Oliver Burkeman – Szczęście. Poradnik dla pesymistów

06.07.2017


Oliver Burkeman, Szczęście. Poradnik dla pesymistów [The Antidote], tłum. Katarzyna Mojkowska, MUZA, 2017, 256 stron.

Nie jestem pesymistką. Skoro mamy to wyznanie za sobą, to teraz pojawia się pytanie, czy książka Olivera Burkemana to był sensowny wybór. Byłam jej ciekawa, bo chociaż nie sięgam zbyt często po poradniki, to lubię zagłębiać się w nieszablonowe odsłony wielokrotnie poruszanych tematów. A o szczęściu napisano już tak wiele (i ileż recept na bycie szczęśliwym powstało!), wiążąc je najczęściej z optymistycznym podejściem do życia, że trudno było mi sobie wyobrazić, że ktoś mógł pójść w zupełnie innym kierunku. Negatywna droga do szczęścia? Cóż, brzmi intrygująco.

Nie da się ukryć, że Oliver Burkeman kpi sobie nieco z wszechobecnego w ostatnich latach kultu optymizmu. Trzeba jednak przyznać, że poza ironicznymi uwagami stara się też poddać analizie niektóre związane z nim hasła i wskazówki, pokazując, że w skrajnej postaci może bardziej szkodzić niż pomagać. To jednak, że we wszystkim warto zachować umiar nie jest niczym odkrywczym, a fakt, że zamykanie się na negatywne uczucia i wydarzenia, które są częścią naszego życia, nie prowadzi wcale do spokoju ducha, można odkryć samodzielnie. Autor idzie jednak o krok dalej i próbuje wskazać ścieżkę, na której pomaga wyobrażenie sobie najgorszego możliwego scenariusza wydarzeń, brak skupienia się na mocno wyśrubowanych celach, zaprzestanie walki z niepewnością i polubienie jej, nieszukanie poczucia bezpieczeństwa za wszelką cenę, wyciąganie wniosków z porażek i zdawanie sobie sprawy z własnej śmiertelności.


Oliver Burkeman tak naprawdę wcale nie stworzył poradnika, a przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej zwykliśmy je sobie wyobrażać. Zresztą z takich, które sugerują, że realizacja pewnych punktów zapewni nam określony efekt raczej sobie drwi. Jego książka to bardziej zmierzające w różnych kierunkach rozważania, w ramach których dzieli się swoimi doświadczeniami, sięga do naukowych materiałów, odwołuje się do słów filozofów (i nie tylko), a wszystko po to, by pokazać, że to, czego najczęściej staramy się unikać, wcale nie musi być przeszkodą w byciu szczęśliwymi.

Kierunek tych myśli bywa niebanalny, ale tak naprawdę nie czuję, żeby lektura tej publikacji pobudziła mnie do jakichkolwiek zmian. Może nie taki był jej cel, ale tak czy inaczej Oliver Burkeman nie sprawił, że cokolwiek w moim życiu uległo jakiemuś przewartościowaniu. Interesowały mnie fragmenty, w których autor pisał o swoich doświadczeniach – to wówczas odchodził on od momentami męczącego teoretyzowania na rzecz pisania o konkretnych wydarzeniach czy spotkaniach z ciekawymi ludźmi, którzy dokładali swoją cegiełkę do nietuzinkowego (tego odmówić nie sposób) spojrzenia na szczęście. Opisy ciekawych eksperymentów naukowych, pochylenie się nad tragiczną w skutkach ekspedycją na Everest z 1996 roku – to były te momenty, kiedy czułam się żywo książką zainteresowana. Nie czuję więc, żebym zmarnowała na ten tytuł niepotrzebnie czas, bo kilku rzeczy się dowiedziałam i na kilkoma zastanowiłam, ale z drugiej strony nie uważam, że straciłabym coś naprawdę przełomowego, gdybym tej książki jednak nie przeczytała.


  Garść cytatów:

Mamy skłonność do tego, by pamiętać uczucie szczęścia z przeszłości o wiele częściej, niż świadomie je odczuwać w czasie teraźniejszym”. (s. 17)

Niepewność jest miejscem, w którym dzieją się rzeczy. To tutaj czekają możliwości – sukcesu, szczęścia, prawdziwego życia”. (s. 122)

Budujemy zamkowe mury, by trzymać wroga z dala od siebie, ale to właśnie budowanie murów sprawia, że wróg budzi się do życia”. (s. 174)

~~*~~
Za książkę dziękuję wydawnictwu MUZA.

Zobacz również

10 komentarze

  1. Po poradniki sięgam wyłącznie wtedy, gdy potrzebuję skoncentrowanej wiedzy na jakiś temat. Na widok tego tylko lekko się uśmiecham, poznanie jego treści jakoś mnie nie ciągnie, mimo że jestem pesymistką, więc to teoretycznie książka dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To stosunkowo ciekawa publikacja, ale jakoś specjalnie nie namawiam do lektury, bo i zachwytu nią we mnie nie ma :)

      Usuń
  2. Książka ma chwytliwy tytuł. Jako pesymistka od razu zwróciłam na niego uwagę, mimo że nie lubię poradników. I fakt, że to nie jest typowy poradnik na pewno działa na korzyść publikacji, ale z drugiej strony, skoro tekst nie wnosi niczego przełomowego i nie motywuje do zmian to chyba nie będę go szukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą zastanawiam się czy autor był zadowolony z użycia słowa poradnik w tłumaczeniu tytułu, bo ma do nich raczej mało optymistyczny (że tak to ujmę) stosunek :)

      Usuń
    2. Podejrzewam, że w takiej sytuacji pewnie nie był zadowolony, dopadła go ironia losu :P

      Usuń
  3. Hmm to raczej kiepsko, jeśli publikacja nie natchnęła Cię do zmian. Raczej nie zajrzę do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dlatego Wiolu, że raczej staram się zachowywać równowagę na co dzień - nie działa na mnie hurrra optymizm, ale też nie do końca odpowiada mi kierunek, który proponuje autor. Jest tam kilka wartych uwagi wskazówek, ale nic na tyle nowego, żebym zmieniała coś w swoim życiu :)

      Usuń
  4. Też nie jestem pesymistką, ale czasem sięgam po różnego rodzaju poradniki. Ten raczej nie zachęca, jeśli nie motywuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Gosiu nie zmotywował - to fakt :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy