Joanna Chmielewska, Lesio, Firma Księgarska Oleksiejuk, 2014, 315 stron.
W rzeczywistości pewnie nie polubiłabym Lesia. Wyobrażam sobie,
że mógłby być jednym z moich kolegów z
pracy w architektonicznej pracowni, co nie jest znowu takie trudne, bo kiedyś
nawet zdarzyło mi się odbywać praktyki w wydziale architektoniczno-budowlanym. Trzeba
by było stać nad Lesiem i zmuszać go do wypełniania obowiązków, przypominając
mu, że przecież wszystkich gonią terminy, a i tak żadna argumentacja nie
trafiłaby do jego serca, głowy czy czegokolwiek innego. Wiecznie spóźniony,
wiecznie nieobecny myślami – wielkiego pożytku by z niego nie było. Inna
sprawa, że nikt nie byłby dla niego tak pobłażliwy jak u Joanny Chmielewskiej,
ale czasy inne, więc mimo zdziwienia musiałam przyjąć, że zwyczajnie zwolnić nikt
Lesia nie zamierza.
Cóż, rzeczywiście trudno skupić się na pracy, gdy z jednej
strony przeżywa się codzienne katusze związane z wymyślaniem powodów spóźnień,
które trzeba wpisywać do księgi podsuwanej przez znienawidzoną personalną, a z drugiej
marzy się o wzięciu w ramiona atrakcyjną koleżankę z pracy Barbarę, która
zupełnie niezrozumiale jest całkowicie odporna na powłóczyste spojrzenia i
wymowne wzdychanie. Wprawdzie Lesio ma żonę i dziecko, ale jakoś zupełnie o tym
zapomina, gdy przed oczami pojawia się obiekt pożądania piękny, chociaż do tej
pory niedostępny. Plany zdobycia kobiecego serca to jeszcze nic w porównaniu z
tym, jak Lesio postanawia rozprawić się z dręczącą go (przynajmniej w jego
mniemaniu) personalną – decyduje się na dokonanie morderstwa!
Główny bohater nie wzbudzał mojej szczególnej sympatii ani
tym bardziej aprobaty swoimi poczynaniami, ale z drugiej strony czasami bawiły
mnie jego nieudolne starania i zupełnie kuriozalne pomysły. Potrafił kilka razy
na minutę zmienić zdanie, wpadać z euforii w rozpacz i przeistaczać się z lenia
w tytana pracy (to ostatnie jednak jakby przypadkiem i mimochodem). Z czasem
nawet okazało się, że coś poza brakiem odpowiedzialności oraz okazjonalnym
szaleństwem w tej głowie siedzi i stanowi pożytek dla innych. Joanna
Chmielewska stworzyła postać niewątpliwie wyrazistą i chociaż Lesio wydaje się
chwilami przerysowany, to mimo wszystko całkiem dobrze (z pewnym przymrużeniem oka śledząc jego
działania) się przy nim bawiłam. Wprawdzie tylko do pewnego momentu, ale
jednak.
Szybko wciągnęłam się w lekturę, co nastroiło mnie jakoś
pozytywnie, bo ostatnio trudno mi się tak od pierwszej strony zaczytać. Lekkie
pióro autorki i ciekawie zapowiadająca się historia sprawiły, że strona po
stronie towarzyszyłam Lesiowi w jego morderczych przygotowaniach, zastanawiając
się jak też dalej Joanna Chmielewska poprowadzi akcję. Książka składa się z
trzech części – pierwszą pochłonęłam, na drugiej odrobinę zwolniłam i entuzjazm
nieznacznie przygasł, a już przy trzeciej niestety się wynudziłam – zupełnie mnie
nie porwała. Może spodziewałam się, że będzie bardziej kryminalnie przez całą
książkę, ale też nie wydaje mi się, żeby raczej sensacyjny charakter fabuły
mi nie odpowiadał. Zwyczajnie od pewnego momentu historia okazała się dla mnie
mniej ciekawa.
„Lesio” to moje pierwsze spotkanie z Joanną Chmielewską i w gruncie
rzeczy uważam je za udane, bo chociaż ostatnia część nie była porywająca, to
jako całość książka pokazała mi, że autorka potrafi niezwykle zgrabnie operować
słowem i z humorem pokazywać absurdy codzienności, a stworzony przez nią
bohater, chociaż pełen wad, to jednak jest zdecydowanie jakiś. Liczę, że kolejne
spotkanie będzie intrygujące aż do ostatniej strony, a wówczas odłożę książkę z
poczuciem pełnej satysfakcji.
Garść cytatów:
„Przez chwilę sam nie wiedział, co mu się wydaje
trudniejsze, nie spóźnić się, nie spóźnić się czy popełnić morderstwo”. (s. 41)
--------
Wyzwanie: Polacy nie gęsi, Grunt to okładka
- 21.07.2015
- 26 Komentarze




