Harlan Coben – Bez pożegnania

13.09.2021



Harlan Coben, Bez pożegnania [Gone for good], tłum. Zbigniew A. Królicki, Albatros, 2021, 416 stron.

Książki Harlana Cobena zazwyczaj pochłaniam w mgnieniu oka, bo tak przyjemnie płynie mi się przez kolejne strony, że mam wrażenie jakby przewracały się same. Niestety, nie tym razem. Długo trwało zanim zaczytałam się w „Bez pożegnania” i przynajmniej w jakim stopniu przekonałam się do tej historii. Te trudne początki i kilka innych rzeczy sprawiają, że nie będzie to jedna z moich ulubionych powieści amerykańskiego pisarza. 

Will nie wie już w co ma wierzyć, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, co wielu ludzi uznaje za fakt: Ken Klein, jego brat, jedenaście lat wcześniej dokonał gwałtu i morderstwa, a następnie uciekł. Zostawił jednak po sobie ślady krwi, mogące świadczyć, że wcale nie wyszedł z tej piwnicy cało, ale czy czegokolwiek można tu być pewnym? Na łożu śmierci matka zdradza Willowi, że Ken żyje. Ten nie ma wiele czasu, by oswoić się z tą informacją i jakoś ją przeanalizować, bo nagle znika jego ukochana…

Wydawało mi się, że nie czuję przesytu książkami Harlana Cobena, bo raczej go sobie dawkuję, sięgając po kolejne powieści co kilka miesięcy, ale może jednak potrzebna nam dłuższa przerwa? W przypadku „Bez pożegnania” miałam wrażenie, że to wszystko już było, jakby ta historia stała się kompilacją różnych motywów, które już poznałam wcześniej. To nie jest pierwszy raz, kiedy autor korzysta z pewnych schematów i do tej pory mimo wszystko czerpałam sporo przyjemności z lektury, ale tutaj zajęło mi dużo czasu, żeby zamienić to początkowe zniechęcenie i pewną obojętność na zainteresowanie kolejnymi wydarzeniami.

W przypadku pojedynczych powieści Cobena nie przywiązuję się jakoś szczególnie do bohaterów i szybko o nich zapominam, ale na czas lektury mają dla mnie jednak zazwyczaj jakieś znaczenie. Tutaj budowanie więzi chociażby z Willem trwało zdecydowanie za długo i chociaż z czasem nieco bardziej obchodziły mnie jego losy, to i tak nie brakowało chwil, kiedy jego poczynania mnie nie przekonywały. Sytuację niewątpliwie uratowało kilka przetasowań, które pojawiły się w fabule, wyrywając mnie z marazmu. Pojawiło się zaintrygowanie, pojawiło się kilka scenariuszy w głowie i były chwile, kiedy dałam się tej powieści mocniej wciągnąć, a nawet odrobinę zaskoczyć, chociaż niektóre rozwiązania i tak uważam za przekombinowane.

Miotam się pisząc o „Bez pożegnania”, bo teoretycznie książka ma te elementy, które zazwyczaj się u autora sprawdzają, tworząc naprawdę dobrą rozrywkę na kilka godzin. A jednak tym razem to mi nie wystarczyło. Zaczęło się nie najlepiej, później były dobre i nawet wciągające momenty, ale ostatecznie i tak czuję się jakoś rozczarowana, bo tej przyjemności z lektury miałam zwyczajnie mniej niż zwykle.


 Garść cytatów:

Czasem cierpienie jest lepsze od zapomnienia”. (s. 120)

Razy bolą tylko przez jakiś czas. Pamięć o własnym tchórzostwie nigdy nie przestaje dokuczać”. (s. 250)

~~*~~
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Zobacz również

3 komentarze

  1. Szkoda, że lektura nie spełniła Twoich oczekiwań. Ja póki co nie planuję tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że czujesz się zawiedziona. Ja na ten moment mam do przeczytania jeszcze inną książkę tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja mama lubi Cobena. Szkoda, że rozczarowała :/

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy