Autorka: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: Błękitny zamek
Tytuł oryginału: The Blue Castle
Tłumaczenie: Joanna Kazimierczyk
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 280
Mój zmysł orientacji jest zawodny, a idealnym
tego przykładem jest fakt, że od dłuższego czasu wybieram się na Zielone
Wzgórze, a zawędrowałam w zupełnie inne miejsce – do „Błękitnego Zamku”. A może jednak ta podróż stała się kolejnym
wydarzeniem do którego będę z przyjemnością wracała? W końcu to Lucy Maud
Montgomery, której pióro i serię o Ani Shirley wspominam nadal, mimo upływu lat,
a o ponownym spotkaniu z jej książkami myślę od dawna. W przypadku lektury o
której będzie dziś mowa było to jednak doświadczenie nowe, chociaż miałam
wrażenie, że wracam do podobnych emocji i uczuć co dawniej.
Tym razem zamiast piękna natury rzuceni
zostajemy do mało atrakcyjnego na pierwszy rzut oka miasteczka – Deerwood. I o
ile miejsce można by po głębszym zastanowieniu uznać za znośne, o tyle ludzi
którzy w nim mieszkają chciałoby się omijać z daleka. Rodzina Valancy Stirling
jest zresztą tego najlepszym przykładem. Zgryźliwi, marudni, przesadnie
poważni, do bólu „dobrze ułożeni”, karmiący się najświeższymi plotkami i
najwyżej ceniący pieniądze i urodę. Do tego wszystkiego niemal każdy z nich na
drugie imię powinien mieć Hipokryzja. Taka rzeczywistość od 29 lat jest
codziennością Valancy i na taką zresztą od dawna się godzi, podporządkowując
rodzinie i jej nakazom całe życie. Nawet gdy mówią do niej „Dossi”, chociaż
tego nienawidzi, nawet gdy na każdym kroku wypominają jej, że nie jest tak
ładna jak jej kuzynka Olivia, nawet gdy jej staropanieństwo staje się obiektem
ciągłych docinek i żartów. Valancy z wrodzoną pokorą wszystko to znosi, nie
próbując nawet tego stanu rzeczy zmieniać. Do czasu. W chwili, w której okazuje
się, że nie zostało jej wiele życia, pęka w niej tama, które przez te wszystkie
lata hamowała jej prawdziwe potrzeby. To moment, w którym postanawia odnaleźć
chociaż namiastkę tworzonego w wyobraźni „Błękitnego zamku” – bez względu na
to, co powiedzą na to inni. W końcu i tak nie ma już nic do stracenia.
- 5.01.2014
- 22 Komentarze



