B.A. Paris - Na skraju załamania


B.A. Paris, Na skraju załamania [The Breakdown], tłum. Maria Olejniczak-Skarsgård, Wydawnictwo Albatros, 2018, 352 strony.

B.A. Paris umiejętnie nakręca spiralę niepewności i doprowadza główną bohaterkę na skraj załamania. Kolejne wydarzenia nie dają Cass wytchnienia, mimo że innym mogłoby się wydawać, że nie ma się czym przejmować, a kobieta wiele rzeczy wyolbrzymia. Kiedy jednak ogromne poczucie winy i strach przed chorobą połączą siły, to nawet w drobnostkach dostrzega się wywołujące panikę znaki. A gdy zacznie dziać się coś naprawdę poważnego, niewielu będzie chętnych, by komuś tak pogubionemu uwierzyć.

Cass obiecała mężowi, że nie będzie wracała przez las, ale bycie szybciej w domu w środku nocy, gdy szaleje burza i leje deszcz zbyt mocno ją kusi. Po drodze widzi w zatoczce zaparkowany samochód i siedzącą w środku kobietę, ale mimo wątpliwości nie wysiada ze swojego auta. Przecież, gdyby ta potrzebowała pomocy na pewno dałaby jakiś znak, prawda? O całej sytuacji Cass szybko by zapomniała, gdyby nie fakt, że właśnie w tamtym miejscu kobieta została zamordowana…

Czytaj dalej

Zoje Stage – Zła krew


Zoje Stage, Zła krew [Baby Teeth], tłum. Piotr Kaliński, Czarna Owca, 2019, 400 stron.

Siedmioletnia Hanna najbardziej chciałaby, żeby jej mama zniknęła. Na zawsze. Wtedy miałaby swojego ukochanego tatusia tylko dla siebie. On jest zresztą w swoją „małą wiewiórkę” totalnie zapatrzony, bo przy nim dziewczynka zachowuje się jak najsłodsze dziecko świata. Przy Suzette córka demonstruje natomiast zgoła inne oblicze i z czasem staje się to coraz bardziej niebezpieczne…

Czytaj dalej

Donato Carrisi – Władca ciemności


Donato Carrisi, Władca ciemności [Il maestro delle ombre], tłum. Jan Jackowicz, Albatros, 2019, 336 stron.
Paenitentiaria Apostolica, tom 3.

Donato Carrisi był dla mnie – zupełnie niespodziewanie – odkryciem 2017 roku. Pamiętam, że pierwszy tom serii o penitencjariuszu Marcusie („Trybunał dusz”) mnie zachwycił, a drugi („Łowca cieni”) utwierdził w przekonaniu, że to jest pisarz, od którego mogę wymagać dużo i czuć się po lekturze naprawdę usatysfakcjonowana. W międzyczasie była też niezwiązana z serią niezła (chociaż bez fajerwerków) „Dziewczyna we mgle”, ale tak naprawdę najbardziej czekałam na to, by wrócić historii i bohaterów, od których moja znajomość z włoskim autorem się zaczęła. I pewnie dlatego, gdy w moje ręce wpadł „Władca ciemności” najpierw pomyślałam, z pewnym rozczarowaniem, że tym razem będzie to powieść znacznie krótsza, a ja przecież chciałam, by to spotkanie trwało jak najdłużej. I nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie zraziło, ale ostatecznie okazało się, że faktycznie trochę mi brakowało tego rozmachu w budowaniu fabuły, klimatu i wnikania w umysły bohaterów i tym razem Donato Carrisi nie zdołał mnie tak mocno zachwycić. 

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy