Patrycja Gryciuk, Plan, Poligraf, 2013, 575 stron.
Zaczęło się od skojarzenia z książką E. L. James „50 twarzy
Greya” – ona niepewna siebie studentka (wprawdzie kierunek inny, ale jednak),
on tajemniczy miliarder. Na szczęście stosunkowo szybko to wrażenie dosyć
silnego podobieństwa się rozmywa i chociaż nie jest jakoś bardzo odkrywczo
jeżeli chodzi o fabułę, to jednak w miarę czytania widziałam już „Plan” jako
odrębną i na swój sposób przemyślaną historię. Nie wszystkie jej elementy mnie
przekonały, a nawet zdarzały się chwile, gdy nie mogłam się powstrzymać od
wymownego przewracania oczami, ale muszę przyznać, że to jedna z tych książek,
które tak po prostu całkiem dobrze się czyta.
Anna ma 17 lat i jest młodsza niż większość studentów, ale
pomimo pewnego wycofania w kontaktach z innymi, dosyć szybko udaje się jej
zaaklimatyzować w nowym otoczeniu. Oksford wydaje się zupełnie inny niż
Wrocław, z którego pochodzi, ale w jej życiu zacznie się dziać tak wiele, że
nie będzie miała wiele czasu na tęsknotę za domem. Najpierw pojawia się Lorcan
– kolega z uczelni, któremu ewidentnie zależy na Annie, a i ona nie zostaje
wobec niego obojętna. Jeden wieczór i spotkanie Siergieja wszystko zmienia –
dziewczyna z miejsca się zakochuje i zupełnie nie ma znaczenia, że nowo poznany
mężczyzna jest od niej dużo starszy i tak naprawdę nic o nim nie wie.
Zastanawiam się cały czas co stanowiło największy problem w
czasie lektury i na myśl od razu przychodzi mi obsadzenie Anny w roli
narratorki. Co ciekawie, taki zabieg jest też w pewnym sensie atutem książki,
bo pozwala lepiej poznawać myśli głównej bohaterki. Inna sprawa, że czasami
opadały mi ręce jak się w nie zagłębiałam. Rozumiem młody wiek i przyjmuje, że
ze względu na to lub po prostu taki, a nie inny charakter Anna mogła wszystko
mocno przeżywać. Nie zmienia to jednak faktu, że jej reakcje (na przykład rozpływanie
się już przy samym spojrzeniu Siergieja) wydawały mi się niejednokrotnie
przerysowane. Na szczęście wraz z rozwojem fabuły widać jak Anna się zmienia,
dojrzewa i mierzy się z codziennością, która daleka jest od bajki, jakiej poniekąd
się spodziewała. Zupełnie nie rozumiałam wprawdzie niektórych jej decyzji, ale
akurat pod tym względem ani myślę stawiać się w roli wyroczni – to, że ja nie
wyobrażam sobie takiego uczuciowego zaplatania, jakie stało się udziałem głównej
bohaterki, nie oznacza, że komuś nie mogło się to przydarzyć.
Niespecjalnie polubiłam Annę, ale doceniam, że autorka
stworzyła bohaterkę, która nie była mi obojętna. To byłoby naprawdę dużo gorsze od od braku
sympatii. Tworzone postaci mają wywoływać emocje, niekoniecznie
zawsze pozytywne, byleby na stronach książki ożywały.
Fabularnie „Plan” mnie nie zaskoczył, ale właściwie na nudę
nie mogłam narzekać. Dzieje się sporo, a sama historia mimo pewnej
przewidywalności potrafi wciągnąć. Dodatkowo wątek biopaliw stanowi
niewątpliwie spore urozmaicenie, co doceniam niezależnie od tego, że nie jest
to tematyka, która jakoś mocno mnie intryguje. Zdecydowanie wzbogaca jednak
całą powieść i pokazuje, że poza miłosnymi rozterkami autorka chciała przekazać
coś jeszcze. Patrycja Gryciuk sprawnie posługuje się piórem, więc jej powieść (poza
wspomnianymi wcześniej zgrzytami w narracji) czyta się szybko. Po lekturze tego
debiutu daleko mi może do zachwytu, ale jednocześnie widzę w autorce potencjał,
który odpowiednio wykorzystany, może dać naprawdę ciekawe efekty.
Garść cytatów:
~*~
Książka przywędrowała do mnie od Asi z bloga Niebieska zakładka w ramach akcji Podaj dalej, czyli książka w podróży organizowanej przez Sylwię z bloga Moje spojrzenie na kulturę. Lada dzień powędruje dalej, by dać się przeczytać kolejnej osobie :)
Wyzwanie: Polacy nie gęsi
Wyzwanie: Polacy nie gęsi
- 21.09.2015
- 23 Komentarze


