Henrik Fexeus - Zwierzę ofiarne

30.03.2026



Henrik Fexeus, Zwierzę ofiarne [Offerdjuret], tłum. Ewa Wojciechowska, Czarna Owca, 2026, 512 stron.
Mementoserien, tom 1

Nikogo nie dziwi, że nie pamięta się zbyt wiele ze swojego wczesnego dzieciństwa, ale gdy ta niepamięć dotyczy aż dwunastu pierwszych lat życia, to robi się już dosyć niepokojąco. David Lund jako dorosły mężczyzna pogodził się z takim stanem rzeczy. Tyle tylko, że nagle okazuje się, że ten czas, który dla niego jest ciemną plamą, może kryć w sobie niebezpieczne tajemnice - takie, których ujawnienie jest w stanie zniszczyć życie wielu osobom.

Podobało mi się, że David nie staje się nagle, w obliczu niebezpiecznej sytuacji, bohaterem, który wie, co powinien zrobić. Pewnie wolałby, żeby wszystko zostało tak, jak było niż mierzyć się z przeszłością, której do tej pory specjalnie mu nie brakowało. A przynajmniej tak sobie mówił. W tej historii to Florence - bezkompromisowa prawniczka - jest tą, która zdaje się lepiej radzić sobie z niebezpieczeństwem. Cieszę się, że chociaż tę dwójkę poznajemy w łóżku (dosłownie!) to relacja między nimi nie przytłacza sprawy, z którą przyszło im się mierzyć.




Henrik Fexeus zaciekawił mnie swoim piórem w serii „Mentalista” stworzonej w duecie z Camillą Läckberg. Wyobrażałam sobie, że jego powieść może być takim gęstym, niepokojącym thrillerem psychologicznym, który totalnie mnie wciągnie. I początkowo rzeczywiście wszystko wskazywało na to, że to historia, od której trudno się będzie uwolnić. Czytałam ją z ciekawością, napięciem i z takim przeświadczeniem, że autor stworzył sobie świetny grunt pod naprawdę pokręconą powieść. Mniej więcej w połowie tę ekscytację trochę przytłumiło pójście w sensacyjną stronę, ale nadal miałam nadzieję, że wszystko, co się dzieje może prowadzić do naprawdę mocnego zakończenia. 

Spodziewałam się po tej historii więcej, a gdy to więcej teoretycznie nadeszło, to dla mnie okazało się po kilkoma względami przekombinowane. Niektórych elementów można się było dosyć łatwo domyślić, inne były jak wyciągnięte z kapelusza. I nawet nie chodzi o sam pomysł na rozwiązanie, bo ten uznaję za dosyć ciekawy, gdyby go ograć nieco inaczej, ale na fakt, że miałam poczucie jakby to zaskoczenie miało być wywołane na siłę. W pewnym momencie miałam już w głowie takie: „Serio?”. Pewną nadzieję stanowi fakt, że jest to pierwszy tom serii i to daje furtkę do lepszego uwiarygodnienia całej historii, a także może być okazją na ciekawe pociągnięcie tych wątków, które jeszcze nie zostały zamknięte. 




Nie zmienia to jednak faktu, że boli mnie ten niewykorzystany potencjał na mroczny thriller, który zrobiłby mi w głowie totalny rozgardiasz i wywrócił wszystkie założenia na drugą stronę. Na teraz oceniam „Zwierzę ofiarne” jako powieść z zadatkami na świetną, ale ostatecznie plasującą się raczej w okolicach tych średnich. Z przebłyskami, z wciągającym klimatem, ale bez fajerwerków.

Zobacz również

0 komentarze

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy