Jane Austen – Opactwo Northanger


Jane Austen, Opactwo Northanger [Northanger Abbey], tłum. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Świat Książki, 2015, 238 stron.

Pamiętam, że gdy „Opactwo Northanger” pojawiło się w mojej biblioteczce, nie miałam wobec niego jakichś konkretnych oczekiwań - książkę kupiłam jako wyraz chęci kontynuowania znajomości z Jane Austen po lekturze dwóch innych jej powieści – „Rozważna i romantyczna” oraz „Duma i uprzedzenie”. W gruncie rzeczy częściej spotykałam się z opiniami, że tytuł, który wybrałam na trzecie spotkanie z autorką dla wielu był rozczarowaniem. Już teraz mogę powiedzieć, że ja bawiłam się przy nim świetnie i chociaż fabuła jest naprawdę nieskomplikowana, to już z niektórymi bohaterami nie jest tak prosto.

Katarzyna (mogłabym po cichu szepnąć wam, że polubiłam tę książkę ze względu na imię głównej bohaterki, ale to nie byłaby prawda) to 17-letnie naiwne dziewczątko, które naprawdę niewiele wie o życiu i jeszcze mniej od niego oczekuje. Może odrobinę uwagi innych, bo tego nigdy jakoś nie miała w nadmiarze. Gdy więc trafia się okazja pojechania do Bath – miasteczka, gdzie można liczyć na poznanie nowych ludzi i kilka atrakcji – Katarzyna wprost nie posiada się ze szczęścia. Tam też zaprzyjaźnia się z Izabellą i z pewnymi drgnięciami serca zaczyna myśleć o młodym mężczyźnie imieniem Henry.

Czytaj dalej

Jim Butcher – Śmiertelne maski


Jim Butcher, Śmiertelne maski [Death Masks], tłum. Piotr W. Cholewa, MAG, 2015, 459 stron.
Cykl: Akta Dresdena, tom 5.

Gdy wróciłam do swoich wrażeń, które towarzyszyły mi po przeczytaniu „Rycerza Lata” – czwartego tomu serii Jima Butchera o chicagowskim magu Harrym Dresdenie zrobiło mi się mimowolnie przykro. Wtedy bawiłam się naprawdę świetnie i podkreślałam, że każde kolejne spotkanie z autorem podoba mi się bardziej. Teraz czuję się winna, bo wiem, że wobec piątej części mogę być trochę niesprawiedliwa - „Śmiertelne maski” miały odciągnąć moją uwagę od rzeczywistości i chyba wymagałam od nich zbyt dużo, a fakt, że nie potrafiłam się w pełni zaangażować w tę historię muszę uczciwie zrzucić – przynajmniej częściowo – na usilnie błądzące gdzieś indziej myśli. A myśli z rodzaju tych, które raczej trudno byłoby okiełznać jakiejkolwiek książce.

Trudno mi wyobrazić sobie dzień, w którym Harry Dresden nie ma żadnego zmartwienia, a przede wszystkim nie pojawia się ktoś, kto czai się gdzieś w zaułkach (albo wręcz przeciwnie – w ogóle się nie kryje) i chce go zabić. Jego śmierć byłaby na rękę naprawdę pokaźnej liczbie osób, a fakt, że mag w ogóle jeszcze żyje, związany jest najczęściej nie z jego umiejętnościami, ale zwyczajnym fartem i tym, że jest paru ludzi, którym jednak na nim zależy. Teraz na przykład znajduje się między innymi na celowniku mafii oraz wampirów i czeka go z jednej strony unikanie śmierci, a z drugiej bliskie z nią spotkanie w morderczym pojedynku. Dodać do tego jeszcze zlecenie, w ramach którego ma odnaleźć skradziony Całun Turyński i już mamy kociołek pełen tajemnic i niebezpieczeństw.

Czytaj dalej

Deborah McKinlay – Cała nadzieja w Paryżu


Deborah McKinlay, Cała nadzieja w Paryżu [That Part Was True], tłum. Aleksandra Górska, Feeria, 2014, 268 stron.

Potrzebowałam lekkiej lektury, która pozwoliłaby mi się oderwać od codzienności, a jednocześnie nie wymagała ogromnego zaangażowania. Z rodzaju tych, przez które ze spokojem i przyjemnością się przepływa, by na końcu poczuć w sercu miłe ciepło. Liczyłam na to, że taka właśnie będzie „Cała nadzieja w Paryżu” i chociaż historia w niej zawarta zdecydowanie miała potencjał, a sporo jej elementów naprawdę doceniam, to muszę przyznać, że czuję pewien niedosyt.

Jack jest znanym pisarzem, który zgubił gdzieś przyjemność tworzenia (stan ten ma jednak dużo mniej dramatyczny charakter niż na przykład u Thada Beaumonta z powieść „Mroczna połowa” Stephena Kinga) i zabłądził w poszukiwaniu życiowego spełnienia. Właśnie rozstał się z żoną, a mając na karku pięćdziesiątkę czuje, że w jego codzienności czegoś brakuje. Co ciekawe nawet wcześniej, gdy był w związku, trudno byłoby mu się nazwać naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Eve - mieszkająca w zupełnie innym kraju - ma piękny dom, dorosłą córkę i mnóstwo czasu, by robić to, na co tylko ma ochotę. Jej jednak również daleko jest do radosnego korzystania z życia – przez lata żyła w cieniu despotycznej matki i sama nie do końca potrafiła nią być, mąż zostawił ją wiele lat temu, a dom stał się w pewnym sensie jej więzieniem. Tych dwoje połączyły wędrujące przez ocean listy i miłość do gotowania – czy jednak to wystarczy, żeby coś zmienić?

Czytaj dalej

Arne Dahl – Głuchy telefon

Arne Dahl, Głuchy telefon [Viskleken], tłum. Robert Kędzierski, Czarna Owca, 2016, 475 stron.
Cykl: Opcop, tom 1.

„Głuchy telefon” to pierwsza część cyklu Opcop, ale jak się okazuje (o czym nie miałam pojęcia i odrobinę żałuję, że nie sprawdziłam tego dokładniej) część bohaterów żyła już sobie na kartach wcześniejszych powieści Arne Dahla tworząc Drużynę A. Pewnie inaczej patrzyłabym na nich, gdybym im wtedy towarzyszyła (tamte doświadczenia musiały mieć przecież na nich niemały wpływ), ale tak czy inaczej cieszę się, że od teraz mam okazję śledzić ich poczynania.

Najważniejsi uczestnicy spotkania na szczycie krajów G-20 z pewnością nawet nie zorientowali się, że przed jego rozpoczęciem ktoś zginął pod kołami samochodu prowadzonego przez dwóch funkcjonariuszy, tym bardziej, że wyglądało to na nieszczęśliwy wypadek. Znacznie bardziej dramatyczne wydaje się znalezienie zwłok młodej kobiety, którą upozorowano niczym dzieło sztuki i maltretowano w taki sposób, że nie można ustalić tożsamości. W jej ciele znaleziona zostaje wiadomość dla nowo utworzonej jednostki operacyjnej Europolu, o której nikt postronny nie powinien wiedzieć.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy