Zygmunt Miłoszewski - Domofon
15.01.2026Z ciekawości sprawdziłam od kiedy miałam w planach przeczytać „Domofon” i wygląda na to, że dodałam go sobie do listy już w 2013 roku. Od tego czasu w ręce wpadły mi inne książki Zygmunta Miłoszewskiego, a konkretnie trylogia kryminalna z Teodorem Szackim w roli głównej, która bardzo mi się podobała. I gdy teraz o tym myślę, to cieszę się, że swojej przygody z autorem nie zaczęłam od jego debiutu powieściowego, bo mogłabym się później zastanawiać czy na pewno chcę kontynuować tę znajomość. Nie zrozumcie mnie źle - „Domofon” ma swoje plusy i były chwile, kiedy słuchałam go z zainteresowaniem, ale w pewnym momencie poczułam się tą historią mocno zmęczona i trochę jednak rozczarowana.
Warszawskie blokowisko dla Agnieszki i Roberta ma być nowym początkiem, ale początek okazuje się dosyć makabryczny. Może tragedia nie dotyka ich bezpośrednio, ale jednak facet z odciętą przez windę głową budzi grozę. A to tak naprawdę dopiero preludium dziwnych wydarzeń, które sprawią, że żaden z mieszkańców nie będzie mógł czuć się bezpieczny.
Zaczęło się dosyć ciekawie, bo raz, że akcja osadzona w bloku wydała mi się czymś nietuzinkowym, a dwa że intrygowało mnie do czego zmierzają kolejne, niepokojące zresztą, wydarzenia. Nie czułam może szczególnego przywiązania do bohaterów (prym wiedzie tu dziennikarz Wiktor, zmagający się z alkoholizmem, młody chłopak Kamil, który niespecjalnie dogaduje się z rodzicami i wspomniana wcześniej Agnieszka), ale to mi nie przeszkadzało, by obserwować jak radzą sobie z coraz bardziej gęstniejąca atmosferą.
Problem w tym, że w pewnym momencie miejsce napięcia zastąpiło u mnie znużenie i poczucie, że wszyscy kręcą się w kółko. Fabuła przestała mnie intrygować, bo jej kierunek jakoś do mnie nie przemawiał i coraz więcej elementów wydawało mi się przerysowanych. Miałam wrażenie jakbym miała do czynienia z horrorem klasy B, który nawet miał potencjał, by wskoczyć wyżej, ale ostatecznie czegoś ewidentnie zabrakło. Mogłabym napisać, że zakończenie mi to wynagrodziło, ale chociaż kilka jego elementów i drobnych zaskoczeń mi się podobało, to jednocześnie pod innymi względami było dla mnie przesadzone.
Pamiętam, że kiedy dodawałam „Domofon” do listy czytelniczej towarzyszyło mi przekonanie, że to powieść bardzo w moim klimacie i byłam przekonana, że mi się spodoba. I cóż, albo przeczucie mnie zawiodło, albo może po prostu po tylu latach, które minęły od tamtego momentu, szukam już w książkach czegoś innego.




0 komentarze
Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)