Lionel Shriver - Musimy porozmawiać o Kevinie


Lionel Shriver, Musimy porozmawiać o Kevinie [We Need to Talk About Kevin], tłum. Krzysztof Uliszewski, Videograf II, 2008, 424 strony.

Kilka razy w trakcie lektury „Musimy porozmawiać o Kevinie” zastanawiałam się gdzie jest ta historia, która tak wiele osób zachwyciła i wzbudziła moc wrażeń. To książka po której początkowo spodziewałam się czegoś innego i potrzebowałam trochę czasu, by docenić ją tak bardzo, jak odczuwam to teraz.

Właściwie od początku zdawałam sobie sprawę, że Kevin – niespełna szesnastoletni chłopak – dokonał w swojej szkole masakry, zabijając wiele osób. Mimowolnie spodziewałam się więc po tej historii czegoś podobnego do powieści Jodi Picoult „Dziewiętnaście minut”, gdzie śmiertelną rozgrywką kierował Peter – przez lata upokarzany i nierozumiany. Szybko przekonałam się, że mimo pewnych podobieństw, które można w tych dwóch historiach odnaleźć, są one jednak zupełnie różne i to nie tylko przez sposób narracji, ale przede wszystkim głównych bohaterów. U Lionel Shriver czytelnik poważnie zaczyna się zastanawiać czy Kevin od urodzenia nie nosił w sobie po prostu zła, które po latach znalazło wreszcie ujście w postaci dokonanych morderstw.

Czytaj dalej

George Orwell - Rok 1984

Goerge Orwell, Rok 1984 [Nineteen Eighty-Four], tłum. Tomasz Mirkowicz, MUZA, 2014, 354 strony.

Wśród wielu czytelników, których opinie miałam okazję poznać, „Rok 1984” ustawiany był często na swoistym piedestale i pewnie dlatego jakoś mimowolnie obawiałam się sięgnięcia po ten tytuł. Próbowałam nie podsycać w sobie zbyt wysokich oczekiwań, bo mam świadomość, że nawet książka, która dla wielu jest genialna, we mnie może wzbudzić uczucia dalekie od zachwytu. George’a Orwella poznałam już wcześniej, odwiedzając Folwark zwierzęcy i było to spotkanie zdecydowanie udane, ale chociaż dawało nadzieje na to, że kolejne będzie podobne, to jednak gwarancji oczywiście nie miałam. Tak czy inaczej – przeczytałam. Nie każda strona „Roku 1984” sprawiała, że czułam się wstrząśnięta, ale gdy myślę o stworzonej przez angielskiego pisarza historii jako całości, to muszę przyznać, że zrobiła na mnie duże wrażenie.

Nie jest do końca pewne czy dwa plus dwa równa się cztery albo czy przeszłość, którą zna się dzisiaj będzie nadal aktualna jutro, ale jedno można stwierdzić zdecydowanie i bez wahania – Wielki Brat Patrzy. Winston Smith przyzwyczaił się do codzienności, w której niemal każdy jego ruch jest obserwowany, ale nie oznacza to, że nie budzi to w nim sprzeciwu.

Byłoby o wiele łatwiej, gdyby główny bohater potrafił bezkrytycznie przyjmować informacje, które władza Oceanii przekazuje obywatelom i nie dziwił się, że to, co jeszcze przed chwilą było prawdą, może zdumiewająco szybko przerodzić się w kłamstwo albo co gorsza zupełnie zniknąć ze zbiorowej pamięci. Powinien przyjąć do wiadomości, że Wielki Brat był od zawsze i tylko dzięki niemu ludziom aktualnie żyje się znacznie lepiej, nawet jeżeli codzienność w obdrapanym Londynie kłóci się z takim twierdzeniem; powinien wykształcić w sobie dwójmyślenie, które pozwala bez cienia wątpliwość twierdzić, że czarne jest białe jeżeli tak zarządzi Partia. Mało tego, że twierdzić, to jeszcze święcie w to wierzyć! I Winston zachowuje pozory, które pozwalają mu pozostawać poza podejrzeniami o myślozbrodnię, bo nie chciałby się przecież narażać na bliski kontakt z Policją Myśli i nagłe zniknięcie. Problem w tym, że życie, w którym nie ma miejsca dla miłości, wyobraźni i wolności jest dla niego nie do zniesienia. Pytanie tylko czy znajdzie w sobie dość odwagi, by cokolwiek zmienić i czy w ogóle jest jeszcze miejsce na jakąkolwiek nieskrępowaną myśl.

Świat pokazany przez Orwella przeraża nie tylko dlatego, że straszna wydaje się ciągła kontrola i absolutne podporządkowanie się władzy (co zresztą, znając historię nie wydaje się jakimś novum), ale również ze względu na to, że cały ten system został tak pieczołowicie skonstruowany. Wydaje się, że nie ma w nim ani odrobiny miejsca na jakikolwiek bunt i zmianę. Kultywuje się ślepą lojalność (zbytnia gorliwość w połączeniu z inteligencją nie jest wcale szczególnie pożądana), brutalność, donoszenie na innych (nawet swoich bliskich) i codzienność pozbawioną zwyczajnej ludzkiej bliskości (pod tym względem przypominała mi "451 stopni Fahrenheita"). Nowomowa ma ograniczyć zasób słów, by sprzeciwu wobec władzy nie dało się nimi wyrazić, a specjalne Ministerstwa dbają, by ustalony porządek trwał.

Autor sprawił, że razem z Winstonem czułam się przytłoczona codziennością w Oceanii i nieprzerwaną obserwacją. Były jednak chwile, gdy wydawało się, że da się wykroić fragment życia tylko dla siebie, do którego Partia nie ma dostępu i to dawało nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Główny bohater miota się między strachem i potrzebą działania, a wszystkie targające nim emocje i mnie się udzielały. Konstrukcja postaci naprawdę godna uznania. Spodziewałam się jednak, że inna równie istotna osobowość - Wielki Brat - będzie odgrywał bardziej namacalną rolę w całej historii, ale myślę też, że obywatele nie mają możliwości zapomnienia, że patrzy i że jest.

Rok 1984” to książka, która nie wydawała mi się absolutnie genialna od początku do końca. Wątpliwości pojawiły się szczególnie w trakcie czytania części drugiej (podzielona jest na trzy), gdzie zdarzało mi się trochę utknąć pomiędzy kolejnymi stronami i nie czułam się tak poruszona jak na początku. Ostatnia część sprawiła jednak, że jeszcze bardziej doceniłam stworzoną przez Orwella historię, a zakończenie dopełniło całości. To powieść, która nie tylko intryguje fabularnie, ale przede wszystkim zmusza do refleksji i prezentuje wizję świata, który nawet obecnie (a może obecnie szczególnie) nie wydaje się czystą abstrakcją.

Garść cytatów:

Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką”. (s. 34)

Początek zawiera w sobie koniec”. (s. 186)

~~♥~~
Poniższy widget pokazuje miejsca, w których można kupić „Rok 1984. Zawiera on linki partnerskie (afiliacyjne) - jeśli zdecydujesz się na zakup mogę otrzymać niewielką prowizję - dla Ciebie cena książki pozostaje bez zmian :)

Czytaj dalej

Stephen King - Lśnienie


Autor: Stephen King
Tytuł: Lśnienie
Tytuł oryginału:  The Shining
Tłumaczenie:  Zofia Zinserling
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 520

Mógłbyś powiedzieć, że jesteś pisarzem, ale sam wiesz, że to za duże słowo jak na trochę sprzedanych opowiadań i ciągle nieskończoną sztukę. Decydujesz się na podjęcie pracy w hotelu zamykanym na zimowy sezon, mimo że jego dyrektor ewidentnie patrzy na ciebie z góry, a sama perspektywa odcięcia od świata przez zwały śniegu nie jest zbyt kusząca. Poza tym fakt, że mężczyzna, który poprzednio pełnił funkcję dozorcy z zimną krwią zamordował swoją żonę i córki, a następnie popełnił samobójstwo, jakoś nie nastraja optymistycznie. Dodatkowo Panorama nie cieszy się dobrą sławą – wielokrotnie zmieniająca właścicieli, w przeszłości była świadkiem rozpasania na balach, ale dramatów, w których śmierć odgrywała główną rolę.

Nazywasz się Jack Torrance i nie masz wyboru. Za pobicie ucznia zostałeś zwolniony z posady nauczyciela, a agresja i porywczość raczej nie prezentują się dobrze w podaniach o pracę. Przyjaciel załatwił Ci zajęcie i powinieneś być mu wdzięczny, tym bardziej, że zmiana otoczenia może pomóc w poukładaniu rodzinnych spraw. Cóż, jako mąż i ojciec też nie radzisz sobie najlepiej – poważne problemy z alkoholem (wprawdzie chwilowo zażegnane, ale jednak) i napady złości, na tyle poważne, że połamałeś swojemu synowi rękę, pozbawiają Cię szans na tytuł rodzica roku. Może więc wspólny kilkumiesięczny pobyt w hotelu sprawi, że weźmiesz odpowiedzialność za swoje życie i wreszcie ustawisz je na właściwe tory. Oczywiście jeżeli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego…

Jak to u Stephena Kinga bywa, zanim skupimy się na głównej akcji, najpierw zostaniemy uraczeni porządną (ale nie przesadną) dawką obyczajowej otoczki, dzięki której powołani przez niego do życia bohaterowie, przestaną być tylko jednowymiarowym tworem. Bez problemu wczujemy się w ich sytuację, nawet jeżeli ich doświadczenia w rzeczywistości nie są nam specjalnie bliskie. Dobrze poznamy każdą z postaci: Jacka, który nie radzi sobie z gniewem i pociągiem do alkoholu, ale zdaje sobie sprawę z własnych niedoskonałości i na swój sposób kocha rodzinę; Wendy – żony rozdartej pomiędzy trudną miłością do męża, troską o bezpieczeństwo syna, a własnymi potrzebami i poczuciem, że staje się podobna do matki, która nigdy nie szczędziła jej krytyki; Danny’ego – pięcioletniego chłopca, widzącego znacznie więcej niż przeciętny człowiek, słyszącego myśli innych i potrafiącego przewidzieć co może się wydarzyć, a przy tym mocno zagubionego wobec wizji, których doświadcza. To z tą trójką spędzimy najwięcej czasu, ale może się okazać, że w Panoramie nie są jedynymi mieszkańcami, a pobyt w hotelu zamieni się w walkę o przetrwanie.

Nie będę ukrywała, że sporo sobie obiecywałam po „Lśnieniu”, widząc w tym tytule szansę na poznanie S. Kinga w jednej z najlepszych odsłon i zatopienia się w historii, która przynajmniej dorówna świetnej „Misery”. Tym, co łączy te dwie powieści jest klaustrofobiczny klimat, genialnie sportretowani bohaterowie i duża dawka napięcia, które towarzyszy czytelnikowi w trakcie lektury. Autor w obu przypadkach umieścił swoich bohaterów na niewielkiej przestrzeni, sprawiając, że z każdą chwilą wydaje się ona jeszcze mniejsza. Wyposażył ich w całą paletę cech charakteru, dorzucając do tego gesty i słowa i tworząc postaci realne i niejednoznaczne. Wnikamy w ich psychikę, obserwujemy toczące się w ich głowach bitwy i próbujemy przewidzieć jak postąpią. Nie zawsze się to udaje, ale to sprawia, że wydają się jeszcze bardziej ludzcy.

Zaczęłam czytać „Lśnienie” i chociaż nie od razu pojawia się groza, to nie mogłam się uwolnić od towarzyszącego mi w trakcie czytania (ale i w przerwach w lekturze) napięcia. Trwałam w zawieszeniu, oczekując na to, co się wydarzy i zdając sobie sprawę, że nie będzie to nic przyjemnego. King od początku zaszczepił we mnie przeświadczenie, że w hotelu można się spodziewać wszystkiego i nawet w chwilach złudnego spokoju trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Autor mądrze dawkuje napięcie, trzymając je na wysokim poziomie, ale nie odkrywając od razu wszystkich kart. Jack, Wendy i Danny nie poznają wszystkich tajemnic Panoramy pierwszego czy drugiego dnia pobytu. Znalazłam się razem z nimi na emocjonalnej huśtawce, w której dominuje niepewność i niepokój. Podchodzimy na przykład do budzących irracjonalny strach drzwi, ale nie otworzymy ich od razu, by zmierzyć się z tym, co tam czeka.  Będziemy czekali przez pewien czas, z ciarkami przechodzącymi po plecach, niemal pragnąc, żeby wreszcie groza przybrała jakiś konkretny kształt i udręka nieprzerwanego napięcia wreszcie się skończyła. Właśnie takich emocji od książek tego typu oczekuję i „Lśnienie” mnie zdecydowanie pod tym względem nie rozczarowało.

Cieszę, że to, co tak podobało mi się w „Misery”, czyli połączenie wciągającej i niepokojącej historii z genialnym wniknięciem w psychikę bohaterów, pojawiło się również w „Lśnieniu”. W tym drugim przypadku dawka napięcia jest nawet jeszcze większa, a poprowadzona w świetnym stylu opowieść wgryza się w umysł. Napisać, że Panorama to nawiedzony hotel, w którym dzieją się dziwne rzeczy to zdecydowanie za mało. To, co się w nim kryje nie ukazałoby swojej grozy bez połączenia z ludzkimi słabościami, a gdy znikną wszelkie hamulce w człowieku, koniec będzie bliski.

Garść cytatów:

Cofnęła się, bo palił ją wzrokiem, i spróbowała przywdziać uśmiech o jeden numer za mały. (s. 206)

Według mnie to bardziej przerażające, niż gdyby ktoś obcy skradał się po korytarzach. Od obcego można uciec. Nie można uciec od samego siebie.(s. 308)

I robiono tam rzeczy nigdy niewzmiankowane w prasie, bo pieniądze umieją mówić po swojemu.(s. 462)


Czytaj dalej

George Orwell - Folwark zwierzęcy


Autor: George Orwell
Tytuł: Folwark zwierzęcy
Tytuł oryginału: Animal Farm
Tłumaczenie: Bartłomiej Zborski
Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 136

W przypadku takich książek jak „Folwark zwierzęcy” – niezwykle znanych i wielokrotnie analizowanych – można odnieść wrażenie, że wszystko zostało już napisane, każde zdanie rozłożono na czynniki pierwsze i przez to trudno o wniesienie czegoś nowego. Nie twierdzę absolutnie, że nie da się odkryć w książce George’a Orwella jeszcze więcej, ale podskórnie czuję, że moje spojrzenie na nią przełomowe i nowatorskie nie będzie. Jest to jednak tytuł o którym przypominać warto, bo jego lektura niesie ze sobą kilka ważnych prawd, a historia w niej zawarta jest jedną z tych, które można odczytywać na różne sposoby.

W Folwarku Dworskim należącym do pana Jonesa życie zwierząt toczyło się utartym rytmem – dni wypełnione ciężką pracą na rzecz gospodarza i czająca się za rogiem śmierć. Nadszedł jednak czas na zmiany, których pierwszą, niepewną jeszcze i nieco zamgloną, zapowiedzią stało się wystąpienie knura Majora nawołującego do walki z uciskiem i zrzucenia jarzma nałożonego na zwierzęta przez człowieka. Receptą na wolność i bogactwo miało być więc usunięcie tyrana dokonane przy pomocy powstania. Nie od razu wprawdzie, ale łatwiej niż się spodziewano, udało się przejąć gospodarstwo, które od tej pory nazywać zaczęto Folwarkiem Zwierzęcym.

Dążenie do wyzwolenia się spod tyranii nie było jedynie chwilowym kaprysem – u jego podstaw pojawiła się ideologia o nazwie animalizm. W duchu braterstwa toczyć się miało szczęśliwe życie zwierząt, które nawet w pracy potrafiły dostrzegać dobre strony, skoro wreszcie ich wysiłek miał służyć nie człowiekowi, ale im samym. Połączeni wspólną sprawą, wzniosłą pieśnią i jasnymi przykazaniami, po przeprowadzeniu zamachu na dotychczasowy porządek, ściągnęli na siebie wrogie spojrzenia innych gospodarzy, ale mimo to świetnie radzili sobie z nową rzeczywistością,  której przyświecała myśl, że wszystkie zwierzęta są równe.

Wiele na temat genezy powstania utworu i trudności z jego wydaniem dowiadujemy się z wstępu autora zatytułowanego „Wolność prasy”. Przez chwilę moglibyśmy się zastanowić dlaczego komukolwiek miałaby przeszkadzać historia o zwierzętach przejmujących władzę w gospodarstwie, ale gdy na całą opowieść nałoży się kalkę rosyjskiej historii, szczególnie rewolucję październikową i jej konsekwencje, wówczas zrozumiemy to, o czym sam autor mówił otwarcie, że jego książka piętnuje i ośmiesza tamte wydarzenia. I chociaż oficjalnie nie było mowy o cenzurze w brytyjskich wydawnictwach, to dziwnym trafem „Folwark zwierzęcy” wielokrotnie odrzucano.

Można czytać tę niewielkich rozmiarów książkę, dopasowując alegoryczne wydarzenia w niej przedstawione do ich autentycznych odpowiedników. Można zastanawiać się i odkrywać kogo tak naprawdę reprezentują na przykład świnie Napoleon, Snowball, Squarel, koń Boxer czy niezbyt mądre owce powtarzające w kółko: „Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: źle(s. 45). Oczywiście trudno nie docenić takiego podejścia do lektury, ale w trakcie czytania towarzyszyło mi jednak pytanie czy bez tego książka staje się bezwartościowa? Czy nieznajomość lub znajomość pobieżna rosyjskiej historii zamyka komuś drzwi do wyciągnięcia z lektury wniosków? Sam Orwell twierdził, że przesłanie utworu jest szersze, a i w moim odczuciu historia jest na tyle uniwersalna, że bez przeszkód może dla każdego stanowić punkt wyjścia do różnych refleksji.

Powieść angielskiego pisarza traktuje o poczynaniach zwierząt, ale w rzeczywistości autor demaskuje ludzkie wady i słabości. Równość staje się wyświechtanym sloganem w obliczu obudzenia się w niektórych członkach społeczności żądzy władzy i odkrycia przydatności manipulacji i propagandy. Wzniecanie nienawiści do wspólnego wroga (gdy jeden nie wystarczy, można na cel wziąć kolejnego) i oczekiwanie w imię wspólnej sprawy wyrzeczeń, to praktyka, która zawsze się sprawdza. A fakt, że do poświęceń zmuszani są tylko niektórzy, jakoś umyka ogólnej uwadze, sprawiając, że nagle pojawiają się podziały na lepszych i gorszych.

Orwell cały ten mechanizm przedstawia w genialny w swojej prostocie sposób, prezentując jednocześnie całą paletę różnorodnych postaw – od bezmyślnego powtarzania wyuczonych haseł i ślepą wiarę w słuszność przywódcy, przez ucieczkę od niesprzyjających warunków aż po swoisty cynizm i obojętność wobec tego, co dzieje się dookoła. Brakuje trzeźwego spojrzenia na kolejne wydarzenia i głośnego sprzeciwu, a zawsze znajdzie się ktoś, kto taką słabość skrupulatnie wykorzysta dla swoich celów.

Garść cytatów:

Najgorszą rzeczą na świecie jest umysł przypominający patefon; nie ma przy tym znaczenia, czy komuś odpowiada grana w danej chwili płyta, czy nie.(s. 18)

Wszyscy ludzie to nasi wrogowie. Wszystkie zwierzęta są braćmi.(s. 27)

Wojna to wojna. Dobry człowiek to martwy człowiek.(s. 52)


--------

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy