Emily Giffin - Ten jedyny

03.01.2015

Emily Giffin, Ten jedyny [The One&Only], tłum. Martyna Olczak, Otwarte, 2014, 523 strony.

Często przekonuję się, że wyobrażenie o danym tytule, które mi towarzyszy przed lekturą, ma pewien wpływ na jego późniejszy odbiór.  Nie miałam wcześniej okazji czytać żadnej powieści Emily Giffin, ale kilka czynników (np. dosyć krytyczne opinie, które wcześniej usłyszałam/przeczytałam od osób o gustach czytelniczych zbliżonych do mojego) złożyło się na to, że po „Tym jedynym” nie spodziewałam się wiele, nastawiając się prawdę mówiąc na mocno średnią lekturę. Na przekór wszystkiemu to wzmocniło też moją chęć przekonania się czy ta książka rzeczywiście jest aż tak słaba. Poza tym autorka jest dosyć znana i ma wielu swoich wiernych fanów – stąd wniosek, który pewnie można by dopasować do niemal każdej książki, że jednym się podoba, a innym wręcz przeciwnie. Byłam ciekawa do której grupy ja będę się zaliczała.

Umiera pani Carr – żona podziwianego i uwielbianego trenera futbolu, która od lat była zaangażowana w rozwój drużyny i wspierała męża w każdy możliwy sposób. Jej śmierć to nie tylko moment ciężki dla jej bliskich, ale i chwila refleksji nad życiem, które niekoniecznie wygląda tak, jak powinno. Shea wspiera przyjaciółkę, która straciła właśnie ukochaną mamę, ale jednocześnie zaczyna zastanawiać się nad tym, czy jest szczęśliwa. Ma faceta, ale nie jest on raczej tym wymarzonym; ma pracę, ale chociaż związana jest ze sportem, to niezupełnie pozwala jej czuć się spełnioną zawodowo. Krok po kroku zaczyna więc zmieniać kierunek, poszukując w życiu prawdziwej miłości i próbując swoją pasję do futbolu przekuć na zajęcie na pełny etat.

Kobieta po trzydziestce, która nagle postanawia wykonać zwrot o 180 stopni i wreszcie zacząć o siebie walczyć. Brzmi banalnie, prawda? Cóż, w powieści Emily Giffin nie znajdziecie nic odkrywczego. Chciałabym napisać, że jednak gdzieś w tym wszystkim są elementy wymykające się schematom i nawet chwilami miałam już nadzieję, że coś takiego się w tej książce pojawi, ale niestety się nie doczekałam. Wprawdzie wątek sportowy to też jakiś pomysł (a zajmuje tu naprawdę dużo miejsca), ale nie uznałabym go za specjalnie oryginalny. Po względem fabuły nie zaskoczyło mnie tu absolutnie nic. Od samego początku wiedziałam jak to wszystko się potoczy, chociaż odrobinę liczyłam na to, że autorka utrze mi jednak nosa i zastosuje jakiś ciekawy twist.

Nie od każdej powieści trzeba oczekiwać rzucającej na kolana przewrotności i wiem, że czasami dobrze jest, dla odprężenia, przeczytać coś, co zwyczajnie zapewni trochę niewymagającej rozrywki. Pod tym względem „Ten jedyny” na pewno się sprawdził – pióro pani Giffin spowodowało, że przez kolejne strony niemalże płynęłam, nie doświadczając wprawdzie wielkich uniesień, ale miło spędzając czas. Jest też trochę tak, że spodziewałam się, co tu dużo mówić, znacznie gorszej powieści, stąd pewnie w trakcie lektury jedno mnie jednak zaskoczyło – że wcale nie była ona tak zła. Na ekranie mogłaby z tego powstać typowa, ale miła w odbiorze komedia romantyczna.

Wprawdzie gdzieś w tle, a czasami i na pierwszym planie, pojawiają się tematy bardziej poważne, jak chociażby przemoc domowa, ale i tutaj nie należy oczekiwać głębokich refleksji i szerokiego podejścia do problemu. Trochę zbyt płytko jest pod tym względem, aby traktować to jako poważną próbę analizy i pozostawienia czytelnika z szeregiem ważnych przemyśleń. Oczywiście nie oznacza to, że „Ten jedyny” jest książką zupełnie o niczym – można z niej wyciągnąć lekcję na temat dążenia do bycia szczęśliwą, walki o miłość i przede wszystkim o siebie, ale wszystko to ma bardzo lekki charakter. Bez emocjonalnych wstrząsów i niezapomnianych wrażeń.

Bohaterowie, podobnie jak fabuła, nie zaskoczą czytelnika oryginalnością. Shea zyskała w gruncie rzeczy moją sympatię, ale nie jest postacią, którą zapamiętam na dłużej. Zachowanie Trenera trochę mnie dziwiło, a Ryan niestety okazał się chyba najbardziej typowy ze wszystkich. Można było pokusić się o bardziej niejednoznaczne charaktery, bo nawet jeżeli niektóre wątki uznać za podjęcie takiej próby, to nie wypadły one specjalnie przekonująco.

Mogłoby się wydawać, że „Ten jedyny” to raczej stosunkowo słaba powieść i rzeczywiście jeżeli szukacie czegoś przejmującego, powodującego przyspieszone bicie serca i zaskakującego niebanalnością, to nie radzę sięgać po ten tytuł. Jeżeli jednak najdzie Was ochota na coś przyjemnego, niewymagającego i napisanego z lekkością – powieść Emily Griffin się sprawdzi. To może być dobry odprężacz na leniwy dzień, ale nic poza tym. Gdyby autorka pociągnęła niektóre wątki, trochę więcej wyrazu nadała bohaterom i pokusiła się o mniej banalną fabułę – mogłaby z tego być świetna powieść. A tak – mamy miłe czytadło, od którego nie należy oczekiwać zbyt wiele.

Garść cytatów:

Futbol był naszym probierzem. Był opoką. Czymś, czego można się było chwycić, podczas gdy jasna łuna dogasała nad Walker w Teksasie, naszą małą prywatną arkadią.(s. 13)



Zobacz również

19 komentarze

  1. Moja siostra jest zachwycona dziełami autorki. I ja może kiedyś sięgnę, dla odprężenia. I niestety, mało jest powieści z oryginalną fabułą, albo ja na nie trafić nie umiem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu jest autorów, którzy potrafią zaskakiwać - Lisa Genova, Agatha Christie, Haruki Murakami i inni. Czasami też fabuła może być pozornie banalna, ale kryje w sobie mnóstwo niezaprzeczalnego uroku (np. "Błękitny Zamek" L.M. Montgomery).

      Usuń
  2. Czasem lubię poczytać takie książki dla odprężenia, więc może akurat kiedyś sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię lekkie powieści obyczajowe, ale nie są one dla mnie równoznaczne z książkami zbanalizowanymi, które spłycają niektóre wątki i w których bohaterowie są jak szara masa, dlatego raczej nie sięgnę po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są lekkie powieści obyczajowe i lekkie powieści obyczajowe (powtórzenie zamierzone) :). "Ten jedyny" należy do tych, które specjalnie nie urzekają, ale które ze względu na styl autorki dobrze się czyta i mogą zapewnić chwilę niewymagającej rozrywki. Rozumiem jednak, że biorąc pod uwagę wszystkie elementy tej książki, może to nie być dla Ciebie kusząca perspektywa :) Osobiście pewnie sięgnę kiedyś po jakąś powieść autorki, żeby sprawdzić czy może w innej historii tych niedostatków jest mniej.

      Usuń
  4. Muszę zapoznać się z autorką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś szczególnego Cię w niej kusi? Planujesz zacząć od "Tego jedynego" czy może masz na oku jakiś inny tytuł?

      Usuń
  5. Mimo to chciałabym przeczytać choć jedną książkę tej autorki, by przekonać się, czym pachnie jej schemat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, czasem takie czytadła są bardzo potrzebne;) Ale rzeczywiście można oczekiwać od tej tak lubianej przez wielu autorki czegoś więcej. Sama po tę powieść nie sięgnę. Jeśli już, wybiorę raczej kontynuację "Coś pożyczonego" - to też nie była odkrywcza, najmądrzejsza lektura, ale przynajmniej pozbawiona była wątków sportowych, za którymi nie przepadam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek sportowy ma w "Tym jedynym" duże znaczenie, więc rzeczywiście jeśli takowych nie lubisz, to mogłaby być niekoniecznie lekka przeprawa :) Po takie lekkie czytadła czasami lubię sięgnąć, niezbyt może często, ale jednak są chwile, gdy takie książki się sprawdzają.

      Usuń
  7. Do tej pory czytałam tej autorki jedynie "Dziecioodporną". Ale tę powieść mam w domu, więc na pewno również ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dziecioodporną" ma w biblioteczce moja współlokatorka, ale nie wspomina jej raczej specjalnie dobrze, więc jeszcze się zastanowię czy po ten tytuł sięgnąć. Przeczytałam Twoją recenzję tej książki i widzę, że i Ciebie główna bohaterka irytowała, a całość to tylko lekkie czytadło.

      Usuń
  8. Czytałam tej autorki "100 dni po ślubie" i niby nie była zła, ale tez nic specjalnego. Dlatego raczej już jej książek nie przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli rodzi się we mnie obawa, że wszystkie jej powieści nie są niczym specjalnym, ale mam nadzieję, że się mylę :) Zresztą sięgnę po kolejną jej powieść, gdy będę szukała jakiegoś lekkiego przerywnika - wtedy chyba sprawdzi się najlepiej.

      Usuń
  9. Akurat tego tytułu nie znam, ale czytałam "Coś pożyczonego" i "Coś niebieskiego" oraz "Dziecioodporną" tej autorki i choć było to jakieś 5-7 lat temu to pamiętam, że bardzo mi się te tytuły podobały i nadal mam je na półce:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami warto też przeczytać coś lekkiego, może nawet troche banalnego. :D Żeby zwyczajnie odpocząć. :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię książki Emily Griffin :) z pewnością poszukam tej w bibliotece ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki. Może zobaczę w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do twórczości tej autorki, więc myślę, że sobie jednak odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy