Yann Martel - Życie Pi

29.12.2025



Yann Martel, Życie Pi [Life of Pi], tłum. Magdalena Słysz, Albatros, 2025, 384 strony.

Wiedziałam, że jakaś łódka, jakiś tygrys, wiele sprzedanych egzemplarzy, Nagroda Bookera i film, którego nie oglądałam. Cóż, na tym mniej więcej kończyła się moja wiedza i wyobrażenie na temat powieści „Życie Pi”. Zakładałam, że kiedyś pewnie ją przeczytam (jest na liście top 100 książek BBC, a ja od czasu do czasu staram się coś z niej odhaczać) i to kiedyś nastąpiło właśnie teraz. I już nie jakiś tam tygrys, a Richard Parker i i nie jakaś tam łódka, a szalupa, która na wiele, wiele dni staje się najbardziej i najmniej bezpiecznym miejscem dla pewnego chłopca.

Podróż do Kanady miała być dla Pi i jego rodziny nowym początkiem, ale niespodziewana katastrofa sprawia, że nastolatek jest zdany jedynie na siebie. Wprawdzie nie tylko on ocalał, ale pływanie po Oceanie Spokojnym w towarzystwie tygrysa bengalskiego, zebry, hieny i orangutana raczej trudno uznać za najlepszą z możliwych opcji...

Pióro Yanna Martela poznałam przy okazji innej jego książki - „Wysokie Góry Portugalii” i wtedy miałam taką myśl, że autor zdecydowanie potrafi tworzyć niebanalne historie, które trudno zamknąć w jakichś ramach. „Życie Pi” też ma w sobie pod pewnymi względami coś niesamowitego, bo relacja człowieka z tygrysem jest zdecydowanie interesująca i co ciekawe - wcale nie taka baśniowa, jak się spodziewałam. I to uznaję za duży plus tej powieści. Główny bohater nie ma tajemnych mocy, ale ma cierpliwość i doświadczenie dorastania w otoczeniu zwierząt, a to pozwoli mu zawalczyć o przetrwanie i jego własne, i Richarda Parkera.

W sporą ilość cierpliwości musi też uzbroić się czytelnik, bo opowieść toczy się powoli i zanim znajdziemy się w szalupie ratunkowej przyjdzie nam wysłuchać dosyć długiej relacji z dzieciństwa głównego bohatera. I z jednej strony pozwala to poznać go lepiej, zobaczyć, co go ukształtowało i dlaczego pływanie, bycie jednocześnie wyznawcą aż trzech religii i prowadzone przez jego ojca zoo miały tak duże znaczenie, ale z drugiej chwilami miałam wrażenie, jakbym czytała raczej wykład na jakiś temat i te momenty wywoływały u mnie znużenie. Później takich chwil jest już mniej, a chociaż historia toczy się na mocno ograniczonej przestrzeni to przez większość czasu budzi ciekawość. Mam tylko wątpliwość czy budziłaby jej aż tyle, gdyby nie pewien zabieg autora, który jakoś mi po lekturze nieprzyjemnie zgrzyta.

Nieszczególnie jednoznaczna ta moja opinia o „Życiu Pi” - wiem. W istocie czuję się rozdarta między tym, jak przekonująco opisana jest walka o przetrwanie głównego bohatera i ciekawie zarysowana relacja człowieka z tygrysem,  a tym, że w ogólnym rozrachunku nie przeżywałam tej opowieści naprawdę mocno. Jakbym nie weszła do szalupy razem z Pi, tylko słuchała tej opowieści z pozycji wygodnego fotela, bez ogromu emocji, których chyba się spodziewałam. Warto było przeczytać i nie żałuję czasu, który jej poświęciłam, ale to nie będzie powieść, do której będę często wracała myślami. 


  Garść cytatów:

Pierwsze zdziwienie najgłębiej zapada w pamięć; następne upodabniają się do wrażenia, jakie pozostawiło po sobie tamto”. (s. 73)

Ponieważ zło zewnętrzne to zło, które tkwiło w nas, zanim zostało wypuszczone na wolność. Polem walki o dobro nie są otwarte publiczne areny, ale małe karczowiska w naszych sercach”. (s. 98)

- Jeśli w niebie jest tylko jedno państwo, to czy nie obowiązują w nim wszystkie paszporty?(s. 101)

    

Zobacz również

6 komentarze

  1. No cóż - ja nie przebrnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co przeszkadzało Ci najbardziej? :)

      Usuń
    2. Powolna akcja i wspomnienia dzieciństwa. Zbyt to było rozwleczone i dla mnie po prostu nudne.

      Usuń
    3. U mnie ta pierwsza część książki też wywoływała znużenie, więc rozumiem, że mogła zniechęcić do dalszej lektury :)

      Usuń
  2. Bardzo cenię takie szczere opinie. Często przy książkach z listy „top 100” czujemy presję, żeby się zachwycać, a Ty wypunktowałaś i plusy, i to, co Ci „zgrzytało”. Richard Parker to faktycznie ikona, ale po Twojej recenzji czuję, że muszę się przygotować na ten spokojniejszy, niemal „wykładowy” wstęp. Świetne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguś, cieszę się, że tak odbierasz mój wpis :) Staram się nie doszukiwać na siłę w książkach czegoś tylko dlatego, że otrzymały jakieś nagrody czy są w jakichś topkach. Piszę o tym, jak ja czuję daną historię i wiem, że ktoś może ją czuć inaczej :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy