Matt Dinniman - Dungeon Crawler Carl

8.09.2026



Matt Dinniman, Dungeon Crawler Carl, tłum. Sara Manasterska, Czarna Owca, 2026, 536 stron.
Dungeon Crawler Carl, tom 1

Muszę od razu powiedzieć, że po fantastykę sięgam tylko okazjonalnie, po science-fiction jeszcze rzadziej, a z książkami litRPG właściwie nie miałam do czynienia wcale. A jeżeli chodzi o gry (bo to ich prawami rządzą się tego typu powieści) to wprawdzie sięgałam po takie, gdzie istotne było zbieranie doświadczenia i rozwój postaci, ale bliżej im było do symulatorów życia (nadal uwielbiam Harvest Moon: Back to Nature) niż klasycznych cRPG. A jednak postanowiłam przeczytać „Dungeon Crawler Carl” Matta Dinnimana i przekonać się czy to książka dla mnie.

W innej sytuacji Carl wkurzyłby się, że musiał w środku zimnej nocy wychodzić z domu i ściągać kotkę swojej byłej dziewczyny z drzewa. To jednak uratowało mu życie, chociaż nie raz będzie się później zastanawiał czy nie lepiej było zniknąć w sekundę niż stać się częścią kosmicznego reality-show w podziemnym Lochu, gdzie o poczuciu bezpieczeństwa może zapomnieć.



Domyślam się, że fabuła tej powieści brzmi co najmniej dziwnie i nietypowo, ale wyobraźcie sobie, że gracie w grę, w której musicie zdobywać punkty doświadczenia by zwiększać swoje umiejętności, walczycie z mniejszymi i większymi potworami, a od tego, jak dobrze wam idzie zależy przejście na kolejny poziom. Jak pójdzie źle to wiadomo - game over, ale taki nieodwołalny, że już nie da się zacząć od nowa. Do takiej rzeczywistości trafił dwudziestosiedmioletni Carl z kotką Królewną Pączuś i w tym niezwykłym duecie próbują nie dać się zabić.

Miałam z „Dungeon Crawler Carl” różne etapy i ta niecodzienna (to trzeba przyznać!) przygoda na początku podobała mi się bardzo, a później już trochę mniej. Zaczęło się od lekkiej fascynacji nowym gatunkiem, z którym nie miałam styczności. Świetne było to wrażenie wrzucenia w sam środek gry, „wyskakujące” okienka z informacjami, nieustanne potyczki postaci i coraz większa presja czasu, bo każdy poziom po kilku dniach ulega zawaleniu. Naprawdę dobrze się bawiłam przez jakieś dwieście stron i miałam nawet taką myśl, że może ta seria wciągnie mnie tak, jak kiedyś, lata temu „Igrzyska śmierci”. 



Tyle tylko, że z czasem ta cała formuła zdawała się trochę wyczerpywać i zaczęła mnie jednak nieco nużyć. Już nie czułam takiego silnego zaangażowania w kolejne wydarzenia, a emocje zdecydowanie opadły. Polubiłam Carla i Królewnę Pączuś, więc była we mnie ciekawość co też tam czeka na nich za rogiem, ale jednak brakowało mi w tym czegoś więcej. Nie mamy tu jakoś szczególnie rozbudowanych portretów psychologicznych bohaterów, a fabuła kręci się wokół podobnych elementów, zmienia się ewentualnie przeciwnik, więc trudno mi było czuć tę samą ekscytację, co na początku. 

Jest tu humor, jest rozrywka, jest niecodzienna forma, ale trochę biję się z myślami czy ta seria ma do zaoferowania coś więcej niż to, co już poznałam i co niestety w pewnym momencie zaczęło trącić powtarzalnością. Czy kolejne spotkanie poza zmianą poziomu i wrogów czymś mnie zaskoczy? Na razie mam w sobie jeszcze ochotę by to sprawdzić i być może po drugim tomie zdecyduję czy chcę być dalej częścią tej przygody.


Zobacz również

0 komentarze

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy