Ashton Lee, Wiśniowy Klub Książki [The Cherry Cola Book
Club], tłum. Anna Rogulska, Między Słowami, 2013, 352 strony.
„Wiśniowy Klub Książki” z założenia miał być dla mnie
niezobowiązującą wakacyjną lekturą, więc nie miałam co do tego tytułu wielkich
oczekiwań. Liczyłam, że będzie to przyjemna historia z pozytywnym przesłaniem i
w gruncie rzeczy niby taka była, ale mam po jej poznaniu jednak
pewien niedosyt. Zarys fabuły plus urokliwa okładka pozwalały mi liczyć
na tytuł trochę w stylu „Piątkowego Klubu Robótek Ręcznych” Kate Jacobs - może
niezachwycający oryginalnością, ale który po dłuższym czasie można wspominać jako miły
przerywnik między innymi tytułami. U Ashtona Lee zabrakło niestety
sensowniejszego poprowadzenia fabuły (a muszę zaznaczyć, że nie mam tu na myśli
sensacyjnych zwrotów akcji, bo na takie w ogóle się nie nastawiałam - chodzi o
ciekawsze poprowadzenie niektórych wątków) i wykonania
powodującego mniej zgrzytów.
Biblioteka w niewielkim miasteczku Cherico raczej nie mogła
liczyć na tłumy czytelników z pasją pożerających kolejne tomy, ale zarządzająca
nią przez ostatnich sześć lat Maura Beth Mayhew przywiązała się do swojej
pracy. Placówka nigdy nie miała dużego budżetu, a tu nagle
przedstawiciele rady miasta ostrzegają, że ma zostać całkowicie zamknięta, a
fundusze, które do tej pory otrzymywała, zostaną zainwestowane w inny sposób.
Maura Beth nie ma zamiaru jednak się poddać i do życia powołuje Wiśniowy Klub
Książki – projekt, który ma przyciągnąć do biblioteki więcej osób i pokazać, że
jest to miejsce posiadające perspektywy, jakich nikt się po nim nie spodziewał.
- 10.08.2015
- 28 Komentarze



