Catriona Ward – Ostatni dom na zapomnianej ulicy

05.09.2021



Catriona Ward, Ostatni dom na zapomnianej ulicy
[The Last House on Needless Street], tłum. Martyna Tomczak, Czwarta Strona, 2021, 400 stron.

Fakt, że zdjęcie Teda Bannermana pojawiło się w gazecie przy okazji zaginięcia pewnej kilkuletniej dziewczynki jeszcze nic nie znaczy. Prawda? Tym bardziej, że minęły lata od tego wydarzenia i mężczyzna nadal mieszka w ostatnim domu na pewnej zapomnianej ulicy. Wciąż jest jednak ktoś, kto nie potrafi odpuścić tego tematu i ma zamiar odkryć prawdę. A Ted? Ted ma sporo innych zmartwień na głowie, chociażby to, że co jakiś czas gubi trochę czasu, jego córka Lauren sprawia spore problemy, a jakiś nieznany sprawca ustawił pułapki klejowe na jego trawniku, by złapały się na nie ptaki, które tak lubił obserwować. A to i tak tylko mały wycinek z tego, z czym musi się mierzyć.

Catriona Ward stworzyła powieść, która od samego początku generowała w mojej głowie mnóstwo pytań. Mamy kilku narratorów (wśród nich nawet kota!), ale to wcale nie rozjaśnia sytuacji, bo każdy z nich jest w pewnym sensie dziwny. I trudno zdecydować kto najbardziej. O palmę pierwszeństwa zdecydowanie walczy Ted, którego w najlepszym przypadku można by było nazwać specyficznym. Im bardziej go poznawałam, tym większy niepokój budziło we mnie jego zachowanie. Zresztą niepewność wobec bohaterów jest tym uczuciem, które towarzyszyło mi przez cały czas, aż do ostatnich stron. Tutaj każdy ma swoje tajemnice i nawet jeśli dzieli się swoimi myślami, to i tak nigdy nie wiadomo, czy nie kryje się za nimi coś więcej. 



Ciągłe zastanawianie się co jest prawdą, a co nie, skojarzyło mi się z inną świetną powieścią – „Schronisko” Sama Lloyda. W obu historiach można poczuć się wrzuconym w tak silny wir wydarzeń, że w pewnym momencie niczego nie jest się pewnym. Uwielbiam ten stan! Jeden dosyć znaczący element z „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy” udało mi się rozgryźć (chociaż i tak miałam sporo wątpliwości, dopóki nie okazało się, że trafiłam), ale to i tak był tylko fragment całego obrazu, który wielokrotnie się w czasie czytania zmieniał. Wiele rzeczy wskoczyło na swoje miejsce, ale dopiero, gdy dotarłam do zakończenia. Wtedy mogłam spojrzeć na wszystko we właściwy sposób i pokiwać ze zrozumieniem głową.

Powieść Catriony Ward może bardzo różnie działać na czytelników. Dla jednych stanie się drażniąca przez nagromadzenie specyficznych bohaterów i wydarzeń. Dla innych będzie intrygująca i wywołująca (nie)przyjemny dreszcz niepokoju i ogrom niepewności. Ja poczułam się wciągnięta w tę historię od pierwszych stron, a im dalej w las (i to czasem dosłownie), tym mocniej byłam zaangażowana. Czy to, co wiem teraz, za kilka stron nadal będzie prawdą? A może nigdy nią nie było i tylko mi się wydawało, że rozgryzłam bohaterów? Autorka niczego czytelnikowi nie ułatwia i prowadzi go naprawdę krętymi ścieżkami do finału. Dla mnie ta droga była przepełniona zaciekawieniem, a nawet fascynacją wobec nieoczywistych wydarzeń i postaci. Świetnie się w takim klimacie odnajduję i takie powieści zapamiętuję na dłużej.




  Garść cytatów:

Wszystko, co nas spotyka w życiu, to trening przed stratą”. (s. 49)

Myśli to drzwi, przez które przechodzą zmarli”. (s. 185)

Ile razy można coś zginać, zanim pęknie? Z tym, co połamane, lepiej postępować ostrożnie, inaczej może ustąpić pod naciskiem i też coś połamać”. (s. 282)

~~*~~

Zobacz również

12 komentarze

  1. Intrygujące. Lubię, kiedy książka wywołuje niepokój, ma dziwnych bohaterów, więc mam chęć przeczytać tę powieść. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem co byś o niej napisała, Agnieszko :)

      Usuń
  2. Przyznam szczerze, że zazdroszczę Ci kochana lektury tej książki. Mam nadzieję, że mnie też uda się ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już kilka bardzo dobrych recenzji tej książki. Czeka na mojej półce i może jesienią się za nią zabiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie, że typowo jesienna aura jeszcze lepiej się przy czytaniu tej powieści sprawdzi :)

      Usuń
  4. Ja tam lubię, kiedy pojawiają się specyficzni bohaterowie i książka obfituje w wiele wydarzeń. Jak się napatoczy, chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No kot narrator, to mnie najbardziej zaciekawiło :D Nabrałam chęci na tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to kot, który ma całkiem sporo do powiedzenia! :)

      Usuń
  6. Specyficzni bohaterowie zachęcają mnie do tej książki. Czuję, że jest w niej klimat :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy