Kuferek wspomnień - Przygody Trzech Detektywów


Pierwsze zagadki kryminalne rozwiązywałam ramię w ramię młodymi detektywami – bohaterami serii książek Przygody Trzech Detektywów. Jupiter Jones, Pete Crenshaw i Bob Andrews byli tymi, którzy wprowadzali mnie w tajniki fachu, a chociaż na wiele lat nasze drogi jakoś się rozeszły, to pojawił się moment, w których chciałabym i sobie i Wam o nich przypomnieć (ewentualnie opowiedzieć tym, którzy o nich nie słyszeli). Przeżywałam niezapomniane przygody z tą trójką nastolatków, których pomysłów nie powstydziłby się wprawny (i dorosły) detektyw, a kolejne książki pochłaniałam w zastraszającym tempie. Przyznaje, że dziś bardziej niż fabułę większości z nich (poza drobnymi przebłyskami) kojarzę tytuły i okładki, ale nadal dobrze pamiętam przyjemność z jaką rozwiązywałam pierwsze kryminalne zagadki.

Pewnie nie będzie to jakimś wielkim odkryciem (chociaż sama dawniej nie miałam o tym pojęcia), ale mimo iż okładki sugerują (nie we wszystkich wydaniach), że to Alfred Hitchcock napisał poszczególne historie, książki są jedynie sygnowane jego nazwiskiem, a autorów poszczególne tomy serii miały wielu. Za twórcę postaci Jupitera, Pete’a i Boba, który postawił przed nimi pierwsze detektywistyczne wyzwania, uznawany jest Robert Arthur (napisał między innymi „Tajemnicę srebrnego pająka” o której szerzej będzie mowa niżej). Trzech Detektywów ożywało także dzięki pisarskim umiejętnościom między innymi Williama Ardena, Mary Virginii Carey, Dennisa Lyndsa, Marca Brandela i Nicka Westa. Swój udział mieli tu również polscy autorzy – Krystyna Boglar oraz Aleksander Minkowski. Warto wspomnieć, że Alfred Hitchcock poza miejscem na okładce, pojawia się często także w samych historiach - jako jeden z bohaterów – przyjaciel młodych detektywów.

Chłopcy swoją siedzibę mają w Kalifornii, ale nie raz i nie dwa wyruszają w zupełnie inne rejony kraju (i nie tylko!), by zmierzyć się z kolejną zagadką. Ich Kwatera Główna to znajdująca się w na terenie składu złomu przerobiona przyczepa kempingowa, dostosowana do potrzeb zdolnych detektywów. Miejsce to jest oczywiście skrzętnie zakamuflowane, tak aby nikt niepowołany nie mógł do niego trafić. O tym, że Jupiter, Pete i Bob poważnie traktują rozwiązywanie zagadek świadczy chociażby posiadanie profesjonalnej wizytówki. O takiej:


Każdy z trójki detektywów jest inny, ale wszyscy budzą sympatię i pamiętam jak przyjemnie przebywało mi się w ich towarzystwie. Podziwiałam Jupitera za jego zdolności dedukcyjne i umiejętność dowodzenia, Peta za oddanie przyjaciołom, siłę i wysportowanie, a bez Boba wiele akcji na pewno nie zakończyłoby się powodzeniem – to jego dbałość o całą dokumentację i analizy często stanowiły klucz do sukcesu. Chłopcy nie zawsze się ze sobą zgadzają, ale razem tworzą zespół, który potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji.

Chciałabym, aby Kuferek wspomnień był nie tylko sentymentalną podróżą w przeszłość (czasem daleką, innym razem nieco bliższą), ale również okazją do ponownego spotkania z dawnymi bohaterami. Wybrałam się więc do biblioteki i spośród naprawdę wielu tytułów wybrałam dwa, przy których postanowiłam cofnąć się w czasie o kilkanaście lat. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że książki z tej serii są o wiele cieńsze niż zapamiętałam – naprawdę wydawało mi się, że miały średnio po około dwieście-trzysta stron, a w rzeczywistości większość z nich oscyluje bliżej stu. Niezrażona jednak w żaden sposób, miałam nadzieję, że historia i tak mnie wciągnie, i pozwoli przypomnieć sobie dawne emocje, nawet jeśli niekoniecznie tak samo intensywne jak kiedyś.

Tajemnica srebrnego pająka
Alfred Hitchcock [Robert Arthur], Tajemnica srebrnego pająka [The Mistery of the Silver Spider], tłum. Anna Iwańska, Siedmioróg, 1995. Liczba stron: 88

Samochód, którym jadą Jupiter, Pete i Bob omal nie zderza się z innym, którego kierowca wychodzi z założenia, że nie musi przestrzegać przepisów drogowych. Okazuje się, że w środku znajduje się książę Djaro – przyszły władca europejskiego państwa o nazwie Warania. Zawarta wówczas między chłopcami znajomość sprawia, że detektywi otrzymują zaproszenie do królewskiego pałacu. Ich wizyta nie będzie jednak czysto przyjacielska, bo ktoś ewidentnie chce przeszkodzić w koronacji księcia. Szybko okaże się, że srebrny pająk ma o wiele większe znaczenie dla całej historii niż mogłoby się wydawać.

Pierwsze spotkanie po latach z trójką detektywów i miałam wrażenie jakbym wracała do bohaterów, którzy tylko na chwilę zniknęli gdzieś z pola widzenia. To z nimi przecież przeżywałam pierwsze kryminalne przygody i niezwykle łatwo było mi, nawet po tak długim czasie, przyłączyć się do tej zgranej ekipy w poszukiwaniu nowych przygód i wrażeń. Wprawdzie żeby poznać ich naprawdę dobrze nie wystarczy przeczytanie jednej książki z tej serii, ale sympatię można poczuć od razu.

Akcja pędzi naprawdę szybko, a chociaż cała historia mieści się na niespełna dziewięćdziesięciu stronach to nie sposób się w nią nie wciągnąć. Nie mamy okazji się nudzić, bo kolejne wydarzenia następują w zawrotnym tempie – w jednej chwili przyjechaliśmy z bohaterami do Waranii, w drugiej jesteśmy już w samym środku pałacowej intrygi. W tym wszystkim znalazło się miejsce na uchylenie rąbka historii tego europejskiego (choć w istocie fikcyjnego) państwa, by czytelnik mógł szerzej spojrzeć na to, jak duże znaczenie mają dla mieszkańców pająki.

Jedynym problemem jest sama zagadka, bo o ile część dotycząca srebrnego pająka skonstruowana została całkiem zmyślnie, to już w kwestii osób chcących nie dopuścić do koronacji liczyłam na jakieś zaskoczenie. Zabrakło mi tutaj jakiegoś przetasowania, które by trochę zmieniło bieg wydarzeń.

Tajemnica „Śmiertelnej pułapki”
Alfred Hitchcock [M.V. Carey], Tajemnica "Śmiertelnej Pułapki" [The Mistery of Death Trap Mine], tłum. Anna Iwańska, Siedmioróg, 1996. Liczba stron: 102

Tym razem chłopcy w poszukiwaniu tajemnicy (a oficjalnie w celu pracy przy przycinaniu choinek) trafiają do niewielkiego miasteczka Twin Lakes. W całą sprawę tak naprawdę zostają wmanewrowani przez rezolutną i co tu dużo mówić nieco upierdliwą Allie. Dziewczyna jest przekonana, że jeden z mieszkańców, na którego ma dobry widok z okna swojego domu, zachowuje się zdecydowanie podejrzanie. Wesley Thurgood (bo o nim mowa) – milioner i biznesmen, po latach wrócił w rodzinne strony i dokonał zakupu od dawna niedziałającej kopalni nazywanej „Śmiertelną pułapką”. Szybko się okaże, że to miano idealnie do niej pasuje - w jednym z szybów odkryte zostaną zwłoki mężczyzny.

Akcja rozkręca się tu w wolniejszym tempie niż w przypadku „Tajemnicy srebrnego pająka”, ale nie oznacza to, że nic się nie dzieje. Trzej Detektywi mają ręce pełne roboty i uwierzcie mi – większość ich zajęć nie ma wiele wspólnego z przycinaniem drzewek. Będą wytężać swoje umysły, analizować fakty, sięgać do przeszłości, nawiązywać kontakty – wszystko po to, by odkryć co tak naprawdę dzieje się w znanej w całym miasteczku kopalni. I chociaż na specjalnie szeroką charakterystykę postaci niespecjalnie możemy liczyć, to już w miejscach i wydarzeniach opisywanych w książce łatwo się odnaleźć. O bohaterach mówią bardziej ich działania i to one pozwalają wypracować sobie na ich temat określone zdanie.

Bardziej przypadła mi tym razem do gustu zagadka, przede wszystkim dlatego, że jej rozwiązanie składało się z większej ilości elementów. Więcej wątków, szerzej poprowadzona intryga i zakończenie, które pod pewnymi względami może zaskakiwać – nie we wszystkich punktach, ale w kilku – owszem.

