Josh Malerman - Malorie
28.07.2026Josh Malerman, Malorie, tłum. Filip Sporczyk, Akurat, 2026, 352 strony.
Bird Box, tom 2
Ostatnio poznałam codzienność, w której jedyną ochroną przed nieokreślonym złem wywołującym mordercze szaleństwo jest opaska na oczach („Nie otwieraj oczu”). Dziś wracam do tego świata, z niepokojem przyjmując, że po dwunastu latach strach jest nadal żywy, zagrożenie nie minęło, a podejmowane próby jego okiełznania kończą się zazwyczaj tragicznie.
„Malorie” jako drugi tom serii w pewnym sensie traci jeden z atutów - niebezpieczeństwo nie jest już czymś nowym i przez to napięcie nie jest aż tak silne jak poprzednio. To fakt. Mimo to czas, który minął od poprzednich wydarzeń pozwala silniej wybrzmieć pytaniom o to, czy takie życie bez oglądania świata zewnętrznego, w nieustannej czujności jest warte tylu poświęceń? Główna bohaterka zrobi wszystko, by przetrwać, ale czy cena za przetrwanie nie jest zbyt wysoka? Jej paniczny strach przebija się przez kolejne strony i to nad jej zachowaniem i wyborami przychodzi się czytelnikowi zastanawiać. Wydaje się bowiem, że w obecnym świecie mniej ważne jest okazywanie matczynej miłości rozumianej tak jak dawniej, a bardziej „wytrenowanie” własnych dzieci, by były gotowe trzymać się od zła jak najdalej.
Tom i Olimpia nie znają innej rzeczywistości, bo urodzili się w środku trwającego już chaosu. Nie mogą zobaczyć tego wszystkiego, co dawniej było tak łatwo dostępne. Nieba pełnego gwiazd, tęczy po ulewnym deszczu czy wschodu słońca. Nie da się jednak listą zasad, nakazów i zakazów okiełznać ludzkiej ciekawości, nie da się zamknąć kreatywności na klucz. Nie sposób też całkiem zdusić w sobie nadziei, gdy niespodziewanie pojawia się na horyzoncie. Takiej, która jest jakby wiadomością z dawnego życia.
Wiem, że drugi tom serii Bird Box nie cieszy się taką popularnością jak pierwszy i właściwie mnie to jakoś mocno nie dziwi, bo i mi towarzyszyło mniej emocji w trakcie lektury. A jednak pokazanie świata, który już kilkanaście lat współistnieje z tak śmiertelnym niebezpieczeństwem i tego, jak to wpłynęło na kogoś takiego jak Malorie, ale i na innych ludzi to ciekawa perspektywa. I uważam, że warto było ją poznać.
„Nie trać czujności.
Ta krótka mantra pozwoliła im przetrwać tyle lat. Krótkie, lecz potężne zdanie oddzielające ją od ludzi, którym zawsze wydaje się, że mogą pokonać wszelkie przeciwności losu”. (s. 169)






0 komentarze
Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)