Haruki Murakami, Wszystkie boże dzieci tańczą [Kami no kodomo-tachi wa mina odoru], tłum. Anna Zielińska Elliott, MUZA, 2014, 181 stron.
Haruki Murakami nie rozbija mnie swoimi słowami na milion
kawałeczków, nie sprawia, że brak mi tchu i muszę walczyć z książkowym kacem. A
jednak za każdym razem, gdy się z nim literacko spotykam, wywołuje we mnie
wiele refleksji i zabiera w niby zwyczajny, a jednak nietuzinkowy świat. Nie
kradnie mi serca, a mimo to zawsze znajdzie miejsce, w które je zadrapie i
zmusi do zastanowienia się nie tyle nad stworzonymi bohaterami, co nad sobą
samą. Nie jestem pewna czego dokładnie zabrakło we „Wszystkie boże dzieci
tańczą”, ale spośród dotychczasowych tytułów, ten najkrócej zajmował moje myśli
po lekturze.
Ludzie giną w wyniku strasznego trzęsienia ziemi, ale świat
tak naprawdę wali się każdego dnia –
codziennie ktoś ma wrażenie, że coś go przygniata tak mocno, że trudno mu
oddychać. Każdy z bohaterów zbioru sześciu opowiadań japońskiego pisarza z
czymś się zmaga, czegoś szuka i gubi się, by czasem się odnaleźć, a czasem
wręcz przeciwnie. Ich przeciętność stanowi w tym przypadku atut, bo wydają się
wtedy bliżsi, nieoderwani od rzeczywistości, bardziej prawdziwi.
- 14.04.2016
- 22 Komentarze