~~*~~

Z serią o Trzech Detektywach kojarzy mi się odrobinę ta stworzona przez Rafała Kosika, pewnie dlatego, że u polskiego autora również występuje trójka młodych bohaterów rozwiązująca różne zagadki, a lektura jednej z jego książek („Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka” – całkiem dobra swoją drogą) obudziła we mnie mimowolne wspomnienia o cyklu sygnowanym nazwiskiem Hitchcocka. Wprawdzie zanim postanowiłam coś z tymi wspomnieniami zrobić, minęło trochę czasu, ale na szczęście ten moment wreszcie nastąpił. To był przyjemny powrót, a fakt, że samych książek nie czytałam już z wypiekami na twarzy, a kryminalne zagadki nie są już tak tajemnicze i nieprzewidywalne jak kiedyś, nie przeszkadzał mi się z niego cieszyć. 

 --------
Autorem rysunków wykorzystanych w pierwszym zdjęciu jest Harry Kane - jeden z ilustratorów serii.

Czytaj dalej

Joseph Delaney - Zemsta Czarownicy

Joseph Delaney, Zemsta Czarownicy [The Spook’s Apprentice], tłum. Paulina Braiter, Jaguar, 2007. Liczba stron: 300

Nie sięgam zbyt często po fantastykę –  to fakt. Nie jestem do powieści z tej dziedziny uprzedzona, bo zdarzało mi się coś czytać (w ostatnim czasie na przykład książki Jima Butchera) i były to doświadczenia w większości pozytywne. W czym więc tkwi problem? Zazwyczaj po prostu nie czuję się zaintrygowana takimi tytułami i brakuje mi impulsu, żeby po nie sięgnąć. Zdarzają się oczywiście wyjątki, gdy w głowie niczym iskra (chociażby za sprawą przekonującej recenzji) pojawia się myśl, że ta historia może mnie naprawdę wciągnąć i warto poświęcić jej czas. Tak było w przypadku „Zemsty Czarownicy” Josepha Delaney’a, będącej pierwszym tomem cyklu „Kroniki z Wardstone.”

Tom ma dopiero trzynaście lat, ale przyszedł czas, by stał się mężczyzną. Jako siódmy syn siódmego syna ma opuścić Hrabstwo i stać się uczniem stracharza, który nauczy go fachu. W pewnym uproszczeniu to taki gość, który zajmuje się ochroną gospodarstw i całych wiosek przed zakusami złych bestii – czarownic, boginów, widm i wszystkim, co zwykłym ludziom nie daje spokoju. Zajęcie to niewdzięczne bo budzi strach i raczej nie czyni bohaterem, którego wita się z otwartymi ramionami. Samotność i groza – z tym przede wszystkim musi mierzyć się stracharz, a nastoletni Tom zupełnie nie jest na to gotowy.

Łatwo nie będzie, tym bardziej, że mistrz Gregory nie ma zamiaru pobłażać chłopcu i podda go niejednej próbie. Kolejne znajdą go same. Wzgórze Wisielców czy nawiedzony dom nie są miejscami, w których chcielibyście się znaleźć mając trzynaście lat. Prawdę mówiąc, sama raczej w żadnym wieku nie chciałabym ich odwiedzić. Tom będzie drżał z przerażenia i ogromnie tęsknił za domem, ale zajęcie stracharza wydaje się być jego przeznaczeniem, z którym chce czy nie – musi się mierzyć. A jeśli wczujemy się w jego sytuacje to i nam udzieli się niepewność jutro i strach przed tym, co skrywa mrok.

Gregory jako mistrz prezentuje się tak, jak można się tego spodziewać – broda, laska, długi płaszcz, a chociaż w całej historii odgrywa dużą rolę, to nie do końca byłam w stanie go rozgryźć. Dużo bardziej ciekawiła mnie Alice – dziewczyna w szpiczastych trzewikach, aspirująca do miana bohaterki niejednoznacznej i skrywającej więcej niż jedną tajemnicę.

Nie wiem na ile powieść ta trafi do czytelników, którzy z taką prozą mają do czynienia częściej niż ja, ale Joseph Delaney to autor wart uwagi. Pisze prostym, ale sugestywnym językiem, dzięki czemu przez kolejne strony „Zemsty Czarownicy” dosłownie się płynie, a jednocześnie nie jest to podróż bezmyślna, bo niesie ze sobą żywe obrazy i garść ciekawych wrażeń. Czytając, wyraźnie widziałam na przykład dom stracharza i jego ogród (w którym niejedno może Was zaskoczyć), a i pozostałe opisywane miejsca przybrały konkretny kształt w mojej wyobraźni.

Brakowało może w tym wszystkim jakichś wielkich przeżyć, a kolejne wydarzenia nie zawsze równie mocno do mnie przemawiały, ale na pewno doceniam umiejętność autora do snucia opowieści, w której z przyjemnością się zatapiałam. Czuję wprawdzie pewien niedosyt, ale z rodzaju tych, które sprawiają, że ma się ochotę na więcej. Jestem więc pewna, że po kolejne tomy cyklu sięgnę, licząc na to, że historia Toma wciągnie mnie jeszcze bardziej – na tyle mocno, żebym nie chciała opuszczać rzeczywistości i bohaterów stworzonych przez Josepha Delaney’a.

Garść cytatów: 

„(…) nigdy nie wiadomo, do czego jesteśmy zdolni, póki nie spróbujemy.” (s. 299)


Zemsta Czarownicy | Klątwa z przeszłości | Tajemnica Starego Mistrza | Wiedźmi spisek | Pomysła Stracharza | Starcie demonów | Koszmar Starcharza | Cień przeznaczenia | Jestem Grimalkin | Krew Stracharza | Wijec | Alice

 --------

Czytaj dalej

Plany czytelnicze 3/2015

W najbliższym czasie zaczytywać się będę w tych książkach:


1. Richard Paul Evans - Papierowe marzenia. O książkach autora sporo słyszałam, a że trafiła się okazja, to postanowiłam poznać jego pióro.

2. Joseph Delaney - Zemsta Czarownicy. Tak, to ten czarny grzbiet w stosie. A wszystkiemu winna jest Magda, która tak sugestywnie tę książkę zachwalała, że grzecznie powędrowałam do biblioteki i przytargałam do domu egzemplarz. :)

3. Stephen King - Dolores Claiborne. Kolejny etap na drodze poznawania autora. Ostatnie spotkanie ("Lśnienie") było baaaardzo udane, więc mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę.

4. Carlos Ruiz Zafón - Pałac Północy. Faza na Zafóna trwa w najlepsze!

5. Lucy Maud Montgomery - Ania z Szumiących Topoli. To już swego rodzaju tradycja, że seria z rudowłosą Anią w roli głównej pojawia się w moich planach czytelniczych.

6. Haruki Murakami - Po zmierzchu. Dobrze czasami wybrać się do Tokio.

7. Dennis Lehane - Ciemności, weź mnie za rękę. Po obiecującym "Wypijmy, nim zacznie się wojna" liczę, że drugi tom będzie jeszcze lepszy.

8. Agatha Christie - Tajemnica bladego konia. Kto tym razem wyjdzie zwycięsko z detektywistycznego starcia?

9. Robert Galbraith - Jedwabnik. Ciekawa jestem czy druga część serii porwie mnie zupełnie - mam szczerą nadzieję, że tak.

 W międzyczasie mam zamiar przeczytać także coś, co związane jest z kolejnym postem z Kuferka wspomnień, ale nie zdradzę nic więcej poza tym, że będzie to coś kryminalnego :).

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón - Cień wiatru


Carlos Ruiz Zafón, Cień wiatru [La Sombra del Viento], tłum. Beata Fabjańska-Potapczuk, Carlos Marrodan Casas, MUZA, 2014, 516 stron.

W „Cieniu wiatru” szukałam podobnych emocji, jakich dostarczyła mi swego czasu „Marina”, licząc na to, że pierwsza powieść z cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek pozwoli mi zatopić się w klimatycznej historii, o której trudno będzie zapomnieć. Bez najmniejszego wahania mogę napisać, że wydarzyło się znacznie więcej – ona totalnie skradła moje serce, a im bliżej było ostatniej strony, tym trudniej było mi się pogodzić, że lada moment nastąpi koniec.

Ile znaczy dla Ciebie czytana książka? Jak mocno przeżywasz to, co dzieje się na jej kartach? Co czujesz zatapiając się w zupełnie nową historię i towarzysząc bohaterom stworzonym przez autora? Takie pytania mogą pojawić się w Twojej głowie w trakcie lektury „Cienia wiatru”, bo książki odgrywają tu niebagatelną rolę. Jest antykwariat prowadzony przez ojca i syna, jest Cmentarz Zapomnianych Książek, a w nim setki tysięcy tytułów, które czekają, by stać się czyimś najdroższym przyjacielem. Dziesięcioletni Daniel Sempere odkrywa tajemnice tego miejsca i zgodnie z tradycją wybiera dla siebie jeden egzemplarz (jak się później okaże jedyny, jaki pozostał), a jest nim „Cień wiatru” Juliana Caraxa. Emocje, które przeżyje w trakcie lektury sprawią, że będzie chciał wiedzieć więcej o autorze i poznać pozostałe jego powieści. Te poszukiwania okażą się początkiem przygody życia, która jak każda będzie miała swoje cienie i blaski. Tych pierwszych - zdecydowanie więcej.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy