Loreth Anne White - Jego piękna żona
15.09.2026Chloe Cooper do tej pory czerpała radość z przyglądania się pewnej pływaczce, która każdego ranka rytmicznie i z pasją sunęła przez zatokę Jerrin. Tym razem jednak to, co widzi budzi w niej grozę. Jest pewna, że skuter wodny specjalnie wjechał w kobietę w różowym czepku, a potem dokończył morderczego dzieła uderzając ponownie. Powinna zgłosić się na policję, przecież jest tylko świadkiem, prawda? Śledczy wcale nie muszą wiedzieć, że obserwuje ludzi uważniej i częściej niż inni, a jej wewnętrzne głosy wszystko komentują, ostrzegając ją przed ufaniem komukolwiek...
Loreth Anne White nie daje czasu na spokojne zatopienie się w historii (i dobrze!) - od razu wrzuca czytelnika na głęboką wodę. I ja zdecydowanie dałam się wciągnąć, tkwiąc przy tym w jakimś takim nieustannym napięciu. Fabuła tak się pląta, tak kilkakrotnie zmienia się perspektywa, że naprawdę trudno mieć pewność kto tu właściwie jest dobry, a kto zły. A ja zdecydowanie najbardziej lubię, gdy żadnej z postaci nie mogę wierzyć i muszę przez większość czasu układać sobie różne scenariusze. Ten wymyślony przez autorkę można pewnie uznać momentami za nieco odjechany, ale ja jakoś wybaczam tę nieco zbyt dużą ilość najróżniejszych wątków, bo złożyły się one na historię, która dostarczyła mi sporo wrażeń.
Po raz kolejny miałam też poczucie, że Loreth Anne White pokazuje swoją powieścią ludzkie słabości i niepokoje, które odpowiednio podsycane mogą prowadzić do tragedii. Tak jak w przypadku „Pamiętnika mojej siostry” i „Sekretu pacjentki” (obie książki polecam!) stawia na bohaterów, którzy nie są szczerzy nawet wobec siebie samych, a ich motywacje dopiero z czasem stają się wyraźniejsze. To natomiast świetnie sprawdza się w sytuacji, gdy w trakcie czytania chcemy odkrywać kawałek po kawałku prawdę, która nie zawsze jest taka, jak wydaje się na pierwszy rzut oka.
„Jego piękna żona” to kolejny naprawdę dobry thriller autorki, w którym poszczególne warstwy historii odsłania się z niesłabnącym zainteresowaniem. Jest klimatycznie (szczególnie ujął mnie motyw mitycznych selkie, bo znam go z pięknej powieści „Siedem skór Esther Wilding” Holly Ringland) i niepokojąco, a po drodze pojawia się kilka zaskoczeń i całe morze niepewności. Czasami te fale rzucały mnie zbyt daleko i mocno, jakby Loreth Anne White chciała wszystko jeszcze bardziej skomplikować (a nie zawsze było to potrzebne), ale ostatecznie zamykam tę książkę z poczuciem, że to trzecie już spotkanie z autorką było bardzo udane.

Garść cytatów:
„Jest też takie słowo w języku niemieckim, Sehnsucht, opisujące niemożliwe do zdefiniowania, intensywne pragnienie jakiejś osoby, miejsca, doświadczenia albo stanu, które są nieosiągalne albo znajdują się poza czyimś zasięgiem. Ta samotność tkwi głęboko w każdym z nas, bez względu na to, czy ktoś jest w związku, w małżeństwie, w grupie czy w mieście - to mroczny element tego, kim jesteśmy jako ludzie”. (s. 362)







2 komentarze
Chciałabym przeczytać, dwie poprzednie książki autorki mam na czytniku, ale jeszcze nie miałam dla nich czasu.
OdpowiedzUsuńDziś dodałam tę książkę na swoją półkę Legimi i niebawem spędzę z nią czas.
OdpowiedzUsuńZapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)