Abby Jimenez - Twój na zawsze
2.02.2026Małżeństwo Briany się rozpadło i zdrada męża nadal kładzie się cieniem na jej pewności siebie, ale była przekonana, że przynajmniej w pracy ma pewną pozycję i widoki na awans. Wtedy na horyzoncie pojawia się nowy lekarz, który ma być brany pod uwagę na to samo stanowisko. Jacob potrzebował zmiany, chociaż zmian nie lubi wcale. Po rozstaniu i w zderzeniu z faktem, że była dziewczyna związała się z jego bratem, próbuje sobie poukładać codzienność i przekonać swoją rodzinę, że wcale się nie załamał. Tych dwoje, bardziej niż nieudane związki połączy pewien składzik, w którym będą próbowali na chwilę ukryć się przed światem. I listy, połączą ich też listy.
„Twój na zawsze” właściwie od początku okazało się taką powieścią, w której łatwo jest się zasłuchać i z zainteresowaniem śledzić relację między bohaterami. Ba! Co najmniej kilka razy zaśmiałam się przy niej w głos, wywołując tym zdziwione spojrzenie męża, któremu musiałam pokazywać na słuchawki w uszach i rzucać za każdym razem: „to przez książkę”. Co ciekawe jest tu też sporo poważnych tematów, ale ich ciężar, przynajmniej przez dłuższy czas, nie przygniata.
Polubiłam Jacoba, chociaż od razu musze napisać, że jego postać pod pewnymi względami wydaje się zbyt przesłodzona, zbyt idealna. Jednocześnie trudno było mi nie kiwać ze zrozumieniem głową, gdy sprawdzał on nowe miejsca, zanim się w jakieś udał (trasa, zdjęcia w internecie - słowem wszystko, co da się wcześniej ustalić) czy analizował jakąś sytuację na wszystkie możliwe sposoby. To tak bardzo ja! Kiedyś bardziej niż teraz, ale doskonale rozumiem ten lęk i niepewność i to poczucie niedopasowania. Pewnie dlatego wydało mi się to bardzo prawdziwe i bliskie. Briana raczej nie wywoływała we mnie aż tylu uczuć, ale tworzyła z Jacobem udany duet.
Dobrze się w tym pierwszym spotkaniu z Abby Jimenez odnalazłam, dostając historię przy której często uśmiechałam (i za to szczególnie ją doceniam) i do której przyjemnie mi się wracało. Nie uderzyła mnie może jakoś mocno emocjonalnie, a pod koniec czułam już delikatne znużenie (to u mnie ostatnio dosyć typowe przy takich powieściach, że gdy zbliżam się do końca, to tracę zainteresowanie), ale nie waham się stwierdzić, że miło spędziłam z nią czas i chętnie poznam jeszcze kiedyś jakąś powieść amerykańskiej autorki.




0 komentarze
Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)