Artur Barciś, Marzanna Graff - Rozmowy bez retuszu

Artur Barciś, Marzanna Graff, Rozmowy bez retuszu, M, 2011, 220 stron.

Po lekturze „Rozmów bez retuszu” mogłabym powiedzieć, że jeszcze bardziej lubimy się z Panem Arturem Barcisiem, ale nie jestem pewna czy ta sympatia nie byłaby nieco jednostronna. Zaliczam się bowiem do tej grupy osób, którym jeszcze do niedawna postać tego aktora nakładała się jakoś tak zgrabnie na komediową rolę Tadeusza Norka. Widziałam w nim tego zabawnego, wiecznie głodnego kanalarza z „Miodowych lat”, ale byłam też pewna, że jego dorobek aktorski to znacznie więcej, tylko jakoś zawsze brakowało mi czasu by przyjrzeć mu się bliżej. Być może jednak fakt, że wreszcie postanowiłam poszerzyć swoje spojrzenie na osobę Pana Barcisia odrobinę mnie usprawiedliwia. Teraz wiem (wcześniej mogłam jedynie podejrzewać), że w Panu Arturze kryje się wiele twarzy i ogromna pasja z jaką wykonuję swój zawód, a także prostolinijna szczerość i ciepło.

Cała opowieść zaczyna się dosyć standardowo od czasów dzieciństwa, wcale zresztą niełatwych, i wczesnego kształtowania się planów o byciu aktorem. Scena od zawsze była światem, w którym Pan Barciś czuł się na swoim miejscu, który dawał mu poczucie bycia zauważanym, a często i podziwianym za swoje niebanalne umiejętności recytowania, śpiewania i gry charakteryzującej się prawdą i osobistą, oryginalną interpretacją. Nie oznacza to jednak, że zawodowe aktorstwo było wędrówką pozbawioną wyboistych ścieżek i trudnych wyborów. Niejednokrotnie okazywało się, że realizacja planów nie przebiegała tak jak powinna, a świat do którego tak dobrze Pan Barciś pasuje potrafił zaskoczyć i dać porządnego kopniaka w tyłek (powinnam to pewnie określić nieco ładniej, ale niech i ten tekst pozbawiony będzie zbędnego retuszu).

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy