Emma Stonex – Latarnicy

11.01.2022

 Emma Stonex, Latarnicy [The Lamplighters], tłum. Agata Ostrowska, Echa, 2021, 368 stron.

Wytłumaczeń teoretycznie można wymyślić wiele, ale pewności nie ma żadnej. Trzech latarników nagle zniknęło bez śladu ze znajdującej się na morzu latarni. Zamknięte od środka drzwi, zegary zatrzymane na tej samej godzinie, wnętrze wyglądające jakby nic się nie stało, ze stołem przygotowanym do posiłku, w dzienniku opisany sztorm, którego nie było. Przez dwadzieścia lat powstało mnóstwo wersji tego, co właściwie stało się w 1972 roku na Maiden Rock. Dla wielu to swoista ciekawostka turystyczna, nad którą można podyskutować ze znajomymi, ale są osoby, którym ta tajemnica wywróciła do góry nogami całe życie.

Dan Sharp, autor powieści przygodowych, postanawia napisać książkę o tych wydarzeniach, ale co ciekawe na przestrzeni całej książki Emma Stonex trzyma go właściwie w cieniu. Jego pytania w trakcie rozmów nie wybrzmiewają głośno, chociaż po odpowiedziach (a bardziej monologach) rozmówców można się ich domyślać. Ciekawy zabieg, który po pierwsze budził we mnie zaintrygowanie, a po drugie – i to chyba kluczowe – pozwolił spojrzeć na wydarzenia w Maiden oczami tych, których dotknęły one bezpośrednio. 



Helen, Jenny, a później także Michelle – to te trzy kobiety dzielą się swoimi wspomnieniami, które po dwudziestu latach mogłyby się przykurzyć i zblaknąć, ale zdaje się jakby nadal były tak samo żywe. Kobiety latarników czekające na nich na lądzie. Każda z nich ma swój bagaż, który dźwiga, każda nieco inaczej patrzy na zniknięcie mężczyzn. Musi minąć sporo czasu, muszą puścić pewne tamy, żeby ta historia kawałeczek po kawałeczku zaczęła składać się jedną całość, by opadła mgła tajemnicy. 

Wydawałoby się, że wszystko szybko rozjaśnią retrospekcje, w trakcie których mamy okazję być z Arthurem, Billem i Vincem na latarni przed ich zniknięciem i które swoją drogą przejmująco pokazują codzienność w takim odciętym od lądu miejscu. Tyle tylko, że nie ma łatwych odpowiedzi, a Emma Stonex zadbała o to, żeby w trakcie lektury pojawiło się co najmniej kilka możliwych scenariuszy. I kiedy wydawało mi się, że już wszystko wiem, przekonałam się, że ta zagadka jest jak morze – w jednej chwili pewne i spokojne, w drugiej wzburzone i zupełnie nieprzewidywalne.



Wbrew pozorom to nie jest historia, w której najbardziej liczy się napięcie związane z tajemniczym zniknięciem trzech latarników. Towarzyszyło mi cały czas zaintrygowanie tym wątkiem, ale dosyć szybko zrozumiałam, że to bohaterowie i ich zmagania z podjętymi decyzjami, niewypowiedzianymi słowami, trudnymi doświadczeniami, niespełnionymi oczekiwaniami są tutaj kluczem. Kluczem do spojrzenia na życie, w którym tak wiele jest samotności, zagubienia w swoich myślach i jednocześnie potrzeby bliskości, zrozumienia i akceptacji. Emma Stonex stworzyła opowieść, która przepełniona jest trudnymi emocjami, ale w takim wydaniu, które szczególnie doceniam – bez wskazywania czytelnikowi wprost, co powinien teraz czuć i jak patrzeć na bohaterów.

Ten melancholijny klimat „Latarników” różnie może podziałać na czytelników i jestem pewna, że nie każdy się w nim odnajdzie. Były chwile, kiedy czułam się nim trochę przytłoczona i wtedy inne elementy tej opowieści, które tak mi się podobały, nieco bladły. Im dłużej jednak się nad tym zastanawiam, tym bardziej czuję, że to jedna z tych historii z duszą, gdzie mniej liczy się łatwe wywieranie określonego wrażenia, a bardziej otworzenie drzwi do rzeczywistości, w której nie wszystko jest porywające, ale za to zdecydowanie prawdziwe i trafiające do serca. 





  Garść cytatów:

(…) w końcu pisarz może sobie wyobrazić uczucie straty.
Ale czy na pewno? Helen była dość sceptyczna, czy rzeczywiści uda mu się wyobrazić sobie niewyobrażalne. Dla niej to uczucie było spadaniem. Nieważkością. Niedowierzaniem. Czekaniem, aż ktoś ją złapie, ale nikt nie łapał (…)
(s. 32)

Wydaje mi się, że dobrze jest pozbierać to, co nam chodzi po głowie i zapisać na kartce, bo wtedy można się temu przyjrzeć i okazuje się mniejsze, niż się wydawało”. (s. 137)

W życiu wydarzają się różne rzeczy, spadają jak grom z jasnego nieba, w zwyczajny czwartek, kiedy akurat wychodzisz z wanny. Bez żadnego ostrzeżenia. Te wszystkie rzeczy, którymi się zamartwiamy, nigdy się nie zdarzają. A przynajmniej nie w taki sposób, jak się o tym myśli”. (s. 285)

~~*~~
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Echa.

Zobacz również

12 komentarze

  1. Może się skuszę, jeszcze się zastanowię... bardzo ładne wydanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wydanie jest przepiękne :) Na zdjęciu nie udało się tego ująć, ale ma takie ładne złocenia :)

      Usuń
  2. Nie mam obecnie ochoty na takie melancholijne klimaty, ale ogólnie nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nic na siłę :) Nieodpowiedni moment potrafi odebrać przyjemność z lektury.

      Usuń
  3. Na ten moment nie mam nastroju na czytanie książek w podobnym klimacie, ale będę miała ją na uwadze w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taką powieść faktycznie trzeba mieć odpowiedni nastrój :)

      Usuń
  4. Nie znam tej książki, ani wydawnictwa, w którym została wydana, ale postaram się nadrobić braki w tej kwestii, gdyż widzę po Twojej recenzji, że warto sięgnąć po ,,Latarników''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyrysiu, Wydawnictwo Echa to imprint Czarnej Owcy :) Książkę zdecydowanie polecam!

      Usuń
  5. Powiem Ci, ze bardzo mnie zaciekawiłaś. Muszę przeczytać, nawet jak zacznie przytłaczać to wezmę inny tytuł i jakoś ogarne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, warto spróbować :) Jak Ci nie podejdzie to trudno, ale może akurat poczujesz się zaintrygowana.

      Usuń
  6. Książka wydaje interesująca, chyba najbardziej ze względu na miejsce, w którym się rozgrywa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest - klimat miejsc autorka bardzo plastycznie uchwyciła :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy