Joseph Conrad – Jądro ciemności

17.01.2021



 Joseph Conrad, Jądro ciemności [Heart of Darkness], tłum. Magda Heydel, Znak, 2011, 128 stron.

Zawsze waham się trochę przed pisaniem o takich książkach jak „Jądro ciemności”, bo mam wrażenie, że przyjrzano się im już niemal ze wszystkich stron. I chociaż nie ogranicza to wcale pola do kolejnej interpretacji, to nie chciałabym rozkładać książki Josepha Conrada na czynniki pierwsze, żeby mieć złudne poczucie, że dokonuję jakiejś dogłębnej analizy. Nie chcę czuć się w obowiązku, by podchodzić do niej jak do lektury szkolnej, tworząc jej opracowanie. Wolę patrzeć na nią jak na historię, która wywołała we mnie (lub nie) określone wrażenia i właśnie o tym, co nieco napisać.    

W oczekiwaniu na zmianę fali żeglarze statku Nellie wsłuchują się mniej lub bardziej uważnie w opowieść Charliego Marlowa – marynarza i wędrowca w jednym, który w odpowiedzi na zew morza dotarł kiedyś do miejsca, które do dziś jawi mu się jako jądro ciemności. Wyprawa do Konga – belgijskiej kolonii – zmusiła go do przewartościowania pewnych wyobrażeń i zmierzenia się z tym, jak idea kolonizacji zderza się z rzeczywistości pełną brutalności, hipokryzji i chciwości.

Ciężka to była przeprawa i kilka razy dopadały mnie wątpliwości czy rzeczywiście chcę nadal płynąć z Marlowem na tym parowcu. Jest coś takiego w stylu Josepha Conrada (pewnie to wiecie, ale w rzeczywistości nazywał się Józef Konrad Korzeniowski), że trudno było mi się w tej historii odnaleźć. Nie potrafiłam przywiązać się do bohaterów i okiełznać fabuły, która momentami wydawała mi się jakby posklejana z urywanych wspomnień głównego bohatera. Czekałam na moment kulminacyjny, kiedy Kurtz – jeden z agentów odpowiedzialnych za dostarczanie kości słoniowej – przestanie być tylko imieniem, które wielu powtarza z namaszczeniem i podziwem, a stanie się realną postacią. Czy poczułam się wtedy usatysfakcjonowana? Niezupełnie i to jest kolejny element, który budzi mój niedosyt.

Nie mogę odmówić autorowi stworzenia naprawdę sugestywnego obrazu miejsc, w które zabiera czytelnika. Słowami i wykreowanym klimatem wciąga do jądra ciemności, po drodze rozprawiając się z wyidealizowanym obrazkiem kolonizacji, którym karmiło się wielu ówczesnych ludzi. Trzeba sobie jednak od razu powiedzieć, że trudno tu o jednoznaczne odpowiedzi i dlatego ta książka potrafi tak mocno dzielić i doczekała się tak wielu interpretacji. Czy Marlow rzeczywiście rozumiał niesprawiedliwość, jaka dotyka mieszkańców Konga? Jakie przesłanie w istocie płynie z tej historii i co kryje się pod powierzchnią? Ile Jospeha Conrada jest w Marlowie? Ja nie pokuszę się o definitywne osądy, ale o tym, jak na przestrzeni lat postrzegano „Jądro ciemności” ciekawie pisze w posłowiu tłumaczka tego wydania – Magda Heydel. Prawdę mówiąc sporo mi ono rozjaśniło i pozwoliło spojrzeć uważniej na kilka elementów tej historii.



Jądro ciemności” zabrało mnie w rejony – i świata, i literackie – których nie odwiedzam często. I jest trochę tak, że czułam się tam nieco obco i niepewnie, mając wrażenie, że coś istotnego mi umyka. Nie chciałam jednocześnie na siłę szukać ukrytych znaczeń i analizować każdej sceny – chciałam wejść w tę historię z zaangażowaniem i poczuć jej siłę. Nie mogę napisać, że mi się to udało, bo zbyt często zainteresowanie opowieścią Charlesa Marlowa, uznanie dla barwnych opisów, wyrazistego i niejednoznacznego obrazu kolonizacji, ale i tego, co kryje się w człowieku, mieszało się we mnie ze znudzeniem i wrażeniem, że ja tej historii, a może sposobu jej opowiedzenia zwyczajnie nie czuję. 


 Garść cytatów:

(…) siła jednych to tylko przypadek wynikający ze słabości innych”. (s. 11)

Nadzieję można mieć najwyżej na to, że zyska się nieco wiedzy o sobie samym, wiedzy, która przychodzi zbyt późno, jako plon niewygasłych żalów”. (s. 92)

Zobacz również

12 komentarze

  1. Czytałam tę książkę w liceum. Być może kiedyś do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej nie, ale może kiedyś dam szansę innemu tytułowi Conrada, kto wie :)

      Usuń
  2. Czytałam tę książkę fragmentami. Nie było to łatwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również było się dosyć ciężko wgryźć w tę historię.

      Usuń
  3. Ta książka to jedno z moich największych przekleństw z czasów szkolnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkole - mimo że raczej po lektury sięgałam - jej nie przeczytałam. Podejrzewam, że wtedy byłoby mi jeszcze trudniej się z nią zmierzyć.

      Usuń
  4. Mam dziwny uraz do tej książki i nie mam ochoty dawać jej kolejnej szansy.
    pozdrawiam
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  5. To była moja lektura szkolna i te paręnaście lat temu nie wywołała pozytywnego wrażenia. Pamiętam,że po prostu nudziłam się strasznie w trakcie czytania... Możliwe, że powinnam kolejny raz sięgnąć po "Jądro ciemności" i sprawdzić czy po latach ta historia jakoś mocniej na mnie podziała, ale na razie nie mam na to ochoty. Z przykrością muszę przyznać, że sporo klasycznych, ważnych książek nie wywołało we mnie spodziewanego poruszenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiadomo jak po latach odebrałabyś tę historię, ale z drugiej strony domyślam się, że masz całkiem sporo innych tytułów na liście, które kuszą zdecydowanie bardziej :)

      Usuń
  6. Czytałam lata temu w szkole i niestety nic nie pamiętam, więc myślę, że wrócę do tej książki...

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy