Valérie Perrin - Zapomniane niedziele



Valérie Perrin, Zapomniane niedziele [Les oubliés du dimanche], tłum. Joanna Prądzyńska, Albatros, 2024, 382 strony.

Dobrze pamiętam swoje poprzednie spotkania z Valérie Perrin („Życie Violette”, „Cudowne lata”) i to uczucie, że jej wrażliwość jest mi bliska, a emocje, które z taką delikatnością odmalowuje w swoich powieściach zdecydowanie do mnie przemawiają. Mimo to i za pierwszym, i za drugim razem czegoś trudno uchwytnego brakowało mi do totalnego zachwytu i przekonania, że dałam się całkowicie porwać opowiadanej historii. Teraz jednak nadeszły „Zapomniane niedziele”, w których – nie waham się tego napisać - zakochałam się bez reszty i które czułam całą sobą.

Czytaj dalej

Franck Thilliez – Manuskrypt niedokończony



Franck Thilliez, Manuskrypt niedokończony [Le manuscrit inachevé], tłum. Monika Szewc-Osiecka, Czarna Owca, 2022, 488 stron.

„Manuskrypt niedokończony” to jedna z tych książek, w których od samego początku w głowie kotłuje się mnóstwo scenariuszy i która od razu przywodzi na myśl powieściową matrioszkę z wieloma warstwami. Motyw tytułowego niedokończonego manuskryptu pojawia się tu bowiem na różnych poziomach i był nawet taki moment, na początku, że czułam się nieco zagubiona. Gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie? Czy to wszystko ma sens? I jak właściwie autor ma zamiar z tego wybrnąć? Jednocześnie byłam tym wszystkim mocno zaintrygowana, bo szalenie lubię takie totalnie pokręcone historie, w których – o ile mamy do czynienia z genialną powieścią – żaden element nie jest tak naprawdę przypadkowy. Czy tak było w tym przypadku?

Czytaj dalej

Valérie Perrin – Cudowne lata

 Valérie Perrin, Cudowne lata [Trois], tłum. Joanna Prądzyńska, Albatros, 2023, 576 stron.

Pamiętam jak pisałam o „Życiu Violette” – poprzedniej powieści Valérie Perrin - że to jedna z tych książek, które trudno jest odmalować słowami, aby trafić w sedno tego, o czym jest i jaka jest. To samo przekonanie towarzyszy mi przy „Cudownych latach” i pewnie dlatego od dłuższej chwili głównie patrzę na leżącą obok książkę, próbując niezgrabnie wyrazić to, co w sobie kryje.

Czytaj dalej

Valérie Perrin – Życie Violette



Valérie Perrin, Życie Violette [Changer l'eau des fleurs], tłum. Wojciech Gilewski, Albatros, 2022, 480 stron.

Czasami trafiam na książki, w które łatwo niespiesznie się zatopić, a jakoś trudno o nich pisać, żeby w pełni uchwycić ich esencję. „Życie Violette” to jedna z takich historii – barwna, nietuzinkowa, zwykła i niezwykła jednocześnie. O codzienności mającej wiele odcieni, o ludzkich dramatach i radościach, o życiowej drodze z wieloma zakrętami i kilkoma głównymi przystankami, w tym jednym szczególnie ważnym – cmentarzem.

Czytaj dalej

Bernard Minier – Bielszy odcień śmierci

 Bernard Minier, Bielszy odcień śmierci [Glacé], tłum. Monika Szewc-Osiecka, Rebis, 2021, 512 stron.
Martin Servaz, tom 1.

„Bielszy odcień śmierci” miałam w planach już od dawna i być może dlatego moje oczekiwania wobec tego tytułu miały sporo czasu żeby urosnąć na tyle, że spodziewałam się totalnego zaczytania od pierwszej strony. Okazało się jednak, że początki były dosyć trudne i zastanawiałam się nawet czy wreszcie nastąpi moment, w którym ta historia mnie pochłonie. Zaangażowanie przychodziło dosyć powoli, po drodze potykając się o kilka elementów, do których nie mam przekonania, ale ostatecznie chociaż nie potrafię nazwać tej powieści absolutnie porywającą, to na myśl przychodzi mi inne określenie – solidna.

Czytaj dalej

Guillaume Musso – Dziewczyna z Brooklynu


Guillaume Musso, Dziewczyna z Brooklynu [La fille de Brooklyn], tłum. Joanna Prądzyńska, Albatros, 2017, 368 stron.

Panie Musso (którego imię raz po raz muszę sprawdzać, gdy chcę je zapisać, bo nigdy nie pamiętam jak się w nim literki układają), jeżeli chciałby mnie Pan w sobie, to znaczy w swoich książkach, rozkochać, to muszę jasno powiedzieć, że „Dziewczyna z Brooklynu” to za mało. Nie będzie z tego wielkiego uczucia, a prawdę mówiąc myślę, że nawet na większe zauroczenie nie ma Pan co liczyć. Miłości od pierwszego przeczytania nie poczułam, ale to dopiero nasze pierwsze spotkanie, więc kto wie? Na jeszcze co najmniej jedną szansę może Pan u mnie liczyć, bo mam w sercu sporo miejsca na literackie uniesienia.

Czytaj dalej

Emilie Hebert – Beauty & food

Emilie Hebert – Beauty & food. Co jeść, by skóra stała się pełna blasku, a włosy i paznokcie zdrowe, tłum. Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak, Muza, 2017, 126 stron.

Od początku miałam nadzieję, że Emilie Hebert w swojej książce Beauty & food rzeczywiście skupiła się na jedzeniu. Wcale nie dlatego, że bardzo chciałam wiedzieć „Co warto jeść, by skóra stała się pełna blasku, a włosy i paznokcie zdrowe” (tego byłam trochę ciekawa) – ja po prostu z natury jestem łasuchem i liczyłam na to, że książka mnie zainspiruje do sięgnięcia po nowe smaki i składniki. Jakoś nie jestem zdziwiona, że udało jej się to w ograniczonym zakresie, a z wielu - notabene ciekawych - przepisów najbardziej przemówiły do mnie lody truskawkowe.

Czytaj dalej

Raphaëlle Giordano – Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno


Raphaëlle Giordano, Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno [Ta Deuxième Vie Commence Quand Tu Comprends Que Tu N'en As Qu'une], tłum. Krystyna Szerzyńska-Maćkowiak, MUZA, 2017, 272 strony.

Nie miałam wcześniej okazji czytać zbeletryzowanego poradnika i przede wszystkim dlatego skusiłam się na książkę „Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno”. Teraz, gdy to nowe czytelnicze doświadczenie jest już za mną, mogę stwierdzić, że realizacja pomysłu, który sam w sobie uznaję za ciekawy, nie do końca mnie przekonała.

Gdyby Camille spojrzała na siebie z boku, pewnie uznałaby, że jest szczęśliwa. Ma dom, dobrą pracę, syna i stosunkowo udane małżeństwo. W tej życiowej układance wszystkie elementy wydają się do siebie dobrze pasować, a jednak są między nimi luki i nieostre krawędzie, które sprawiają, że kobieta czuje frustrację i brak satysfakcji. Przez lata realizowała raczej potrzeby innych niż swoje i przez to znalazła się w punkcie, w którym teoretycznie wszystko się układa, a w praktyce jest tylko kilka kroków od rozsypania się na kawałeczki. I wtedy, zupełnie niespodziewanie, poznaje Claude’a – faceta zajmującego się rutynologią – dziedziną nauki mającą pomóc jej znaleźć klucz do szczęścia i rozbudzenia na nowo entuzjazmu wobec codzienności.

Czytaj dalej

Sophie Daull – Camille, moja ptaszyna


Sophie Daull, Camille, moja ptaszyna [Camille, mon envolée], tłum. Ewa Kaniowska, Czarna Owca, 2017, 163 strony.

Są takie książki, o których trudno pisać. Pamiętam, że jakąś wewnętrzną blokadę przed ubraniem w słowa wrażeń wywołały we mnie między innymi „Chustka” Anny Sałygi, „Zorkownia”  Agnieszki Kalugi, „Kato-tata. Nie-pamiętnik” Halszki Opfer czy „3096” Natashy Kampush. Za każdym razem, chociaż historie w nich zawarte były zupełnie inne, miałam poczucie, że cokolwiek bym nie napisała, zabrzmi to banalnie w zderzeniu z ciążącą gdzieś w piersi prawdą o ludzkim bólu i dramatach. Tak samo czuję w przypadku wspomnień Sophie Daull wydanych w postaci książki „Camille, moja ptaszyna”. Camille nie żyje. Zmarła nagle, po czterech dniach niespodziewanej choroby, w wieku szesnastu lat. Myślę, że jej matka – Sophie – chciałaby, żeby pisać o tym wprost, tak jak wolała, by ludzie, którzy ją otaczali nie stosowali eufemizmów wobec tego, co się zdarzyło.

Czytaj dalej

Aleksander Dumas – Trzej muszkieterowie


Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie [Les trois mousquetaires], tłum. Janina i Krzysztof Błońscy, Znak, 2014, 685 stron.

Przed lekturą czułam ciężar klasyki i nie chodziło wcale o to, że „Trzej muszkieterowie” to książka słusznej wagi. Mimo pozytywnych opinii, z którymi się spotykałam, obawiałam się, że nie odnajdę się w klimacie stworzonym przez Aleksandra Dumasa, a lektura stanie się bardziej walką z innym od współczesnego stylem niż ciekawym obserwowaniem potyczek bohaterów. Martwiłam się zupełnie niepotrzebnie, bo XIX-wieczny pisarz stworzył dzieło, którego poznawanie sprawiło mi ogromną przyjemność. Im bliżej było końca, tym mniej chciałam się rozstać z nowymi przyjaciółmi i XVII-wiecznymi realiami, tak żywo i barwnie uchwyconymi francuskim piórem.

Czytaj dalej

Marcus Malte - Ogród miłości


Marcus Malte, Ogród miłości [Garden of Love], tłum. Joanna Polachowska, Albatros, 2011, 312 stron.

Jeżeli w pierwszej chwili na widok tytułu przyszło Wam do głowy, że książka Marcusa Malte jest pewnie typowym romansem, to zdecydowanie muszę stwierdzić, że miłosnych uniesień znajdziecie w niej niewiele. Gwoli ścisłości i dla zakochanego spojrzenia znajdzie się tam miejsce, ale gdy dodamy do tego zbrodnię, zagadki z przeszłości, tajemniczy maszynopis i poezję Williama Blake’a, to wyjdzie mieszanka trudna do zaklasyfikowania. Kryminał? Thriller? Sensacja? „Ogród miłości” jest po trosze wszystkim, a  jednocześnie zamknięcie go w takich tylko ramach, wydaje mi się teraz, po lekturze, niewystarczające.

Alexandre Astrid może poszczycić się policyjną legitymacją, ale w istocie już od dawna jego służba pozostaje daleka od codziennego wypełniania obowiązków stróża prawa. Mężczyzna, przez długi czas patrzący na codzienność z perspektywy wypełnionego po brzegi kieliszka, nadal niespecjalnie radzi sobie z codziennością. Gdy otrzymuje pewną przesyłkę zwierającą zniekształcony zapis swojego życia, na nowo musi mierzyć się nie tylko z demonami przeszłości, ale i wrócić do swojego ostatniego śledztwa dotyczącego kilku zabójstw.

Czytaj dalej

Ksawery De Montepin - Kwiaciarka (cz. 2)



Ksawery De MontepinKwiaciarka (cz. 2), Damidos, 2012, 573 strony.

Po lekturze pierwszej części „Kwiaciarki” twierdziłam, że chociaż jako całość powieść prezentowała się barwnie, a bohaterowie zostali sprawnie sportretowani, to jednak do poznania ich dalszych losów nie ciągnie mnie jakoś specjalnie. I rzeczywiście minęło trochę czasu zanim zdecydowałam się powrócić do XIX-wiecznego Paryża ukazanego przez Ksawerego De Montepina, ale nie żałuję, że wreszcie się na to zdecydowałam.

Obawiałam się, że po takim czasie nie będę pamiętała szczegółów fabuły niezbędnych do swobodnego poruszania się po stworzonej przez pisarza historii. Ku mojemu zdziwieniu, mimo że poprzednia część nie wywarła na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, to zupełnie nie miałam problemu na przykład z imionami poszczególnych postaci, a po niespełna trzydziestu-czterdziestu stronach wszystkie elementy opowieści odkryte we wcześniejszym tomie wskoczyły na swoje miejsce. Widać sprawdza się czasem twierdzenie mojej nauczycielki matematyki z czasów liceum, że wystarczy otworzyć w głowie odpowiednią szufladę, by wrócić pamięcią do potrzebnych informacji. Dzięki temu moja przygoda z „Kwiaciarką” mogła potoczyć się dalej.

Czytaj dalej

Eric-Emmanuel Schmitt - Odette i inne historie miłosne


Eric-Emmanuel Schmitt, Odette i inne historie miłosne [Odette Toulemonde et autres histoires], tłum. Jan Brzezowski, Znak, 2009, 244 strony.

Apetyt rośnie w miarę jedzenie, prawda? A właściwie powinnam napisać, że oczekiwania rosną w miarę czytania. Pierwszy zachwyt prozą danego pisarza, w miarę sięgania po kolejne jego dzieła, ustępuje poczuciu, że chcielibyśmy otrzymać coś równie dobrego, a najlepiej jeszcze lepszego. Wtedy często zdarza się, że nawet trafiając na coś w gruncie rzeczy niezłego, czujemy się w pewien sposób rozczarowani, ponieważ liczyliśmy na więcej, a zachwyt niestety jakoś nie chciał nam towarzyszyć w trakcie lektury. Nie zachwyciłam się tym razem E.E. Schmittem, ale to wcale nie znaczy, że „Odette i inne historie miłosne” są zbiorem słabym i nie wartym uwagi.

Osiem opowiadań, a w każdym z nich pojawia się miłość. Czasami wysuwa się na pierwszy plan, tworząc oś wszystkich wydarzeń, innym razem niby przypadkiem wkrada się między kolejne strony, by na końcu okazało się, że to ona liczyła się tu najbardziej. Ma różne odcienie, a każdy z nich nadaje poszczególnym historiom innego wyrazu. To samo uczucie może zależnie od bohaterów i wydarzeń zyskać jeszcze więcej znaczeń niż nam się wydawało.

Czytaj dalej

Eric-Emmanuel Schmitt - Małe zbrodnie małżeńskie


Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Małe zbrodnie małżeńskie
Tytuł oryginału: Petits crimes conjugaux
Tłumaczenie: Barbara Grzegorzewska
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 100

Przez „Małe zbrodnie małżeńskie” można przemknąć w mgnieniu oka, zastanawiając się co takiego ma w sobie ten tytuł, że w części czytelników wzbudza zachwyt. Gdy jednak trochę szerzej otworzy się oczy i bez pośpiechu przeczyta się ten krótki pod względem ilości stron utwór, może się okazać, że mimo objętości, niesie on ze sobą refleksję o wiele głębszą i bardziej pouczającą niż mogło się nam w pierwszej chwili wydawać.

Gilles wraca do domu, który w istocie jest dla niego nieznanym miejscem. Stracił pamięć i nie ma pojęcia kim był i kim właściwie jest. Jedynym punktem zaczepienia staje się jego żona Lisa, ale dowiadywanie się o sobie wszystkiego, wymagać będzie od mężczyzny zaufania do, akurat w tej chwili, obcej mu kobiety. Ich małżeństwo trwa już piętnaście lat i może się okazać, że niewiele ma wspólnego z tym, co opowiada mu na temat ich związku Lisa. Nie ma pewności czy kobieta mówi prawdę czy tworzy własną wersje przeszłości, wykorzystując amnezję męża. 

Czytaj dalej

Eric-Emmanuel Schmitt - Intrygantki




Eric-Emmanuel SchmittIntrygantki [Théâtre. La Nuit de Valognes, Le Visiteur, Le Bâillon, L'École du diable], tłum. Wawrzyniec Brzozowski, Znak, 2013, 240 stron.

Dramat, dramat i jeszcze raz dramat. Ale spokojnie – nie jest to ocena „Intrygantek”, a jedynie rodzaj literacki, z którym mamy w tym przypadku do czynienia. Zamawiając ten tytuł nie miałam o tym pojęcia, ale że do teatru wybieram się już dłuższy czas i jakoś ciągle trafić nie mogę, to właściwie nawet ucieszyłam się, że chociaż w domowym zaciszu przeczytam dzieło, które zgodnie z przeznaczeniem można by wystawić na scenie. Tak gwoli ścisłości to nawet nie jedno, a cztery – tyle bowiem utworów zawiera ta publikacja. 

Z Panem Schmittem miałam okazję spotkać się dopiero po raz drugi, ale po „Trucicielce” liczyłam na coś przynajmniej porównywalnie dobrego, a po cichu właściwie nawet choć odrobinę lepszego. Wiadomo bowiem, że kolejne spotkanie z danym autorem to coraz wyżej ustawiona poprzeczka, a to, co za pierwszym razem nas oczarowało, za drugim już nie zaskakuje tak bardzo. W każdym razie „Intrygantki” w tym kontekście niezupełnie spełniły pokładane w nich nadzieje – nie oznacza to jednak, że musiałam mierzyć się z dziełem słabym, którego lektura nie sprawiała żadnej przyjemności. Takiej tragedii zdecydowanie tu nie było – spotkanie uważam bowiem za udane, chociaż aplauzu na stojąco nie będzie.

Czytaj dalej

Abdel Sellou - Odmieniłeś moje życie...


Abdel Sellou, Odmieniłeś moje życie... [Tu as changé ma vie…], tłum. Wiktoria Melech, Joanna Polachowska, Albatros, 2012, 288 stron.

Film upiększył prawdę po to, by ludzie mogli marzyć(s. 16). Abdel Sellou nie jest tym samym facetem, którego pewnie spora część z Was miała okazję oglądać na ekranie w produkcji „Nietykalni”. Jego historia nie do końca jest tą historią, w której w jego rolę wciela się Omar Sy. Autobiografia, którą napisał już po stworzeniu filmu, pokazuje prawdziwego Abdela, a może po prostu tę jego część, która w scenariuszu została odpowiednio wygładzona. Ot, specyfika kina. Nie piszę tego po to, by stwierdzić, że film przekłamuje prawdę – jest on bowiem stosunkowo wierny poszczególnym wydarzeniom, ale jeżeli ktoś spodziewa się, że „Odmieniłeś moje życie” dostarczy mu tego, co film, to niestety – lepiej niech po ten tytuł nie sięga. Myślę, że jako odrębnie czytana historia również może nie zostać doceniona – będzie to wówczas po prostu opowieść o irytująco pewnym siebie chłopcu, a później mężczyźnie, któremu wydawało się, że może wszystko. Kiedy więc warto przeczytać to, co miał do powiedzenia o sobie autor? Gdy jego opowieść stanowić będzie dopełnienie „Drugiego oddechu” Philippe’ Pozzo di Borgo i ewentualnie filmu „Nietykalni”. Przygotować się jednak należy na to, że życie Abdela, jego działania i wybory niejednokrotnie trudno nazwać właściwymi, a on sam o swoich doświadczeniach nie opowiada w sposób, który wzrusza i chwyta za serce. Opowiada jednak nad wyraz szczerze.

Czytaj dalej

Latifa (Chebeka Hachemi) - Ukradziona twarz. Mieć 20 lat w Kabulu


Autorka: Latifa (współpraca: Chebeka Hachemi)
Tytuł: Ukradziona twarz. Mieć 20 lat w Kabulu
Tytuł oryginału: Visage volé: avoir vingt ans à Kaboul
Tłumaczenie: Maria Michalik
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 240

Dla wielu z nas fakt, że mamy prawo decydowania o sobie, kształcenia się czy swobodnego wybierania życiowego partnera jest oczywistością. Nie traktujemy tych spraw jako przywileju, ale raczej jako normalny element codzienności, w której wyjścia z domu nie ogranicza nam żaden odgórnie narzucony dekret. Jesteśmy wolne i w większości niezależne, a to w jaki sposób kreujemy własną przyszłość zależy przede wszystkim od nas samych. Napotykamy pewne ograniczenia, zderzamy się z niesprzyjającymi okolicznościami czy nieprzychylnymi ludźmi, ale wciąż mamy możliwości, których pozazdrościłoby nam wiele kobiet mieszkających w krajach, gdzie uważane są za gorsze i bezwartościowe. O tym właśnie opowiada Latifa w swojej książce  - o braku wolności i codzienności naznaczonej strachem i bezsilnością.

Do 27 września 1996 roku Latifa mogła nazwać się szczęśliwą nastolatką - może nieco rozpieszczaną przez rodzinę, ale pełną ambicji i samozaparcia do osiągnięcia w życiu czegoś znaczącego. Jej plany kształcenia się na wydziale dziennikarstwa zeszły jednak na boczny tor w obliczu wkroczenia do Kabulu talibów. W chwili, w której nad meczetem zaczęła powiewać biała flaga, Afganistan stopniowo pokryła czarna otchłań, która wciągała w swoje czeluście całe rodziny, a szczególnie dotkliwie kobiety. Z dnia na dzień stały się one istotami nieczystymi, poniżanymi i niewartymi jakiegokolwiek szacunku. Zamknięte w domach, bez możliwości podejmowania pracy czy chociażby swobodnego chodzenia ulicami miasta, pogrążały się w coraz większej bezradności. Tak było w przypadku Latify, która w prosty sposób pisze o rzeczach trudnych - o potwornym niejednokrotnie traktowaniu jej rodaczek w imię wykorzystywanych według własnego widzimisię praw szariatu i o rzeczywistości, w której wolność jest jedynie mglistym marzeniem.

Czytaj dalej

Eric-Emmanuel Schmitt - Trucicielka


Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tytuł: Trucicielka i inne opowiadania
Tytuł oryginału: Concerto a la memoire d'un ange
Tłumaczenie: Agata Sylwestrzak-Wszelaki
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 248

Do tej pory wydawało mi się, że nie przepadam za opowiadaniami. Nie była to jakaś ogromna niechęć, ale zwyczajnie nie ciągnęło mnie do ich czytania. Kiedy już po jakieś sięgałam zwykle temu doświadczeniu towarzyszył pewien niedosyt, a nawet rozczarowanie. I wtedy trafiłam na Schmitta. A ściślej rzecz ujmując zachęcona pozytywnymi recenzjami postanowiłam dać „Trucicielce” szansę, mimo że przed lekturą mój entuzjazm był dosyć przytłumiony. Nie jestem do końca pewna czy spowodował to sam autor czy opowiadane przez niego historie, ale któryś z tych dwóch elementów (nieco bardziej przychylam się do opcji pierwszej) spowodował, że czytanie było prawdziwą przyjemnością. 

Czytaj dalej

Jean – Louis Fournier – Tato, gdzie jedziemy?


Autor: Jean – Louis Fournier
Tytuł: Tato, gdzie jedziemy?
Wydawnictwo: Książnica
Tłumaczenie: Bożena Sęk
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 176

O osobach upośledzonych z reguły nie mówi się z humorem – zwyczajnie nie wypada. Koniec i kropka. Wyjątki tu nie obowiązują jeśli oczywiście nie chcemy narazić się na  pełen zniesmaczenia wzrok czy ogólną krytykę. Śmiech jest w tym przypadku niestosowny, nietaktowny, niemoralny i jeszcze cały szereg podobnych „nie-”. J. L. Fournier przyzwyczajony do życia „na opak” wychyla się poza narzucone ramy stosownych zachowań, pisząc książkę o swoich dwóch umysłowo i fizycznie upośledzonych synach i robiąc to z humorem. Mathieu i Thomas niewiele rozumieją i niewiele potrafią, a to jacy się urodzili zdeterminowało nie tylko ich życie, ale przede wszystkim codzienność ich najbliższych.

Nie potrafię i nawet nie chcę oceniać tej pozycji czy zadawać sobie prostego pozornie pytania – podobała mi się czy też nie? W tych kategoriach zupełnie nie da się o tej książce mówić. Wiem jednak, że w czytelnikach budzi ona dosyć skrajne uczucia – jednych zachwycając szczerością, innych oburzając sposobem pisania autora o swoich dzieciach. Można nie dostrzegać ironii, którą Fournier zawarł w niektórych fragmentach czy też nie rozumieć czarnego humoru, którym operuje, ale nawet bez umiejętności czytania między wierszami na pierwszy plan wysuwa się jego miłość do Mathieu i Thomasa - tego po prostu nie da się nie zauważyć.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy