Marta Kisiel – Dywan z wkładką

26.01.2021

 Marta Kisiel, Dywan z wkładką, W.A.B., 332 strony.

Teresa Trawny trochę inaczej wyobrażała sobie wyprowadzkę z miasta na wieś. Gdyby chciała podkoloryzować całą sytuację, to mogłaby stwierdzić, że pomysł zrodził się z namiętności, ale rzecz miała się zgoła inaczej, a i nowe miejsce szybko okazuje się mniej urokliwe niż zakładała. Może przymknęłaby oko na pewne braki, ale kiedy w pakiecie z nimi dostaje nieznośnego sąsiada z kosiarką o poranku, wizytę teściowej zarządzającej wspólny jogging i dywan z wkładką w postaci trupa, to chyba może spokojnie stwierdzić, że tego już za wiele… 

Martę Kisiel poznałam przy okazji książki „Nomen Omen”, której nie brakowało lekkości i humoru. Spodziewałam się, że komedia kryminalna w wykonaniu polskiej pisarki zapewni mi kilka godzin rozrywki i wywoła trochę uśmiechu. I właściwie nie mogę stwierdzić, że tego nie zrobiła, chociaż kilka zastrzeżeń wobec niej mam.

Tereska najlepiej odnajduje się w ciszy i liczbach, ale kiedy ktoś ją odpali, to lepiej schodzić jej z drogi; jej małżonek Andrzej to ostoja spokoju i lider w zaczynaniu i niekończeniu różnych rzeczy; syn nazywany Maciejką nie mówi wiele i woli spędzać czas przy komputerze, a córka Zoja jest mistrzynią ironizowania i wymownych spojrzeń. Do rodzinnego obrazka dodać należy jeszcze psa nazywanego Pindzią, a  także teściową, która wpadła z wizytą. Ta ostatnia wcale nie jest z piekła rodem, choć i tak ma w sobie coś takiego, co wyprowadza Tereskę z równowagi. Są jednak w życiu takie sytuacje, kiedy trzeba zewrzeć szyki, a znalezienie trupa zdecydowanie potrafi połączyć. Całkiem kolorowe towarzystwo stworzyła Marta Kisiel i nietrudno sobie każda z postaci wyobrazić, nawet jeśli w tym czy innym momencie mogą się wydawać odrobinę przerysowani. Uznaję jednak, że to taki typ powieści, w którym właśnie tacy bohaterowie są na porządku dziennym. 



„Dywan z wkładką” czyta się w ekspresowym tempie, bo strony właściwie przewracają się same. To jedna z tych książek, przy których można się totalnie zresetować i zrelaksować, o ile oswoimy się ze sposobem opowiadania historii. Można bowiem odnieść wrażenie, że Marta Kisiel momentami trochę za bardzo stara się naładować każdą sytuację humorem i przez to zdarzało mi się czuć przesyt i dostrzegać nienaturalność niektórych scen. Jasne, że całość z założenia jest trochę absurdalna i trzeba się do tego przyzwyczaić, ale wiadomo – jeśli czegoś jest za dużo, to może przeszkadzać. Faktem jest jednak, że garść uśmiechów mi ta książka dostarczyła (jeśli czytaliście, to dajcie znać czy też jesteście z tych, co jedzą placki ziemniaczane z cukrem) i kiedy przymknęłam nieco oko na pewne zgrzyty, to nieźle się przy niej bawiłam. Spodziewałam się więcej - to na pewno – ale jako szybki, niewymagający przerywnik między innymi książkami całkiem dobrze się „Dywan z wkładką” sprawdził.


  Garść cytatów:

Trzasnęłaby jeszcze drzwiczkami, tyle że były przesuwne i się nie dało”. (s. 99)

Liczby nie krzywdziły, nie zakradały się po nocach do cudzych domów w celach mniej lub bardziej zbrodniczych ani nie zawijały ludzi w sajgonki”. (s. 192)

Do niektórych niepowodzeń ludzie bywali w końcu przywiązani równie mocno, co do życiowych sukcesów (…)(s. 223)

~~*~~
Za przedpremierowy egzemplarz dziękuję wydawnictwu W.A.B.

Premiera książki 27 stycznia 2021 r.

Inne książki Marty Kisiel na K-czyta

Zobacz również

14 komentarze

  1. Nie znam jeszcze żadnej książki tej autorki, ale myślę, że będzie to idealny początek poznawania jej twórczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna czy jest to najlepszy wybór na pierwsze spotkanie, bo np. Nomen Omen bardziej mi się podobał :) Ale wiem też, że "Dywan z wkładką" wiele osób bardziej zachwyca. Dla mnie to była niezła rozrywka, ale z kilkoma zgrzytami.

      Usuń
  2. Ja jeszcze nie poznałam prozy tej autorki. Muszę w końcu przeczytać jakąś jego książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach, tę i inne w tym Nomen Omen, którą mam jeszcze z autografem :O

    OdpowiedzUsuń
  4. Też czytałam już tą książkę i całkiem miło ją wspominam - to prawda, że jest idealna do tego by się zrelaksować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie relaksatory od czasu do czasu się przydają :)

      Usuń
  5. Nie jestem fanką tego typu literatury, więc nie będę sięgać po tę książkę. Chciałabym relaksować się przy takich powieściach, ale jakoś jestem oporna na te absurdy i przerysowane sytuacje, które zamiast mnie bawić, irytują. Dlatego odpuszczę.
    PS Książki nie czytałam, ale placki ziemniaczane jem tylko z cukrem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój człowiek! :)) W książce pojawia się wzmianka o plackach, ale i mój luby na przykład zawsze dziwi się, że można jeść placki ziemniaczane z cukrem. A ja myślę, że nawet trzeba! :))

      Usuń
    2. To piąteczka! :)) Oczywiście, że trzeba! Z czym innym można je jeść? Serio pytam, bo nic nie przychodzi mi do głowy. Chyba, żeby nafaszerować placek jak naleśnik?

      Usuń
    3. Bardziej na słono? :) Jakieś sos + pieczarki - tak mi wpadło do głowy; ale to zupełnie nie moje smaki. Wolę słodką wersję, ewentualnie kierunek --> placek po węgiersku - też jest pycha :))

      Usuń
    4. Zdecydowanie jestem team placki na słodko, więc nie dla mnie takie wynalazki jak "wytrawny" placek ziemniaczany :) A placek po węgiersku też lubię! Aż zgłodniałam :)

      Usuń
    5. Najgorzej jak się o takich pysznościach zaczyna myśleć po 22 :P

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy