idealnie, czasami coś nie do końca pasuje, gdzieś z powątpiewaniem kiwnie się głową, ale koniec końców chce się do tak napisanych książek wracać.

Garść cytatów:
Bardzo lubił tak wchodzić znienacka do pustej jeszcze biblioteki; miał uczucie, że wskutek jego nagłego wejścia właśnie cichną setki i tysiące głosów, szeptów i śmiechów, płynących z książek, które żyją sobie na półkach. (…) Pomyślał też, że biblioteka jest może najpiękniejszym wynalazkiem ludzkości. Po książce, rzecz jasna”. (s. 171)


Jeżycjada

Małomówny i rodzina | Szósta klepka | Kłamczucha | Kwiat kalafiora | Ida sierpniowa | Opium w rosole | Brulion Bebe B. | Noelka | Pulpecja | Dziecko piątku | Nutria i Nerwus | Córka Robrojka | Imieniny | Tygrys i Róża | Kalamburka | Język Trolli | Żaba | Czarna polewka | Sprężyna | McDusia | Wnuczka do orzechów

--------

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy