Lionel Shriver, Musimy porozmawiać o Kevinie [We Need to Talk About Kevin], tłum. Krzysztof Uliszewski, Videograf II, 2008, 424 strony.
Kilka razy w trakcie lektury „Musimy porozmawiać o Kevinie” zastanawiałam
się gdzie jest ta historia, która tak wiele osób zachwyciła i wzbudziła moc
wrażeń. To książka po której początkowo spodziewałam się czegoś innego i
potrzebowałam trochę czasu, by docenić ją tak bardzo, jak odczuwam to teraz.
Właściwie od początku zdawałam sobie sprawę, że Kevin – niespełna
szesnastoletni chłopak – dokonał w swojej szkole masakry, zabijając wiele osób.
Mimowolnie spodziewałam się więc po tej historii czegoś podobnego do powieści
Jodi Picoult „Dziewiętnaście minut”, gdzie śmiertelną rozgrywką kierował Peter –
przez lata upokarzany i nierozumiany. Szybko przekonałam się, że mimo pewnych
podobieństw, które można w tych dwóch historiach odnaleźć, są one jednak zupełnie
różne i to nie tylko przez sposób narracji, ale przede wszystkim głównych
bohaterów. U Lionel Shriver czytelnik poważnie zaczyna się zastanawiać czy
Kevin od urodzenia nie nosił w sobie po prostu zła, które po latach znalazło
wreszcie ujście w postaci dokonanych morderstw.
- 22.03.2016
- 13 Komentarze






