Søren Sveistrup - Zabawa w chowanego
29.01.2026Søren Sveistrup wysoko postawił sobie poprzeczkę „Kasztanowym ludzikiem” - swoją debiutancką powieścią. Czytałam ją kilka lat temu, a nadal pamiętam, że to była jedna z tych historii, które od razu wciągają, trzymają w napięciu i które z powodzeniem mogłabym postawić wśród naprawdę solidnie skonstruowanych i wyróżniających się thrillerów. Nie musiałam się więc zastanawiać czy będę chciała przeczytać kolejną książkę autora. Myślałam jedynie o tym, czy będzie tak samo dobra, jak poprzednia.
Nagłe zaginiecie kobiety, której ktoś od jakiegoś czasu wysyłał zdjęcia zrobione z ukrycia z podpisem „Znaleziona” szybko przeradza się w sprawę o brutalne morderstwo. Kim jest bezwzględny stalker i dlaczego w swoich wiadomościach wykorzystuje rymowanki z zabawy w chowanego? I co ta sprawa ma wspólnego z niewyjaśnioną zbrodnią dziewiętnastoletniej licealistki oraz wydarzeniami sprzed trzydziestu lat, gdy ofiarą był dziewięcioletni chłopiec?
Duński pisarz po raz kolejny postawił na motyw, który sam w sobie wydaje się niegroźny i kojarzy się z dziecięcą beztroską (poprzednio były to ludziki z kasztanów), ale jego pióro uczyniło go tak niepokojącym, że każda kolejna wiadomość z wyliczanką potrafi wywołać dreszcz i napięcie. Zawsze doceniam powieści, które mają jakiś nietypowy element przewodni, szczególnie tak niepozorny. Przez długi czas wiele jest tu niewiadomych, a sprawca nie czeka aż śledczy połączą poszczególne wątki. Odliczanie trwa...
„Zabawa w chowanego” to zupełnie nowa kryminalna sprawa i teoretycznie można czytać tę książkę bez znajomości poprzedniego tomu, ale wtedy - jak to w takich przypadkach bywa - wątki dotyczące bohaterów będą dla nas nieco mniej przejrzyste. Ja lubię jednak wiedzieć o postaciach jak najwięcej i obserwować jak ewoluują. Naia Thulin - co chyba trochę mnie zdziwiło - wcale nie chciała angażować się w śledztwo i w jej życiu sporo się zmieniło. Mark Hess natomiast jest bliższy w swoim działaniu temu, co już zauważyłam w poprzedniej części serii, chociaż przyjdzie mu się mierzyć z nowymi przeciwnościami losu. To ciekawy, trochę nieoczywisty duet i dobrze się czuję w ich towarzystwie. Ni mniej, ni więcej.
W trakcie lektury miałam w głowie myśl, że „Zabawa w chowanego” to bardzo dobry thriller, w takim niepokojącym, specyficznym klimacie, który podskórnie drażni. Dokładnie tak, jak lubię. A jednocześnie obok tej myśli pojawiała się też druga, że „Kasztanowy ludzik” podobał mi się jednak jeszcze bardziej. Silniej działała tam na mnie postać sprawcy, jakoś intensywniej przeżywałam pościg za nim. Nie zmienia to jednak faktu, że drugi tom serii to świetnie poprowadzona historia, z intrygującym motywem i sprytnie splatającymi się wątkami.
Jako typowy czepiacz :) mam drobne zastrzeżenia do niektórych reakcji bohaterów czy tego, że zakończenie nie wywołało u mnie szoku, ale i tak uważam, że Søren Sveistrup ponownie stworzył powieść, którą bez wahania stawiam na półce thrillerów godnych polecenia. I już się nie mogę doczekać, co jeszcze powstanie w głowie duńskiego pisarza, bo coś czuję, że z taką wyobraźnią i piórem możemy się spodziewać kolejnych intrygujących spraw kryminalnych do rozwiązania.








0 komentarze
Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)