Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt – Oblany test

30.12.2022



Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt, Oblany test [De underkända], Czarna Owca, 2022, 440 stron.
Sebastian Bergman, tom 5.

Czy brak odpowiedniej ilości odpowiedzi na pytania z wiedzy ogólnej może kosztować życie? Wygląda na to, że tak. W czasie wakacyjnej przerwy w jednej ze szkół zostają znalezione zwłoki mężczyzny przywiązanego do krzesła, z oślą czapeczką na głowie i przyczepionym do ciała testem. Śmierć nastąpiła za sprawą strzału w głowę z pistoletu do ogłuszania bydła. Szybko okazuje się, że to już drugie takie morderstwo, a poza modus operandi sprawcy łączy je wcześniejszy udział ofiar w popularnych reality show.

Byłam ciekawa jak autorzy poprowadzą wątek, którym zakończył się poprzedni tom („Niemowa”) i dlatego od razu sięgnęłam po „Oblany test”. Nie będę zdradzała zbyt wiele, ale okazuje się, że w kwestiach związanych z życiem bohaterów jakoś rzadziej udaje mi pewne rzeczy przewidzieć niż w przypadku zagadek kryminalnych. Byłoby idealnie, gdyby zaskakiwało mnie i to, i to, ale chyba zaczynam się przyzwyczajać, że totalnego szoku w kontekście sprawcy raczej nie powinnam się spodziewać. Nie wpadam na niego od razu, ale gdzieś pod koniec zazwyczaj już się domyślam kto i dlaczego. Mimo to autorzy zawsze starają się zachować na te ostatnie strony coś jeszcze, co podkręca atmosferę i zachęca, by znowu się z nimi spotkać. Tym razem też tak było i to zdecydowanie mi się podobało.

Wracając do bohaterów, to na przestrzeni tych kilku książkowych spotkań stali mi się całkiem bliscy i przede wszystkim bardziej wyraziści. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że Michael Hjorth i Hans Rosenfeldt lubią swoje postaci solidnie doświadczać i praktycznie każdy z zespołu Krajowej Policji Kryminalnej zmaga się z jakimiś demonami. O dziwo takie natężenie osób z jakimiś problemami mi nie przeszkadza, tym bardziej, że w ich rozterki nietrudno mi się zaangażować i to nawet wtedy, gdy w prawdziwym życiu ich z nimi nie dzielę. Sebastian Bergman – główna postać tej serii – standardowo sam kopie pod sobą dołki. Kiedy już wydaje się, że może wreszcie uda mu się wyprostować jakąś relację i postąpić jak trzeba, on robi coś (często na przykład wskakując z kimś nieodpowiednim do łóżka), co wszystko niweczy. Destrukcyjny facet, nie ma co. Tym razem zresztą nie tylko on wybiera ścieżki, które prowadzą w niekoniecznie dobrym kierunku, więc jest się o kogo martwić.



Podobał mi się pomysł szwedzkich pisarzy na seryjnego mordercę (trochę dziwnie to brzmi, ale w przypadku fikcji literackiej pozwalam sobie na takie pochwały), tym bardziej, że są momenty, gdy mamy okazję wniknąć w jego sposób myślenia. Niecodzienny motyw działania sprawcy, ale w gruncie rzeczy bardzo mocno związany z rzeczywistością i byłam sobie w stanie wyobrazić, że ktoś taki mógłby faktycznie istnieć.

„Oblany test” trzyma poziom, na który poprzednim tomem („Niemowa”) wrócili autorzy. Wprawdzie najwięcej zaskoczeń dostarczyli mi sami bohaterowie i podejmowane przez nich decyzje (trzeba być gotowym na to, że w tej serii wątki obyczajowe zajmują dużo miejsca), ale i kryminalna warstwa została poprowadzona na tyle ciekawie, że ani przez chwilę się nie nudziłam. Brakowało mi może tylko takiego solidnego tąpnięcia na koniec w kwestii tożsamości sprawcy i w finale zrobiło się nieco za bardzo sensacyjnie, ale i tak miałam dużo frajdy z czytania. To była dobra decyzja, by wrócić do Sebastiana Bergmana i reszty ekipy Krajowej Policji Kryminalnej, bo nawet jeżeli nie mogę napisać, że jest idealnie i że nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, to już że jest dobrze – zdecydowanie mogę. Kawałek solidnej, potrafiącej utrzymać zainteresowanie i pełnej intrygujących bohaterów, do których się przywiązałam, powieści.


  Garść cytatów:

Dla niej tylko fizyczne dowody nie podlegały dyskusji. Wszystko inne można było interpretować, zniekształcać i zakłamywać, ale dowody były prawdziwe i ostateczne”. (s. 44)

— Chciałem ją zapytać czy zje ze mną dzisiaj kolację.
— Ona ma męża.
— No i co? Nie je z tego powodu?(s. 75)

Odległość między nimi była zbyt duża, żeby być blisko.
I zbyt mała, żeby nic nie czuć”. (s. 153)

~~*~~
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.
[współpraca barterowa]


           
    

Zobacz również

6 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz skandynawskie kryminały to warto zerknąć :)

      Usuń
  2. Pierwszy raz słyszę o tej serii, ale naprawdę mnie zaciekawiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ kusisz :) Ten i poprzedni wpis sprawiają, że mam ochotę zabrać się za pierwszy tom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Powiem Ci, że takie czytanie tomu za tomem ma swoje plusy - łatwo się wtedy zaangażować w kolejne wydarzenia.

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy