Krzysztof Koehler - Wnuczka Raguela


Autor: Krzysztof Koehler
Tytuł: Wnuczka Raguela
Wydawnictwo: M
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 247

Gdy książka sprawia, że wychodzimy poza swój bezpieczny azyl i zatapiamy się w przedstawionej na jej kartach historii, czując jakby chwile w niej zawarte działy się naprawdę, to oznacza, że słowa które się na nią składają naprawdę na nas oddziałują. Tak czułam się wielokrotnie w czasie lektury „Wnuczki Raguela”, a chociaż powieść nie zachwyciła mnie w stu procentach, to były w niej momenty tak autentycznie przejmujące, że zapadnie mi w pamięć na długo.

Stwierdzenie, że w ludziach dominuje obojętność wobec tego, co ich bezpośrednio nie dotyczy nie jest niczym odkrywczym, ale w żaden sposób nie wyjaśnia skąd to zapatrzenie jedynie we własne sprawy i spojrzenie prześlizgujące się po tym, czego wolimy nie widzieć. Tak jest łatwiej – po prostu. Łatwiej jest założyć, że ktoś zasłużył na to, co ma, a skoro znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji to powinien się z nią mierzyć sam; łatwiej udawać zabieganych, zamyślonych i mocno czymś zajętych niż poświęcić chwilę na poznanie czyjejś historii; łatwiej skrytykować niż spróbować zrozumieć. Dobro wymaga zaangażowania, wyjścia poza wypracowane ramy codzienności, często przełamania swoistego lęku przed nieznanym i pójścia o krok dalej niż zwykle. Budujemy mury, nie zastanawiając się kto i dlaczego jest po drugiej stronie – Krzysztof Koehler w swojej książce pokazuje nam jedną z możliwych odpowiedzi.

Chłopak jest bezdomny, a każdy kolejny dzień to wielka niewiadoma. Może znajdzie w śmietnikach tyle jedzenia, że głód nie będzie mu tak bardzo doskwierał, a noc spędzi gdzieś pod dachem, a nie gołym niebem. A może będzie musiał walczyć o każdy kęs i poddać się swoistej hierarchii i niepisanym zasadom obowiązującym wśród innych bywalców parków i opuszczonych zabudowań. Czy zwykły dotyk dłoni może nadać życiu sens? Odmienić je na zawsze? Dla Chłopaka  takie wydarzenie okazuje się przełomem, ale nie takim, który nagle uwolni go od bezdomności i wszystkiego co się z nią wiąże – spotkanie z pewną dziewczyną będzie miało jednak znaczenie.

Bohaterowie, przynajmniej Ci pierwszoplanowi, nie mają u Koehlera imion, co od razu przywodzi na myśl uniwersalność całej historii typową dla przypowieści. Autor nie stawia się jednak w roli wszystkowiedzącego moralizatora, a raczej pokazuje nam wycinek rzeczywistości, z której wnioski musimy wyciągnąć sami. Nie znajdziemy tu oczywistych odpowiedzi, ale odkrywając codzienność bezdomnych zyskamy szansę spojrzenia na pewne sprawy z innej perspektywy. Możliwość to trochę iluzoryczna bo zyskana z wygodnej pozycji czytelnika, ale wcale nie bezwartościowa. Jeśli  lektura wzbudza refleksje to jej efekty mogą być znacznie bardzo długotrwale niż tylko do kilku chwil po zamknięciu książki.

„Wnuczka Raguela” ze swoimi sugestywnymi, często krótkimi zdaniami, sprawnie uchwyconą rzeczywistością i bohaterami, w których losy nie sposób się nie zaangażować była dla mnie doświadczeniem naprawdę cennym. Nie we wszystkich jej elementach odnalazłam się w pełni (swoiste przeskoki w akcji, niektóre rozwiązania fabularne), ale wydają się one tylko drobnym zgrzytem, który traci na znaczeniu, gdy pomyślę o emocjach, które w sobie ta książka kryje. Nienazwanych, nieoczywistych, a jednak dostrzegalnych. Otwierające się przed dziewczyną drzwi i ciepły obiad na stole, bilet wciśnięty do ręki chłopakowi w pociągu – wszystko to, co pokazuje, że ktoś bezdomnych widzi, ale i zachowania skrajnie przeciwne. Zwyczajna ludzka życzliwość ukazana jako kontrast wobec obojętności lub jawnej wrogości. To historia w którą warto się niespiesznie zatopić i pomyśleć czy nam samym nigdy nie zdarza się odwracać wzroku i przyspieszać kroku.

Garść cytatów:

„(…) umorusani, w przepoconych setki razy strojach, na inny, bardziej poważny bal przygotowani.” (s. 14)

„(…) miał takie ciągłe poczucie, że jest coś, co wyżera jego życie od środka, co je pustoszy, wyjaławia; jakby coś go patroszyło, zjadało.
No ale jak powiedzieć o tym ludziom, którzy nie mają nic poza swoją obecnością, a i tej zresztą już nie bardzo nawet mają kiedy się dziwić.” (s. 64)


----------
Za książkę dziękuję Wydawnictwu M.

 --------

Czytaj dalej

Ojciec Pio. Mistrz sumień - Felice D’Onofrio, Pietro Zarrella [red.]


Ojciec Pio, Ojciec Pio. Mistrz sumień [Dolcissmo Iddio. 41 lettere indite alla diletta figlia spiritual Giuseppine Morgera], Felice D’Onofrio, Pietro Zarrella [red.], tłum. O. Salezy Kafel OFMCap, Wydawnictwo M, 2011, 268 stron.

Niemal równo rok temu dzieliłam się swoimi wrażeniami z lektury książki „Święty Ojciec Pio. Cyrenejczyk dla wszystkich”, będącej oficjalną biografią (chociaż w wersji skróconej) Franceska Firgione. Wspominałam wówczas, że ta pozycja znacznie poszerzyła moją wiedzę o tym niezwykłym kapucynie, ale chciałabym kiedyś sięgnąć także po pisma jego autorstwa, z nadzieją, że to pozwoli mi poznać go jeszcze lepiej.  Dzięki publikacji „Ojciec Pio. Mistrz sumień” miałam ku temu okazję.

Ojciec Pio, w czasie swojej wieloletniej działalności, niejednokrotnie wskazywał drogę ludziom, którzy zwracali się do niego o radę. Szczególnie mocno to kierownictwo w sprawach wiary widać w korespondencji prowadzonej przez niego ze swoimi duchowymi córkami. Jedną z nich była Józefina Morgera i to listy kierowane właśnie do niej zawiera wspomniany zbiór. Czterdzieści jeden listów pisanych na przestrzeni kilku lat, począwszy od roku 1915, a na 1919 kończąc, to swoista podróż przez niełatwe i wyboiste ścieżki życia – zarówno dla ich autora, jak i adresatki.

Czytaj dalej

Mira Suchodolska, Krzysztof Ziemiec - Wszystko jest po coś


Mira Suchodolska, Krzysztof Ziemiec, Wszystko jest po coś, Wydawnictwo M, 2012, 152 strony.

Postanowiłam podejść do publikacji "Wszystko jest po coś "trochę inaczej, niż gdybym patrzyła na nią z perspektywy tego, na ile znam Krzysztofa Ziemca. Oczywiście nie było to zupełne pomijanie faktu, że jest prezenterem telewizyjnym i osobą publiczną, ale chciałam skupić się na tym, co sam chciał na swój temat zdradzić. W rozmowie z Mirą Suchodolską opowiedział o swoim życiu po dramatycznym wypadku. Ma się jednak wrażenie, że to tylko pewien punkt wyjścia, który chociaż w książce zajmuje miejsce szczególnie, to jednak pozwala na poruszenie także innych, nie mniej istotnych, tematów.

Zwyczajny czerwcowy wieczór w 2008 roku zamienia się dla Krzysztofa Ziemca i jego rodziny w koszmar. Zapalenie się kosmetycznej parafiny doprowadza do pożaru, w którym dziennikarz doznaje licznych oparzeń ciała. Trafia do szpitala, ale rokowania są niepewne. Nie wiadomo czy przeżyje, a walka o powrót do zdrowia okaże się niezwykle bolesna i trudna nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Zaakceptowanie własnych ograniczeń i niekończące się próby ich pokonywania będą wymagały ogromnej siły, samozaparcia i wiary w to, że jeszcze nie wszystko stracone.

Czytaj dalej

Papież Franciszek, Eugenio Scalfari - Rozmowy z niewierzącym


Papież Franciszek, Eugenio Scalfari, Rozmowy z niewierzącym, Wydawnictwo M, 2013, 136 stron.

Obsadźcie się na chwilę w roli znanego dziennikarza i ateisty, człowieka o lewicowych poglądach, który nie szuka Boga, bo uważa go za wymysł ludzi, ale jest jednocześnie żywo zainteresowany nauczaniem Jezusa i uważnie śledzi to, co dzieje się w Stolicy Piotrowej. Publikujecie na łamach założonego przez Was dziennika dwa listy odnoszące się do treści zawartych w encyklice papieża i kierujecie do niego pytania, nie spodziewając się właściwie odpowiedzi. Ta jednak pojawia się zaskakująco szybko i co więcej nie jest jedyną formą odzewu - pewnego dnia sekretarka mówi Wam bowiem, że ma na linii papieża… Tak w pewny uproszczeniu wyglądały okoliczności, które stały się preludium do spotkania papieża Franciszka z Eugenio Scalfarim.

Publikacja „Rozmowy z niewierzącym” składa się z kilku elementów i warto wiedzieć przed sięgnięciem po nią, że sam wywiad zajmuje stosunkowo niewiele miejsca. Czytelnik znajdzie tu za to również zapis trzech listów (dwa otwarte, których autorem jest Scalfari i jeden papieża Franciszka stanowiący odpowiedź) oraz tekst encykliki „Lumen fidei” (O wierze) od której moim zdaniem najlepiej zacząć lekturę. Myślę nawet, że praktyczniejsze byłoby umieszczenie jej na początku książki, bo stanowi przecież punkt wyjścia do dialogu, który miał później miejsce. Można również zwyczajnie przekartkować „Rozmowy…” i nie marudzić tak jak ja to właśnie robię, że jakiś element pojawia się nie w takiej kolejności jaka akurat nam odpowiada.

Czytaj dalej

Consilia Maria Lakotta - Madeleine


Consilia Maria Lakotta, Madeleine, tłum. Jacek Jurczyński, Wydawnictwo M, 2014, 260 stron.

Moje ostatnie spotkanie z prozą C. M. Lakotty w postaci „Nocnej rozmowy” nie obyło się bez drobnych zgrzytów, ale jednak sprawiło, że z ciekawością sięgnęłam po kolejną książkę tej autorki. W „Madeleine” zainteresował mnie opis fabuły, (nie polecam czytania w całości ze względu na to, że zdradza zdecydowanie zbyt wiele) sugerujący historię nie tylko pełną miłości, ale również intryg i błędnych wyborów, które potrafią zepchnąć życie na zupełnie niespodziewane tory.

Madeleine i Helier obdarzyli się uczuciem, które zdawałoby się zdolne będzie przetrwać wszystko. Zapatrzeni w siebie planowali wspólną przyszłość przepełnioną szczęściem, wzajemnym zaufaniem, wiernością i przede wszystkim niegasnącą miłością. To wszystko naprawdę miało szansę się spełnić… do czasu aż na horyzoncie pojawiła się Yvonne, dziewczyna o której bez przeszkód można powiedzieć, że miała diabła za skórą. Rudowłosa piękność, której urok robił wrażenie niemal na wszystkich, pozwalając jej zdobywać bez problemu to, co chciała, zawiódł w przypadku Heliera. Yvonne nie zamierzała jednak bezczynie patrzeć na bijące w oczy szczęście kuzynki i przyszłego lekarza – postanowiła zrobić absolutnie wszystko, aby rozdzielić tych dwoje i zdobyć mężczyznę dla siebie.

Czytaj dalej

Magdalena Binkowska, Anna Wilska - Europa na wakacje


Magdalena Binkowska, Anna Wilska, Europa na wakacje, Wydawnictw M, 2014, 112 stron.

Wspominałam kiedyś, że właściwie nie mam duszy podróżnika, a moje wędrówki najczęściej ograniczają się do tych, opisanych w książkach. Nie jest mi z tym specjalnie źle – czytając można przenieść się w tak wiele różnych miejsc, że ma się wrażenie, jakby rzeczywiście się w nich było. Na mapie moich zagranicznych wojaży jeden punkt zaznaczyć jednak mogę – miałam okazję zwiedzić Brukselę i przyznaję, że gdy taki domator jak ja opuści swoją bezpieczną przystań na rzecz namacalnego poznawania tego, co nieznane, pojawia się w nim uśpiony dotąd odkrywca. Byłam więc ciekawa na ile „Europa na wakacje” sprawi, że zamarzą mi się podróżnicze wyzwania.

W pierwszej chwili nieco sceptycznie podeszłam do tego przewodnika ze względu na jego niewielki rozmiar – wydawało mi się, że opisanie dwudziestu miejsc na przestrzeni nieco ponad stu stron jest mało wykonalne. Okazuje się jednak, że autorkom całkiem sprawnie udało się skondensować wiedzę o poszczególnych punktach na europejskiej mapie, w taki sposób, by wskazać charakterystyczne zabytki i atrakcje, nie zapominając o mapach i fotografiach. Zdjęć w tej publikacji nie brakuje, co zdecydowanie działa na plus i pozwala od razu zobaczyć to, co odnajdujemy w treści.

Czytaj dalej

Nadine Gordimer - Znaleziony

Nadine Gordimer, Znaleziony [The Pickup], tłum. Dariusz Żukowski, Wydawnictwo M, 2014, 312 stron.

Jeżeli szukacie lekkiej i niewymagającej lektury na wakacyjny czas, to „Znaleziony” w tej roli zdecydowanie się nie sprawdzi. To bowiem książka niełatwa w odbiorze, a przynajmniej mi osobiście trudno się było w niej odnaleźć. Przyznaję, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałam ochotę odłożyć ją na bok i już do niej nie wracać, ale nie mam w zwyczaju porzucać rozpoczętej lektury. Zawsze do samego końca mam nadzieję, że odnajdę coś wartego uwagi i w przypadku powieści Nadine Gordimer potrzebowałam po prostu więcej czasu, by bardziej docenić to, co autorka chciała przekazać czytelnikowi.

Julie poznaje Abdu przy okazji wizyty w warsztacie samochodowym. Pozornie dzieli ich wiele rzeczy – kolor skóry, kultura w jakiej się wychowali i codzienność w której funkcjonują. Połączy ich jednak uczucie, w pierwszej chwili nie zważające na żadne różnice. Nie spodziewajcie się jednak typowej miłosnej historii bo w „Znalezionym” nic takie nie jest. Myślenie o przyszłości Julie i Abdu odłożą na później na rzecz tu i teraz, ale przyjdzie chwila, gdy to ona się o nich upomni. Oboje będą musieli zadać sobie pytanie kim są i kim chcą być, a odpowiedź nie będzie ani łatwa, ani oczywista.

Czytaj dalej

Max Sinclair - W pół drogi do nieba


Max Sinclair, W pół drogi do nieba [Halfway to Heaven], tłum. Mariusz Bereta, Wydawnictwo M, 2011, 228 stron.

Max od dzieciństwa wychowywany był w atmosferze chrześcijańskiej bliskości Boga i w dorosłym życiu codziennością jest dla niego czytanie Biblii czy swobodne mówienie o wierze. Nie spodziewał się jednak jaka próba dla ufności wobec Bożych planów go czeka i jak wiele przyjdzie mu wycierpieć. Wracając wraz z żoną Sue i synem z udanego pobytu u znajomych, ulega wypadkowi samochodowemu, który powoduje poważny uraz rdzenia kręgowego. Niemal całkowity paraliż zmieni życie Maxa, a walka o każdy nawet najmniejszy ruch palca będzie próbą trudną, nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym.

Autentyczna historia, którą postanowił podzielić się Max Sinclair, to zapis walki z własnymi słabościami i poczuciem, że nie mając kontroli nad własnym ciałem, nie ma się też kontroli nad własnym życiem. Okazuje się jednak, że nawet w chwilach zwątpienia nie można zapominać, że w tym wszystkim kryje się jakiś sens, którego być może w danej chwili jeszcze nie pojmujemy. A wiara i nadzieja mogą być podporą, szczególnie wtedy, gdy jesteśmy o krok od załamania.

Czytaj dalej

Marilynne Robinson - Dom nad jeziorem smutku


Marilynne Robinson, Dom nad jeziorem smutku [Housekeeping], tłum. Wojciech Fladziński, Wydawnictwo M, 2014, 212 stron.

Jezioro w miasteczku Fingerbone to otchłań, która skrywa w sobie różne odcienie przeszłości, śmierć i smutek. W nim zakończył swoje życie dziadek Ruth i Lucille, a także ich matka Helen i to ono stanowić będzie w życiu dwóch dziewczynek pewien punkt odniesienia. Opiekę nad nimi sprawuje najpierw babcia, następnie siostry dziadka Lily i Nona, a na końcu ciotka Sylvie. O tym, jaki wpływ wywrze każde z nich, czytelnik ma okazję się przekonać czytając „Dom nad Jeziorem smutku”.

Czytaj dalej

Paweł Lisicki - Tajemnica Marii Magdaleny


Paweł Lisicki, Tajemnica Marii Magdaleny, Wydawnictwo M, 2014, 216 stron.

Najpierw wydawało mi się, że „Tajemnica Marii Magdaleny” na pewno mnie zainteresuje i chciałam ją przeczytać. Kiedy już trafiła w moje ręce położyłam ją na półce ze względu na bardziej jednak w tamtym momencie kuszące tytuły. Z biegiem czasu musiałam zmierzyć się z faktem, że zupełnie przeszła mi ochota na lekturę książki Pana Lisickiego i to bez jakiegoś konkretnego powodu. Po prostu impuls, który sprawił, że się na nią zdecydowałam jakoś wyparował, pozostawiając po sobie jedynie przeczucie, że to będzie ciężka przeprawa. 

A jednak koniec końców nie było wcale tak źle – kolejne strony pozwoliły mi odkryć, że w tym, co ma czytelnikowi do przekazania autor jest naprawdę wiele intrygujących informacji. Nie mogę napisać, że tak zupełnie zatopiłam się w lekturze i pochłonęłam ją z wypiekami na twarzy. Ale zdecydowanie doceniam pracę jaką włożył Paweł Lisicki w jej napisanie, starając się zanalizować, wyjaśnić, a często nawet rozłożyć na czynniki pierwsze wszystko to, co związane z Marią Magdaleną. Pod tym względem to publikacja naprawdę udana i chociaż nadal mam wrażenie, że to nie był do końca dobry moment na jej czytanie, to jednak nie żałuję, że po ten tytuł sięgnęłam.

Czytaj dalej

Consilia Maria Lakotta - Nocna rozmowa


Consilia Maria Lakotta, Nocna rozmowa [Nachtgespräch], tłum. Jacek Jurczyński, Wydawnictwo M, 2011, 218 rok.

Jak wiele znaczyć może szczera rozmowa? Jak bardzo jej brak może niszczyć związek dwojga ludzi, którzy darzyli się miłością? Czy potrzebna jest tragedia, aby otworzyć wreszcie oczy i zobaczyć to wszystko, na co do tej pory pozostawało się ślepym? Czy różnice wyznaniowe i światopoglądowe między dwojgiem ludzi są barierą nie do pokonania w obliczu prawdziwego uczucia? Takich pytań pojawia się w powieści Consilii Marii Lakotty znacznie więcej, a kolejne w trakcie lektury zadajemy sobie sami.

Nowy Jork, lata 60. XX wieku. Totalna ciemność (jeśli nie liczyć nikłego światła zapalonej świecy) spowodowana awarią w elektrowni, barmanka, duchowny i były pracownik Air Force. I słowa. Takie, które przez długi czas tłoczyły się w głowie, zatruwały duszę i nie dawały spokoju. Gregory Bower opowiada o swoim życiu, zrzucając z siebie bagaż własnych błędów, złych decyzji i niszczącego uporu, który nie pozwolił mu ani docenić miłości, ani jej w pełni okazywać. I chociaż na wiele rzeczy jest już za późno – nocna rozmowa może się okazać dokładnie tym, czego właśnie potrzebował.

Czytaj dalej

Hans Christian Andersen – Królowa Śniegu

Hans Christian Andersen, Królowa Śniegu [Snedronningen], tłum. Franciszek Mirandola, M, 2012, 33 strony.

Skłamałabym, gdybym napisała, że „Królowa Śniegu” to ukochana baśń mojego dzieciństwa. Wprawdzie historie tworzone przez H.CH. Andersena towarzyszyły mi gdy byłam mała, ale znacznie bardziej lubiłam opowieść o „Calineczce” czy „Nowych szatach króla”. Lodowa królowa, tak zimna, choć niewątpliwie piękna, jakoś nie przemawiała do mojego dziecięcego serca. Gdy jednak dotarło do mnie wydanie tej baśni w tak intrygującej odsłonie, miałam okazję odkryć ją na nowo.

Pozornie to tylko lustro, a w rzeczywistości - szatański wynalazek. Wszystko, co piękne pokazywało się w nim jako dalekie od ideału, a to, co i tak było już szkaradne jeszcze wzmacniało swoją brzydotę. Rozbite na wiele kawałków czasem trafiało w ludzkie serca, czyniąc je cynicznymi i zgorzkniałymi lub w ludzkie oko, sprawiając, że świat wydawał się miejscem okropnym i pozbawionym szczęścia. Zresztą takie diabelskie odłamki i obecnie wiele by tłumaczyły. Ale wracając na karty andersenowskiej baśni – ten smutny los zagnieżdżenia się lustrzanych okruchów spotkał małego Kaya. Jego przyjaciółka Gerda nie potrafiła zrozumieć co takiego stało się z chłopcem, z którym dzieliła tyle dużych i małych radości. Dom przy domu, dach przy dachu. Gdy Kay nagle znika, dziewczynka rusza na jego poszukiwania, a przygody , które ją czekają często zamiast przybliżać ją do celu, sprawią, że ani na krok się do niego nie zbliży.

Czytaj dalej

Michael H. Brown - Duchy wokół nas


Michael H. Brown, Duchy wokół nas [The Spirit Around Us], tłum. Mariusz Szerocki, Wydawnictwo M, 2013, 188 stron.

W czasie ostatniego spotkania z Michaelem H. Brownem miałam okazję dowiedzieć się cóż takiego jego zdaniem znajduje się „Po drugiej stronie”. Tym razem autor na warsztat bierze temat pokrewny, bo jego kolejna publikacja dotyczy ni mniej ni więcej – duchów. Gdybyśmy mieli do czynienia ze zwykłą powieścią, której fabuła osnuta byłaby wokół istot nie z tego świata, pewnie stwierdzilibyśmy, że to pomysł banalny, wykorzystywany na wiele różnych sposobów i to nie tylko w literaturze, ale także chociażby w produkcjach filmowych. „Duchy wokół nas” to jednak książka, która mówi o autentycznych doświadczeniach – przynajmniej w mniemaniu osób, których opowieści stanowią znaczącą część tej publikacji. Zresztą, kto z nas nie słyszał chociaż raz jakiejś mniej lub bardziej prawdziwej historii o duchach - czy to opowiadanej dla żartów w czasie nocowania u znajomych, czy może w okolicznościach bardziej poważnych. Ciekawa byłam co też M. H. Brown ma do powiedzenia na ten temat i na ile przekonujące okażą się argumenty, które zaprezentuje.

W książce znajdziemy po pierwsze odniesienia do Pisma Świętego, które mają stanowić nie tylko potwierdzenie samego istnienia duchów, ale także faktu, że czasami możemy doświadczać bliższego z nimi spotkania. Przemierzymy wiele różnych obszarów, w których miały miejsce trudne do wytłumaczenia wydarzenia – od szpitali i innych placówek medycznych, przez opuszczone posiadłości i miejsca z tak zwaną przeszłością (odwiedzimy nawet Biały Dom i spotkamy ducha Abrahama Lincolna) aż po nawiedzone autostrady. Dowiemy się jak rozpoznać dobre duchy, a jak uchronić się przed tymi, które mogą próbować nas skrzywdzić. Opowiedziane historie oscylować będą wokół różnych ludzi i środowisk, nawet tych hollywoodzkich! 

Czytaj dalej

Alessandro da Ripabottoni - Święty Ojciec Pio. Cyrenejczyk dla wszystkich



Alessandro da Ripabottoni, Święty Ojciec Pio. Cyrenejczyk dla wszystkich  [Il beato Padre Pio da Pietralcina. Cireneo di tutti], tłum. o. Gracjan Franciszek Majka, Wydawnictwo M, 2012, 440 stron.

Kilka dni temu
. Myślę o Ojcu Pio i przed oczami mam film będący dziełem włoskiego reżysera Gulia Base o bardzo wymownym tytule: „Ojciec Pio: między niebem a ziemią”. A właściwie widzę głównie jeden kadr – Ojciec Pio z wyciągniętymi rękami, które są owinięte bandażami i specjalnie zapieczętowane, aby dowieść (lub obalić) prawdziwość posiadanych przez niego stygmatów.

Teraz
. Po lekturze książki autorstwa Alessandra da Ripabottoniego „Święty Ojciec Pio. Cyrenejczyk dla wszystkich.” wcześniej wspomniany kadr znacznie się poszerza ukazując dużo więcej ponad to, co zapamiętałam z ekranu. Teraz widzę człowieka, którego droga do Boga była o wiele bardziej zawiła i niejednoznaczna niż mi się wcześniej wydawało, a jego niezmącona wiara i posłuszeństwo wobec woli Najwyższego jeszcze długo pozostaną mi w pamięci.

Czytaj dalej

Michael H. Brown - Po drugiej stronie


Michael H. Brown, Po drugiej stronie [The Other Side]. tłum. Mariusz Szerocki, Wydawnictwo M, 2013, 256 stron.

W literaturze spotykamy się z  bardzo różnym traktowaniem zaświatów – jedne opowieści przerażają swoją grozą albo wręcz negują istnienie czegokolwiek poza doczesnością, inne dają nadzieję i pociechę, prezentując różne wizje życia po życiu. Po raz ostatni w te rejony ludzkiego postrzegania wybrałam się przy okazji czytania książki C. S. Lewisa „Podział ostateczny” i chociaż nie była to lektura łatwa, to w jakimś sensie pozwoliła mi nieco bardziej otworzyć się na tę tematykę. Trzeba zauważyć, że w przypadku książki Michaela H. Browna o której będzie dziś mowa, to, co spotyka nas po śmierci jest bardzo ściśle związane z życiem – pozycja „Po drugiej stronie” traktuje bowiem o przypadkach śmierci klinicznej, a ta ma być możliwością zajrzenia tam, gdzie normalnie spojrzeć nie jest nam dane i po powrocie do ciała opowiedzenia o swoich doświadczeniach.

W chwili gdy tracimy oddech, a rytm serca ustaje, dzieje się coś, co trudno ogarnąć rozumem i w co być może niektórym trudno uwierzyć – dowiadujemy się, że po śmierci czeka na nas coś więcej, że nie jest ona murem o który się rozbijamy, a bramą przez którą możemy przejść. A przynajmniej tak twierdzą osoby, które przeżyły śmierć kliniczną i zobaczyły to, co jest po drugiej stronie. Ich świadectwa stanowią bazę na której opiera się cała książka, ale z drugiej strony nie są to całościowe obrazy zaprezentowane od początku do końca. To raczej wybrane kawałki opowieści, które przeplatają się z refleksjami autora. I w tym kontekście muszę przyznać, że spodziewałam się poniekąd czegoś innego. Nie można odmówić Brownowi gruntownego zapoznania z tematem i odpowiednio selektywnego doboru materiałów, ale jednak nastawiłam się na bardziej pełne świadectwa poszczególnych osób, które zostałyby zaprezentowane w szerszym wymiarze (o pełnym raczej nie może być tu mowy, tym bardziej, że niektóre z nich były podstawą całych książek). Niemniej jednak chociaż forma tej publikacji była nieco inna niż przypuszczałam, to po lekkim przewartościowaniu swoich oczekiwań mogłam spojrzeć na nią na nowo, a to, co w niej odnalazłam jest połączeniem mniej i bardziej udanych elementów.

Czytaj dalej

Meredith Goldstein - Single


Meredith Goldstein, Single [The Singles], tłum. Agnieszka Kisiel, Wydawnictwo: M, 2012, 240 stron.

Organizujesz własne wesele i stawiasz sobie za punkt honoru, aby nawet najdrobniejszy detal był przemyślany i w każdym calu dopracowany. I nagle pojawia się kwestia usadzania gości – z większością nie masz problemu, ale prawdziwą udręką okazuje się rozmieszczenie przy stolikach singli. W jakim miejscu zaznaczyć ich na skomplikowanym diagramie, aby nie czuli się niekomfortowo i niezręcznie? Przed takim dylematem staje Bee – przyszła panna młoda, która za niespełna 48h ma wyjść za mąż za Matta.

Całość sytuacji komplikuje fakt, że owi single, to mieszanka iście wybuchowa po której można spodziewać się wszystkiego. Hannah realizuje się zawodowo – jest szefową castingów i jej zadanie polega na wybieraniu odpowiednich osób do konkretnych ról. Wprawdzie do tej pory zajmowała się raczej reklamami i produkcjami niszowymi, ale akurat teraz czeka na informację, która może sprawić, że jej kariera nabierze tempa. W życiu osobistym perspektywy ma za to raczej nieciekawe – nadal przeżywa rozstanie ze swoim chłopakiem Tomem, który na dodatek ma pojawić się na weselu ze swoją nową dziewczyną. Nie dziwi więc fakt, że przyprawia to Hannah niemal o nerwową zapaść. Tym bardziej, że u jej boku nie ma żadnego męskiego ramienia na którym mogłaby się w tej sytuacji oprzeć.

Czytaj dalej

Artur Barciś, Marzanna Graff - Rozmowy bez retuszu

Artur Barciś, Marzanna Graff, Rozmowy bez retuszu, M, 2011, 220 stron.

Po lekturze „Rozmów bez retuszu” mogłabym powiedzieć, że jeszcze bardziej lubimy się z Panem Arturem Barcisiem, ale nie jestem pewna czy ta sympatia nie byłaby nieco jednostronna. Zaliczam się bowiem do tej grupy osób, którym jeszcze do niedawna postać tego aktora nakładała się jakoś tak zgrabnie na komediową rolę Tadeusza Norka. Widziałam w nim tego zabawnego, wiecznie głodnego kanalarza z „Miodowych lat”, ale byłam też pewna, że jego dorobek aktorski to znacznie więcej, tylko jakoś zawsze brakowało mi czasu by przyjrzeć mu się bliżej. Być może jednak fakt, że wreszcie postanowiłam poszerzyć swoje spojrzenie na osobę Pana Barcisia odrobinę mnie usprawiedliwia. Teraz wiem (wcześniej mogłam jedynie podejrzewać), że w Panu Arturze kryje się wiele twarzy i ogromna pasja z jaką wykonuję swój zawód, a także prostolinijna szczerość i ciepło.

Cała opowieść zaczyna się dosyć standardowo od czasów dzieciństwa, wcale zresztą niełatwych, i wczesnego kształtowania się planów o byciu aktorem. Scena od zawsze była światem, w którym Pan Barciś czuł się na swoim miejscu, który dawał mu poczucie bycia zauważanym, a często i podziwianym za swoje niebanalne umiejętności recytowania, śpiewania i gry charakteryzującej się prawdą i osobistą, oryginalną interpretacją. Nie oznacza to jednak, że zawodowe aktorstwo było wędrówką pozbawioną wyboistych ścieżek i trudnych wyborów. Niejednokrotnie okazywało się, że realizacja planów nie przebiegała tak jak powinna, a świat do którego tak dobrze Pan Barciś pasuje potrafił zaskoczyć i dać porządnego kopniaka w tyłek (powinnam to pewnie określić nieco ładniej, ale niech i ten tekst pozbawiony będzie zbędnego retuszu).

Czytaj dalej

Cesarina Vighy - Ostatnie lato


Cesarina Vighy, Ostatnie lato [L'ultima estate], tłum. Lucyna Rodziewicz-Doktór, M, 2011, 164 strony.

Gdy widzisz i niemal dotykasz (bo akurat te zmysły nadal posiadasz) śmierci, jesteś od niej już o krok, o dwa ciężkie oddechy… zaczynasz mimowolnie zastanawiać się nad swoim życiem. Jedni w tej sytuacji łapczywie chwytają się ostatnich iskierek nadziei, inni pogodzeni z losem jeszcze raz delektują się szczęśliwymi chwilami dzieciństwa lub dorosłego życia. Pani Z. natomiast wybrała inną drogę – w obliczu nieuleczalnej neurologicznej choroby wspomina, ale te wspomnienia mają w większości gorzki posmak. Jestem pewna, że nie każdy w tej czytelniczej uczcie będzie gotów się rozsmakować – mi zresztą też nie do końca było to dane.

Zanim jednak wybrzmi ostatni akord życia, a rola, którą przypadło nam na scenie codzienności odgrywać dobiegnie końca; zanim nadejdzie to „ostatnie lato” gdy nie zostanie już nic z dawnego piękna ciała – wciąż tak samo żywa dusza przeniesie nas w zawiłości osobistych przeżyć. Poznamy trudne dzieciństwo matki naznaczone humorami despotycznego ojca, wojenną codzienność z jej trudnymi wyborami, choć bez bohaterskich czynów i chwilę przyjścia na świat Pani Z. Od tego momentu nie będzie wcale łatwiej i przyjemniej – proza życia to scenariusz raczej w tym przypadku dramatyczny, chociaż  i w nim możemy oczekiwać delikatnych muśnięć słońca i ludzkiego uśmiechu. Realia Wenecji, a chwilami uroki Rzymu to miejsca, które odkryją nie tylko konkretne wydarzenia z życia autorki, ale przede wszystkim jej sposób patrzenia na świat. Nie sposób stwierdzić czy patrzyła tak na niego zawsze, ale w książce ten obraz malowany jest raczej ciemnymi kolorami.

Czytaj dalej

Randy Alcorn - Deadline




















Randy Alcorn, Deadline, tłum. Anna Popiel, Wydawnictwo M, 2011, 500 stron.

Z pewnością znacie to uczucie, gdy tuż po lekturze jakiejś książki w głowie kłębią się Wam tysiące myśli, a stworzenie z nich wszystkich w miarę zgrabnego i logicznego tekstu, wydaje się szczególnie trudne.  Z drugiej strony czekanie aż wszystko poukłada się na tyle, by wyzwanie to było łatwiejsze do realizacji może sprawić, że pewne emocje i przemyślenia stracą nieco na świeżości. Kierowana taką obawą piszę te słowa kilka minut po tym, jak przeczytałam ostatnie zdanie „Deadline” Randy'ego Alcorna, a poznana historia wciąż żywo we mnie tkwi. I w tym momencie pojawia się pierwsza przeszkoda, czyli fakt, że po lekturze tej książki uczucia mam, delikatnie mówiąc, mieszane.

Przy tej całej niepewności w jaki sposób o „Deadline” napisać i jak najlepiej wyrazić swoją opinię zacznę od pewnego rodzaju pewnika – zarysu fabuły. On zresztą bowiem miał również pewien (dosyć znaczący) wpływ na to, w jaki sposób do tej pozycji podeszłam.

Jake, Doc i Finney to trójka dorosłych mężczyzn, których od dzieciństwa łączy przyjaźń. Wspólne dziecięce zabawy, młodzieńcze doświadczenia, a później także trudne przeżycia w Wietnamie sprawiły, że mimo bardzo różnych dróg, które wybrali, wciąż są sobie bliscy. Dzieli ich bowiem więcej niż tylko kariera zawodowa czy wybory dotyczące rodziny. Finney od wielu lat jest gorąco wierzącym konserwatywnym chrześcijaninem, natomiast Doc prezentuje poglądy zdecydowanie liberalne. Jake natomiast nie potrafi ściśle się określić, chociaż z pewnością bliżej mu do przekonań drugiego z przyjaciół. 

Czytaj dalej

Margaret Dilloway – Sztuka uprawiania róż z kolcami


Margaret Dilloway, Sztuka uprawiania róż z kolcami [The Care and Handling of Roses with Thorns], tłum. Anna Jędrzejczyk, Wydawnictwo M, 2012, 440 stron. 

Pasja. Jedni odkrywają ją bardzo szybko, jeszcze w okresie dzieciństwa, inni przez całe życie poszukują, próbując znaleźć coś, przy czym ich serce będzie biło szybciej. W przypadku Gal świat od dawna kręci się wokół dwóch spraw – ukochanych róż, które z oddaniem nie tylko pielęgnuje, ale i kreuje, tworząc nowe odmiany oraz przewlekłej choroby nerek mającej niebagatelny wpływ na jej codzienność. Każdemu z tych aspektów towarzyszy marzenie – z jednej strony stworzenie tego jedynego doskonałego kwiatu, z drugiej otrzymanie nowej nerki bez której przyszłość kobiety stoi pod znakiem zapytania.

W tą znaną, choć może nie zawsze lubianą przez Gal, codzienność wkracza nagle jej nastoletnia siostrzenica Riley, której nie widziała od lat, w dużej mierze ze względu na trudne stosunki ze swoją siostrą Becky. Odpowiedzialność za kogoś poza samą sobą nie jest tym, do czego Gal przywykła, tym bardziej, że droga do wzajemnego zrozumienia nie jest usłana różami. Zresztą nawet gdyby była, to przeważały by na niej kolce, a nie pachnące i delikatne kwiaty.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy